Jump to ratings and reviews
Rate this book

Drzazga. Kłamstwa silniejsze niż śmierć

Rate this book
Dziadkowie brali udział w zbrodniach. Rodzice milczeli. Wnuki muszą o tym opowiedzieć, by ich dzieci tego nie powtórzyły.

Mirosław Tryczyk odkrył, że jego dziadek, ten sam, któremu uwielbiał siadać na kolanach, uwikłany był w zbrodnie na niewinnych osobach. Jak się uporać z taką prawdą?

Autor rusza w Polskę śladem osób sobie podobnych. Które odkryły grzechy przodków i szukają języka, by o nich opowiedzieć. Trudno przyznać się do tego, że nie radzimy sobie z prawdą o naszej historii, o naszych najbliższych. Jak kochać tych, którzy zabijali?

To książka o ludziach, którzy mają odwagę pamiętać i nie chcą już milczeć. Bo wyparte poczucie winy jest jak drzazga, która jątrzy ranę.

352 pages, Hardcover

First published January 27, 2020

8 people are currently reading
414 people want to read

About the author

Mirosław Tryczyk

3 books6 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
89 (45%)
4 stars
88 (44%)
3 stars
18 (9%)
2 stars
1 (<1%)
1 star
1 (<1%)
Displaying 1 - 24 of 24 reviews
Profile Image for Tomasz.
683 reviews1,044 followers
March 11, 2021
Ciężko jest mi ubrać w słowa to, jak bardzo ta książka mną wstrząsnęła. Czytając o swoich rodzinnych stronach uświadomiłem sobie, jak niewiele pamiętamy z naszej historii. I jak bardzo niektórym zależy na tym, żebyśmy nie pamiętali.
Profile Image for Jakub Horbów.
389 reviews182 followers
June 7, 2023
Nie ważne, jak wiele książek o polskim antysemityzmie czytam i jak dużo już wiem, każda okazuje się wstrząsająca i budzi te same emocje. Mirosław Ttyczyk napisał świetny reportaż ze współczesnego Podlasia w którym za pomocą pamięci świadków i ich rodzin próbuje postawić się negacjonizmowi oraz uzasadnić, dlaczego jest to, aż tak ważne nawet 80 lat po wydarzeniach 1941 roku. Własne rodzinne wspomnienia oraz szerokie spektrum rozmówców, którzy potrafili obdarzyć go niezębnym zaufaniem, przełamać strach i złamać zmowę milczenia, czyni jego książkę maksymalnie autentyczną, często wzruszającą i pozostawiającą pole na dalsze drążenie tej ciemnej historii.
206 reviews36 followers
March 19, 2022
Martyrologię narodu polskiego i wyparcie ciemnych stron naszej historii mamy opanowane do perfekcji. Nadal uparcie twierdzimy, że Żydów zabijali wyłącznie Niemcy, a ci Żydzi, którzy ocaleli po wojnie zajęli się szkalowaniem dobrego imienia walecznych, dzielnych, honorowych, niewinnych i niezłomnych Polaków. Patriotyzm rozumiany jako nacjonalizm i antysemityzm, i zbiorowe wyparcie prawdy, są nadal w formie i nie zanosi się na to, żebyśmy w najbliższym czasie, jako naród, gotowi byli do przepracowania udziału naszych dziadków czy pradziadków w pogromach i zbrodniach na narodzie żydowskim. Dobrze, że robimy to na poziomie indywidualnym i że książki takie jak ta zaczynają dotykać tej drzazgi pod naszą narodową skórą.
Profile Image for Weronika.
133 reviews4 followers
February 22, 2021
Bardzo dobry reportaż o tym jak bardzo boimy się "splamić" nasza piękną historię prawdą. I jak bardzo boimy się przyznać do tego, jakimi ludźmi byli nasi przodkowie, sąsiedzi. Jest to co prawda niemiła, bolesna i okrutna prawda o tym, że owszem cierpieliśmy, ale i my sprawialiśmy, że inni cierpieli przez nas. A udawanie, że czegoś nie było, może i się sprawdza, ale na krótko. Ciekawi mnie tylko czy kiedyś dojrzejemy do tego, żeby się przyznać, że nie jesteśmy tam kryształowi jak nam się wydaje.
Profile Image for Kuna.
94 reviews2 followers
May 17, 2025
to już kolejna książka która sprawia że mam ochotę założyć sobie kategorię „wstyd mi za polskę”
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,435 followers
February 24, 2020
Oczywistym jest, że lektura “Drzazgi” Mirosława Tryczyka jest trudna, bo opowieść o tym jak Polacy mordowali Żydów w czasie II wojny światowej nie może być łatwa i przyjemna, ale mimo wagi tematu i emocjonalnego do niego stosunku, warto się książce przyjrzeć na chłodno. A chłodu wobec tej opowieści we mnie sporo.

