Każdy z nas nosi w sobie przekleństwo, które jest sumą naszych zranień i złych doświadczeń. Anathema towarzyszy każdemu z nas.
Marek to dziecko niechciane i nieakceptowane przez rodziców. Historia jego dzieciństwa i dorastania z jednej strony jest gehenną, z drugiej – naznacza ją wielka miłość babci. Kiedy w końcu udaje mu się spełnić marzenia i osiągnąć sukces w Stanach Zjednoczonych – właśnie wtedy pojawia się upiór z przeszłości: ten realny i ten wyimaginowany… Los nie pozostawia Markowi wyboru: musi wrócić do źródeł i stawić czoła osobistym demonom, aby te nie wyrządziły krzywdy jego córeczce. Czy ten powrót do ojczyzny zrzuci z Marka klątwę i pomoże mu ostatecznie uporać się z koszmarami z dzieciństwa, czy jednak zetknięcie twarzą w twarz z ponurą przeszłością okaże się zbyt trudne? Anathema to wielowymiarowa opowieść o samotności i miłości najbliższych, pełna lokalnych wierzeń i błyskotliwych refleksji o ludzkim życiu.
Anathema to droga, którą każdy z nas przechodzi samotnie, bo w naszych konfrontacjach z lękami – nikt nie może nam pomóc. Ale powieść ta może cię wesprzeć w twojej wędrówce i w walce z tym, co dla ciebie złe lub straszne.
"Zapadająca w pamięć opowieść o podróży w głąb siebie, szukaniu własnej tożsamości oraz o odkupieniu. Piotr Podgórski buduje wielowarstwową opowieść o rodzinie. Im dalej zagłębiamy się w tę opowieść, odkrywamy kolejne odsłony bohatera jako chłopaka z Podkarpacia, który robi karierę za oceanem, syna, który usiłuje przebaczyć ojcu, pacjenta, który bardzo chce zrozumieć siebie, wreszcie człowieka, który pragnie być szczęśliwy." Ałbena Grabowska, pisarka
Zaskakująca, przewrotna, tajemnicza... Czasami czytelnik natrafia na powieść, które okazuje się być czymś zupełnie innym, niż moglibyśmy się spodziewać. Tak jak "Anathema" Piotra Podgórskiego.
Tytułowa anatema oznacza z języka greckiego klątwę, wykluczenie ze społeczności. W znaczeniu religijnym to wykluczenie ze wspólnoty Kościoła. A takie wykluczenie, taka klątwa równoznaczna jest z ogromną samotnością. Z lękami, ze strachem, z doświadczeniami, które każdy człowiek nią naznaczony musi przeżyć sam. I samotnie musi je także pokonać. O tym właśnie opowiada powieść Piotra Podgórskiego. O koszmarze dzieciństwa pełnego alkoholu i przemocy, o walce z przeszłością i o wybaczeniu. Bo tylko przebaczenie pozwala wyzwolić się z koszmaru.
Jeśli na Waszej czytelniczej drodze natraficie na "Anathemę", to nie wahajcie się ani chwili. Przed Wami opowieść tajemnicza, mroczna, miejscami bardzo smutna, sięgająca do sedna całego bólu, ale gwarantuję, że zrobi na Was wrażenie.
Pierwsza połowa nawet ujdzie. Druga pogrąża całą historię. Ta cukierkowa scena wybaczenia, gdy wszystkie krzywdy w jednej chwili tracą na znaczeniu, ach, żeby tak łatwo było w życiu wybaczać... ale nie jest łatwo i dlatego ta książka to bzdura i fałsz. No i ten główny bohater, facet ideał normalnie. Żadnych wad. Człowiek doskonały. Fuj...
Sama historia była opowiadana już wielokrotnie, z nieporównywalnie lepszym skutkiem, ale to mogę przełknąć... Co mnie natomiast przerosło, to nieudolny i niekonsekwentny styl, trochę jakby trzynastolatek próbował napisać poważny tekst i posiłkował się słownikiem wyrazów obcych, by brzmieć bardziej przekonująco. Słabiutki zabieg dał naprawdę żałosny rezultat.
