Przed lekturą "Lesia" Joanny Chmielewskiej przeczytałem mnóstwo komentarzy do tej książki, w których to czytelnicy wręcz rozpływali się nad genialnym rodzajem humoru, który to, podobno, wypełnia jej strony. Po lekturze "Lesia" dowiedziałem się, że mam specyficzne poczucie humoru. Sytuacyjne gagi, które co chwilę uwydatniają się w treści książki, wydały mi się przesadzone, a cechy jej bohaterów wyolbrzymione. Rozumiem, że cechą satyry, jaką niewątpliwie jest ta powieść, jest wyśmiewanie opisywanych zdarzeń czy postaci, ale tutaj miałem wrażenie, że autorkę w pewnych momentach zdecydowanie poniosło. Nie spodobał mi się też sam układ książki - jedynym zastosowanym podziałem, jest wyodrębnienie 3 dużych rozdziałów, co zdecydowanie przeszkadzało mi w jej czytaniu. Jedyną pozytywną cechą, która rzuciła mi się w oczy, jest przyjemny sposób narracji, który to skuteczniej wprowadzał mnie w dobry humor niż kabaret, którego liderem miał być tytułowy bohater książki.