Tryczyk, który jak sam opowiada, jest wnukiem człowieka, który podobnie jak jego sąsiedzi brał udział w mordowaniu Żydów, szuka podobnych sobie - ludzi żyjących z ciężarem bycia potomkami morderców. Gdyby tylko na tej współczesnej opowieści skupił się autor, to byłoby to ciekawe uzupełnienie narracji, o której czytamy od kilkunastu lat. Tryczyk sięga jednak po dokumenty, rekonstruuje historię i ze szczegółami relacjonuje przebieg wydarzeń sprzed już prawie osiemdziesięciu lat. To oczywiście cenne dokumentalnie, gdyby nie fakt, że autor konstruuje wokół siebie aurę wyjątkowości i bycia jedynym sprawiedliwym, która sprawia, że choć książka w efekcie jest - jak się przyjęło pisać o każdej książce poświęconej temu, że człowiek jest zły - “wstrząsająca”, to wydaje mi się być też sporym nadużyciem.

Książka wypełniona jest zeznaniami z IPN-u, uzupełnionymi o wizyty reportera na podlaskich wsiach, podczas których rozpytuje o przeszłość zarówno szukając bezpośrednich świadków wydarzeń, jak i konfrontując z dokumentami i historyczną prawdą ich potomków i potomkinie. Trochę zaskakujące są rezultaty tych rozmów - wbrew pewnej tezie, okazuje się, że całkiem sporo rozmówców chętnie z Tryczykiem rozmawia, pokazuje mu miejsca, gdzie mordowano czy zakopywano ofiary, wskazuje winnych i opowiada o tym, co się działo później, gdy terrorem “swoich” zajęli się “sąsiedzi”. Jest coś w opisach Tryczyka, co mnie niepokoi - jego opis wsi jest mocno etnograficzny, trochę paternalistyczny. Autor z pewnym zamiłowaniem podkreśla zacofanie wsi, jej oddalenie od “cywilizowanego” centrum, z którego przyjechał. Centrum, które ustanawia sposoby opowiadania, konstruowania narracji. To w centrum, w Warszawie przeważnie mieszkają sprawiedliwi szukający dzisiaj odpowiedzi na ważne dla autora pytania. Wieś w książce Tryczyka przedstawiana jest kolonialnie, jako miejsce, do którego trzeba się “przedzierać”, gdzie trzeba podkreślić ubogość chat, wszechobecne błoto przez które się “brnie”. To nie jest mocny zarzut, bo trudno o inny opis tego świata, ale mógł się Tryczyk bardziej wysilić i nie tworzyć tak banalnej opozycji centrum-peryferia, na której buduje emocjonalną opowieść o sobie samym.

