Epicki rozmach, wyraziste postaci oraz trzymająca w napięciu akcja brawurowo rozpisana na siedem wieków historii.
Zaczyna się w tysiąc trzysta siedemdziesiątym dziewiątym roku od samotnej wędrówki przez kaszubską puszczę i mnicha pragnącego wybudować klasztor o najsurowszej na świecie regule. Zakonnik dotrze do miejsca, które wiele lat później zostanie nazwane Kartuzami, a wraz z jego przybyciem ten niewielki skrawek ziemi, wciśnięty pomiędzy kaszubskie jeziora, stanie się areną, na której przecinają się losy z pozoru jedynie zwyczajnych bohaterów.
Targany obsesjami donator klasztoru, przeorysza Alma widziana w wielu miejscach jednocześnie, kat, który zatraca się w swojej roli, czy akuszerka budząca strach, fascynację, a w końcu nienawiść. Ich losom, od początku do końca, milcząco przyglądają się błękitne koty, które na kaszubską wieś przybyły wraz z mnichem w XIV wieku. Od siedmiu stuleci pojawiają się i znikają niczym symbol tajemniczej równowagi i ukrytej harmonii, znak powtarzania, gubienia i odzyskiwania wszystkiego w nie wiadomo którym pokoleniu, miejscu i czasie…
Martyna Bunda w mistrzowski sposób buduje i podtrzymuje napięcie między myśleniem magicznym i naukowym, między biologią a duchowością, tym co racjonalne a instynktowne. Kot niebieski to powieść intrygująca, wolna od oczywistych odniesień i ukazująca pełnię narracyjnego talentu autorki.
A fictionalized tale of the monastery located in the town of Kartuzy, west of Gdańsk, Poland, established over 700 hundred years by a monk who arrived from Prague and sought to found a branch of the order from Chartreuse. The polonized name of the place came later. First, the primeval forest offered the building material, some noblemen gave funds, and the place began to exist. It was a challenge for Ms Bunda to compress hundreds of years of complicated history and tell the story of the place and the people who found connection with the monastery. And she succeeded, portraying the place and characters against history and their own fate. There is historical background in this book as well as magic and blue cat which symbolizes the revival.
Intrygująca, inspirująca do myślenia, miejscami przerażająca powieść o... jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, ale jest to naprawdę powieść o genezie, poznaniu i strukturze świata, gdzie wątki historyczne splatają się z filozoficznymi i fizycznymi. Trochę migawkowa, bo czas akcji rozciąga się na wiele wieków, począwszy od średniowiecza po współczesność, siłą rzeczy więc mocno kompaktowa i wyrywkowa w pokazywaniu świata. Narracja oscyluje między gawędziarstwem, wyliczanką, a stoickim, iście kocim zaangażowaniem w relację. Niezwykła, nietuzinkowa to powieść, momentami zachwycająca, momentami niemal nużąca, momentami irytująca, ale w taki dobry, inspirujący sposób. Jest to też powieść o ciemnocie, wstecznictwie, o złym, hamującym wpływie instytucji kościoła. I utwierdziła mnie w przekonaniu, że nigdy, za żadne skarby świata, nie chciałabym żyć w czasach średniowiecznych. Ani chybi spalono by mnie na stosie.
Príbeh roztiahnutý na sedem storočí sleduje zo začiatku voľnú rodinnú líniu, ktorá sa neskôr rozširuje do roviny akejsi myšlienkovej príbuznosti. Postavy z 13. a 14. storočia - siedma Sulka a jej syn Mestwin, kastelán prenasledovaný výčitkami svedomia, predstavená kláštora matka Alma, syna kata Joanna a jej milý Marceli, šialený predstavený kláštora, ktorý ´s boľavým srdcom´ neváha odsúdiť na smrť aj dieťa - a mačky, mačky, ktoré necítia ľudské vášne, ale dokážu ich rozoznať a pozorovať, mačky, čo svojím teplým kožúškom chránia mníšku zamurovanú za stenou, a keď si ich ľudia zvolia za obeť svojej pomsty, spôsobia, že to celé nakoniec vypáli celkom inak, ako to zlovoľník plánoval. Pútavý príbeh, škoda len, že si rovnaký tón neudržal až do konca - postavy aj dej odohrávajúci sa v stredoveku sú oveľa rozpracovanejšie, ako čokoľvek čo príde neskôr - druhá časť, Časť hmoty, ma bavila podstatne menej, možno aj preto, že bola menej dejová a viac filozofická? Tak či tak super kniha, pre mňa prvá od Martyny Bunda, určite nie posledná.
