Niektóre tajemnice należą tylko do nas, w każdej chwili możemy je ujawnić i zmienić bieg naszego życia.
Przejmująca powieść o małym miasteczku, dawnych tajemnicach i wielkiej miłości. Emocjonująca historia ludzkich relacji.
Nauczycielka, Monika Romanowska, po kilku latach spędzonych w stolicy wraca do rodzinnego Doruchowa. Ma nadzieję odnaleźć tu utracony spokój. Zamiast tego wplątuje się w zakazany romans. W tym samym czasie miasteczkiem wstrząsa sprawa śmierci licealisty, który umiera w tajemniczych okolicznościach. Rozpoczyna się śledztwo. Ktoś z mieszkańców małego miasteczka nie jest tym, za kogo się podaje, a tajemnice z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć.
Liceum, niepokorni uczniowie, nauczycielka, zakazana miłość i zbrodnia – to wszystko w wyjątkowej powieści, która łączy elementy obyczajowe i psychologiczne.
Czy wydarzenia z dawnych lat pomogą w rozwiązaniu zagadki? Czy zakazana miłość wbrew wszelkim zasadom ma jakąkolwiek przyszłość? Czy dobro zawsze zwycięża zło?
Nie ma to jak małe miasteczka, urocze, idylliczne enklawy, które za fasadą uśmiechów ukrywają ludzkie dramaty i tragedie. Tak jak w mieszance powieści obyczajowej z motywem kryminalnym, którą serwuje czytelnikowi Natalia Nowak-Lewandowska w swoim „Miasteczku”.
Czasami może się wydawać, że gorzej być nie może, ale wtedy życie wykroi człowiekowi psikusa, a niewdzięczny los pokaże, gdzie nasze miejsce. Monika z powieści to młoda kobieta taka jak wszystkie, której życie właśnie podstawiło nogę, ale otworzyło przed nią także nowe możliwości. I dało wybór. Jednak czasami zdrowy rozsądek przejmują porywy serca i nagle znów nic nie jest takie jak powinno być. A może odwrotnie? Może tak właśnie miało być? Mieszkańcy tytułowego Miasteczka mają swoje sekrety, mają swoje tajemnice, sporo do ukrycia, a kiedy zostają skonfrontowani z zachowaniem karygodnym, niestandardowym, tak bardzo odmiennym – stają zwartym szeregiem, by spalić swoją przysłowiową czarownicę.
„Miasteczko” to jedna z tych opowieści, do których mam prawdziwą słabość. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu – wścibscy sąsiedzi, niewygodna przeszłość i zbrodnia, którą trzeba jakoś wyjaśnić. Nic dodać, nic ująć. Czyta się jednym tchem, z narastającą fascynacją. Warto jednak zaznaczyć, że jest to leciuchna powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, skierowana bardziej w stronę babskiej części czytelników. Jeśli lubicie takie opowieści o ludzkich dramatach, niepokojących wyborach i odpowiedzialności – łapcie i czytajcie. Poznajcie tajemnice „Miasteczka”.
Najnowsza powieść Natalii Nowak-Lewandowskiej, którą wydała pod skrzydłami Wydawnictwo FILIA, została przeze mnie przeczytana dzień po premierze i mogę ją podsumować tak: wartka akcja, fatalne zauroczenie oraz trup. "Miasteczko" to udana kombinacja powieści obyczajowej i kryminału, chociaż intryga nie jest zbyt zawiła i dość szybko można zorientować się w jej poszczególnych niciach. Co ciekawe, książka skojarzyła mi się z popularnym serialem "Belfer", bo i tu i tu mamy lokalną społeczność, młodzież, nauczyciela, a właściwie nauczycielkę języka polskiego oraz śledztwo w sprawie śmierci jednego z licealistów. Nie ukrywam, że najbardziej fascynującym elementem „Miasteczka” okazał się wpleciony w fabułę historyczny fakt: w Doruchowie odbył się ostatni w Europie proces czarownic - kobiet oskarżonych o paktowanie z diabłem. Co ciekawe, to miejscowy proboszcz stanął wieki temu w obronie napiętnowanych niewiast... Reasumując, dobra to była książka, a na uwagę zasługuje świetna okładka, przedstawiająca tylko z pozoru sielski obrazek
nie mam wielkiego doświadczenia w czytaniu kryminałów, ale tutaj nieśmiało mogłabym wskazać sprawcę i ostatecznie z triumfem mogłabym się pochwalić moją racją. bardziej doświadczony w takiej literaturze czytelnik, już by w ogóle od razu mógłby to wskazać bez większego trudu.
