"Sztuka kobiecości" to zbiór rozmów z seksuolożką i ginekolożką dr Beatą Wróbel. Dziennikarka Aneta Borowiec rozmawia z doświadczoną, a także słynącą z ciętego języka i poczucia humoru lekarką o tym wszystkim, co się na kobiecość składa. O tym, co konkretnie kobiety mają między nogami. O piersiach, ich kształcie i dlaczego nie są niczym specjalnym. O orgazmach, mięśniach Kegla i libido. O punkcie G i seksie, który z wiekiem nabiera smaku. Ale ponieważ ciało to tylko część kobiecości, Doktor Wróbel opowiada też o stresie, wychowywaniu dzieci, wreszcie o budowaniu dobrych związków.
Dodatkami do błyskotliwych rozmów są mini przewodnik po antykoncepcji, zestawienie najczęstszych dolegliwości ginekologicznych oraz zmian zachodzących w ciele kobiety wraz z upływem czasu.
"Sztuka kobiecości" to trzecia książka w serii po "Sztuce kochania" i "Sztuce obsługi penisa".
Niby dowiedziałam się paru nowych rzeczy, ale czy w zasadzie mogę polecić tę książkę? Trudno mi powiedzieć. Autorka była mocno stronnicza w swoich wypowiedziach, czułam, że narzuca swoje zdanie w pewnych kwestiach. Nie do końca przez to mi się podobało.
Podczas czytania miałam wrażenie, że nie do końca zgadzam się z poglądami autorek i że książka do mnie nie przemówi. Cieszę się jednak, że przeczytałam ją do końca. Jest tu kilka bardzo dobrze napisanych rozdziałów, pełnych ważnych informacji - między innymi o hormonach i profilaktyce chorób. Mimo wszystko cieszę się, że na rynku pojawiają się nowe książki w tej tematyce.
Z przykrością muszę stwierdzić, że jestem rozczarowana tą książką. Spodziewałam się dużej dawki solidnej wiedzy. Tymczasem dostałam po prostu masę przemyśleń i subiektywnych opinii jednej kobiety, które nie wiem skąd się wzięły.
Na początku ta książka mnie jarała i miałam wrażenie, że dużo się z niej dowiem mądrych rzeczy, które pochodzą z solidnego źródła. W końcu wypowiada się w niej lekarz, więc musi znać się na rzeczy, prawda? I może w przypadku pierwszych rozdziałów tak było, kiedy pani doktor mówiła na tematy ginekologiczne, na których się zna. I z tej części jestem zadowolona. Dowiedziałam się wielu rzeczy, które mogą mi się naprawdę przydać. Ekstra.
Tylko że potem pani doktor zaczęła się wypowiadać na tematy bardziej psychologiczne i tutaj jakość książki drastycznie spadła. Zaczęły się pojawiać nie naukowe fakty poparte jakimiś badaniami, tylko subiektywne opinie autorki, a ja coraz częściej zastanawiałam się, na jakiej podstawie ona stwierdza to i owo? Z mnóstwem jej wypowiedzi nie mogłam się zgodzić. Miałam wrażenie, że autorka za bardzo generalizuje i szufladkuje ludzi, a niektórymi swoimi wypowiedziami może nawet zrobić komuś krzywdę. Ja na szczęście mam swój rozum i nie zacznę wierzyć w jakieś głupoty tylko dlatego, że jakaś pani z tytułem przed nazwiskiem napisze to w książce. Ale co jeśli ktoś inny w to uwierzy?
Poza tym forma rozmowy nie przypadła mi do gustu, bo miałam wrażenie, że niektóre wypowiedzi są bardzo chaotyczne, a nawet, że w niektórych wypowiedziach autorka zaprzecza samej sobie. Brakowało ładu i składu, a ja chwilami zaczynałam się gubić.
Rozumiem zamysł tej książki i myślę, że powstała w dobrym celu, z dobrymi intencjami. Ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia.
Autorka ma strong opinions i w znacznej więkości się z nią nie zgadzam. Miałam odczucie, że dr Wróbel jest bardzo stronnicza, a część jej wypowiedzi daje odczucie, że nie lubi kobiet 🤷♀️
Zacznijmy od pozytywów. Najlepiej wypada sama wiedza przedstawiona w tej książce, choć mieszanie jej z prywatnymi poglądami Pani Wróbel nie wpływa dobrze na jej odbiór. Brak bibliografii i indeksów również nie są pozytywnymi aspektami tej lektury. Nieobecność indeksów jest o tyle frustrująca, że Pani Doktor lubi powoływać się na "jakieś" badania. Problem w tym, że "amerykańskich badań" jest bardzo dużo, a brak precyzji w ich określaniu skutecznie uniemożliwia ich weryfikacje. W najlepszym wypadku można zarzucić Pani Wróbel niechlujność, w najgorszym powoływanie się na nieistniejące badania. Drugi zarzut jest jednak nieco na wyrost; Beata Wróbel posiada tytuł naukowy jakim jest doktorat oraz liczne prace naukowe w dziedzinie ginekologii i seksuologii. Trzeba więc uczciwie przyznać, że jeśli autorki mają wiedzę w danym temacie to nie jest ona zgodna z obecnym stanem naukowym. Gorzej jest, jeśli autorki zejdą z tematyki ginekologicznej i seksuologicznej. Nie zauważyłem żadnych prac, ani tytułów naukowych z psychologii i socjologii rzadnej z autorek. A na te tematy autorki również postanowiły się wypowiedzieć.
