Pewnej nocy czterdziestoletni Jakub wyskakuje z dziewiątego piętra wieżowca w Krakowie. Zostawia list pożegnalny ze zdjęciem pięknej dziewczyny. Być może jest to Zuza, o której Kuba napisał: „Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moje życie straciło sens”. Co tak naprawdę skłoniło mężczyznę do samobójstwa? Kim jest Zuza i co się z nią stało? Jaki związek z tym wszystkim mają budzące grozę filmy znalezione w smartfonie Jakuba? Odpowiedzi na te pytania próbuje znaleźć Kris, przyjaciel Kuby z dzieciństwa. Kris jest zawodowym żołnierzem, ale daleko mu do typowego bohatera, który samotnie stawia czoło złemu światu – kiepsko strzela, ma nadciśnienie i początki nadwagi. Tymczasem prywatne śledztwo, w którym pomaga mu dwójka nastolatków, prowadzi go do zaskakujących odkryć… W tym obfitującym w humor kryminale autor podrzuca czytelnikowi różne tropy, sprowadzając go często na manowce. Tytułowa powódź nieubłaganie zbliża się do miasta…
Jest to debiut pana Pawła ,i z przyjemnością powiem że bardzo udany debiut. Akcja książki dzieje się w Krakowie( moim ulubionym mieście).A że trochę znam Kraków ,to czasami tak się czułam jakbym tam była ,i słyszała w nocy tramwaj czy sygnały karetki,jadącej do wezwania . Bardzo wciągający kryminał.Świetnie poprowadzona akcja nie zostawia czasu na nudę .Może niektóre fakty są przerysowane i w realu pewnie nie miałyby miejsca, to i tak przymykam na to oko. Ciekawym posunięciem autora było dodanie kartki z kalendarza każdego dnia i informacje dotyczące powodzi w Krakowie . Polecam ,bo naprawdę warto przeczytać :-)
Jakoś nie po drodze było mi z tą książką. Nie twierdzę, że jest zła, ale nie wzbudziła we mnie jakiś głębszych emocji. Świetny pomysł z kartką z kalendarza i wycinkami prasowymi rozpoczynającymi każdy rozdział, fajnie zarysowało to tło i klimat całej historii. Autor porusza ciężkie tematy takie jak darknet, handel ludźmi, filmy snuff, a cała akcja rozgrywa się w Krakowie, który zalewa co raz wieksza woda, grożąc powodzią. Kto jest ciekawy, niech czyta.
Wreszcie powieść kryminalna, która nie bazuje na ogranych doszczętnie konceptach! "Powódź" to wciągająca od pierwszych kart historia, rozgrywająca się w gęstej, naznaczonej fatalizmem, atmosferze miasta pogrążającego się w narastającym chaosie kataklizmu. Bohater z krwi i kości - "śledczy" mimo woli - to charakter hołdujący postaciom z galerii klasycznych kryminałów noir, nieco pół kroku za rzeczywistością XXI wieku. Natomiast mroczną i skrzętnie poprowadzoną intrygę, pięknie komplementuje kontrastująca z nią nostalgia za nie tak odległą - a jednak specyficzną i kochaną - rzeczywistością krainy dzieciństwa i jej oraz artefaktami, co docenią z pewnością czytelnicy dorastający - jak autor i jego detektyw - na przestrzeni lat 80-tych / 90. XX wieku. Pochłaniająca, brutalna i zaskakująca w finale powieść, którą polecam wszystkim, czującym przesyt lekturą schematycznych i taśmowych, produkowanych od sztancy, kryminałów polskich czołowych autorów powieści tego gatunku. Polecam i czekam na kolejną - powstającą właśnie - powieść Pawła Fleszara!
* * *
Więcej o książce, genezie jej powstania, samym autorze i jego pisarskich planach na przyszłość dowiecie się z 34. odcinka podcastu Readers Initiative - https://readersinitiative.podbean.com...
Historia kryminalna z życiowymi bohaterami i w zwykłej codzienności. Po pierwsze - czyta się bardzo dobrze. Jakoś tak bez ekscesów i fajerwerków wyobraźni czytelnik wchodzi w tę fabułę, w sytuacje, w czyjeś życia. Przede wszystkim - moim zdaniem - jest to zasługa języka; przyjazny, bardzo naturalny łagodnie tworzy zgrabną narrację, która tak mimo woli wchłania czytelnika. I mimo, że początkowo informacji tworzących ten świat jest stosunkowo niewiele (na niektóre trzeba zresztą czekać dość długo) to raczej pogłębia to zainteresowanie niż denerwuje Podobają mi się postacie fabuły, wykreowane bez przesady ale wystarczająco dokładnie, do tego na tyle sympatycznie by można było je polubić a nawet zaprzyjaźnić się z nimi. Osobiście chyba najbardziej przypadła mi do gustu postać Mariki, niby zwykłej młodej cwaniary ale przecież zadziwiająco mądrej, rozsądnej a i skorej do swoistego altruizmu dziewczyny, a do tego zdolnej do wspaniałego popisu aktorskiego. Jakbym tam był i oglądał - poprosiłbym o bis. Również konstrukcja biegu wydarzeń pozwala odnajdywać się w nich i przyswajać bez najmniejszych trudności, także naturalnie, mimowolnie. Nie można nie zauważyć swobody autora, z jaką porusza się on wśród swych bohaterów, ich dialogów i i zdarzeń, bez zahamowań, lapsusów, fałszywych nut, od pierwszej do ostatniej strony. Prowadzi akcje wartko, zręcznie unika jakichkolwiek dłużyzn, mielizn, monotonii, dialogowego „mędrkowania” bohaterów - sytuacje i zdarzenia łączą się i uzupełniają same z siebie. Intryga w wątku kryminalnym rozwija się nienatrętnie ale też naturalnie, akcja konsekwentna a kluczowe zwroty akcji nie zgrzytają sztucznością wielu innych modnych dzieł. Do tego dotyczy jakże dziś ważnych społecznie obszarów: tragedie wzmagającego się handlu ludźmi, przemyślne mordowanie ludzi ku uciesze osobników zdegenerowanych. Wydaje mi się tylko, że trochę skrótowo wyszły sceny końcowych rozstrzygnięć, finał rozgrywa się zbyt szybko w stosunku do fazy narastania konfliktu. I chyba niestety zbyt łatwo dla bohatera (i jego pomocników). Biorąc pod uwagę dysproporcję doświadczenia i determinacji między nim(i) a prawdziwymi czarnymi charakterami jaka występowałaby między nimi w rzeczywistym świecie zła, zwłaszcza tak paskudnego - nie wiem czy nie będący supermenem bohater dałby sobie tak łatwo radę. I pewna niejednoznaczność finału - książka kończy się jakby na rozstajach. Przestępcy - nie żebym im współczuł, broń Boże- jak w porządnym kryminale ponoszą, jakże srogie, konsekwencje. Bohater - wraca do porzuconej na chwilę swojej codzienności, z refleksjami o minionym życiu, jego blaskach, cieniach i pozorach. Bagaż doświadczeń prawdopodobnie może pozwoli mu odbudować rodzinę ale ... Ten watek, społeczno-obyczajowy, przez cały czas niesie refleksje o wartościach, motywacjach, o mylącej powierzchowności pierwszych spostrzeżeń, o trwałości - i zmienności - uczuć. W tej dziedzinie każdy jest ekspertem własnych poglądów, nie pokuszę się tu o jakieś sądy kategoryczne ale relacje między bohaterami są przykładowym „samym życiem”. Właściwie mogłyby zdarzyć się każdemu z nas, ot tak, od jutra. Albo - jeśli pominąć wątek sensacyjny - może już się zdarzyły.Dlatego każdy z nich prowokuje w którymś momencie lektury chwilę nad nim zastanowienia.