Nie spotkałem też ludzi, którzy mówią tak, jak bohaterowie "Anathemy", więc albo Autor kompletnie nie ma słuchu, albo za bardzo zaufał własnym twórczym umiejętnościom i znowu oddał kontrolę nad pisaniem swojemu wewnętrznemu trzynastolatkowi. Postaci wyrzucają z siebie zdania jedno po drugim, niejednokrotnie bez żadnego związku, a czasem śmiało i bezwstydnie przeczą sami sobie na przestrzeni jednej sceny. Pierwsze skojarzenie: telewizyjny koszmarek spod znaku "Trudnych spraw", a zaraz później kultowy zły film Tommy'ego Wiseau (swoją drogą proponuję obejrzeć "The Room" zamiast czytać "Anathemę" - jest porównywalnie zły, ale seans trwa tylko ok. półtorej godziny).
Całość zamyka idiotycznie uproszczone rozwiązanie. Cukierkowe relacje głównego bohatera z jego rodziną zemdliłyby nawet najbardziej zagorzałych fanów Disneya, a finałowy wątek, przez który można pomylić "Anathemę" z powieścią grozy, świadczy o tym, że Autor wprawdzie naczytał się horrorów, być może nawet tych z wyższej półki, ale kompletnie nie wie, co zrobić z tym doświadczeniem. O kuriozalnym posłowiu nie będę już nawet wspominał. Jeśli jakimś cudem dotrwacie do końca tego bałaganu, zróbcie sobie tę ostatnią krzywdę, co Wam szkodzi?
W najkrótszych słowach, nieważne, jakie są Wasze upodobania czytelnicze, "Anathema" będzie zawsze złym wyborem.
Jest to druga książka Pana Podgórskiego, którą przeczytałam i niestety, będzie to ostatnia. Pomimo ogólnej sympatii do autora i jego recenzji książkowych nie mogę wystawić wysokiej oceny i napisać pochlebnej opinii na temat „Anathemy”. Strasznie mi się czytało tę książkę. I chyba przeżyłam czytelnicze „deja vu”, bo tak jak w „Zagubionym życiu” w/w autora, uważam, że dialogi bohaterów są sztuczne i absurdalne, bohaterowie rozchwiani emocjonalnie, a historia sama w sobie nieciekawa. Autor starał się poruszyć trudne tematy (np. alkoholizmu w rodzinie, odrzucenia w młodym wieku przez najbliższych, próbę pojednania z rodziną). Poruszył je, ale język i styl pozostawiają wiele do życzenia. Ogólnie nie polecam. Strata czasu.
Książka wpadła mi w ręce polecenia. Uprzedzono mnie, że książka może przywołać demony bardzo trudnej przeszłości, szczególnie w przypadku kogoś, kto wyrastał w ciężkiej rzeczywistości. Nie będę ukrywać, że u mnie ta rzeczywistość nie była usłana różami, stąd podchodziłam do tej pozycji, jak przysłowiowy kot do jeża. Udało mi się w końcu książkę przeczytać w jeden dzień.
Historia chłopca, Marka, jest horrorem od pierwszej strony. Pozbawiony miłości, czułości i poczucia bezpieczeństwa chłopiec, wyrasta w rodzinie, gdzie priorytetem jest alkohol. Ze strony rodziców, którzy na każdym kroku dają mu odczuć, że jest zerem, chłopiec nie otrzymuje nic innego, jak nieustanne bicie i poniżanie. Dopiero ukochanej babci udaje się zapewnić wnukowi odrobinę uczucia, troski oraz poczucia bezpieczeństwa. Marek dorasta z traumą z dzieciństwa, ale robi wszystko, by pokonać swoje koszmary. Czy mu się uda? O tym już czytelnik musi przekonać się sam.
Powiem szczerze, że momentami trudno było mi czytać tę historię. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak rodzice mogą tak traktować własne dziecko. Książka porusza trudne tematy cierpienia, bezradności, szukaniu swojej własnej drogi i wybaczania. Pozycja warta uwagi i przeczytania.