DNF, skończyłam na 84 stronie i nie mam siły na więcej.
Znając opinie o wydawnictwie Niezwykłym, sięgnęłam po książkę licząc głównie na śmieszki. Oczekiwań właściwie poza tym jednym aspektem nie było, więc rozczarowania też nie ma, jednak śmieszków nie było na tyle dużo, by książka jakkolwiek zachęcała do dalszej lektury, nawet w ten pokrętny sposób. Przyznam, że bardziej zaangażował mnie regulamin czytany przy drzwiach pociągu PKP Intercity, niż fabuła czy relacja bohaterów. Same postacie wyprute z jakiegokolwiek charakteru, duży nacisk był kładziony na (idealny) wygląd Sary i Mikołaja. Odniosłam wrażenie, że Mikołaj myślał członkiem, natomiast Sara nie myślała w ogóle, co sprawiło, że ciągle czułam, że obserwuję instynktownie zachowujące się dwa osobniki w okresie godowym, a nie osoby.
Sceny 18+ nie były złe, choć tu również trudno było się wczuć. Akcja w nich zapierdala jak skurwol po mięsnym, więc właściwie czyta się je z kamienną twarzą, zwłaszcza, że poza nimi każdej scenie towarzyszą opisy tyłków lub narządów płciowych, więc człowiek siłą rzeczy staje się odporny i nic go w tym nie rusza. Książka ogólnie słaba, jednak nie sięga dna jak Hellish Heat, to też trzeba podkreślić. Dużo niepotrzebnych przekleństw, nawet w stosunku do... jedzenia. Naprawdę nie rozumiem, co takiego Mikołajowi zrobiły tartinki, że tak źle się o nich wyraził.