Niezliczone ilości stereotypów na temat mężczyzn zostały uwiecznione w tej książce. "Mężczyźni potrzebują prostych komunikatów" czy "Mężczyźni lubią być podziwiani" to normalne stwierdzenia wypowiadane z ust autorek. Te cytaty to bardzo przykra generalizacja. Oczywiście to co piszą autorki ma odzwierciedlenie u części mężczyzn, ale nie u wszystkich. Nie znajdziemy tutaj nic o różnicach dotyczących poszczególnych ludzi, jest za to generalizowanie i wkładanie wszystkich do jednego worka.
Żadna z autorek psychologiem nie jest, a na żadne konkretne badania nie ma powołań. Dziwi więc fakt, że Pani Wróbel przywołuje happening jednej aktywistki, która będąc w miejscu publicznym pozwalała na swobodny rozlew swojej miesiączki. Autorki pozwoliły sobie zarówno na ocenę jej zachowania jak i szukanie przyczyn. Pani Wróbel z całą powagą stwierdziła, że aktywistka zachowuje się w ten sposób, ponieważ "u niej w domu źle się dzieję". Specjaliści w dziedzinie psychologii nie mogą diagnozować pacjentów bez wcześniejszego wywiadu z nimi. Pani Wróbel nie jest specjalistką w dziedzinie psychologii, jednakże może doszukiwać się psychologicznych pobudek zrobienia happeningu.
Ta książka jest stereotypowa. Widać to na przykładzie modeli związków przedstawionych przez autorki. Kobieta+Mężczyzna, czasem jeszcze po małżeństwie. Do tego raz na sto stron (dosłownie) jednozdaniowa wzmianka o parach jednopłciowych. Dochodzi tu także poetycka wręcz binarność płci oraz pominięcie kwestii tożsamości płciowej. Poza tym cała problematyka jest omawiana na przykładzie klasycznego modelu rodziny, bądź wizyt w gabinecie Pani Doktor. Zupełny brak dostosowania do osób innej orientacji, brak także jakiejkolwiek sensownej wzmianki o relacjach fwb czy otwartych związkach.
Estetyka tej książki kłuje w oczy. Co chwilę losowo wybrane zdania są podkreślone, mamy kolorowe kartki, obrazki, wzorki, akapity, podpunkty, kolorowe napisy itp. Wygląda to mniej więcej tak jakby grafik dostał nową paczkę efektów i chciał się nią pobawić. Dobrze jedynie, że kolorystyka w miarę do siebie pasuje.
Forma i przyjemność z czytania samej książki są mocno indywidualną kwestią. Wiedza jak i poglądy autorek są przedstawione w formie wywiadu. Jednym się to podoba, innym nie, na pewno przydatną rzeczą są plansze informacyjne na końcach danego rozdziału. Jednakże mieszanie poglądów i wiedzy nie wychodzi tu dobrze, tym bardziej, że jak już wcześniej wspomniałem nie ma odniesień do jakichkolwiek prac naukowych. Ja osobiście trochę się nudziłem przy tej lekturze, jednakże w samo czytanie szło midość sprawnie.
Autorki dają też rady nt. seksualności, i tu, muszę napisać, że są one całkiem w porządku. Jedynie łączenie ich z poglądami i narzekaniem autorek nie było najlepsze.
Podsumowując jest to nienajlepsza książka. Mnóstwo w niej stereotypów czy krzywdzących poglądów autorek. Wiedza i porady przedstawione w tej książce są w porządku, jednakże i one nie powalają na kolana.
#Edit: Po przeczytaniu nadal aktualne to co niżej. Może dałbym 2 gwiazdki, bo nie było AŻ TYLE tych złych fragmentów, ale z drugiej strony, przez fakt że w ogóle były ta książka na 2 nie zasługuje.
W trakcie czytania: Jeszcze nic na Goodreads nie pisałem i to pierwsza książka, która mnie do tego przekonała. Mój boże jakie to co mówi pani Ginekolog jest szkodliwe. Próbuje brzmieć fajnie, postępowo, luźnie, ale finalnie gada takie rzeczy, że aż ciarki mnie przechodzą. Niektóre fragmenty rzeczywiście są w porządku, książka idzie dość płynnie, ale jak dochodzi do tematów nieanatomicznych to rozmówczyni leży, a poziom książki spada tak nisko, jak nie powinna książka o takiej tematyce.
O matko i córko. Ale bardziej matko. Albo i babko. Bo w zasadzie tak określiłabym target tej książki. Sporo nieaktualnej, czasem wręcz szkodliwej wiedzy, wymieszanej w szalony koktajl z faktami. Czasami część poglądów z końca książki wyklucza się z poglądami z początku, więc trudno coś wprost z tej książki wynieść. Nie polecam, szkoda nerwów.
Jedna z tych książek, które każda kobieta powinna przeczytać. Mężczyzna też mógłby dużo zyskać z lektury. Książka dała mi dużo do myślenia nie tylko w kwestiach zdrowotnych, ale także tworzenia relacji z drugą osobą. Zmusza ona do autorefleksji nad swoim życiem. Polecam!
W skali 5-gwiazdkowej mogę dać tylko jedną, ale przyznaję, że mimo wszystko można znaleźć trochę cennych informacji w tej książce. Jednak sposób ich podania oraz buta pani autorki zrażają bardzo mocno. Poniżej kilka przykładów:
"(...)Pokazać córce, że kobiecość jest fajna. Wprowadzać w kobiecy świat - robić wspólnie kobiece rzeczy, wybierać razem sukienki, razem gotować, chodzić na zakupy lub do muzeum, plotkować, rozmawiać, śmiać się." - mamy obraz kobiecych rzeczy, brawo.