À propos konstrukcji technicznej książki. Podoba mi się układ „kalendarzowy” rozdziałów, zakreślający ramy czasowe i jakby bardziej przybliżający treść do świata codziennego. I to od czego ta powieść się zaczyna. Swoiste preambuły kolejnych rozdziałów tworzone cytowaniem publikacji publicznych: prasa, blog. Pomysł jakoś nowatorski, chyba rzadki, w każdym razie nie udało mi się wcześniej z takim zetknąć. Swego rodzaju motta? Dedykacje? Przyznam - nie do końca , zwłaszcza na początku, rozumiałem ten zabieg. Z czasem część tych treści okazała się konsekwentnym uzupełnieniem wątku głównego, w którym jakże istotna okazała się powódź. Inna sygnalizowała chyba dwoistość osobowości nie do końca odgadnionej postaci bohatera już od początku tragicznie nieobecnego ale przecież będącego osią powieści (czy można tak powiedzieć o zmarłym?). Notki na temat DarkNet-u, mimo najluźniejszej chyba bezpośredniej korelacji, związane jednak istotnie zarówno z „domorosłym” hakerem jak i z rzeczywistą „ciemną” przestępczością - w każdej sytuacji znajdują uzasadnienie swego tu istnienia. Muszę przyznać, że korci mnie by rozumieć je jako zapis drugiej strony wątków powieści, coś w rodzaju zwierciadlanego odbicia jej obrazu w innym nośniku - choć uczciwie przyznam, ze zamysł autora mógłby być zupełnie inny. Tym niemniej choć aranżacja nietypowa, początkowo nieco dezorganizująca percepcję, na koniec - a właściwie już w trakcie - całkiem sensownie koreluje z akcją powieści, uzupełnia ją i wzbogaca. Do tego nieźle spełnia rolę czynnika wzmagającego zaintrygowanie. A w wątku opisu przestępstw „snuff” dodatkowo jeszcze przypomina, unaocznia, uświadamia istnienie perwersyjnego zła, ludzi (ludzi?) zdolnych do jego czynienie. I jego nieszczęsnych ofiar w sytuacjach bez odwrotu...
Generalnie - naprawdę niezłe 200 stron. Zgrabne. Pomysłowe. Zwarte. Płynne. Przyswajalne. Nie bez znaczenia - lekkie. Wciągające. Warte przeczytania.
P.S. Wśród wielu zgrabnych zwrotów i sformułowań szczególnie podobała mi się taka perełka [o słowach zawiedzionego syna do sprawiającego zawód ojca] : „...brzmiało, jakby wypowiadał je CORAZ MNIEJSZYMI LITERKAMI”. Sam nieraz zastanawiam się jak mając do dyspozycji 32 znaki graficzne niuansować intonację albo sens wypowiedzi - a tu taki piękny patent. Moim zdaniem - brawo.
Ksiàżka w sam raz na letnie upały. Powieść nie bardzo wymagająca, ale za to naprawdę wciągająca. To historia, która łączy w sobie mroczny Kraków z nutką humoru tajemnicy i odrobiną sensacji.
Czasami dochodzę do bardzo smutnej refleksji, że mrok – nam ludziom – będzie zawsze towarzyszył. Nawet jeśli jesteśmy dobrzy z charakteru, nasze poczynania są uczciwe i bezinteresowne, to prędzej czy później popełnimy jakiś błąd i zrobimy coś, co według naszej opinii będzie po prostu złe. Nie ma ludzi, którzy dosłownie zawsze są dobrzy. Są tylko tacy, którzy pracują nad sobą, naprawiają swoje błędy i starają się być najlepszymi możliwymi wersjami siebie. Ale nawet tacy ludzie nie unikną zła i mroku, ponieważ czai się ono w ciemnych uliczkach, kłamstwach, nieuczciwych decyzjach i innych ludziach. Czy nie ma żadnego wyzwolenia?
Kris miał w dzieciństwie przyjaciela – takiego prawdziwego. Mógł zawsze liczyć na jego wsparcie i pomoc. Spędzali razem mnóstwo czasu. Przeżywali niesamowite przygody i nie miało znaczenia, że działo się to tylko w ich wyobraźni. Byli nierozłączni i zawsze lojalni wobec siebie. Jednak słowo "zawsze" ma to do siebie, że zazwyczaj jest nieprawdziwe. Tak było właśnie w przypadku Krisa i Kuby. Teraz Kris ma czterdzieści lat i wiele problemów, z którymi nie wie, jak sobie poradzić. Lecz wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia dowiaduje się, że Kuba popełnił samobójstwo. Postanawia odwiedzić Kraków, w którym mieszkał jego były przyjaciel, i sprawdzić, co sprawiło, że mężczyzna podjął tak drastyczną decyzję. Czy przeszłość mogła dać znać o sobie po tylu latach? Czy powódź zalewająca Kraków jest czymś więcej niż tylko falą niszczycielskiej wody?
Kryminały czytam rzadko, mimo że bardzo lubię zagłębiać się w świat zbrodni i niewyjaśnionych tajemnic. Nie do końca jestem w stanie wyjaśnić, czemu nie sięgam zbyt często po ten gatunek. Chyba z czasem staje się monotonny, a długie przerwy pozwalają mi na odpoczęcie od tego typu historii i ponowne zagłębienie się z całą pasją w nich. Tym razem padło na "Powódź" Pawła Fleszara. Miałam dość duże oczekiwania co do tej książki i z ręką na sercu muszę przyznać, że wyjątkowo spodobała mi się.
Przede wszystkim przypadł mi do gustu pomysł. Mam wrażenie, że w tej chwili wielu pisarzy uderza w bardzo podobne tony i wykorzystuje niezmiennie te same pomysły. Z takim jak w "Powodzi" jeszcze się nie spotkałam. I mimo że nie jestem w stanie w słowach uchwycić, na czym dokładnie polega ta niekonwencjonalność, to bez wątpienia mocno odczuwam jej istnienie. Nie można tego nie docenić. Również rozpoczęcie poszczególnych rozdziałów zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Każda część rozpoczynała się kartką z kalendarza, a następnie pojawiały się artykuły z gazet oraz posty ze stron internetowych. W sposób intrygujący tworzyły to klamrę z całą historią.
