Pełna namiętności opowieść o odkrywaniu swojej kobiecości i czerpaniu z życia pełnymi garściami.
Życie Izabeli przypomina sielankę: kochający mąż, urocze dzieci, praca, która daje satysfakcję… Izabela jest szczęśliwa i wierzy, że w imię miłości warto było lata temu zrezygnować z największej pasji, jaką był taniec.
Wszystko zmienia się jednak w chwili, gdy w wyniku rutynowego badania lekarz stawia niepokojącą diagnozę. Izabela postanawia odmienić swoje uporządkowane życie. Aby odnaleźć utraconą iskrę, zapisuje się do szkoły salsy. Nie wie jeszcze, że powrót na parkiet ożywi skrywane pragnienia.
Czy dojrzałe uczucie przetrwa tę próbę? Jakie decyzje podejmie Izabela? I czy wystarczy jej odwagi, aby ponieść ich konsekwencje?
Nie umiem się z tym pogodzić. Po prostu nie rozumiem, jak można... no dobra, słuchajcie, SPOILERY, więc czytacie dalej na własną odpowiedzialność:
SPOILERY!
Uprzedzałam!
Iza ma 41 lat i kochającego, wspierającego męża (serio, kochany facet!) i trójkę zdrowych, odnoszących sukcesy dzieci (którymi się w ogóle nie interesuje). Ma też piękny dom, ogródek (mąż jest chirurgiem, bardzo szanowanym). Jedyny minus? W domku obok mieszka teściowa, która jest wobec niej bardzo krytyczna (ale potem chyba upada na głowę i również wspiera Izę, wtf?). No dobrze, książka zaczyna się w momencie, gdy na kontrolnej wizycie u ginekologa, wykrywają u Izy małego mięśniaka. I teraz tak, nie wiem, jak bardzo muszę to podkreślić: NIEGROŹNEGO (lekarz mówi, że nie ma sensu wycinać, w ogóle jej nie zagraża, ale będą obserwować). A Iza popada w paranoję, że umiera. Kumam: coś takiego może przerazić. No, to co robią ludzie zazwyczaj? No nie wiem, gadają z bliskimi, idą po drugą opinię, szukają profesjonalnej pomocy. (Wspominałam już, że to niegroźny mięśniak, absolutnie nie wpływający na jej zdrowie, oprócz, oczywiście, psychicznego: co szanuję i rozumiem, ale...... !!!!) Słuchajcie, autorka na końcu wzywa do bycia wyrozumiałym i nie oceniania innych. Oh yes girl! Popieram, wspieram i tak dalej. ALE jest różnica, pomiędzy wspieraniem osoby, która, nie wiem, ma ataki paniki i powie dwa, czy trzy niepotrzebne słowa, a kobietą, która zamiast szukać pomocy.... idzie się przespać z jakimś barmanem. I znów. I znów. A potem kolejny romans. Nie cierpię tego określenia, ale Iza puszcza się na prawo i lewo (hej, jesteś mężatką! Hej, mąż cię kocha i wspiera! Hej, ty samolubna babo! Masz dzieci, wiesz, co się z nimi dzieje? Nie! Bo jesteś zajęta kombinowaniem, jak pomieścić seks z jednym i drugim kochankiem pomiędzy seksem z mężem).
Jak dla mnie? Nie ma ŻADNEGO usprawiedliwienia dla tej kobiety. Jest samolubna, okrutna i stoi przed wszystkim, czego nie szanuję w życiu. Jeśli to świadczy, że jestem oceniającą innych małpą? Spoko. Bo ja myślę o tym niczego nie świadomym mężu, dzieciach, które widzą takie zachowanie i mężczyznach, których Iza ewidentnie wykorzystuje (kto powiedział, że to działa tylko w jedną stronę, ewidentnie nie).
Jeśli autorka chciała wstrząsnąć: udało się. I książka napisana jest też bardzo ładnie. I okładka jest super.
To trzecia powieść autorki, którą przeczytałam. Zapowiadała się bardzo przyjemnie jednak na zapowiedziach się skonczylo. Izabela mając 41 lat dowiaduje się, że ma mięśniaka, łagodnego, niewymagającego ingerencji chirurgicznej, ale mimo to fiksuje na nim cała uwagę. Nie mówi mężowi, za to zaczyna się puszczać. Tak. Tylko tak można to nazwać. Najpierw Tomasz, potem Robert, Tobiasz. Koszmar. A mąż kocha i nie jest niczego świadomy. W około 3/4 książki teściowa Izabeli nagle staje po jej stronie i pomaga uporać się z problemem by na koniec wszystko wróciło do normy.
Słaba. Baaaaardzo słaba. Nie mam w zwyczaju porzucania rozpoczętych książek ale miałam na to wielką ochote....