"-Porozmawiajmy o tym, jacy są mężczyźni. Czy wiesz o nich coś, czego nie wiedzą ich żony? -Już po jednej wizycie wiem dużo, dużo więcej niż żony." - XD
"-A inne kłamstwa? -Na przykład to, że rodziny patchworkowe są super. Celebrytki w telewizjach śniadaniowych opowiadają, jak świetnie sobie ułożyły życie po rozwodzie - dziecko tydzień u jednego rodzica, drugi - u drugiego. Nowy tata, nowe rodzeństwo, żadnych problemów. Nie, rozwód to porażka i dramat dla całej rodziny, szczególnie dla dzieci." - czy pozamiatane. Koniec kropka, nie może być dobrze. Pamiętajcie wszystkie dzieci z rozbitych rodzin, wasze dzieciństwo i dom rodzinny to porażka.
3.75 odejmuje punkty za subiektywizm dr. Wróbel czyli głównej mówiącej w tej książce. Mimo że nie zgadzałam się z nią w każdej kwestii to uważam że jest to bardzo uświadamiająca i edukująca pozycja dla kobiet w każdym wieku.
agresywny, irytujący, stronniczy styl wypowiedzi lekarki strasznie zniechęca. Momentami aż nieprzyjemnie mi się czytało te książkę 🙄🙄 mało w niej faktów popartych nauka, większość to prywatne opinie ginekolozki.. BIG DISAPPOINTMENT
Bardzo ważna lektura, wyniosłam z niej duża ilosc wartościowej wiedzy. To, co mi przeszkadzało to wręcz przesadny subiektywizm autorki i duża skrótowość myśli. Uważam ze każdy powinien przeczytać książkę w tym stylu i szkoda ze w szkołach takich rzeczy nie uczą 🫠
Potrzebna i ciekawa książka, która jest swoistym poradnikiem, może nawet bardziej rozmową, która daje do myślenia. Autorki nie podają gotowego rozwiązania, niewiele tutaj porad, które można wdrożyć już i natychmiast w stylu: zrób to i to, tak i tak. Jednak wszystko to, czego się dowiedziałam zmieniło nieco mój punkt widzenia. Zabrakło mi właśnie takich porad, które mogłyby mnie ukierunkować, ale autorki wielokrotnie podkreślały, że właśnie ich chcą unikać, aby to była wiedza uniwersalna. To, plus „Sztuka kochania” i mamy pełen obraz życia
od strony medycznej, ginekologicznej - bardzo w porządku, ciekawa, wiele się dowiedziałam natomiast część psychologiczna, seksuologiczna była dla mnie miejscami nie do zniesienia, nie cierpię jak ktoś prezentuje problemy bardzo zniuansowane, niejednoznaczne, trudne do opisania, w formie kategorycznej, nieobiektywnej i totalnie jednoznacznej, bez dyskusji miałam poczucie że pani chce nam przekazać swoją prawdę o życiu, która nie znajduje jednak odzwierciedlenia w badaniach naukowych, bo gdyby właśnie na nich się opierała, na pewno nie prezentowałaby treści w taki sposób
Sztuka kobiecości to też interesująca pozycja dla mnie jako świadomego mężczyzny. Myślę, że szczególnie warta przeczytania jest dla kobiet, ale również właśnie dla mężczyzn po to by zrozumieć, rozumieć więcej.
Cytaty:
Tak. Każdy z nas chce kochać i być kochany. Bez względu na płeć, wiek czy stan cywilny. Jesteśmy stworzeniami stadnymi – nasze szczęście zależy od relacji, które budujemy z innymi. Z partnerem, dziećmi, przyjaciółmi, rodziną. Wszystkie relacje – i te z seksem, i te bez seksu – mają te same fundamenty: rozmowę, zaufanie, szczerość.
Jak od dziecka jesteś przyzwyczajona do widoku nagich ciał: młodych, starych, szczupłych, otyłych, to wiesz, że nie ma normy, że każdy z nas wygląda inaczej. Jak nie nauczysz się w domu rodzinnym tych dwóch rzeczy, to potem będziesz uprawiała seks przy zgaszonym świetle, bo nigdy nie będziesz zadowolona ze swojego ciała.
W Polsce nawet pod prysznicami na basenie się nie rozbieramy. A potem przychodzą do mnie do gabinetu kobiety z potwornymi infekcjami. W basenach żyje cała encyklopedia bakterii, zarazków i przeróżnych stworzeń, i jak ich porządnie nie zmyjemy, to prosimy się o kłopoty. Trzeba się rozbierać pod prysznicem, koniecznie!
Gdyby młodzi ludzie, wychodząc w świat, wiedzieli, jak wyglądają normalne nagie ciała, toby się nie nabierali na pornografię. Gdyby dzieci znały granice, bo je szanowano w domu, to byłoby mniej ofiar pedofili.
To z domu każdy z nas powinien wynieść wiedzę, że mamy prawo do intymności i trzeba to uszanować. Każde dziecko powinno mieć świadomość, że ci, którzy tego nie szanują, robią źle, krzywdzą. I że o takim zachowaniu trzeba natychmiast powiedzieć rodzicom, a oni zobowiązani są dziecku uwierzyć i zareagować.
Podczas seksu trzeba odpuścić kontrolę, skupić się na przyjemności. Poddać się temu, co widzisz i co czujesz – nagą skórę, zapach drugiej osoby, drżenie, gdy się dotykacie. Albo płyniesz z falą, albo mierzysz jej wysokość. Myślenie i kontrolowanie musisz wysłać w podróż międzygalaktyczną. Jest tu i teraz. Inaczej seks będzie tylko pocieraniem z penetracją, a to żadna przyjemność. Nic dziwnego, że tyle kobiet nie lubi seksu.
Kobiety narzekają, że mężowie siedzą na kanapie i tylko brzuch im rośnie, a same szare, ponure, w wyciągniętych spodniach czy bluzce, którą kupiły dekadę wcześniej. Jak on ma widzieć w tobie seksowną kobietę, jak ty sama machnęłaś na siebie ręką?