Tryczyk nie zadaje sobie pytania o to, czy jego rozmówcy przypadkiem nie są już “wytrenowani” w odpowiedzi na pytania warszawskich dziennikarzy czy badaczy. Przyjeżdża w miejsca, gdzie od kilkunastu lat zaglądają ludzie piszący o “żydowskich sprawach” i musi mieć świadomość i wiedzę, że wielu z jego rozmówców wielokrotnie wypowiadało się na t tematy. Autor “Miast śmierci” jednak konstruuje opowieść na wzór pierwszych kolonizatorów, z rzadka tylko wspominając, że nie jest pierwszym odkrywcą, że nie jest pierwszym, który podejmuje “trudne tematy”. To fantastycznie działa w książce - otrzymujemy opowieść, z której wnioskować, że to Mirosław Tryczyk jest najważniejszy, jako odkrywca, bohater, dziennikarz, sprawiedliwy wołający o upamiętnienie żydowskiej (nie)obecności. Pominięcie roli choćby Grossa czy Bikont, ale też pomniejszenie roli kolejnych osób zajmujących się tym tematem ma na celu zbudowanie własnej wyjątkowości i czytam je jako gest mocno narcystyczny. Jedna z historii - morderstwo Żydówek w Szczucinie - oparta jest na reportażu Marcina Kąckiego, o czym dowiadujemy się z jednego zdania na końcu rozdziału. Podobnie jak historie, które odnalazła Anna Bikont, opowieść o morderstwie w Szczuczynie może komuś mniej obeznanemu z literaturą wydać się odkryciem Tryczyka. To są nadużycia, które należy krytykować niezależnie od oczywistej, zwłaszcza emocjonalnej siły tej książki.

Wyposażony w setki cytatów z zeznań w procesach, które mordercom Żydów wytaczano po wojnie, czy w śledztwach z XXI wieku Tryczyk niewiele miejsca zostawia na własne poszukiwania. Gdyby z “Drzazg” spróbować usunąć wszystko, co jest cytatem i zapożyczeniem okaże się, że jest to całkiem ciekawa opowieść o współczesności, lękach i potrzebie prawdy. I jako taką opowieść bardzo bym “Drzazgi” chwalił, ale jako prosto skonstruowany, wcale nie jakoś odkrywczy, wręcz żerujący na pracy innych ludzi zlepek wstrząsających historii sprawia, że z każdą minutą myślenia o tej książce tracę do niej całkiem ciepłe uczucia, które miałem na początku lektury.

“Drzazga” prowokuje do wielu pytań o konstruowanie opowieści z perspektywy wyedukowanego Centrum, z perspektywy ludzi, którzy wpadają na wieś i mówią - a teraz macie myśleć tak jak my, upamiętniać tak, jak my wam powiemy, macie wpuszczać nasze ekipy telewizyjne do swoich mieszkań, macie pokazywać nam piwnice, w których wasi przodkowie mordowali Żydów. Gdy nieoświeceni wieśniacy odmawiają, pokazując reporterowi granice, których nie chcą przekroczyć, dla Tryczyka jest to dowód na dalsze zakłamywanie historii. To nie jest postawa mająca na celu zrozumienie drugiego człowieka. To, co sprawia, że pomiędzy “Drzazgą” a “Płuczkami” jest wręcz przepaść, to właśnie empatia - Reszka w swojej książce spokojnie czeka na to, co mu opowiedzą jego bohaterowie, Tryczyk ma postawę działacza, który domaga się wszystkiego od razu, widząc tylko jedną poprawną odpowiedź. Gdy się zna z góry odpowiedzi, na pytania których się szuka niewiele jest miejsca dla rozmówców, a traktowani są oni przedmiotowo, jak przewidywany zbiór obrazkow. Szkoda, że Tryczyk nie zajął się wyłącznie współczesnością, tematowi pokolenia, które przechowuje traumę rodziców i próbuje znaleźć odpowiedzi na pytania jak z tym żyć, co teraz zrobić. Gdyby autor zostawił na boku archiwa, wyszedł z roli “pana z ŻiHu”, którą to rolę z lubością podkreśla w swojej książce, z pewnością to pisanie by wiele na tym zyskało.