Nie można też pominąć stylu autora. Naprawdę – idealnie wbił się w moje oczekiwania. Pisarz wykazuje się prostym i przyjemnym językiem, co pozwala bez oporów brnąć dalej w historię. Jeśli czytacie systematycznie moje recenzje, to wiecie, że jestem fanką kwiecistych i rozbudowanych stylów. Ale w tym przypadku to by po prostu nie pasowało. Prostota nie jest tym infantylnym językiem, który czasami się tworzy, by dobrze się czytało. To pewnego rodzaju kunszt odpowiednio dopracowanych opisów i dialogów, dzięki czemu wszystko jest wyważone.
Sama fabuła wciągnęła mnie i sprawiła, że przeczytałam powieść na dwa razy. Gdyby nie obowiązki, na pewno byłoby to jedno bardzo przyjemne posiedzenie przy książce. Powoli wyłaniające się fakty dotyczące samego Krisa i tajemnic związanych z samobójstwem Kuby w sposób logiczny i zaskakujący tworzą szybko płynącą historię. Choć odczuwam tu pewnego rodzaju niedosyt. Wydaje mi się, że pewne elementy można by bardziej rozbudować, tworząc jeszcze bardziej intrygującą opowieść. Jest wiele wątków podsycających ciekawość, ale niestety momentami potraktowanych po macoszemu.
Do bohaterów też mam mieszane odczucia, ponieważ byli oni wyraziści i od razu poczułam do nich sympatię, jednakże ich olbrzymi potencjał również nie został wykorzystany do końca. Mimo to ich uwielbiam. Kris jest dla mnie wyjątkowo ludzką osobą, ponieważ widać, że chce postępować dobrze i jest zdolny do wielkich czynów, ale momentami też ma sporo za uszami. Cenię takich bohaterów, ponieważ wiem, że taką osobę można spotkać w prawdziwym życiu. Jego towarzyszka – Marika – również z miejsca sprawiła, że ją polubiłam. Jej hart ducha, kreatywność oraz pewnego rodzaju beztroska w problemach prowadzą czytelnika przez kolejne strony z uśmiechem i oddaniem. Jednak ze wszystkich najbardziej polubiłam Kamila, który zarazem jest stereotypem informatyka, ale jest też jego antystereotypem. Wiem, że brzmi to dość komicznie, ale odnajduję w nim i takie, i takie cechy. Szanuję takich bohaterów.
Cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać "Powódź". Powieść okazała się nieszablonowa i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Zwykle domyślam się głównych motywów bohaterów i szybko sama rozwiązuje tajemnice. Tym razem moje pomysły trafiły się średnio trafione i to chyba jest największa zaleta całej książki. Dlatego z wielką sympatią będę wspominać tę opowieść.
Złośliwi twierdzą, że niski poziom czytelnictwa, szczególnie polskiej literatury współczesnej, to wina części krytyków. Kreują oni na zjawiska literackie dzieła skończonych grafomanów, co tylko zraża oszukanych czytelników. Ja jednak zgadzam się z Pliniuszem Młodszym, który twierdził, że „Nie ma tak złej książki, żeby w jakimś stopniu nie przyniosła korzyści”. Czytam więc dosłownie wszystko. Dość dawno temu przez przypadek trafiłam na „Powódź” Pawła Fleszara. Zaintrygowały mnie i opis, i okładka. Powieść długo czekała na półce. Po przeczytaniu ostatniego zdania przyszły mi do głowy słowa Jana Parandowskiego : „Każda książka, jak głos podany przez radio, dociera tylko do tych, którzy mają tę samą długość fali”. Czy nadajemy z autorem na tej samej częstotliwości? Czy jego przekaz dotarł do mnie wyraźnie, czy też pojawiły się zakłócenia? „Powódź” nie jest klasycznym kryminałem- nie oczekujcie cierpliwego wprowadzania czytelnika w świat przedstawiony, drobiazgowego śledztwa i wodzenia czytelnika za nos. Nie będziecie kluczyli w labiryncie domysłów, szukając tropów, które zaprowadzą was w ślepą uliczkę. Zostaniecie, niczym w sensacyjnym filmie, wrzuceni w sam środek akcji. Poznacie Krisa, zawodowego żołnierza. Pierwsze wasze skojarzenia to słynny Jack Reacher? Rozczaruję Was. Kris w niczym go nie przypomina- ma lekką nadwagę, nadciśnienie i wiecznie marudzącą żonę. Nie marzy o naprawianiu świata. Ale kiedy dowiaduje się, że jego najlepszy przyjaciel wyskoczył z okna, bez namysłu rusza do Krakowa . Od lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu, choć w dzieciństwie Kuba był mu bliski, jak brat. Na miejscu okazuje się, że sprawa, delikatnie mówiąc, śmierdzi. Kris zaczyna podejrzewać, że samobójstwo mogło być w istocie morderstwem. W co wplątał się Kuba? Kim jest Zuza? Dlaczego zabrał ją zły człowiek? Chcąc poznać odpowiedzi na te pytania, Kris musi zapuścić się w mroczne zakamarki owianego legendami Darknetu i zdążyć przed wielką wodą, która grozi miastu. W prywatnym śledztwie pomaga naszemu bohaterowi para nastolatków. Wsparcia nie odmawia mu również pewna intrygująca kobieta. Sama intryga nie jest ani oryginalna , ani zaskakująca. Jest jednak logiczna i spójna. A nie o wszystkich kryminałach można to powiedzieć. Bardzo spodobała mi się koncepcja autora, by istotne role w śledztwie powierzyć nastolatkom. Pojawiły się skojarzenia ze słynnym Panem Samochodzikiem, któremu w rozwiązywaniu zagadek pomagali dzielni młodzi harcerze. Serię Nienackiego darzę dużym sentymentem. Pisz, o tym co dobrze znasz, wtedy jest szansa, że twoja książka będzie dobra. Paweł Fleszar zastosował się do rady, którą często słyszą debiutanci, choć debiutantem nie jest. Posługuje się narzędziami, które doskonale zna- jest dziennikarzem, perfekcyjnie zatem posługuje się językiem, jego styl jest przyjazny dla czytelnika. Fabuła skondensowana, próżno tu szukać rozbudowanych, kwiecistych opisów miejsc czy literackich analiz przeżyć wewnętrznych bohaterów. Autor skupia się na wydarzeniach. Podoba mi się ten zabieg. Dzięki niemu akcja toczy się płynnie, nie tracąc tempa, a my mamy wrażenie, że wszystko dzieje się tu i teraz, że obserwujemy rzeczywiste wydarzenia. Poczucie realności potęgują znakomicie skonstruowane dialogi. Bohaterowie Pawła Fleszara rozmawiają językiem, który możemy usłyszeć na ulicy. Język, którym posługuje się dana postać jest elementem jej kreacji. Dobrze widać to na przykładzie Krisa, który często wtrąca w wypowiedzi elementy slangu wojskowego. Po świecie przedstawionym „Powodzi” porusza się tylko kilka postaci. Za to każda z nich jest „jakaś”. Charakterystyczna, dobrze skonstruowana, wiec nawet jeśli pojawia się wyłącznie na chwilę, czytelnik ją zapamiętuje. Paweł Fleszar doskonale potrafi budować także klimat rodem z kryminałów noir. Czyni to poprzez relacje o nadciągającej powodzi. Realistyczne obrazy zagrożenia przeplatane są opisami uliczek i kamienic Krakowa, po których porusza się zagubiony bohater. A czytelnik czuje duszną atmosferę lęku . Kraków Fleszara jest piękny, ale i mroczny. Podsumowując, mogę z całą pewnością stwierdzić, że nadajemy z Pawłem Fleszarem na tych samych falach. Byłabym w siódmym niebie, gdyby nie jedno małe zakłócenie w odbiorze- powieść była zdecydowanie za krótka, za mało rozbudowana. Czekam z niecierpliwością na obszerniejszy kryminał.