To nieprawda, że mężczyźni zostawiają żony tylko dla młodszych, atrakcyjnych kobiet. Nierzadko są to koleżanki żony, nawet mniej atrakcyjne, ale wciąż pełne energii, uśmiechnięte.
Po co uprawiamy seks? Seks to nie fitness! Seks pełni rolę więziotwórczą, jest po to, by nas zbliżać, tak właśnie buduje się bliskość. Im rzadziej się kochamy, tym mniej mamy hormonów odpowiedzialnych za przywiązanie i tym bardziej się od siebie oddalamy. Bardzo trudno być blisko bez seksu. Dla kobiety seks oznacza, że lubi siebie i lubi swojego partnera czy męża. Seks jest też najlepszym ćwiczeniem dla mięśni dna miednicy.
Nie mówię, że związki pełne seksu są zawsze trwałe i szczęśliwe, ale seks daje pewność siebie. Gdy widzę przed sobą kobietę zrezygnowaną, nieszczęśliwą, przekonaną, że nie ma wpływu na to, co się dzieje w jej życiu, mam ochotę wpisać na recepcie: „seks codziennie”.
nikt mu o tym nie opowiedział? Do dojrzałości się dojrzewa, prawda? Dojrzałość to odpowiedzialność za drugiego człowieka, za związek. To świadomość, że są w życiu rzeczy naprawdę ważne, i o tym trzeba rozmawiać od najmłodszych lat. Uświadamiać, pokazywać, tworzyć podstawy wrażliwości na innych ludzi. Bez zaczynu w dzieciństwie nie będzie później chleba. A my nie uczymy dzieci i młodzieży życia, nie rozmawiamy o tym, czym jest życie w związku, w społeczeństwie. I wcale nie chodzi tu tylko o seks, ale o rozmowy o codzienności, odpowiedzialności, o szacunku dla innych, kulturze, higienie ciała. Podstawy.
Wyższe emocje to uczucia, czyli: miłość, oddanie, odpowiedzialność, altruizm, gotowość na poświęcenie życia dla drugiego człowieka. Odpowiada za nie zewnętrzna część mózgu, kora mózgowa. Rozwijają się one później: u dziewcząt i kobiet najczęściej uruchamia je macierzyństwo, u mężczyzn dzieje się to około trzydziestego piątego roku życia. A więc dojrzewanie nie jest spójne u obu płci.
Ale uczymy się doświadczając, prawda? I jak zaczniemy trenować rozmawianie, gdy jeszcze miesiąc miodowy trwa, to więcej sobie wybaczymy i mamy okazję uczyć się na przyjaznym gruncie. Nie rozmawiając, dusimy w sobie emocje, które potem wybuchają, a wtedy frustracja może być tak wielka, że nie będzie nawet czego sklejać.
Dużo łatwiej zrobić sobie dziecko, niż nauczyć się ze sobą rozmawiać, a rozwody i rozbite rodziny to nie jest przepis na szczęście. Dla nikogo. Dlatego trzeba rozmawiać z młodymi ludźmi, jakie wartości są ważne w życiu, jak budować relacje rodzinne, by codzienność była pełna życzliwości, szacunku, miłości i odpowiedzialności za siebie i wobec siebie oraz za drugiego człowieka. Nie ma prostych odpowiedzi, jak odnaleźć się w świecie, w którym wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Żyjemy w bardzo trudnych czasach.
Iść na spacer, boso pobiegać po łące, popatrzyć, jak beztrosko śmieją się dzieci. Czy wiesz, że one śmieją się czterysta razy dziennie? Czterysta razy! Mózg dziecka posiada połączenia, których nie ma dorosły. Rodzimy się ze wszelkimi możliwymi połączeniami, z czasem zostają nam tylko te, których używamy najczęściej. Z wiekiem biologicznie tępiejemy na śmiech. Dorośli śmieją się średnio siedemnaście razy dziennie. Bo uważamy, że musimy mieć powód do śmiechu.
Z dojrzałością biologiczną jest najprościej – nasze kości budują się do dwudziestego (kobiety) lub dwudziestego piątego roku życia (mężczyźni). Układ hormonalny, który reguluje cykl miesięczny u kobiet, rozwija się do dwudziestego czwartego roku życia. Możemy zatem uznać, że w wieku dwudziestu pięciu lat biologicznie dzieło pod tytułem „człowiek” jest skończone. Ale przecież to dopiero początek.
Dojrzałość psychospołeczna jest z kolei umiejętnością znalezienia równowagi w relacjach między sobą a ludźmi, którzy nas otaczają. Wiemy już, że jesteśmy niezależnymi istotami, które podejmują decyzje i same decydują o swoich wyborach. To prawo dajemy także innym. Wiemy, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje szczęście – nie partner, nie przyjaciele, nie świat – dlatego za swoje niepowodzenia nie winimy innych. Rozumiemy, że jesteśmy częścią wspólnoty, znamy jej reguły i jesteśmy gotowi pójść na kompromisy dla dobra innych. Nie na wszystkie i nie zawsze, ale rozumiemy, że żaden człowiek nie jest samotną wyspą i dbamy o ludzi, którzy dbają o nas. Pozostałych traktujemy z szacunkiem.
Ale to początek, bo narządy płciowe/seksualne to jedno, ale najważniejszym organem seksualnym jest mózg. Mówimy o płci mózgu, która też zaczyna się w czasie ciąży. Mózgi chłopców i dziewczynek są inaczej zbudowane, różnimy się – inaczej się komunikujemy, inaczej wyrażamy emocje. Nie zawsze płeć genitalna zgadza się z płcią mózgu, dlatego jak pięciolatek mówi, że jest dziewczynką, to należy mu na to pozwolić.