Raz w roku trafia się taka powieść, która nieoczywistym przekazem i rzadką stylistyką trafia w serce czytelnika, miłośnika literatury i miesza mu w głowie. W zeszłym roku była to Anna Brzezińska i jej „Woda na sicie”. Tym razem jest to nowa powieść Martyny Bundy o życiu, kartuskich niebieskich kotach i cienkich granicach między cudem a nauką.
ZARYS FABUŁY Pod koniec XIV wieku na Pomorze przybywa praski zakonnik by zbudować tam klasztor. Mnichowi towarzyszy ktoś jeszcze. Kot. Duży z połyskującym niebieskim futrem i takim jakby uśmiechem. Dla Pomorza bardziej rewolucyjnym wydarzeniem było pojawienie się owego kota, nazwanego później kartuskim, niż mnicha i jego wizji klasztoru w samym środku puszczy, który prze kolejne dni, miesiące, lata będzie skrywał mroczne tajemnice.
SNUJE I PŁYNIE Martyna Bunda od pierwszych stron czaruje słowem. Oparta na legendzie o kartuskich niebieskich kotach historia jest jej realnym rozwinięciem. Autorka świetnie połączyła realia i mentalność od końca XIV wieku aż po dziś dzień z nieprzytłaczającą stylizacją językową i przyciągającą narracją. Jej piękny i lekki styl opowiadania pozwala na zanurzenie się w tej historii i baczne jej śledzenie. Choć jest prosta i czasami bardzo zwykła to intryguje i ma w sobie coś hipnotyzującego ( prócz niebieskich kotów – oczywiście). Obejmującą kilkaset lat opowieść autorka snuje z niebywała czułością i dbałością o każdy szczegół, bywa, że w gawędziarskim stylu. Nie sposób nie wspomnieć o budujących klimat powieści wyrzeźbionych przez Bundę kaszubskich gęstych lasach czy rozległych jeziorach, będących jednocześnie doskonałym tłem dla ludzkich losów na Pomorzu.
ZBOLAŁEJ DUSZY DOLA Choć sporo w tej powieści kotów, to właśnie nieszczęsna ludzka dola trafia do czytelnika najbardziej. Bo nie wiadomo czy spotkanie z niebieskim kotem to szczęście czy przekleństwo. A znaczy coś na pewno! Ludzkie losy w tej powieści są dojmujące, jednak są owiane nutką tajemnicy czymś nieuchwytnym i magicznym. W „Kocie niebieskim” rzeczywistością rządzą wierzenia i przesady, często szuka się cudu tam gzie go nie ma. To co racjonalne często jest odpychane, bo nie widzi się w tym ręki Wszechmocnego. I to właśnie w powieści Martyny Bundy jest najbardziej zajmujące, ta walka z oczywistościami, mierzenie się z boskim planem i brak wpływu na życie, bo wszystko toczy się swoim wyznaczonym torem. Niepojęcie przeplata się i łączy się w całość W kaszubskiej puszczy z niebieskim kotem w tle.
PODSUMOWANIE Powieść tak nieoczywista i wieloznaczna, że aż trudno ją opisać. Wspaniała, na wskroś polska i magiczna. Autorka fantastycznie snuje opowieść opartą na legendzie o kartuskich niebieskich kotach. Ta nieco filozoficzna i dziwna ( w dobrym tego słowa znaczeniu) powieść trzyma w napięciu na każdym kroku. Realizm miesza się z ludowymi wierzeniami, a naukowe fakty mimo opozycyjnego stanowiska do tego co nieuchwytne i niemierzalne tworzą spójną całość i pięknie ze sobą współgrają.