Tak, przypominanie jest ważne, ale sam temat nie usprawiedliwia pisania książek, które są etycznie wątpliwe, które powtarzają schematy i idą po najmniejszej linii oporu. Tworzy się nowy sposób pisania o polskiej przeszłości - epatujący okropnościami, zbrodniami, jakby kolejne opisanie tego jak mordowano coś w nas miało zmienić. Książka Tryczyka wciąż pozostaje ciekawym podsumowaniem dotychczasowych ustaleń, pozostawia nas z kilkoma refleksjami i nowymi historiami, ale w jakimś stopniu żeruje na naturalnej dla nas potrzebie “strasznego hororu”, który ma mieć charakter katarktyczny. “Drzazgi” budzą wiele moich wątpliwości i to nie w tych miejscach, w których chciałbym je mieć.
Profile Image for Senga krew_w_piach.
816 reviews104 followers
February 21, 2020
Drzazga” to książka o pamięci i jej przywracaniu, ale też o próbach zapomnienia, obronie kłamstw, strachu przed konfrontacją, prowadzącym do nienawiści.
Tryczyk stawia czoło tematowi, który większość Polaków spycha gdzieś na dno jaźni i nie chce sobie uświadomić. Opowiada o pogromach żydowskich na Podlasiu, tych w 1941 roku, ale też wcześniejszych i późniejszych. Zbrodniach dokonywanych przez polskich sąsiadów na ludziach, którzy towarzyszyli im na co dzień, sprzedawali chleb, szyli spodnie, tworzyli społeczność. Okrutnych mordach, do których nikt ich nie zmuszał. Niemcy nie stali nad nimi z karabinami, oni tylko otworzyli im furtkę, a przez nią wylała się cała nienawiść, zawiść i antysemityzm skutecznie podkręcany od początku lat 30’ przez endecję, organizacje, prasę, a przede wszystkim z ambony. Polacy mordowali bo mogli. Chcieli się wzbogacić i oczyścić świat z robactwa. Ich postępowanie było czasem tak bestialskie, że Żydzi uciekali po pomoc do esesmanów. Czasem nawet to Niemcy wymierzali Polakom karę za ich potworne czyny. W małych miasteczkach i wsiach, zamkniętych społecznościach, każdy wiedział kto morduje i bogaci się na żydowskim zlocie. Wszyscy o tym szeptali, nikt nie mówił głośno. Bali się, bo ludzie z lasu, teraz hołubieni jako żołnierze wyklęci, napadali na ich domy, bili, grabili, nie przejmowali się, że to Polacy i to w dodatku znajomi od kołyski.
Zbrodniarze czuli się bezpiecznie, mieli za sobą okupanta, władze lokalne i najważniejsze - księdza. Księża w kościele ich chwalili, pili z nimi wódkę na parafiach, motywowali do śmiałego tępienia zabójców Chrystusa, udzielali schronienia, tylko kiedy już dochodziło do pogromu usuwali się na bok i przyglądali z daleka. Mieli czyste ręce.
Oczywiście wśród mieszkańców tych miejsc zdarzali się też ludzie przyzwoici, a nawet odważni. Część mężczyzn chowała się kiedy ruszano na pogrom, bo nie chciała brać udziału w masakrze. Byli też ludzie, którzy decydowali się dać schronienie żydowskim sąsiadom, dopóki stać ich było na wyżywienie tylu gęb. Ryzykowali życie, bo chłopcy z lasu mogli przyjść w każdej chwili i się zemścić. Przecież skoro mają Żydów muszą też mieć majątek. Zemsty dokonywali nawet po wojnie. Rodzinę, która ukrywała trzy osoby, gnębili, pobili, okradli, a kiedy kobieta w kościele rozpoznała na jednym z oprawców ubranie swojego męża i głośno zażądała zwrotu swojego mienia, przyszli do jej domu, zgwałcili na oczach synów i rozstrzelali na podwórku. Zrobili to polscy partyzanci z AK, w sierpniu 1945r., w Trzciannem. Kobieta nazywała się Anna Wasilewska, ona i jej synowie zostali wpisani na listę Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Na tej liście polskich nazwisk jest najwiecej ze wszystkich. To najczęstszy argument ludzi próbujących zakłamać historię mówiąc - to naziści byli tacy źli, Polacy ryzykowali życie, pomagali, wystarczy spojrzeć w Yad Vashem. Tak, naziści byli potworami, ale wielu Polaków starało się dotrzymać im kroku.