Może powinniście zmienić nazwę – edukacja seksualna kojarzy się z tym, co dorośli robią w sypialni. Lub na blacie kuchennym, gdy są w takim nastroju. Rodzice nie mają ochoty, żeby robiły to dzieci, i bardzo słusznie. Zgadzam się, że są problemy z definicją. Hasło przyszło z zachodu, od sex education, ale po angielsku sex to przede wszystkim płeć. Tak jak gender. Oba słowa występują na formularzach w każdym urzędzie. A nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy edukacji seksualnej nie zaprotestują, że dzieci mają płeć, prawda?
Wszystkie depilacje, poza laserową, uszkadzają skórę warg sromowych większych i śluzówkę warg sromowych mniejszych. Nawet jeżeli są to mikrouszkodzenia, organizm o tym wie i pojawia się miejscowa odpowiedź, najczęściej alergiczna, a w ślad za nią – infekcja, najczęściej bakteryjna. Zatem można się depilować, ale trzeba uważać na wargi sromowe mniejsze.
Nazwa „ginekologia estetyczna” może być myląca, bo mniej ma wspólnego z medycyną estetyczną, a więcej z ginekologią rekonstrukcyjną. I tak powinna się nazywać, by kobiety zrozumiały, ile mogą jej zawdzięczać. Odbyte porody, nacięte lub pęknięte krocze, zaburzenia statyki mięśni dna miednicy, niedobór hormonów w śluzówce pochwy, spadek poziomu kolagenu, obniżenie ścian pochwy – to wszystko wpływa na komfort życia kobiety. A trudno mówić o komforcie, gdy kobieta nie trzyma moczu, ma wciąż nawracające infekcje narządu rodnego, a seks ją boli. Celem zabiegów ginekologii estetycznej jest odnowienie sromu i pochwy do stanu sprzed zniszczenia. To wszystko bardzo potrzebne zabiegi, bo czynią cuda i niesamowicie poprawiają jakość życia. Nie są to tylko metody chirurgiczne, ale również elektromagnetoterapia, ultradźwięki czy laseroterapia. Poprawia się także naturę, np. gdy duże wargi sromowe utrudniają jazdę na rowerze.
Niekoniecznie. To może być uczulenie na nowe podpaski czy papier toaletowy, które otwiera drogę grzybom, bakteriom i całej rzeszy drobnoustrojów. Zlekceważenie świądu czy pieczenia zwykle prowadzi do infekcji.
W polskich supermarketach zajmują całe półki, w Wielkiej Brytanii nie widziałam żadnego. Co mówi wszystko o ich skuteczności. Płyny do higieny intymnej często przynoszą więcej szkody niż pożytku, uczulają wiele kobiet. Myć wodą? Nie wystarczy. Na sromie znajdują się gruczoły łojowe, które wydzielają tłuszcz i woda go nie rozpuści. Będzie śmierdziało. Najlepiej podmywać się mydłem aptecznym o kwaśnym pH lub szarym czy białym mydłem. Takim bez środków zapachowych, bo najczęściej to one uczulają. Mogą też być zwykłe mydła dla dzieci, bo te akurat mają atest. Myjemy srom i przestrzeń pomiędzy wargami sromowymi, ale nie dalej niż do przedsionka pochwy. Srom potem delikatnie osuszamy ręcznikiem. Nie pocieramy. To ważne.
Wirusowe zapalenia wątroby zwiększają ryzyko zachorowania na raka wątroby, infekcja rzęsistkiem pochwowym – na raka prostaty, a HPV – na raka szyjki macicy.
Macica czasem wypada. Nierzadko. Pochwa także, a nawet odbyt. Ćwiczenie mięśni dna miednicy nie wymaga jakichś specjalnych zabiegów. One lubią spokojny wysiłek, bo zbudowane są przecież w większości z włókien wolnokurczliwych. Bardziej spacer, praca w ogródku, joga czy pilates niż zumba, crossfit i intensywne podskakiwanie na aerobiku, szczególnie u kobiet, które już rodziły.To kulki z ciężarkiem w środku, które obijają się o ścianki pochwy, zmuszając je do drgań. Działają tu prawa fizyki – ściany pochwy odbijają drgania, używając siły, jaka została wobec nich użyta. Kulki wkładamy do pochwy na kilka, kilkanaście minut. Niestety, nie kupisz ich w aptece, znajdziesz je w sex-shopie lub w internecie. Warto je stosować, bo bardzo skutecznie wzmacniają mięśnie dna miednicy. Niestety, nie leczą nietrzymania moczu. Działają świetnie, ale profilaktycznie.
Usztywniona, niećwiczona miednica powoduje bóle kręgosłupa. Dlatego, gdy przychodzi do mnie zdrowo wyglądająca pacjentka, która mówi, że bolą ją jajniki, to pytam, czy ćwiczy. Zwykle patrzy na mnie zdziwiona. A słabe mięśnie brzucha i dna miednicy bardzo często są przyczyną bólu w plecach, w dolnej części kręgosłupa, co pacjentki często nazywają właśnie „bólem jajników”.
W zastraszającym tempie rośnie liczba cięć cesarskich. Akcje typu „Rodzić po ludzku”, mimo wielu dobrych rzeczy, wyrządziły też wiele szkód, bo powiedziały kobietom, że zawsze mogą domagać się naturalnego porodu, żadnego cięcia, albo odwrotnie – znieczulenia od pierwszych skurczy. I te kobiety od razu żądają cięcia cesarskiego, bo nie chcą, by je bolało. Albo żadnego nacięcia krocza – i poród rozrywa je bez kontroli.
Przestań się torturować dietami, narzekać, że źle wyglądasz i polub to, co widzisz w lustrze. No i przespaceruj się od czasu do czasu nago po domu. Mąż też się ucieszy.