Książka z kotem w tytule, ale o kotach jest w niej tyle, co kot napłakał :)
Dzieli się na dwie części. Akcja pierwszej (“Czas fali”) rozgrywa się w średniowieczu, drugiej natomiast (“Czas materii”) - w późniejszych wiekach, aż roku 2015. Pierwszy raz czytałam powieść opisującą tak odległe czasy. Nigdy nie przepadałam za historią, ale muszę przyznać, że… jestem zachwycona.
Cała opowieść krąży wokół kartuskiego klasztoru. W trakcie lektury poznajemy losy kolejnych bohaterów: kaszubskiego szlachcica Jana z Ruśniczyna (fundatora klasztoru), przeora Jana Deterhusa (założyciela), przeoryszy Almy, kata Mestwina i jego rodziny (część pierwsza), mnicha Rajnolda Zapperta (który zostaje skonfrontowany z odkryciami Jana Heweliusza), znikającego mnicha Idema Navy’ego oraz doktorowej Aleksandry secundo voto Majkowskiej (“Dzidzi”).
Bardzo podobała mi się część pierwsza, a to ze względu na historię Mestwina - zdecydowanie mój ulubiony bohater książki (nie tylko ze względu na opisy katowskich narzędzi i metod czy rezolutną żonę Sabinę).
Powieść przeplata wątki realne z baśniowymi/nadprzyrodzonymi/mistycznymi/metafizycznymi (jak np. przenikanie matki Almy przez klasztorne mury czy “stawanie się innymi istnieniami” mnicha bibliotekarza).
Jak już wspomniałam - z historią jestem na bakier, więc nie od razu zorientowałam się, że niektórzy bohaterowie to autentyczne historyczne postacie. A to dodaje książce smaczku.
Podsumowując: książka spodobała mi się do tego stopnia, że mam ochotę wybrać się na Kaszuby!
Nečte se úplně sama, ale stojí za to. Cesta kašubskou krajinou rozpřáhnutá napříč staletími vede především kolem vznikajícího kláštěra. Tou cestou nás provází mniši i jeptišky, ale prostor dostanou i "čarodějnice", kati či astronomové. Nad tím vším pak dozorují kočky. Všemožné kočky, nejen ty modré. Cesta je semtam trnitá, člověk se musí proklestit množstvím postav, poskoky v čase (ač lineárně probíhajícím příběhu), ale průřez náboženským versus světským myšlením většinou je moc hezky vystavěn. Příběhy jednotlivých postav jsou zajímavé, lze k nim přilnout i je nemít rád. To vše proloženo správnou dávkou magična. Zazděná jeptiška opouštějící svoje tělo, neviditelný mnich a pak mnoho obrazů, které se mi z hlavy jen tak nevysypou. Třeba jak místní obyvatelé chtěli jednou pro vždy zatočit s kočkami, těmi ďáblovými přisluhovači. Inu, zatočili...