Tak naprawdę zbrodnie są tylko tłem do tego o czym Tryczyk chce nam opowiedzieć. One są potworne, ale te obrazy już znamy. Najsmutniejsza jest współczesność, to jak ludzie podchodzą do tych spraw dziś. Głębokie antysemickie przekonania, zasiane z dziada pradziada,tkwią w nich tak samo mocno jak przed wojną. „Żydki, handelek-szwindelek, nieroby śmierdzące cebulą”. „Przecież oni tylko żydków mordowali, tak trzeba było”. Linia władzy i kościoła nadal utwierdza ich w przekonaniu, że Żyd jest zły, obcy, chce im odebrać ich ziemię, chce zawłaszczyć Polskę. Chociaż większość bandytów już nie żyje nadal boją się mówić, wskazywać miejsca gdzie były doły na ciała, czy uczestniczyć w uroczystościach upamiętniających tamte wydarzenia. Boją się ostracyzmu, wykluczenia i prześladowań ze strony sąsiadów. Chociaż zbrodnie są udokumentowane, wielu przestępców stawało przed sądem, znają prawdę, chętnie przyjmują i przytakują współcześnie obowiązującej wersji historii. Młodzi nie mają pojęcia o lokalnej historii. W szkole nie mówi się o Żydach, tematy Zagłady są pomijane, nie ma muzeów, miejsc pamięci. Wiedzą tyle, ile podsłuchują w domu, ale to już też niewiele, bo coraz mniej babć popłakujacych i wyrzucających z siebie straszne obrazy, których były świadkami. Poumierały. W niektórych miejscowościach ksiądz Lemański z przedstawicielami Gminy Żydowskiej co roku odprawiają nabożeństwo ekumeniczne za ofiary i zostawiają tabliczkę, która mówi o masakrze, która się tam dokonała. Taką miejscowością jest Jedwabne. Miejscowi biorą udział w uroczystości - stoją po drugiej stronie i wykrzykują antysemickie hasła. Tabliczki giną po kilku dniach.
Odradzają się organizacje, takie jak ONR, które prężnie działały na tamtych terenach przed wojną.
Na szczęście Żydów już nie ma, bo trzeba naprawdę niewiele, żeby ludzi poderwać.

Podczas czytania tej książki cały czas powtarzałam sobie w duchu „nie oceniaj, nie oceniaj”, jak mantrę, „nie było Cię tam i nie ma, nic nie możesz wiedzieć”. Ale nie umiem. Nie umiem tego zrozumieć. Nie umiem zaakceptować, że mając sprawdzoną, zbadaną, opisaną prawdę o tamtych czasach, ludzie nie uczą się i pielęgnują w sobie emocje, które doprowadziły do masakry.
Przecież jak powiedział Marian Turski - „Auschwitz nie spadło z nieba”.
Profile Image for Lola.
38 reviews6 followers
March 11, 2020
Książka fundamentalna. Znakomite, choć bolesne powroty do przeszłości, dociekanie prawdy, walka ze stereotypami, próby zacierania tożsamości morderców. Tryczyk dopowiada do Bikont to, o co chcemy pytać dzisiaj i o czym dzisiaj mówić najtrudniej.
Profile Image for Kornelia.
77 reviews42 followers
October 19, 2021
Trudna, ale bardzo ważna książka. Autor się przyłożył, sięgnął do wielu źródeł. Więcej do dodania nie mam, bo tu jest wszystko, co istotne.
Profile Image for L.L..
1,034 reviews19 followers
January 25, 2024
Hmm... znów mam wrażenie, że opis jest lepszy niż książka ;) Opis jest bardzo taki "wow", a książka... sam nie wiem, może to to, że nie daje odpowiedzi, nic nie rozstrzyga, ale tak ma być. Książka jest w porządku, tylko może trochę ja już czuję przesyt... a może przygnębienie. Że to wciąż takie jakieś kręcenie się w kółko, zbrodnie do których nikt się nie przyznaje albo racjonalizuje. A w ogóle to najlepiej do tego nie wracać. To smutne że takie mają ludzie podejście. Chciałbym żeby ten temat był prosty, a nie jest, dlatego to trudna książka. I też nie mam nic więcej do powiedzenia, chcę tylko zaznaczyć sobie dwa cytaty:

"Odkreślono przeszłość „grubą kreską” w tych miasteczkach, na zasadzie: było, ale zapomnijmy o tym i żyjmy dalej, bo co nam pozostaje. Bo Żydzi to komuniści i sami sobie byli winni, bo było z tymi komunistami nie trzymać… Tu doszło u sprawców do typowej ochrony własnego ego. I pojawiły się też racjonalizacje, że dobrze zrobiłem, bo to, bo tamto, bo ten Żyd, co go zabiłem, to oszukał mnie kiedyś na pięć groszy, bo powiedział na mnie brzydko, bo spojrzał na mnie nie tak… Jakaś jego maleńka wina, żeby sobie powiedzieć, że to dobrze było zrobione. I w ogóle to nie ja, tylko mój sąsiad to zrobił przecież, mój ojciec tego nie zrobił, mój dziadek też nie, tylko sąsiad i sąsiad sąsiada, a w ogóle to przecież Niemcy mu kazali i przecież to Niemcy trzymali pod karabinami tych, co zabijali… Mechanizm przerzucania winy jak gorącego kartofla, aż wreszcie wina staje się niczyja i wtedy można ogłosić ze spokojem wstawanie z kolan. Mój tato, jak mu pokazałam te zeznania o Bolesławie Komosińskim, po długiej chwili powiedział: „No dobrze, ale co ja mam z tym teraz zrobić?”. I ja też nie wiem, co można teraz z tym zrobić. To wszystko jest tragiczne, ale jeszcze bym przyjęła, że oni musieli z tym jakoś po wojnie żyć… Tylko żeby wiedzieli dziś wszyscy, że to było złe i że nie wolno tak postępować…"


"– Mówią mi tu czasem: „O, tam dwóch Żydków zabito”. A ja pytam wtedy: „A ilu Polaczków?”. „Jak to Polaczków?” „No, jak Żydków”, mówię, „to i Polaczków. A jak Polaków, to i Żydów”. I przyłapany na czymś takim ktoś mówi: „Ale to przecież Żydzi byli!”. No to ja, że leżą dwie rodziny zamordowane, polska i żydowska, tyle samo mężczyzn, kobiet i dzieci. Na kilogramy ważą tyle samo. Więc która zbrodnia jest większa, a która mniejsza? No i nie ma takiego odważnego, który by powiedział, że zabicie Żydów to jest mniejsza zbrodnia."


(przeczytana/przesłuchana: 24.01.2024)
4/5 [7/10]
56 reviews1 follower
April 21, 2022
Jest to jedna z takich książek, do których z pewnością będę wracać. Mimo że opisuje zdarzenia bardzo trudne, momentami straszne, okrutne, obrzydliwe... nasz naród musi w końcu zmierzyć się z obiektywną historią pogromów. Skonfrontować wiedzę o tym, że byli Polacy lepsi i Polacy gorsi. Nie mówię tu nawet o wzięciu odpowiedzialności za to, ale zwyczajnie o przyjęciu tego w ogóle do wiadomości, odczarowaniu mitu żołnierzy wyklętych. Tak naprawdę jeśli nie żyliśmy w tamtych czasach i warunkach, bez wiedzy którą mamy obecnie i bez znajomości historii, nie wiemy jak sami byśmy się zachowali. Nie nam to oceniać, ale pamiętać trzeba.
Autor reportażu stara się dotrzeć do ludzi odpowiedzialnych za pogromy Żydów na Podlasiu. Oddaje im głos. Opisuje okoliczności i powody, dla których niektórzy tego głosu nie chcą zabierać. Prawdziwość tych zdarzeń i tożsamość oprawców jest ujawniona w dokumentach IPN, nie jest to już dziejowa tajemnica. Z dużą klasą i spokojem opisuje straszne wydarzenia powojenne na Podlasiu, gdzie sąsiedzi mordowali sąsiadów w biały dzień. Ci ludzie mieli na to uzasadnienie. Dla nas niedopuszczalne i wręcz nieprawdopodobne, ale dla nich tłumaczące dobitnie, że była to słuszna rzecz do zrobienia. Trudno w to uwierzyć, ale należy przyznać, że tak właśnie było. Zmierzyć się z tymi zbrodniami, uleczyć kolejne pokolenia naznaczone traumą.
Dzięki poznaniu tych motywów można chociaż trochę zrozumieć nieuchronność tych zbrodni. Nie można na pewno wybaczyć, ale można zrozumieć, dlaczego to się stało i z jakich pobudek działali wtedy ludzie. Pamięć i zrozumienie tego są ważne, aby nie dopuścić do takich zdarzeń nigdy więcej.
106 reviews5 followers
March 12, 2020
Drzazga wbija.
Drzazga tkwi.
Drzazga drażni.