Droga na skróty. Nasz organizm wie pierwszy o rozwijającym się nowotworze i się broni. W przypadku raka piersi powiększają się węzły chłonne pod pachami. Sprawdź je płaską dłonią. Jeśli poczujesz, że są powiększone natychmiast umów się do lekarza, bo najwyraźniej coś się dzieje. Twoje ciało to już wie i reaguje, nawet jeśli jeszcze nie wyczuwasz guzka w piersi.
Wraz z pierwszą miesiączką słyszmy: „Jesteś już kobietą”. Nie jesteś. Do prawdziwej dojrzałości wciąż jest dalej niż za siedem mórz, daleko ci nawet do dojrzałości biologicznej. Nawet wystąpienie kilku pierwszych miesiączek nie oznacza, że jesteś już kobietą. Zanim dojdzie do owulacji, może minąć kilka miesięcy, nawet rok! A to dopiero początek, bo cykl potrzebuje czasu, by się uregulować, a układ hormonalny kobiety osiąga dojrzałość do dwudziestego czwartego roku życia. Ale nasłuchamy się o tym, że to wielka sprawa, że już jesteśmy kobietami. Trudno się więc dziwić, że tyle młodych kobiet ma tremę przed pierwszą miesiączką.
Dlatego gdy zdarzają się błędy – np. zapłodniona zostaje wadliwa komórka jajowa lub zdrowa komórka jajowa zostaje zapłodniona przez wadliwy plemnik – endometrium w jakiś sposób rozpoznaje te wadliwe zarodki i reaguje na nie naturalną aborcją. W pierwszym trymestrze ciąży poronienia zdarzają się bardzo często, nawet w trzydziestu procentach przypadków. Często kobieta nie jest nawet tego świadoma.
Wszystko jednak wskazuje na to, że krwawimy co miesiąc, bo potrzebujemy seksu do przeżycia, nie tylko do prokreacji. W świecie zwierząt kontakt seksualny służy do rozmnażania, kopulują one w czasie owulacji, albo – jak u królików – kopulacja wyzwala owulację. My, ludzie, współżyjemy dla budowania więzi w związkach i dla przyjemności.
Prawdą jest jednak, że coraz więcej dziewcząt miesiączkuje bliżej dwunastego roku życia. W publikacjach winę zrzuca się enigmatycznie na pożywienie i występujące w nim hormony, ale kluczowa jest tu tkanka tłuszczowa – dziewczyna zaczyna miesiączkować, gdy poziom tłuszczu tkankowego osiągnie u niej co najmniej osiemnaście procent.
Co jest sygnałem, którego nie wolno przegapić? Najważniejszą informacją są krwawienia między miesiączkami i te w czasie współżycia seksualnego lub po. Wzdęcia czy zaparcia, jeśli trwają długo i się nasilają, też należy skonsultować z ginekologiem.
Uprawiać seks w czasie okresu? Jestem przeciwna. W trakcie miesiączki, podobnie jak po porodzie, w macicy są otwarte naczynia krwionośne i to jest zaproszenie dla infekcji, np. gronkowcem złocistym.
Kobiety wszystko wrzucają do jednego worka i najczęściej winią hormony, ale zwykle chodzi o styl życia i nawyki żywieniowe; także o emocje.
Mowa o ciężkich zaburzeniach psychicznych z depresją, urojeniami i zaburzeniami lękowymi włącznie, które zupełnie wykluczają z życia i występują w każdym cyklu! Na pewno nie jest tak u trzydziestu procent z nas. Znam dwie kobiety z zespołem napięcia przedmiesiączkowego i obie leczą się u psychiatry.
Otyłość, nieprawidłowe odżywianie, brak aktywności fizycznej, stres – to wszystko może zaburzyć jego pracę. Jeśli jeszcze widzisz, że wypadają ci włosy, jesteś zmęczona, masz szarą skórę czy niski poziom żelaza, to już sprawa jest jasna. Kobiety wydają fortunę na fryzjerów, dermatologów, a do głowy im nie przychodzi, by dotrzeć do źródła.
Niski progesteron może być też skutkiem przewlekłego stresu, niewydolności jajników czy zespołu policystycznych jajników. Często wiąże się z nadmiarem estrogenów, do czego zwykle same się doprowadzamy przez siedzący tryb życia czy nieprawidłowe odżywianie. Często cierpią na to kobiety otyłe oraz te na diecie wegańskiej lub wegetariańskiej bogatej w soję, bo zawiera ona fitoestrogeny.
Zresztą zaburzenia hormonalne bardzo często towarzyszą kobietom od początku, zaczynają się, gdy dziewczyna dojrzewa, między trzynastym a szesnastym rokiem życia. Nieprawidłowe krwawienie, krótkie cykle, ból brzucha – to są problemy, które rodzice często lekceważą, a to może się skończyć torbielami jajnikowymi czy zespołem policystycznych jajników, co powoduje niepłodność. Wiele kobiet trafia na leczenie dopiero jak nie może zajść w ciążę. A wtedy jest najtrudniej, bo diagnostyka zajmuje dużo czasu, a kobiety, które chcą dziecka, zwykle uważają, że tego czasu nie mają.
Kobiety w wieku menopauzalnym na widok przyrastającej tkanki tłuszczowej wokół brzucha i bioder, zaczynają się odchudzać, niszcząc to, co właśnie organizm próbuje zrobić dla ich zdrowia. Należy uznać, że te dwa czy cztery dodatkowe kilogramy są dla nas dobre i zostawić je w spokoju. Niedobrze jednak, gdy tkanki tłuszczowej jest za dużo i to w młodym wieku. Bo choć estradiol i estron są z tej samej grupy estrogenów, to nie są tym samym. Estradiol służy płodności, estron – przeciwnie. Z tego powodu kobiety otyłe częściej cierpią na niepłodność, a w późniejszym wieku częściej zapadają na raka trzonu macicy.