Bardzo się cieszę, że po raz kolejny stykam się z twórczością pana Pawła i mogę widzieć jak jego warsztat pisarski się poprawia oraz mogę Wam tutaj nieco opowiedzieć o tej książce. Dostrzegam wiele różnic pomiędzy „Powodzią”, a debiutem autora – „Wyśnioną jedenastką”, którą miałam przyjemność zrecenzować jeszcze na moim starym blogu. Przede wszystkim „Powódź” została wydana w wersji papierowej przez wydawnictwo Księży Młyn Dom Wydawniczy, zaś „Wyśniona jedenastka” była udostępniona przez autora w wersji elektronicznej dla tych, którzy chcieli zapoznać się z treścią książki – głównie dla blogerów. Widzę również duży progres w samym przedstawianiu historii. Byłam ogromnie ciekawa, czy Paweł Fleszar w swojej książce „Powódź”, zrobi postępy i weźmie sobie do serca uwagi czytelników swojej debiutanckiej pozycji, gdzie troszkę pogubiłam się w fabule. Przyznać trzeba, że tę książkę czytało mi się o wiele łatwiej, a co za tym idzie, przyjemniej i z większym zrozumieniem.
Zacznijmy jednak od początku. W opisie przedstawiłam Wam pokrótce czego możecie się spodziewać po tej lekturze. Naszym głównym bohaterem w książce zatytułowanej „Powódź”, która napisał Paweł Fleszar, jest zawodowy żołnierz Kris. Jednak nie spodziewajcie się z jego strony brawurowych akcji. Wywnioskowałam, że mężczyzna ma swoje lata, dopadają go różne choroby i oznaki starzenia się, ale jest na tyle sprawny fizycznie, by poprowadzić własne śledztwo w sprawie śmierci swojego dawnego przyjaciela. „Jak co wieczór łyknął pół tabletki noliprelu, dzięki któremu nie miał ciśnienia sto pięćdziesiąt, sto sześćdziesiąt, skaczącego do stu osiemdziesięciu. Ale sikał częściej i czasem robił się śpiący w trakcie dnia, gdy przysiadł gdzieś lub się położył.”
Przyjeżdżając do Krakowa, na swojej drodze spotyka siedemnastoletnią Marikę, która skradła moje serce. Połączenie starszej osoby, nie za bardzo orientującej się we współczesnym świecie i zwariowanej nastolatki nie zwracającej uwagi na możliwe niebezpieczeństwo, było dla mnie połączeniem idealnym. Oboje dopełniali się charakterem. To co Kris uważał za niebezpieczne, Marika traktowała jak dobrą zabawę.
Ciekawym elementem było również wplecenie w tekst artykułów z lokalnych gazet. Mogliśmy z nich wyczytać o panujących warunkach atmosferycznych w Krakowie, zbliżającej się powodzi, czy też Darknecie. Artykuły te wyglądały faktycznie jak wycinki z gazet i zawsze przed nimi widniała kartka z kalendarza. Jakby autor chciał podkreślić dzień w którym toczyła się akcja.
Widać w tym wszystkim styl pisarza. Jego drobnostkowość, dbałość o detale, chęć przedstawienia historii czytelnikowi jak najlepiej. Niestety czasem przy połączeniu tego z dialogami nie wychodziło to najlepiej. Bywały momenty, że nie za bardzo wiedziałam gdzie się znajduję, dlaczego i z kim dana postać rozmawia.
Historia ma swój potencjał. Samo zestawienie dwóch pokoleń niebywale mnie interesowało i zdecydowanie Marika wraz z Krisem byli jednym z większych atutów tej pozycji! Bywały momenty, że fabuła mocno mnie wciągała. Byłam ciekawa gdzie prywatne śledztwo Krisa go doprowadzi. Czego się dowie, jakich ludzi spotka na swojej drodze. Czy będą dla niego życzliwi, czy wręcz przeciwnie. Ponadto znajomości Mariki i jej rozeznanie w terenie sporo pomogły w rozwiązaniu zagadki, a przynajmniej w ujawnieniu kilku faktów. „Krisa tak zaskoczyło i ucieszyło znalezienie śladów Zuzy, że nawet nie spytał Mariki, jakim sposobem ona, siedemnastoletnia licealistka, ma telefon do menadżera parku rozrywki.”
„Powódź”, którą napisał Paweł Fleszar ma swoje dobre i złe strony. Czasami czytałam jeden fragment i zastanawiałam się czy autor zapomniał, co pisał wcześniej, że popełnia takie błędy. Jakie miłe było moje zaskoczenie, gdy po danej akcji, wszystko zostało wyjaśnione.
Wiecie, że nie jestem fanką polskich autorów, a jak już po nich sięgam to musi mi się podobać opis książki, albo po prostu czytam kontynuację serii. Po książkę „Powódź” Pawła Fleszara sięgnęłam, bo była krótka. Tak po prostu. Nie znałam wcześniej tego autora, nie wiedziałam jakie pozycje napisał, zatem widząc dwieście stron tekstu stwierdziłam: „Ok, niech będzie”.
Kris, a raczej Krzysztof jest żołnierzem zawodowym, ale do bohatera dużo mu brakuje. Kiedy jednak mężczyzna dowiaduje się, że jego dawny przyjaciel Jakub postanowił popełnić samobójstwo, zrzucając się z okien bloku, w którym mieszkał stwierdza, że może warto rozpocząć karierę detektywistyczną i rozwikłać zagadkę, dlaczego Kuba postanowił skończyć swoje życie. Zagadkę, którą koroner i sąd zamknęli na samobójstwie bez udziału osób trzecich. Mężczyzna zaczyna węszyć w mieście w którym mieszkał Kuba, czyli Krakowie i z dnia na dzień znajduje coraz więcej śladów, wskazujących że to samobójstwo nie do końca było samobójstwem. Czy Krisowi uda się dowiedzieć prawdy o Kubie?
Muszę przyznać, że zaczynałam tę pozycję z ogromną rezerwą. Fakt, dwieście stron jestem w stanie przeczytać w krótkim czasie, ale z początku ta pozycja nie szła mi tak, jak sobie to wyobrażałam. Dopiero po jakimś czasie wciągnęłam się w nią naprawdę i chciałam dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi.
Paweł Fleszar zastosował ciekawy motyw na pokazanie dat, w których cała akcja się rozgrywa. Każdy nowy rozdział to kartka z kalendarza, do której dołączone są urywki artykułów z gazet, czy stron internetowych. Co więcej, jeżeli wciągniemy się w tekst, to zauważymy wiele wskazówek prowadzących do dalszego rozwoju fabuły. Za pierwszym razem myślałam, że to sposób autora na wyróżnienie, ale potem zaczęłam czytać między wierszami. Moi drodzy, to wszystko ma sens.