"Miasteczko" to książka, której dobra ⅓ to jest poznawanie historii nauczycielki Moniki, która odeszła od partnera i z Warszawy wraca do rodzinnej wioski, pomiędzy poznajemy chłopaka Michała co się w niej zakochuje (z powietrza) i jego zazdrosną rozkapryszoną dziewczynę Jowitę. i resztę ekipy, ale o nich wiemy tyle, że na dobrą sprawę nic nie wiemy. i dopiero prawie w połowie mamy morderstwo, ginie Szymek ich znajomy, na imprezie urodzinowej Jowity. Rozwiązanie jest w ostatnim rozdziale i jest to tak szybkie, bez większej refleksji, po prostu potwierdzenie przeczucia czytelnika i koniec. epilog to chyba tylko po to, by wtrącić jedną dwie głębokie myśli i pokazać jak żyje Monika.
początek to są dwa prologi, gdzie drugi jest tylko takim dodatkiem, gdyż wyjaśnia się to dopiero na końcu, a tak naprawdę i bez tego książka reprezentowała by to samo. to był po prostu taki smaczek, dodatek. postacie są mało rozbudowane, trudno się z nimi zżyć czy w nie uwierzyć. niektórzy zjawiali się, jak dawny kolega Moni co pracował z nią w szkole, by pojawić się dwa razy i być olany i nigdy nie wrócić do akcji. nie tylko on, postacie są płaskie składają się z dwóch/trzech na krzyż. książka delikatnie wyśmiewa plotkarstwo i kolesiostwo w miejszych miastach, ukazuję zacofanie starszych mieszkańców i ich małomiasteczkowy sposób bycia, który w tych czasach się już nie sprawdza. babcia Miłka czy policjant Wolbus jawnie trzymają się swojego czyli "a kiedyś to było", "kiedyś młodzież była inna".
kwestia praktyczna tekstu, przez to, że otaczają nas teksty w narracji pierwszosobowej, trudno było się wbić w trzeciosobową. lecz ostatecznie mogę stwierdzić, że autorce wyszło to nawet znośnie. nie zauważyłam redakcyjnych zgrzytów o dziwo, albo po prostu za szybko przeskakiwałam z linijki do linijki.
podsumowując, nie była to najlepsza książka, a na pewno nie kryminał, jaki w moim życiu czytam. trochę się pośmiałam - ostatecznie spędziłam miło czas. miło też było poczytać o czymś osadzonym po prostu w naszych polskich realiach.
Przyznam, że do książki podchodziłam dwa razy. Za pierwszym razem przestałam słuchać dość szybko, bo myślałam, że nuda. Przeczytałam potem jednak kilka opinii i dałam drugą szansę temu audiobookowi i... zwracam honor :)
Niezaprzeczalnie akcja płynęła niespiesznie, ale to jednak wyszło tej historii na plus. Zaskoczył mnie pomysł autorki na rozwiniecie fabuły. Jestem pod niemałym wrażeniem, bo jakoś tego się nie spodziewałam. Można powiedzieć, że to taka obyczajowa książka w wątkiem kryminalnym w tle, a wszystko to w małej mieścinie - ja więcej nie potrzebuję :)
Pierwsze spotkanie z autorką uważam za udane i na pewno spotkamy się jeszcze nie raz. Tym bardziej, że pani Natalia kupiła mnie podejściem do czytników i ebooków i dała temu wyraz w książce. Polecam :)
dosyć przewidywalna była ta historia. sama nie wiem czy mi się podobała czy może jednak nie. wiem tylko tyle, że z każdym dniem nienawidzę coraz bardziej wsiowego toku myślenia oraz postawy jaką reprezentował sobą wolbus. po prostu obrzydliwy człowiek i nie mam nic innego do powiedzenia w jego temacie. reszta bohaterów raczej przeciętna, zakończenie też w porządku, a cała ta zbrodnia dosyć prosta w rozpracowaniu, domyśliłam się zaraz po fakcie, o kogo chodziło i co nim kierowało:)
Bardzo szybko przeczytałem tą książkę choć zupełnie się tego nie spodziewałem. Sięgnąłem po nią licząc, że będzie w niej wątek doruchowskich czarownic i mimo że były one jedynie wspomniane jako fakt historyczny ta fabuła książki była bardzo wciągająca. Świetnie napisane postaci i otoczenie. Bardzo dobrze uchwycony klimat małego miasteczka. Chciałbym powiedzieć, że jest to luźna lektura ale jednak wątek kryminalny i romansu trochę temu przeczy.
1,5* Książka miała potencjał, ale nie został on wykorzystany. Zdecydowanie za krótko, można było bardziej rozwinąć główne wątki i na pewno ustalić innego zabójcę, bo ten był zbyt łatwy do rozszyfrowania.
Przez pół książki zastanawialam się czy na pewno dobrze pamietam dlaczego ją kupiłam. Chciałam kryminał, niby był, ale dopiero po baaaardzo przydługim wstepie, sprawa nie byla zbyt wciągająca i rozwiązanie bardzo przewidywalne. Może ja za dużo czytam i oglądam kryminałów.
