Zjawisko wyjazdów „Kierunek Azja” nieco przypominało fenomen Dzikiego Zachodu z czasów gorączki złota. Lecieli, jak i tam po „złote runo”, osobnicy najprzeróżniejsi: romantyczni podróżnicy i kombinatorzy, przekupy z bazarów i wyczynowi himalaiści, amatorzy trekkingu i miłośnicy leżenia na plaży. Choć tak wiele ich dzieliło: cel wyjazdu, środowisko społeczne, wiek, wykształcenie i upodobania – dla wszystkich kluczem do sukcesu wyjazdu był handel z „dobrym przebiciem”. Jedni za te zyski jechali do Nepalu by ruszyć na trekking w Himalaje, inni robili kolejne zakupy, by wieźć nowy towar prosto na polskie bazary. Książka opowiada o wyprawach w tym romantycznym celu – podróży w największe góry świata – i o handlowych perypetiach „po drodze”. Pięć opowiadań – pięć prawdziwych historii ubranych w literacki kostium. Podane ze swadą, oddają klimat tamtych czasów.
Książka w typie biograficzno-wspominkowa. Czytając tą książkę miałam wrażenie, że autorka pisała ją pod swoich rówieśników używając słownictwa, slangu i metafor powszechnych w latach 70. i 80. w Polsce, więc prawdopodobnie dla Gen Z już niezbyt zrozumiałych. Ponadto książka, mimo, że pisana współcześnie, obarczona jest słusznie-minioną perspektywą, tj. autorka cały czas określa przedstawicieli wszelakich nacji azjatyckich "skośnookimi", niemal rozpływa się z lubości nad ich odmienną urodą i fetyszyzuje ich kulturę. Złagodziłby to odczucie być może odpowiedni wstęp, którego zabrakło. Ponadto dwa rozdziały podchodziły pod niemal soft-porn. Za to jeden rozdział wybitnie mi się podobał, gdzie autorka podsłuchała rozmowę gospodyni kaszmirskiej z jej towarzyszką podróży, profesorką uczelnianą, a jednocześnie byłą powstańczą sanitariuszką z Warszawy - wymiana doświadczeń obu pań to dość poruszający fragment.