Brakowało mi tutaj opisów. Tak wiem, zaraz mi napiszecie, że nie mogę się zdecydować z tymi opisami. To za długie, to ich brak. Chodzi o to, że tutaj, nawet kiedy była akcja, czy Kris dochodził do wniosków ważnych w swoim śledztwie, opisy były na tyle krótkie, że nijak nie dało rady się w to wciągnąć. Po prostu się przeczytało i poleciało się dalej. Ot, tyle. Jeżeli zaś chodzi o słownictwo i styl pisania autora, to niczego nie mogę zarzucić. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, nie ma dziwactw i nietrzymania się całości fabuły. Mamy też humor, który choć czarny, niczym smoła jest naprawdę dobrze użyty to raz. A dwa to czarny humor jest moim ulubionym.
„Powódź” to dobry kryminał. Mamy tutaj pościgi, strzelaniny i masę tajemnic. Dodatkowo warto wspomnieć o darknecie, handlu kobietami i fali powodziowej z 2010 roku, która odwiedziła miasto Kraka. Jak na książkę polskiego autora, dziejącą się w polskiej rzeczywistości muszę stwierdzić, że czytało się to całkiem dobrze. Spodziewałam się wprawdzie czegoś innego, ale nie jestem zawiedziona tym, co dostałam. „Powódź” była miłą odskocznią od gatunków, które czytam na co dzień.
Powiem wam szczerze...jest to moja pierwsza powieść czytana w takiej formie... Na początku mamy kartkę z kalendarza: podany jest dzień i miesiąc 2-8.07 (poniedziałek-niedziela). Potem mamy artykuły z Krakowskich gazet i dopiero potem jest opisane życie głównego bohatera. Podoba mi się ta oryginalna forma... W "Powodzi" mamy pełno tajemnic i zwrotów akcji - tym charakteryzuje się dobry kryminał..😍😍😍 Końcówka widomo, zaskoczyła mnie😁. Czas akcji : 02-08.07 Miejsce akcji : Kraków Główny bohater : Kris - żołnierz, mąż i ojciec, były przyjaciel Jakuba Krótki zarys fabuły : Z artykułu Twoje Newsy dowiadujemy się o porwaniach i handlu kobietami. O ich seksualnym wykorzystywaniu. Dziennikarz z policyjnych źródeł dowiedział się, że najwięcej kobiet porwanych i przeznaczonych na handel jest w Krakowie. 😱Następny artykuł mówi o ciemnej strefie internetu tzw. "darknet". Strefa ta nie jest dostępna dla przeciętnego użytkownika. Kolejny artykuł zapowiada powodzie w Krakowie. I tu zaczyna się akcja książki. 40 letni Jakub Modzelewski wyskakuje z okna z 9 piętra...Przyjaciel Kuby -Kris i ojciec denata ruszają pociągiem do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie w celu identyfikacji zwłok. Tam od patologa dowiadują się, że zostały przeprowadzone badnia DNA w celu potwierdzenia tożsamości. Z okna wyskoczył Kuba. Dwójka zrozpaczonych ludzi udała się do mieszkania samobójcy. Kris odnalazł telefon. Zabrał go ze sobą... Znaleźli list pożegnalny a w nim między innymi: "(...)Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moja egzystencja miała coraz mniej sensu(...)". Do listu dołączona była fotografia dziewczyny. Czy to Zuza? Kris postanowił zostać dłużej w Krakowie i wyjaśnić dlaczego jego przyjaciel się zabił... To nie było w jego stylu...Od tego momentu Kris zaczyna mieć kłopoty.. W co wpakował się Kuba? Co Kris znajdzie w telefonie? Jak to wszystko się skończy? Dowiesz się czytając "Powódź". Pamiętajcie są zwroty akcjii 😁 Książka mnie pochłonęła... Przeczytałam ją w 1 dzień 😍 "Powódź" trzyma w napięciu..😍 Chętnie przeczytam książkę jeszcze raz ❤ Z całego serca polecam 📚😍
„Powódź” porwała mnie w swe spienione nurty od pierwszych stron i nie wypuściła aż do końca. Przetrwałam chyba tylko dzięki temu, że powieść liczy jedynie dwieście stron, bo dłużej nie dałabym rady wstrzymywać oddechu.
Zanim zdradzę co nieco z fabuły, wspomnę o intrygującej konstrukcji powieści, a mianowicie podziale jej na dni tygodnia poprzedzane wycinkami z lokalnych gazet, czy blogów. Nie są to oczywiście losowo wybrane artykuły, choć początkowo takie można odnieść wrażenie. Sygnalizują one czego możemy spodziewać się w powieści, dodatkowo ją uwiarygodniając. Bardzo spodobał mi się ten zabieg i z pewnością miał duży wpływ na mój odbiór całości.
Kris, zawodowy żołnierz, przyjeżdża do Krakowa, by podjąć próbę wyjaśnienia przyczyn samobójstwa dawnego kolegi. Wprawdzie ich kontakt urwał się przed laty, ale dręczony wyrzutami sumienia Kris, czuje, że jest mu to winien. Drążąc temat dowiaduje się, że sprawa jest bardziej zagmatwana, niż mógłby się spodziewać, a śmierć przyjaciela może mieć związek ze zniknięciami młodych kobiet.
Kris nie jest typem superbohatera, więc często pakuje się w kłopoty, a większość sukcesów zawdzięcza, o ironio, dwójce napotkanych nastolatków. Ich zabawne dialogi wnoszą tak potrzebną dla powieści równowagę dla poruszanych trudnych i mrocznych tematów.
Wraz z rosnącym stanem Wisły, narasta i poziom napięcia, a nadciągający kataklizm stanowi jedynie tło dla burzliwych wydarzeń, w których wir wpadają nasi bohaterowie. Nurt rzuca ich czasem na mieliznę, innym razem na skałę, nieustannie kierując ich jednak ku brzegowi. Czy spotka ich tam ratunek, czy śmierć?
Kocham Kraków i cieszę się, kiedy choć w powieści mogę się do niego przenieść, jednak tym razem nie poczułam do końca jego klimatu. Myślę, że autor mógł lepiej wykorzystać miejsce akcji, by pokazać zarówno jego urok, jak i grożące mu niebezpieczeństwo zniszczenia powodzią. To jednak wynika tylko z mojego sentymentu. Bo nie sposób nie docenić wartkiej, pełnej zwrotów, akcji i intrygującej fabuły wzbogaconej o postać nietuzinkowego głównego bohatera. Nie sposób też nie zauważyć lekkości z jaką autor włada słowem. Te atuty składają się na powieść, którą przeczytałam z prawdziwą przyjemnością.
Powieść autorstwa Pawła Fleszara to kryminał z elementami sensacyjnymi, którego akcja rozgrywa się w Krakowie. Główny bohater Kris próbuje rozwiązać sprawę samobójstwa swojego przyjaciela z dziecięcych lat. Z tą historią będą również związane takie tematy jak handel ludźmi czy Darknet. Dodatkowo przez całą książkę widzimy zmagania mieszkańców Krakowa z tytułową powodzią, która nawiedziła miasto. Potęguje to realizm historii oraz dodaje ponurego klimatu idealnie wpasowującego się w główny wątek.