Po Płuczkach mamy kolejny reportaż, który poszukuje prawdy o pamięci. Pamięci, która dziwnym trafem ulatuje u tych, którzy mogą jeszcze pamiętać.

Czy będąc potomkiem uczestników pogromu Żydów, należy czuć się winnym? Jak zareagować, kiedy prawda jest brutalna i nikt wcześniej się do niej nie przyznawał?

Tryczyk dociera do materiałów źródłowych, skrupulatnie sprawdza i poszukuje świadków. Widać, że jego poszukiwania trwały bardzo długo.

Im bardziej intymne fragmenty, tym bardziej relacja przeraża. I wydaje mi się, że ten reportaż byłby jeszcze bardziej wstrząsający, gdyby ograniczył się do pierwszego rozdziału. Czytając kolejne dwa, miałam wrażenie powtarzalności schematu. Akurat do mnie przemawia minimalizm.

Reportaż przede wszystkim traktuje o zapominaniu tego, co jest niewygodne. O bolesnej prawdzie, o konkretnych miejscach, gdzie sąsiedzi mordowali sąsiadów. To się wymyka jakimkolwiek granicom moralności. Jest to dla mnie przerażające i niewytłumaczalne. Milczenie, które ma przynieść usprawiedliwienie.

Dzięki odkrywaniu prawdy, dostajemy portrety tych Żydów, którzy zostali zamordowani. Opowieści o ich historii, o ich życiu. O tym czym się zajmowali i jak byli postrzegani przez swych sąsiadów.

A wiecie co jest najgorsze? To, że ludzie usprawiedliwiają się twierdzeniem, że takie były czasy. I okoliczności.
Smutne, okrutne i niezrozumiałe.

Ważny reportaż, by wiedzieć.
Reportaż po to, żeby pamiętać.


