Na weselu dochodzi do morderstwa. Kto spośród zaproszonych gości miał motyw? Dlaczego nikt nie przyznaje się do znajomości ze zmarłym? Czy będzie skandal?
Do akcji wkracza znana z dwóch poprzednich części cyklu wdowa po aptekarzu ze Skały, Karolina Morawiecka. To miejscowa Panna Marple, której pomagają zakonnica, pies oraz znajomość literatury i sztuki kulinarnej.
Czy wdowie po aptekarzu uda się rozwikłać kolejną kryminalną zagadkę? Pytania się mnożą, weselna muzyka gra, a bohaterka rozpoczyna walkę z czasem. I z mordercą.
Karolina Morawiecka (autorka) zaprasza na kolejną czytelniczą ucztę z Karoliną Morawiecką (bohaterką)!
Kto ma ochotę na klasyczne powieści kryminalne w duchu opowieści o Pannie Marple, z humorem, smakowitą kuchnią i psem na dokładkę? Książki Karoliny Morawieckiej „Śledztwo od kuchni”, „Morderca na plebanii” i „Zabójstwo na cztery ręce” ukoją Wasz głód i porwą na długie jesienne wieczory.
Ta seria to miód na wymęczone makabreską i okrucieństwem serca miłośników kryminałów. Pisarka powraca swoją serią do starej dobrej opowieści kryminalnej, w duchu klasyki literatury światowej – dorzuca czarny humor, kreuje cudownie przerysowane postacie, a jej sceny zbrodni to wyrafinowane mozaiki i układanki dla najbardziej spostrzegawczych zawodników, pozbawione widowiskowego rozpasania współczesnych thrillerów. Zapomnijcie o lejących się galonach krwi, o sadystycznych zwyrodnialcach, o detektywach skażonych przeszłością – tutaj rządzi schludna wdowa po aptekarzu, której królestwem jest miasteczko pełne mieszkańców mniej i bardziej szczęśliwych, uwikłanych w swoje wybory, czasami zdesperowanych w swoich uczuciach, ot zwyczajnych ludzi, takich jak ja lub Ty.
Tak jak u Agathy Christie, tak i u Karoliny Morawieckiej czytelnik jakby przeniósł się w czasie. Podczas lektury na myśl przychodzą urokliwe domki, małe brukowane uliczki, zadbane ogródki, a pośród nich niespokojne błyski miłości, nienawiści, zawiści, zazdrości, rozpaczy… Sporo tu wątków społeczno-obyczajowych, wnikliwych spojrzeń pod powierzchnię tego, co ukrywa się za łagodnym uśmiechem, za wypracowaną fasadą mieszkańców małych książkowych miasteczek. Tylko całe to napięcie na szczęście rozładowane zostaje smakowitymi kąskami prosto z kuchni naszej wdowy i Truflą, którą musicie poznać. „Śledztwo od kuchni”, „Morderca na plebanii” i „Zabójstwo na cztery ręce” mają klasyczne kryminalne zacięcie, jak na klasyczną powieść kryminalną przystało, ale oczarują też wszystkich tych, którzy po prostu przepadają za zbrodnią z humorem, zacięciem czy motywem retro.
Przepis na weselne danie kryminalne według Karoliny Morawieckiej
Składniki:
- 1 wdowa po aptekarzu, z sukcesami detektywistycznymi na koncie; swoją konstrukcją przypomina bezę: z zewnątrz słodka, ale środek skrywa ego napowietrzone jak dobrze ubite białko; - 1 nieduża zakonnica, z racji duchownego stanu raczej łagodna, ale kiedy w grę wchodzą kwestie feministyczne - ostra jak papryczka chilli; - 1 wegańskie małżeństwo antykwariuszy z Krakowa, po brzegi wypełnione wiedzą o literaturze; - 1 trup (trochę to niesmaczne, wiem, ale to kluczowy składnik!); - 118 podejrzanych gości weselnych, obficie skropionych alkoholem - wśród nich powinien znajdować się przynajmniej jeden morderca; - duża garść nawiązań do literatury detektywistycznej tudzież klasycznej; - łyżka humoru; - szczypta tajemnicy (niestety bardzo mała szczypta) - wiele litrów atmosfery polskiego wesela w płynie.
Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki należy umieścić w uprzednio przygotowanym domu weselnym, oczywiście w odpowiedniej kolejności, i podgrzewać na raz mniejszym, raz większym ogniu, przez około 12 godzin. Najpierw wszystkich gości, łącznie z wdową, zakonnicą, antykwariuszami i przyszłym trupem, sadzamy przy stolikach i nadziewamy zupą oraz pierwszym ciepłym daniem. Zanim atmosfera na sali nabierze temperatury wrzenia, trzeba ją ochłodzić poprzez dyskretne dodanie do mieszanki zwłok, sztuk jedna. Następnie delikatnie łączymy wdowę, zakonnicę i krakusów, a przez pozostałe godziny blendujemy ich z tłumem gości, co jakiś czas podlewając ich świeżymi tropami i wskazówkami, dla równowagi często dosypując trochę żartów czy nawiązań literackich. Uwaga, jeśli przesadzimy z żartami jednego typu, danie może zrobić się mdłe! Należy także pamiętać o regularnym dopowietrzaniu ego wdowy, inaczej zawarty w niej jad może wylać się na zewnątrz i zakwasić całą potrawę. Procedurę łączenia i mieszania czwórki detektywów-amatorów powtarzamy do czasu, aż niewinni goście powoli się zredukują (im więcej alkoholu dolejemy, tym szybszy będzie to proces), pozostawiając pachnącą strachem esencję w postaci mordercy. Pozostaje już tylko go odcedzić i zaserwować wymiarowi sprawiedliwości.
W przepisach kulinarnych nie ma miejsca na niespodzianki - ilość składników, proporcje i czas przygotowania są ściśle określone, z góry wiemy też, jaki powinien być efekt końcowy. W przypadku literatury kryminalnej tajemnica jest jednak sprawą kluczową i dobrze by było, gdyby na końcu czekał na nas jakiś element zaskoczenia. Niestety tego w powieści Karoliny Morawieckiej (autorki) zabrakło - już przed końcem drugiego rozdziału nie tylko oczywiste jest, kto będzie ofiarą, zanim w ogóle dochodzi do zbrodni, ale, co gorsza, morderca też podany jest jak na dłoni. Jest to spory minus, co nie zmienia faktu, że książkę przeczytałam z przyjemnością.
“Zabójstwo na cztery ręce” to już trzecia część kryminalnych przygód Karoliny Morawieckiej (bohaterki) i siostry Tomaszy, ale tym razem forma jest trochę inna - akcja rozgrywa się w jednym miejscu, na weselu młodszego aspiranta Rafała Batorego, a mordercą musi być jedna z uczestniczących w zabawie osób. Wdowa po aptekarzu - miejscowa panna Marple tudzież Sherlock Holmes w spódnicy, razem ze swoim wiernym Watsonem w habicie, mają tylko kilkanaście godzin na znalezienie sprawcy, zanim wesele dobiegnie końca. Muszą też zachować dyskrecję, żeby nie psuć młodej parze tego najpiękniejszego dnia. Do tajemnicy dopuszczają tylko Jacka i Karolinę, sąsiadów Morawieckiej, którzy aż się palą, żeby wziąć udział w śledztwie i poczuć się jak ich ukochani bohaterowie literaccy.
Jak już mówiłam, zbyt wiele nie było do odkrycia, ale mimo to sam proces śledztwa, opisany charakterystycznym literacko-humorystycznym stylem autorki, był na tyle interesujący, że nie nudziłam się podczas lektury. Postacie były dokładnie takie, jakie zapamiętałam z poprzedniej części: pani Karolina - zadufana w sobie do granic możliwości i zdeterminowana, żeby po raz kolejny zabłysnąć jako genialny detektyw; siostra Tomasza - inteligentna, oczytana, wojująca feministka, z cierpliwością znosząca trudny charakter swojej starszej koleżanki; małżeństwo krakusów - rozmiłowani w literaturze, obdarzeni poczuciem humoru. ale i przenikliwością, która czyni z nich idealnych pomocników w śledztwie. Szczególnie ucieszyło mnie, że ci ostatni grają w “Zabójstwie na cztery ręce” większą rolę, bo ze wszystkich postaci właśnie ich darzę największą sympatią.
Trochę zabrakło mi w tej części humoru, a raczej subtelniejszego jego rodzaju, bo żartów było sporo, ale niestety większość z nich dotyczyła trzeszczących szwów w sukience pani Karoliny, rozmiarów jej biustu i generalnie jej tuszy, ewentualnie jej braków w znajomości literatury. Co za dużo, to niezdrowo. Spodobał mi się jednak niepowtarzalny, a przy tym tak uniwersalny klimat polskiego wesela - o dziwo, bo wesel nie znoszę. Zawsze jednak miło jest poczytać o czymś znajomym, a w książkowym weselu Rafałka i Alinki pojawiły się wszystkie elementy typowe dla takiej imprezy. Uwaga, nie polecam czytać tej książki na głodnego, bo od opisów weselnych specjałów aż ślinka cieknie!