Ciekawym dodatkiem są fragmenty kalendarza oraz artykuły, które są oczywiście związane z poszczególnymi wydarzeniami. A nawiązując jeszcze do samej estetyki to ciemnogranatowa kolorystyka okładki idealnie oddaje nastrój powieści.
Moim zdaniem do największych zalet tego tytułu należą styl oraz narracja. Historia jest prowadzona w taki sposób, że przy niewielkiej objętości książki zostało nam przedstawione maksimum fabuły.
Bardzo pozytywnym elementem są również główni bohaterowie. Sam Kris, mimo, że jest zawodowym żołnierzem nie jest idealnym głównym bohaterem. Nie ma sylwetki herosa, w życiu prywatnym nie zawsze wszystko mu się układało, ale mimo niepowodzeń dąży do wyznaczonego celu. Krisowi towarzyszą młodzi Marika oraz Kamil, którzy dodają humorystyki do historii. Razem stanowią grupę bohaterów, z którymi łatwo utożsamić się czytelnikowi.
Warto też wspomnieć o dwóch ważnych i ciekawych motywach pojawiających się przez całą książkę, jakimi są motyw muzyki oraz Indian.
Przyznam, że mimo zakończenia miałam ogromną ochotę na ciąg dalszy. Zdecydowanie polecam ten tytuł każdemu, nawet, jeśli ktoś nie jest fanem gatunku. Ze względu na objętość i świetnie poprowadzoną historię myślę, że każdy dobrze spędzi czas przy tej lekturze.
"Wbrew idealistycznym twierdzeniom, ludzie na ogół nie zmieniają się na lepsze, lecz rzadko zmieniają się również na gorsze. Choć robią dobre i złe rzeczy pod wpływem emocji, impulsu chwili, okoliczności." ~ Staram się coraz częściej czytać publikacje polskich autorów. Tym razem sięgnęłam po książkę autorstwa Pawła Fleszara pt. "Powódź". Opis mówi nam, że opowieść zaczyna się od samobójstwa 40-letniego Jakuba. Nie wiadomo jednak co go skłoniło do tego czynu, więc jego przyjaciel z dzieciństwa - Kris, próbuję sam odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie zadał sobie po jego śmierci. Książka od pierwszego rozdziału mnie wciągnęła. Przede wszystkim zwróciłam uwagę na pojawiające co jakiś czas kartki z kalendarza, wycinki z gazet, stron internetowych czy forum. Stanowiło to świetne urozmaicenie i w sumie tylko bardziej mieszało mi w głowie, ponieważ byłam święcie przekonana, że znajdę w nich odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące samobójstwa Kuby. Artykuły z gazet dodatkowo opisywały idealnie tło całych wydarzeń, czyli zbliżającą się do Krakowa powódź. Myślę też, że na większą uwagę zasługuje to, że akcja rozgrywa się właśnie w polskim mieście. Ja osobiście nigdy w Krakowie nie byłam, dlatego mogłam go sobie chociaż częściowo pozwiedzać podczas czytania tej książki. Paweł Fleszar zrobił naprawdę dobry kryminał, który szybko się czyta, ale jednocześnie trzyma cały czas w niepewności, przez co bez przerwy chce się dążyć do poznania zakończenia. Również bardzo podobały mi się dwie postacie, które odegrały ważną rolę w całej historii, czyli Marika i Kamil. Zdolności tego chłopaka przekraczały moje najśmielsze oczekiwania, a ciągłe dogryzanie przez dziewczynę dodawało książce charakteru. Podsumowując, bardzo polecam "Powódź", ponieważ jest to naprawdę ciekawy kryminał polskiego autora. Świetnie się go czyta, a godziny przeznaczone na książkę upływają z przyjemnością.
Wiecie że to mój pierwszy przeczytany e-book ? Nigdy nie lubiłam w tej formie czytania książek. ''Powódź'' zalała moje wcześniejsze myślenie i co ciekawsze polubiłam i przekonałam się do czytania e-booków.
Pewnego dnia z dziewiątego piętra wieżowca w Krakowie wyskakuje młody mężczyzna, jest nim Kuba. Pozostawia po sobie jedynie list ze zdjęciem pięknej dziewczyny. Tymczasem do Krakowa przyjeżdża Kris, najlepszy przyjaciel Kuby z dzieciństwa. Jest zdruzgotany kiedy dowiaduje się o jego nagłej śmierci. Nie mogąc uwierzyć w to co się stało, postanawia poszukać odpowiedzi, co skłoniło przyjaciela do tak drastycznego kroku. Postanawia rozpocząć swoje prywatne śledztwo. A nie jest to spokojny czas, gdyż miastu zagraża powódź. Czego dowie się Kris ? Czy za samobójstwem Kuby kryje się coś więcej ?
''Powódź'' to debiutancka powieść kryminalna Pawła Fleszara. I jak różnie bywa z debiutami ta książka jest naprawdę dobra i przemyślana. Przemknęłam przez nią niczym wezbrana rzeka, a to dlatego że była pełna akcji która nie pozwoliła mi się zatrzymać, ani na chwilę. Dodatkowo książka podzielona jest na siedem dni tygodnia , każdy rozdział rozpoczyna się kartką z kalendarz, a na końcu każdego rozdziału znajdziemy wycinki z gazet. Na początku nie rozumiałam czemu autor je tam umieścił, ale na końcu wszystko ułożył się w logiczną całość. Co nadało książce ciekawego spojrzenia i atrakcyjności dla czytelnika.
Przyjaciel Krisa z dawnych czasów popełnia samobójstwo i zostawia list pożegnalny. Do miasta zbliża się powódź. Nadchodzi dziwny, acz interesujący czas...
„Powódź” mnie bardzo zaskoczyła. Jeśli szukasz powiewu świeżości w literaturze, to ta książka jest dla Ciebie. To jedyna z tych lektur, którą bierze się w dłoń i trudno odłożyć póki nie przeczyta się ostatniego zdania. Akcja rozwija się dynamicznie od pierwszych stron. Jedyne momenty wytchnienia dla czytelnika to kartka z kalendarza i kilka wycinków z prasy na początku każdego rozdziału. Kapitalny pomysł! Autor dzięki temu zabiegowi zarysował tło (choć czasami i do głównej historii odnoszą się artykuły) fabuły unikając przydługich opisów. No rewelacja! Dawno też nie zachwyciły mnie tak postaci. Muszę przyznać, że autor dał czadu w wyborze bohaterów, bo żołnierz, nastolatkowie, studenci i policja to niecodzienny miks. A ten team mimo zróżnicowania, bardzo się kleił :) Fabuła jest wybitnie wciągająca. Fleszar rzuca czytelnikowi okruszki tropów, a i tak mnie nie udało się do końca zgadnąć co i jak. Kłaniam się nisko za to. Nie powiem o co chodzi w książce, bo mnie temat bardzo zdziwił i nie chcę nikomu psuć niespodzianki. Właściwie to pierwszy raz spotkałam się z takim pomysłem, a książek czytam dużo, więc tym bardziej jestem pozytywnie zaskoczona. Brzmi intrygująco, prawda? I takie jest!
