„Nieuchwytny, wielobarwny niczym tęcza” Dezső Kosztolányi, węgierski mistrz nowelistyki - o którym Sándor Márai pisał w 1958 roku: „Niektóre z nowel wstrząsające. Wielkość Kosztolányiego przewyższa wszystko, co do tej pory czytałem z literatury amerykańskiej. A tu nigdy nie opublikowano ani jednej linijki” - opowiada o zwykłych ludziach, których znamy, choć w istocie nie znamy. Ich historie rozgrywają się przed blisko stu laty, opowiedziane są jednak tak nowocześnie, bez zbędnych słów, że czytamy je tak, jakby się działy dziś. Motywem spajającym tom opowiadań jest ukazana na wiele sposobów kwestia naszego niełatwego stosunku do prawdy."
Dezső Kosztolányi was a famous Hungarian poet and prose-writer.
Kosztolányi was born in Szabadka (Subotica) in 1885, then part of the Austro-Hungarian Empire, but which now lies in northern Serbia. The city serves as a model for the fictional town of Sárszeg, in which he set his novel Skylark as well as The Golden Kite. Kosztolányi studied at the University of Budapest, where he met the poets Mihály Babits and Gyula Juhász, and then for a short time in Vienna before quitting and becoming a journalist--a profession he stayed with for the rest of his life. In 1908, he replaces the poet Endre Ady, who had left for Paris, as a reporter for a Budapest daily. In 1910, his first volume of poems The Complaints of a Poor Little Child brought nationwide success and marked the beginning of a prolific period in which he published a book nearly every year. In 1936, he died from cancer of the palate. The literary journal Nyugat (Hungarian for "West"), which played an invaluable role in the revitalization of Hungarian literature, was founded in 1908 and Kosztolányi was an early contributor, part of what is often called the "first Nyugat generation", publishing mainly in poetry.
Starting in the 1920s he wrote novels, short stories, and short prose works, including Nero, the Bloody Poet (to the German edition of which Thomas Mann wrote the introduction), Skylark, The Golden Kite and Anna Édes. In 1924 he published a volume of verse harkening back to his early work, entitled The Complaints of the Sad Man.
Kosztolányi also produced literary translations in Hungarian, such as (from English, at least) Shakespeare's "Romeo and Juliet", "The Winter's Tale", Lewis Carroll's "Alice in Wonderland", Thornton Wilder's "The Bridge of San Luis Rey", Lord Alfred Douglas' memoirs on Oscar Wilde and Rudyard Kipling's "If—". He was the first authentic translator of Rilke's poetry, and he worked a Hungarian masterpiece after Paul Valéry's "Cimetiere Marin".
Czy lubicie opowiadania czy nie, czy znacie węgierskich pisarzy bądź ta przygoda jeszcze przed Wami, to musicie chwycić za „Dom Kłamczuchów”. Do tej pory znałam pióro Dezso jedynie z powieści „Złoty latawiec”, zatem gdy przekroczyłam próg biblioteki i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to zbiór jego opowiadań, to wiedziałam, że się nie rozczaruję. Będę nawet skora użyć słowa „arcydzieło”.
To czego możecie się spodziewać po każdym z opowiadań, to nieoczekiwany zwrot. Kosztolanyi wplata w swoje opowieści niekiedy nielogiczny bądź absurdalny postępek, który czyni lekturą nieprzerwaną. Byłam ciekawa każdej kolejnej opowieści ze względu na te nieoczywistości i głębokie refleksje wypływające z małych tragedii, które spotykają bohaterów prozy węgierskiego mistrza. Zainteresowanie autora psychoanalizą jest tutaj wyraźnie widoczne, ponieważ portrety psychologiczne bohaterów brzmią momentami jak autentyczne przypadki kliniczne pacjentów. Jego bohaterowie są nierozerwalnie przywiązani do swoich manii, namiętności czy marzeń. Śmierć bywa też wielką bohaterką, co nie znaczy, że opowiadania niosą ze sobą prozaiczny ciężar lektury. Wiele tutaj małych lekcji, które na przekór niepowodzeniom nadają życiu sens.
Opowiadania Kosztolanyego są napisane pięknym językiem. Już tylko to daje ogromną przyjemność z lektury. A jest jeszcze treść! Treść pozornie banalna, codzienne scenki, krótkie wspomnienia, przypadkowe spotkania, drobne przedmioty od których zaczyna się opowieść. Nic wielkiego, często brak puenty, tak jakby autor mówił czytelnikowi, że to co ważne, już zostało powiedziane, więc można opowiadanie zakończyć. Niektóre opowieści pozostawiają niedosyt, inne smutek, refleksję, wzruszenie ramion, niedowierzanie, uśmiech. Pozornie klasyczne nowele, ale podkręcone humorem, odrobiną odrealnienia. Ale może to tylko wrażenie pozostawione przez odkrywanie tego, co zazwyczaj skrzętnie ukrywamy emocje, uczucia, myśli często zakłamywane, tu dostrzeżone i zapisane. Czytamy o śmierci, samotności, kłamstwie, złudzeniach. Mój numer jeden: "Tailor for gentelman", świetny też "Chiński wazon" i wiele innych. Warto dawkować sobie przyjemność. Czytać powoli i delektować się.
Nie znałem wcześniej twórczości Kosztolányi’ego, nie miałem też zbyt wielu okazji do czytania zbiorów opowiadań. Dom kłamczuchów, mogę powiedzieć, odmienił moje czytelnicze życie. Sposób pisania mnie oszołomił i wzbudził obawy czy jeszcze kiedyś w moje ręce wpadną książki napisane tak doskonale. Do tej pory uważałem Johna Steinbecka za mistrza słowa. Ale teraz palma pierwszeństwa trafia do Węgra. A krótkie opowiadania i eseje to formy literackie, którym mam zamiar poświecić więcej uwagi.