Położna z Auschwitz to niezwykła książka o wyjątkowej kobiecie. Stanisława Leszczyńska trafiła do Auschwitz w sierpniu 1944 roku. Ogołocona ze wszystkiego, co ma, pozbawiona wizji przyszłości, rozpoczyna walkę z systemem, robiąc to co umie najlepiej – przyjmując porody. W nieogrzewanym budynku, nad piecem, mając do dyspozycji jedynie stary koc, wiadro i resztki czystych szmat. Jednak udawało się jej. Na jej dłoniach rodziły Polki, Żydówki, Niemki, Rosjanki, Cyganki i Ukrainki. I wszystkie, które potrzebowały pomocy. Podczas jej pobytu w Auschwitz, w obozie przy porodzie nie zmarło ani jedno dziecko i ani jedna kobieta. Leszczyńska pomagała jak umiała, organizując świeżą wodę, kawałek odzienia i ziół. Będąc w Auschwitz nie nosiła imienia Stanisława, ale w przeciwieństwie do wielu nie była też numerem. Była Mamą. Matką. Mamulą. Mamcią. Ukochaną, dobrą, cudowną. Tą, która zawsze przytuli, pocieszy i powie, że będzie dobrze. Tą, która zawsze ma wiarę i wie, co robić. I Leszczyńska wiedziała.
Historia Stanisławy Leszczyńskiej to książka, która porusza i wzrusza. Czytając nie raz miałam łzy w oczach. Opisy porodów, które kończyły się tak dramatycznie bardzo zapadają w pamięć. A przecież poród powinien być wydarzeniem szczęśliwym, radosnym, a nie pełnym strachu i cierpienia psychicznego. Żadna rodząca nie powinna martwić się o los swojego dziecka zaraz po narodzinach. Jednak czytając zaskakuje nas odwaga i siła samej Położnej. Ona, świadoma tego, co wydarzy się po odcięciu pępowiny, nie daje się przekonać, zastraszyć, ale ratuje, pomaga i robi, co może, aby wszystko było dobrze. Nawet sam Mengele szanuje ja i nie podważa jej decyzji. To objaw naprawdę niezwykłej siły fizycznej i psychicznej. Stanisława to naprawdę wyjątkowa kobieta! Taka, która naprawdę widziała co robić, jak pomóc i nie bała się. Choć podejrzewam, że strach jej nie opuszczał. Po prostu wiedziała, że nie może się poddać. Pokazywała jak olbrzymią siłą dysponują kobiety. Siłą, która ujawnia się właśnie podczas porodu i pozwala rodzącej osiągnąć to, co pozornie niedostępne. W każdej kobiecie jest jej kawałek. Tej pierwotnej, naturalnej potęgi, której nie jesteśmy w stanie zrozumieć nie doświadczając jej.
Położna z Auschwitz to książka niezwykła. Mocna, dobrze napisana i zapadająca w pamięć. Wiem, że jeszcze nie raz do niej wrócę. I wam również serdecznie ją polecam! Na pewno wiele z was wyleje przy niej łzy, ale nie będą to zmarnowane łzy. To hołd tym kobietom, które urodziły w obozie; które cierpiały i które musiały po wyjściu żyć z myślą, że przez wymysł chorych ludzi nigdy nie zobaczą swojego dziecka. Ja od tej książki nie mogłam się oderwać i mam nadzieję, że was również zachwyci.