Na koniec powiem krótko: przeczytaj. W tej „Powodzi” zatopienie się po uszy gwarantowane :)
Oto intrygujący debiut pana Pawła Fleszera pełen sekretów,poszlak. Książkę uważam za bardzo ciekawą, wciągnęłam się w nią od początku,akcja toczy się ciekawie, dynamicznie.Zaciekawiły mnie dodatkowo miejsca akcji oraz fakt,że niektóreobiekty naprawdę się znajdują i świetnie można wczuć się w lekturę.Autor genialnie połączył kryminał z powieścią sensacyjną,a tematy samobójstwa,handlu ludźmi dodają dreszczyk emocji.Jest to moje pierwsze spotkanie z tego typu książką i jak najbardziej polecam..Bohaterami są zolnierze,młodzi bystrzy nastolatkowie, którzy dobrze pomogli w akcji.Bardzo podobało mi się pokazanie wspólnego dzieciństwa Kuby i Krisa,które nie bez powodu zostały wspomniane w książce.Mocno zdziwiłam się ze zwrotu akcji pod koniec lektury.Szczerze mówiąc bardzo się polubiłam z bohaterami i jestem zaciekawiona czy Kris,Marika i Kamil ponownie się kiedyś spotkają.Moja ocena to 9/10.Do prawie wszystkiego nie mogę się przyczepić,lecz nie wywarły na mnie emocji kartki z kalendarza,rozumiem ciekawy dodatek do książki,unikalny ale mi się nie podobał. Jeśli jeszcze nie czytaliście Powodzi to polecam.Z chęcią wybrałabymsię do Krakowa po skończeniu książki,ale niestety teraz to nie za dobry pomysł.
Pozdrawiam Aleksandra @/ichbineineleseratte Miłego dnia 😁
Powódź jest napisana w bardzo ciekawy sposób. Historia opisana w książce toczy się na przestrzeni niespełna tygodnia. Każdy dzień fabuły oddziela kolejna kartka z kalendarza, następnie przedstawione są newsy na dany dzień z krakowskich mediów i dopiero potem zaczynają się „standardowe” rozdziały. Dynamiczna akcja i nieszablonowa budowa książki bardzo mnie zainteresowały.
O czym jest powieść? To historia pewnego samobójstwa, które pozostawia wiele wątpliwości. To także historia przyjaźni, ale przede wszystkim, to prywatne śledztwo głównego bohatera. Kris przez wzgląd na przeszłość, chce zgłębić sprawę Kuby. Im więcej tropów zdobywa, w tym większe kłopoty wpada. Kiedy do swojego prywatnego śledztwa, zatrudnia przypadkowych nastolatków sprawa delikatnie wymyka się spod kontroli.
To jedna z tych książek, które czyta się bardzo łatwo i szybko. Autor fajnie operuje napięciem, pewne wątki wyjaśnia dopiero na samym końcu. Pewna doza niepewności sprawia, że uwaga czytelnika jest utrzymana stale na wysokim poziomie.
Czy jestem zadowolona? Myślę, że tak pomimo tego, że pierwsza połowa była dla mnie lekko niezrozumiała. Czułam się trochę zawiedziona widząc, ile pojawiało się wątków, które w żaden racjonalny sposób się dla mnie nie łączyły. Cóż, pomyliłam się. Druga polowa książki była fenomenalna! Żal mi było rozstawać się z Krisem, który okazał się być naprawdę super gościem, z dwójką nastolatków, którzy pomimo różnicy wieku starali się pomoc odkryć prawdę Krisowi i cała reszta bohaterów. Super dodatkiem są na pierwszych stronach rozdziału kartki z kalendarzy i artykuły, które mają związki z fabułą. Kris jako żołnierz odsłania nam rąbka tajemnicy swojej przeszłości, która ubiera w żarty, co spotykam po raz pierwszy, jeśli chodzi o jakiś wątek związany z tym zawodem. Tłem gdzieś są perypetie rodzinne i problemy, które spotykają nas codziennie. Podsumowując, jeśli szukacie dobrego kryminału, który nie pochłonie Wam wiele czasu to powieść Pawła Fleszara sprawdzi się doskonale
Z tego co się zorientowałem to Paweł Fleszar jest w podobnym do mnie wieku, a z powieści wnioskuję, że w młodości wychowywaliśmy się na tych samych lekturach, czyli przygodach Winnetou i Olda Surehanda autorstwa Karola Maya oraz rodzimych przygodach Tomka Wilmowskiego autorstwa Alfreda Szklarskiego i jego żony Krystyny. Sprytnie te wątki zostały wplecione w powieść "Powódź".
Czytając tę powieść z sentymentem wspominałem powieści młodzieżowe, którymi się zaczytywałem przed laty, akcja jest wartka i poprowadzona w podobny sposób. Myślę, że powieść Pawła Fleszara jest skierowana przede wszystkim do młodszego odbiorcy, co prawda jest tam jedna scena erotyczna, ale opisana z wyczuciem smaku i nie powinna zgorszyć.
Wartka akcja, pełna napięcia pogoń za prawdą i zmagania z czasem oraz nadchodzącym kataklizmem. Powódź się pochłania i to z wielkim niedosytem na końcu podróży. Powieściopisarz nie tylko zadbał o klimat, świetnie skonstruował postaci, ale i podjął się wielu trudnych tematów. Handel kobietami, ciemna strona internetu i filmy ostatniego tchnienia. Poradził sobie świetnie. Gdy akcja pędzi, napięcie rośnie, a klimatu dostarcza nadchodzący kataklizm, czytelnik nie jest w stanie oderwać się od powieści, nawet na moment.
To kawał dobrego kryminalnego tekstu, który dzięki odpowiedniej konstrukcji czyta się niezwykle ciekawie. Stajemy się częścią historii, która zaskakuje i daje ogrom czytelniczej satysfakcji. Z całą pewnością sprawdzi się zarówno dla dorosłych, jak i dla młodzieży.
Kiedy zobaczyłam książkę z Krakowem w tle musiałam ją przeczytać! Do tego mój ulubiony gatunek - kryminał :)
Jakub - 40 letni mężczyzna wyskakuje z okna zostawiając po sobie wiadomość: „Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moje życie straciło sens”. Kris - przyjaciel Jakuba, który nie wierzy, ze ten popełnił samobójstwo. Zaczyna działać na własną rękę. Mimo przeszkód nie poddaje się i za wszelką cenę stara dowiedzieć się co tak naprawdę się stało. Jednocześnie Kraków pogrążony jest w strachu z powodu powodzi. Czy Krisowi uda się rozwikłać zagadkę zanim woda zabierze dowody?
Autor bardzo fajnie budował napięcie, które zostało utrzymane do samego końca. Miło i lekko się czyta. Szkoda, że tak krótko i szkoda, że o autorze tak mało słyszy się w świecie bookstagrama.