Antykoncepcję hormonalną trzeba sprawdzić na żywym organizmie i dlatego ważne jest, by kobieta zgłaszała się do lekarza od razu, jak coś się dzieje. Dobra antykoncepcja to taka, której nie czujesz, bo nie daje ŻADNYCH skutków niepożądanych.
Wątroba jest miernikiem zdrowia. To nasz największy organ, ma prawie dwa kilogramy i jego zadaniem jest pochłanianie i neutralizowanie trucizn, które organizm wytwarza, lub których mu dostarczamy. Jak dzieje się coś złego, widać to w wątrobie.
Tabletki hormonalne obciążają układ krążenia, szczególnie mikrokrążenie, czyli najdrobniejsze naczynia krwionośne. Gdy kobieta jest młoda, to nie ma takiego znaczenia, ale z wiekiem antykoncepcja hormonalna powoduje skutki uboczne, np. bóle głowy, bolesne piersi czy wzrost poziomu cholesterolu. Dlatego zaleca się tabletki hormonalne tylko do trzydziestego piątego roku życia.
Wadą długotrwałego stosowania pigułek antykoncepcyjnych jest utrudnione utrzymanie prawidłowej flory bakteryjnej, co zwykle oznacza nawracające grzybice. Kobiety stosujące pigułkę hormonalną powinny więc dbać o zakwaszanie pochwy.
Sformułowanie „naturalne metody antykoncepcji” to oksymoron. Naturalna dla naszego ciała jest koncepcja, nie antykoncepcja. Obserwowanie śluzu czy mierzenie temperatury ma sens przy planowaniu ciąży, nie jej zapobieganiu. Poza tym, regularność cyklu jest bardzo łatwa do zaburzenia – wystarczy drobna infekcja, zażywanie antybiotyków, gorączka czy impreza, na której kobieta wypije dwie lampki wina. To nieprzewidywalne metody i dlatego trudno nazywać je antykoncepcją.
Czy tabletka „dzień po” to antykoncepcja czy środek poronny? Żeby coś się poroniło, to coś musi istnieć. Tabletka „dzień po” obniża poziom progesteronu i opóźnia owulację – dojdzie do niej po pięciu dniach. Plemnik żyje trzy-cztery dni, więc nie doczeka komórki jajowej.
Czysto medyczne. Już teraz laryngolodzy biją na alarm, bo za dwanaście procent przypadków raka krtani i gardła oraz około trzy procent raków jamy ustnej u mężczyzn odpowiada infekcja wirusem HPV. Najczęściej są to raki niskozróżnicowane, o wysokim stopniu złośliwości.
Dr Wróbel z rigczem XD Podoba mi się, jak bezpardonowa i bezpośrednia jest. Forma wywiadu się tu sprawdza, choć generalnie nie jestem jej fanką, bo przez przygotowanie tekstu do druku przechodzi on przez cięcia i pytania zadawane przez Borowiec wydają się czasem niecelne, naiwne i opierające się na wyrecytowaniu randomowych statystyk z Internetu, ale chcę wierzyć, że to nie ona tylko proces wydawniczy. Odrzucały mnie niektóre ideologiczne komentarze, które wydają się niepotrzebne dla treści.
Zdecydowanie nie zgadzam się z tym, że jest to książka dla każdej kobiety. Doceniam bardzo kilka fragmentów, które się tam pojawiło - jak ważny jest dotyk, jaki wpływ ma stres na nasze życie i seks oraz to, że pokochanie i zaakceptowanie siebie jest podstawą szczęścia. Doceniam również formę wywiadu rzeki.
Niestety jest tak wiele minusów, które można wyłapać podczas lektury, że niestety nie mogę jej polecić z czystym sumieniem. Od bardzo wyniosłego tonu rozmowy zaczynając, przez generalizowanie, stereotypy i skrajności na powtórzeniach i zaprzeczeniach siebie kończąc.
Nie zmienia to jednak faktu, że tematy, które są w niej poruszane, są bardzo potrzebne i - co widać po reakcji wielu czytelniczek - bardzo pozytywnie odbierane. Niekoniecznie jednak po prostu w takiej formie, jaką nam tutaj Panie serwują.
Zdecydowanie nie polecam młodym osobom. Według mnie jest to książka raczej dla pokolenia moich rodziców, zresztą większość przykładów w niej podanych dotyczy właśnie tego pokolenia. Gdyby ktoś jednak zdecydował się ją przeczytać, zachęcam do tego, żeby podchodzić do niej jednak z dystansem, niekoniecznie jak do prawdy objawionej.
Tragedia! Niestety nie tego się po tej książce spodziewałam. Autorka jest bardzo stronnicza, używa wielu uogólnień, a co najgorsze nieaktualnej wiedzy. Bardzo denerwowało mnie to, że każdy "fakt" medyczny musiałam sprawdzać z wynikami obecnych badań i niestety często okazywało się, że są one zupełnie odwrotne do tego co jest napisane w książce. Autorka często podpiera swoje teorie o to co pisali Freud czy Wisłocka. No ech... byli to na pewno ludzie wybitni, ale wybitni w swoich czasach. Dzisiaj wiele teorii Zygmunta Freunda zostało obalonych i uznanych wręcz za szkodliwe, a Michalina Wisłocka jak wiadomo żyła w czasach, gdzie wiedza medyczna stała na zupełnie innym poziomie.
Książka nie zawiera również żadnych przypisów ani odniesień do badań naukowych. Szkoda, skoro to książka-poradnik pisana przez ginekolożkę.