Mimo kilku wymienionych wyżej zarzutów, wcale nie uważam “Zabójstwa na cztery ręce” za książkę złą czy niegodną polecenia. Nie jest to kryminał, który będzie trzymał czytelnika w napięciu do samego końca, ale z pewnością pozwoli mu się rozerwać, odprężyć i może przez chwilę poczuć jak pani Karolina, kiedy na końcu okaże się, że prawidłowo rozwiązał zagadkę.
Tutaj autorka lekko przesadzila z porownaniami. Rozumiem, ze jak sie ma wiedze, jest sie oczytanym to az czlowieka korci zeby to wykorzystac, ale wszystko ma swoje granice. Zdania skonstuowane z pietrowymi porownaniami ciagnacymi sie na pol strony potrafia zirytowac. Szczegolnie jak zdarza sie to co chwile. Nawet nabardziej pomyslowe i nieoczywiste porownania sie przejedza, jesli beda serwowane co minute. Pomimo tego calkiem przyjemna lektura.
Lubicie bawić się na weselach? Nie ma to jak gościć ma czyimś weselu, można dobrze zjeść, potańczyć, albo można natknąć się na nieboszczyka i spróbować znaleźć winnego jego śmierci.
W takiej sytuacji znalazła się ona, wdowa po aptekarzu ze Skały, Jane Marple z Wielmoży, Herkules Poirot w spódnicy, wcielenie Erasta Fandorina, czyli Karolina Morawiecka. Przekonana o swoim talencie detektywistycznym bez zastanowienia bierze sprawy w swoje ręce i rozpoczyna śledztwo. Trzeba zabrać się do tego ze znawstwem, ale i z dyskrecją, żeby nie wywołać niepotrzebnej paniki i nie popsuć młodym tego ważnego dla nich dnia. Nie jest to łatwe zadanie, ale z pomocą przychodzi siostra Tomasza (nie pytajcie którego ) która z taką samą pasją lubi rozwiązywać zagadki kryminalne.
Bardzo lubię tę serię, można sprawdzić się roli śledczego, można się uśmiechnąć, można też poczuć się głodnym. Autorka ma swój styl pisarski, który bardzo cenię, stworzyła ciekawe postaci, a intrygi kryminalne zawsze są ciekawe.
To trzeci z czterech tomów, ja przeczytałam już wszystkie, tyle że w przypadkowej kolejności. Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się kolejna część, bardzo na to liczę.
Jeśli jeszcze nie znacie aptekarzowej wdowy, zachęcam do lektury książek. Polecam.
Mam wrażenie, że ta część była odrobinę słabsza od poprzedniczek, ale mimo tego bardzo mi się podobała. To w końcu dalej ta sama Wdowa po aptekarzu ze Skały (niech mu ziemia...)! Karolina Morawiecka, mimo ograniczonego czasu i niezbyt sprzyjającego miejsca jak zawsze rozwinęła skrzydła i wzniosła się na wyżyny swoich detektywistycznych umiejętności. Cel: nie zniszczyć wyjątkowego dnia Rafałka i Alinki! A przy okazji rozwiązać zagadkę morderstwa w magazynie sali weselnej. Teraz już nie duet, a kwartet (tym razem Krakusi dołączają do p. Karoliny) musi rozwiązać zagadkę śmierci jednego z uczestników wesela, podczas, gdy cała reszta gości bawi się w najlepsze i wznosi toasty za zdrowie młodych; a pomiędzy jednym i drugim kosztuje coraz to lepszych przysmaków z menu przygotowanego przez nikogo innego, a naszą Wdowę po aptekarzu. :) Polecam na długie zimowe wieczory! Cudownie napisane, mnóstwo mądrych i inteligentnych cytatów z literatury oraz kwiecistych porównań. Książka jakich coraz mniej w dzisiejszych czasach. A do tego bawi do łez.
Kryminalna uczta! Najlepszy, jak na razie tom. Wyborna kumulacja zdarzeń kryminalnych i śledczych na wiejskim weselu. Akcja toczy się szybko i intensywnie, Karolina Morawiecka jest w najwyższej formie (zarówno autorka jak i wdowa po aptekarzu) i całość czyta się na jeden kęs. Polecam!