"Powódź” Pawła Fleszara to książka, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Już na pierwszych stronach widać, że autor podszedł do tej historii na luzie. Sprawnie połączył wątek kryminalny z sensacyjnym, dodatkowo wzbogacając je odrobiną humoru. Każdy rozdział poprzedza kartka z kalendarza oraz ciekawe artykuły, które bezpośrednio łączą się z głównym wątkiem i wprowadzają czytelnika w aktualne wydarzenia mające miejsce w Krakowie. Całą recenzję znajdziecie TUTAJ
Ostatnio trafiłam na "Powódź" Pawła Fleszara. Miał to być kryminał z oryginalnym tematem. Krzysztof jest wojskowym. Pewnego dnia jego najlepszych przyjaciel z dzieciństwa Kuba, popełnia samobójstwo. Oczywiście nasz bohater w to nie wierzy. Zaczyna w tym grzebać. Wyjeżdża do Krakowa by sprawdzić swoje przeczucia. Niestety sprawa staje się poważniejsza niż początkowo myślał. Czy Kuba naprawdę zginął? Mam mieszane uczucia co do tej książki. Śmiało mogę go nazwać kryminałem ale tak naprawdę niczym mnie nie zaskoczył ani nie porwał. Brakowało mi stopniowania napięcia i czytałam ją z taką obojętnością. Na pewno przyczyniło się do tego to, że czytałam ją bardzo na raty ale z drugiej strony znam siebie na tyle, że jakby mnie książka mocno wciągnęła to czytałabym dopóki nie skończę. Niby styl okej, język również. Postacie dobrze zbudowane ale mnie coś tutaj nie stykało. Pomysł z tymi trzema wycinkami z gazet na początku każdego rozdziału fajny, ale na pewno nie nowatorski. Myślę, że nie zapamiętam ją na długo.
Pełna recenzja: https://www.instagram.com/p/CAF2sEapel7/ Książkę miałam w planach już od dłuższego czasu, ale zawsze wypadało coś innego. Jednak w końcu po nią sięgnęłam i nie żałuję. Jest to krótki kryminał - ma ledwo ponad 200 stron. Może przez to miałam wrażenie, że niektóre wątki mogłyby być bardziej dopracowane i pogłębione. Mimo to, uważam jednak, iż sam pomysł bardzo intryguje. Na początku każdego rozdziału autor zamieścił wycinki z gazet/portali internetowych. Ich treść nawiązuje oczywiście do problemów w danym rozdziale. Bardzo mi się ten pomysł spodobał. Polubiłam głównych bohaterów, szczególnie Marikę i Kamila, którzy pomagali Krisowi dowiedzieć się prawdy o samobójstwie Jakuba. Aura Krakowa i powodzi dodaje klimatu ☔️ „Powódź” była dobrą książką na poprawę humoru. Przyjemnie się ją czytało, a autor potrafił zbudować napięcie. Może nie jest to wybitny kryminał, ale ja bardzo dobrze się przy nim bawiłam.
Jestem zaskoczona pomysłowością przedstawienia podstawowych informacji o świecie przedstawionym oraz kreacji bohatera. Jest to zupełnie inna lektura niż Wyśniona Jedenastka.
Powieść kryminalno-sensacyjna. Czyta się szybko, ale zakończenie przekombinowane. Mam w związku z tą książką bardzo mieszane uczucia, ale ogólnie pozostawiła pozytywne wrażenie.
Czterdziestoletni Jakub wyskakuje w nocy z krakowskiego wieżowca zostawiając po sobie tylko list wraz ze zdjęciem pięknej dziewczyny. Dopisek jest jeden - zły człowiek porwał Zuzę, ale kim ona tak naprawdę jest? Czy to jej zaginięcie skłoniło Jakuba do samobójstwa? Jak ją odnaleźć i sprawić, by śmierć Kuby była choć w nieco większym stopniu zrozumiała? Na te pytania odpowiedź próbuje znaleźć Kris, przyjaciel Kuby z dzieciństwa, a także żołnierz z nadciśnieniem i słabym celem.
"Powódź" to dość krótka, aczkolwiek zakręcona powieść, którą wciągnęłam między nauką do sesji. Całe szczęście sezon sesyjny się skończył, więc nikogo ten tytuł nie będzie odciągał od nauki.
"Powódź" jest kryminałem ze sporą dawką śmiechu, który Was porwie do malowniczego Krakowa. Miasto samo w sobie jest piękne i nie trzeba wiele, by działało na wyobraźnię, dlatego wszystkich miłośników Krakowa zapraszam do lektury.
Kris nie jest stereotypowym żołnierzem, wprawionym w boju, gotowym do wszelkich poświęceń i idealnym w każdym calu. Jego małe niedoskonałości, takie jak kiepskie strzelanie czy problemy zdrowotne, sprawiają, że staje się on bardziej ludzki, a tym samym bliższy odbiorcom, dzięki czemu czyta się o nim jeszcze przyjemniej. Śledztwo, które prowadzi nie byłoby jednak tak skuteczne, gdyby nie pomoc pewnych nastolatków, ale o nich warto przeczytać bez większych spojlerów.
Autor poruszył sporo stosunkowo trudnych tematów, związanych ze "snuff'em" czy też handlem ludźmi. Zabrakło mi podczas lektury większego zagłębienia się w temat, książka byłaby bardziej wstrząsająca, gdyby udało się nieco bardziej ją rozbudować. Do tego brak możliwości poznania bohaterów od środka. U bohaterów, w tym Krisa zabrakło mi emocji, takich, które by mnie poruszyły i sprawiły, że bohaterowie staliby się bardziej ludzcy. Jest to jednak związane z zaletą książki - czytając, należy pamiętać o każdym zdaniu i czytać między wierszami.
W Krakowie dochodzi do samobójstwa, które wzbudza wiele pytań, a na które odpowiedzi poszukuje Kris dawny kolega samobójcy. Ich drogi się rozeszły po zdradzie, jaką dokonał Kris. Wszystkie gazety oraz portale internetowe piszą o groźnych ulewach, oraz podtopieniach miasta. Natomiast Kris odkrywa coraz więcej tajemnic z życia kolegi, po czym robi się nie ciekawie. 💓 💓 Książka napisana jest prostym i zrozumiałym językiem, posiada niecenzuralne słowa, ale tego wymagała sytuacja w żadnym razie autor ich nie nadużywał. Jak dla mnie mało było wiadomości o postaciach pobocznych, natomiast Krisa poznajemy dobrze, autor pokazuje jego zalety i wady. Poruszane w tej książce są takie tematy jak handel ludźmi, tu ubolewam, bo bardzo pobieżnie, zdrady i przyjaźni, te były przedstawione dobrze. Mamy tu napięcie, ale takie leciutkie oraz ogromne zaciekawienie jak ta historia się zakończy. Podobały mi się także wstawki w postaci stron internetowych, blogów czy gazet. Każdy rozdział rozpoczyna się kartką z kalendarza, co też jest niespotykane. Jest to debiut i przy ocenie trzeba o tym pamiętać ja od siebie daję 7/10, nie byłam znudzona wręcz przeciwnie zaintrygowana, mam nadzieję, że autor nadal będzie szlifował swój warsztat i przedstawi nam jeszcze lepszą książkę.