Owszem, jest tam parę rzeczy, na które warto zwrócić uwagę jak np. rola rozmowy w związku czy okazanie zainteresowania dzieciom, ale są to banały, które przeczytać można również w rzetelniejszych książkach.
Nie polecam, a w szczególności nie polecam dla osób dorastających lub bezkrytycznych - taka książka może im przynieść więcej szkody niż pożytku.
Książka jest po prostu zła. Edukacyjne elementy mieszają się w niej z totalnymi bzdurami, niezgodnymi z obecną wiedzą naukową. Słuchając audiobooka, wkurzałam się co chwila, a jak usłyszałam fragment o tym, że prezerwatywy nie chronią przed HPV, bo wirus jest mniejszy niż pory w lateksie czy silikonie, to stwierdziłam, że na więcej nie mam siły. Właściwie używane prezerwatywy lateksowe zwiększają ochronę przed HPV. Ta ochrona może nie być idealna, bo HPV można się zarazić przez zakażoną skórę i śluzówkę, a prezerwatywa na penisa nie zakrywa skóry wokół genitaliów. Ale te pory to nieprawda, a do tego prezerwatywy nie są robione z silikonu (który zresztą jest nieporowatym materiałem), może chodziło o kondomy z poliizoprenu. Uważam, że ta książka jest szkodliwa, może negatywnie wpłynąć na czyjeś zdrowie. A do tego autorka z taką wyższością wypowiada się na wszystkie tematy, że raczej odstrasza od wizyt ginekologicznych, sugerując, że powody, dla których kobiety nie chodzą do ginekologa, są głupie. Ja bym nie chciała chodzić do ginekolożki, która traktowałaby mnie z taką wyższością.
Daje jedną gwiazdkę. Nie można odmówić tej książce wielu dobrych, merytorycznych fragmentów. ALE... oj jak wiele mam ALE. Absolutnie nie polecam tej książki żadnej kobiecie. Ja nie mówię, że się nie da z niej czegoś wartościowego dowiedzieć, ALE ile jest tam złych fragmentów, uproszczeń. Zamiast głosu eksperckiego, wysuwa się na pierwszy plan wiele osobistych przekonań dr Wróbel. Zacytuję sama siebie (niech moje wkurzenie, bo przeczytaniu połowy tej książki mówi samo za siebie): "W momencie gdy lekarka stwierdziła że mężczyźni poszukują wzorców męskości w Hitlerze czy Putinie a nie nieobecnym to ojcu, po prostu stwierdzam że nienawidzę tej książki. Jak można wypowiadać się z takim przekonaniem o rzeczach o których się nie ma pojęciach? Retoryka iście kościelna"... Nie polecam. Szczerze wierzę, że o kobiecości można się więcej nauczyć, czytając coś dobrego w internecie.
4,5. Bardzo ciekawa pozycja, nie można się zgodzić że wszystkim co mówi dr Wróbel, ale dla osób nie do końca świadomych seksualności i fizjologii człowieka - bardzo ciekawa. Jak dla mnie za dużo banałów, ale szanuje za podejście do tematów.
3,5/5 ⭐️ Nie można odmówić tej książce, że jest porządną dawką wiedzy o stronie biologicznej kobiet. W Polsce nadal ales jest tematem tabu, zresztą miesiączka też, to rzeczy o których się nie mówi, które uważa się za zbyt wstydliwe. Uważam, że tak być nie powinno i właśnie po to są takie książki, aby nas oswajać z tymi tematami i je normalizować. Są tutaj przytaczane badania, pani ginekolozka jest osobą wykształconą i ma dużą wiedzę i temu zaprzeczyć nie można, jednak w niektórych momentach czułam się po prostu atakowana i wydaje się, iż gdy wchodzimy w sferę psychologiczną to gubi się sens też książki i dostajemy poglądy pani Beaty. Podoba mi się, że jest to w formie pytań i odpowiedzi, ale jeszcze lepiej gdyby to było w formie dyskusji, gdzie moglibyśmy poznać doświadczenia i opinie różnych osób. Do końca również nie wiem do kogo kierowana jest ta książka, jako nastolatka, która chce w przyszłości zostać matką znalazłam tu dużo treści dla siebie i z tego powodu nie wiem czy np. moja mama znalazłaby tu wiele dla siebie (coś na pewno, ale ile?), może też przez to, że jest osobą dość otwartą i nie ma problemu z rozmawianiem o relacjach czy seksualności. Kobiety, które są już po menopauzie czy chwilę przed niby również znajdą coś dla siebie, ale może je nie interesować wychowywanie dzieci itp. Uważam, że książka jest przyjemna i zawiera dużo wartościowych treści, ale nie jest „must-readem” każdej kobiety.
Stereotyp: kobieta musi się poświęcić. Musi ogarnąć rodzinę. Musi uprawiać seks z mężem. Absolutnie nie może rzucić tego w diabły i znaleźć czas wolny dla siebie.
Poglądy autorki są odwrotne do wyżej przedstawionych. W opozycji do stereotypowego modelu związku stawia związek partnerski, ale – jej zdaniem – aby go osiągnąć, kobieta nadal wiele rzeczy musi i wielu absolutnie nie może. I choć zasadniczo związek partnerski, który jako najlepszy opisuje autorka, jest takim, jaki chciałabym mieć, to jednak z tej książki znów dowiedziałam się, o co muszę, a czego mi nie wolno, aby taki związek osiągnąć. Cóż, może to utopia, ale wciąż wierzę w budowanie relacji bez „musisz robić to, a absolutnie nie wolno ci robić tego”.
Duży plus natomiast za szerokie, szczegółowe i zrozumiałe omówienie kobiecej fizjologii – to była dla mnie najlepsza część tej publikacji.