Świetnie zapowiadające się „Miasteczko” nieznanej mi dotąd polskiej autorki Natalii Nowak-Lewandowskiej miało być przyjemną odskocznią od zagranicznych thrillerów. Informacje zamieszczone w opisie zdradzały, że należy spodziewać się różnych gatunków literackich: literatury obyczajowej, romansu i kryminału. Pisarka w swoim dorobku ma już kilka tytułów, np.: „Układankę”, „Głód miłości” i „Wybór M”, których średnia ocen na portalu Lubimy Czytać dobrze się prezentuje, bo w okolicach 7/10 gwiazdek. Stąd też wzięło się moje zainteresowanie książką wydaną pod szyldem wydawnictwa Filia. Jednak zaciekawienie szybko przerodziło się w duże rozczarowanie, a zaczęło się od fabuły.
Główna bohaterka Monika Romanowska po kilku latach spędzonych w stolicy postanawia powrócić w rodzinne strony, do małego miasteczka Doruchowa. Szuka tam spokoju oraz odcięcia się od wielkomiejskich problemów i zaczyna pracę jako miejscowa nauczycielka. Nie dane jest jej jednak długo cieszyć się psychicznym odpoczynkiem. Monika spotyka się z niechęcią ze strony sąsiadów i współpracowników. Wkrótce też okolica zaczyna żyć tajemniczą śmiercią licealisty i prowadzonym śledztwem, a bohaterka wdaje się w rzekomo zakazany związek.
I jako że powieść gatunkowo leży na pograniczu romansu, warto przyjrzeć się jednemu z ważniejszych wątków, czyli zauroczeniu, które dosyć szybko zostało nazwane miłością. Mogło być tajemniczo, emocjonująco, może nawet wzruszająco, ale wyszło nieszczerze. Monika jako nauczycielka sprawia wrażenie osoby odpowiedzialnej, inteligentnej, a przede wszystkim dojrzałej. Natomiast epizod związany z szybkim zakochaniem się odbiera jej wiarygodność i stawia w roli infantylnej kobiety działającej pod wpływem zachcianek nielogicznie umotywowanych. Nawet jeśli przyjąć, że uczucia rządzą się swoimi prawami, w tym przypadku są przedstawione sztucznie i rozczarowująco. Historię mogły zatem uratować kryminalne wstawki, podążanie za prowadzonym śledztwem i odkrywanie odpowiedzi na postawione wcześniej pytania. I sam punkt wyjścia się broni, bo wprowadzenie budziło zainteresowanie i zapowiadało, że w rozwinięciu może wydarzyć się coś zaskakującego. Rozwiązanie i finał nastąpiły jednak zbyt szybko, poprowadzone niechlujnie i bez zaskoczeń. Jedną z niewielu pozytywnych cech wyróżnia się jedynie historia miasteczka. Przez pierwsze strony to tajemnica z nim związana tworzyła klimat i otoczkę całej powieści. Gdyby w tym kierunku podążała cała akcja, mogłaby zgrabnie zatuszować inne niedoskonałości.
„Miasteczko” czyta się bardzo szybko, na co wpływ ma duża czcionka oraz wiele przerw i spacji. Wadą są dialogi, które nie zachęcają do tego, by kontynuować lekturę. Są nieautentyczne i rażą prostotą. Sztuczne i nadęte zdania oraz dosłowne wyjaśnianie każdego zachowania bohaterów stają się w pewnym momencie męczące, dlatego też polecam raczej słuchanie audiobooka, np. przy wykonywaniu prac domowych, zamiast skupiania się w 100% tylko na wersji drukowanej.
Smaczkiem, który znajduje się dopiero na ostatnich stronach powieści, jest lista piosenek zamieszczona przez autorkę. Można przesłuchać ją sobie przy czytaniu, bo stanowi wartość dodaną do historii. Historii bardzo rozczarowującej, zbyt banalnej i z niewiarygodną główną postacią. Po obiecującym zawiązaniu akcji i tajemniczej opowieści o dawnych dziejach Doruchowa zawodzi niemal wszystko. Od formy przedstawienia po relacje między bohaterami i sprawę kryminalną. „Miasteczka” nie polecam, a sama nie czuję się zachęcona, by sięgnąć po inne tytuły autorki.
Zapowiadało się dobrze, jednak reszta książki okazała się bardzo rozczarowująca. Zachowanie głównej bohaterki jest absolutnie niedorzeczne, a romans, który autorka nazywa nie wiedzieć czemu miłością, jest zwyczajnie obrzydliwy.
Rozwiązanie wątku zbrodni dało się z łatwością przewidzieć, na tym polu książka również leży.
Poza ciekawym zawiązaniem akcji i opisem Doruchowa, nie ma tu nic ciekawego.