Profile Image for An Bien.
5 reviews5 followers
January 22, 2021
Ilość emocji jakie towarzyszyły mi podczas lektury jest poza skalą. Ta książka długo czekała na mojej półce, długo nie czułam się na nią gotowa. Ale na taką lekturę nie można się chyba przygotować... Sama nie wiem czy bardziej przerażająca podczas czytania jest przeszłość, czy teraźniejszość. Czy wypierane wspomnienia, czy powtarzane nadal hasła "Żydzi wiadomo, handelek a nie szpadelek". Słowa o tym, że Hitler Niemców uczył a Polaków nie trzeba było uczyć, będą we mnie długo rezonowały. Poza tym w ogóle nie interesowałam się pogromami przed 1941 rokiem i Mirosław Tryczyk na pewno otworzył mi na tę kwestię oczy. No i kler... Tutaj to w ogóle brakuje mi słów. Telepało mną podczas lektury, choć przecież mogłam się tego spodziewać. Jak choćby dziś czytam, że o Piotrze Żytnickim jeden ksiądz mówi że się wysługuje żydowskiej gazecie, to nie mam wątpliwości co do możliwej powtórki z historii. Myślę że będzie to dla mnie jedna z ważniejszych książek 2021. Lektura obowiązkowa, zwłaszcza w świecie który nam coraz bardziej brunatnieje.
Profile Image for Witoldzio.
366 reviews7 followers
February 5, 2022
Ksiażka bardzo trudna, poruszająca tematy bardzo bolesne. Największą zaletą tej książki jest to że autor zadaje pytania ale nie podpowiada nam żadnej odpowiedzi, z odpowiedzią musimy sami się uporać, a niestety na takie zagadnienia ani jednej łatwej odpowiedzi brak. Natomiast sam fakt zadania tych pytań to już wielki znak że mamy wolność i mamy odwagę, większość z tych pytań jest obecnie niemożliwa do zadania na Bałkanach czy na Ukrainie, w miejscach gdzie niedawno sąsiedzi też mordowali sąsiadów. Obecnie dochodzi do głosu młodsze pokolenie, jest to głos odważny, jednoznacznie domagający się wyjaśnień.
Inną stroną książki jest upamiętnienie, temat ważny ale też bardzo skomplikowany. Zle pomyslane upamiętnienie może też być odebrane jako rodzaj kary.
Obawiam się że jak na chwilę obecną problem przerósł nasze narodowe możliwości poradzenia sobie z nim. Brakuje nam dojrzałości, odwagi, wkrada się moralne lenistwo. Mamy niedojrzałą relację z własną historią i poszliśmy na łatwiznę. Gratuluję autorowi osobistej odwagi, moralnego charakteru i nieustępliwości.
Profile Image for Aleksandra ☀️.
58 reviews1 follower
November 10, 2024
Momentami wstrząsająca (czasami musiałam odkładać książkę na bok na kilka dłuższych chwil). Wstrząsająca jest też sama tematyka. Duży plus również za to, że książka nie jest pisana pod tezę - opowiada nie tylko o Polakach mordujących Żydów, ale i o Polakach Żydów ratujących oraz Niemcach mordujących zarówno Polaków, jak i Żydów.

Minusem jednak jest fakt, że „Drzazga” reklamowana była jako zmierzenie się autora z historią własnej rodziny, a to dokonało się na co najwyżej 10-15 stronach. Tak jakby Tryczyk jednak trochę się wstydził tej historii, którą tak otwarcie odsłania, kiedy nie dotyczy ona bezpośrednio jego krewnych.
Profile Image for Gero.
68 reviews3 followers
August 7, 2021
Pierwszy książka o tej tematyce, którą przeczytałem. Dużo ciekawych informacji, niektóre fragmenty moim zdaniem nie potrzebne, ale generalnie nie czuję się jakoś zmiażdżony jej zawartością. Najbardziej interesujące były reakcje osób, które miały bardziej bezpośrednią styczność z tymi zbrodniami i obecnych mieszkańców miejscowości, w których do nich doszło. 4/5
Profile Image for Piotr.
625 reviews52 followers
September 10, 2021
Chyba nie mam jednak w sobie tego czegoś, o czym mówił Karol Modzelewski. Niemal od zawsze, tych wszystkich, co to mają „obowiązki polskie”, traktowałem jak… No właśnie, jak? Jak obcych? Na pewno nie jak „swoich”.
Książka konieczna.
Profile Image for Andrzej K.
65 reviews2 followers
January 17, 2021
DLA TAKICH KSIĄŻEK POWSTAŁA LITERATURA.

A do Polaków coraz mniejszy szacunek, Niemcy chociaż mieli jakąś ideologię, Polacy zabijali bo ktoś raczył mieć więcej.
Profile Image for Tamara.
37 reviews11 followers
July 25, 2021
„Na początku szedł ksiądz z krzyżem” .. Trudna książka, smutna to mało powiedziane. Powinna być mimo to lektura w szkole. Pokazuje prawdę o pogromach w 1941. Polecam
Profile Image for Emilia Róża.
27 reviews2 followers
March 14, 2025
Baaaardzo bolesna książka, przez którą niełatwo przebrnąć. Dziękuję autorowi za pokazanie prawdziwej narodowej traumy i tego, że Polacy podczas II wojny światowej nie byli biali, a czarno-biali.
Displaying 1 - 24 of 24 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.