Ez a könyv hol hullám, hol pedig részecske. Izgalmas, ahogy menet közben is változik: aprólékos közeli nézetből egyre szellősebben haladunk az időben előre, és sorsszerű mintázatokat bont ki közben - jobb is így, mintha végig maradnánk a részletesben. Nagyjából egyenlő súlyt kap (bár felváltva) a történelem, az egyéni életút, és egyfajta misztikus-tudományos világvizsgálat. Ja, és macskák, bár ez szerintem inkább motívum. Van középkori kolostor, háborús övezet, rehabilitálódó kisváros, világháború, mindenféle, ami egy pomerániaia kistelepüléssel előfordulhat és elő is fordul. A történelem és az egyéni sorsok néha nagyon meredeken kiakasztóak, és az egyéni érvényesülést kivétel nélkül keresztbe húzzák a sors ellenerői. Mégis, Martyna Bunda regénye megragadja az olvasó figyelmét és fenn is tartja, miközben a könyv világa, ahogy a valós világ, folyton átalakul és ahogy képes, túlél. Sok szó esik kozmológiáról és fizikáról, ez általában nagyon hálásan ellenpontozza a középkori babonaság hisztériáját, és szervezőerőként lép fel a cselekményben. Ugyanakkor a könyv zárófejezetében úgy érzem túl lett spilázva a gyorsuló világ egyre változó magyarázatának firtatása, a kevesebb sokkal több lett volna a huszadik századi eszmetörténetből, kár hogy nem húztak belőle... Amúgy pedig nagyon rendes könyv, magyarul is minden klappol, ez Mihályi Zsuzsa kiváló munkája. Sorsmintázatok, mindent túlélő emberek és macskák, és nem valami sok világbéke.
Na to, že nesnáším ságy přesahující století, se mi tato kniha četla velice dobře. Autorka si vybrala jedno místo, kam zasadila svébytné lidi, hodila do mixu proplétající se motiv modré kočky, která se vyskytnula vždy, když došlo k nějakému převratu (budete mít nutkání googlit, jestli jsou tam fakta nebo ne, udělala jsem to za vás - to o kočkách fakt pravda údajně je XD ) a najednou z toho vyšla velmi čitelná kniha. Občas se tam vyskytnul zajímavý bizarní kousek v podobě osob astrálně se projektujících či mizejících před očima jak v současnosti tak v budoucnosti, ale magický realismus nesmíme vynášet z latinské Ameriky, takže to tím nenazveme. ;-)
Cóż, trudno opisać szereg myśli jakie mi ta książka wywołała
Nie jest na pewno typowym dziełem, obserwujemy w nim wiele historii ludzi na wielu poziomach świadomości.
Na pewno w punkt zostały opisane zwierzęce instynkty człowieka, a także jego skłonności do nadintepracji i nadawania drugiego sensu temu, co sensu nie ma lub jest prostszy niz zaklada
Jest jednak wiele trudnych scen między innymi w sferze seksualnej czy przemocy, więc trigger warning
This entire review has been hidden because of spoilers.
Momentami obrzydliwa. Narracja powierzchowna i na szybko albo wrecz przeciwnie, bezsensownie zbyt szczegolowa. Jakby ksiazce brakowalo dobrej redakcji i kogos kto wskaze tempo. Wymeczyla mnie i nie doczytalam do konca.
V centru dění stojí kartuziánský klášter na Kašubsku, jehož výstavba začíná v období pozdního středověku. Čas plyne a všechno se mění - příroda, klášter, lidé, myšlení. Kniha nemá hlavní postavu, prolínají se zde osudy mnoha postav, které na sebe vzájemně reagují nebo odkazují - vše propojuje prostředí kláštera a blízkého okolí. Navzdory tomu však můžeme u všech sledovat podobný vnitřní myšlenkový boj: víra, racionalita, hereze, vlastní místo ve světě, cykličnost/linearita dění světa. (A modré kočky tam taky jsou.)
Dziwna to rzecz. Wielowarstwowa. Na pierwszy rzut oka opowieść o miejscu na Ziemi, na przestrzeni kilku wieków, o życiu jego mieszkańców i towarzyszących im kotów. Ale wszystko to tchnie jakąś onirycznością, nierzeczywistością... Niby łatwo się czyta, zdania płyną gładko, ale - znowu "ale" - często zmuszała mnie to do tego, by na chwilę ją odłożyć i przeczytane przemyśleć, nie da się przeczytać tej książki "jednym tchem".
Martyna Bunda ma dar opowiadania, jednak tematyka jej drugiej książki do mnie nie trafia. Dużo bardziej od przepływu energii i poszukiwania duchowości wolę bohaterów z krwi i kości.
Very impressed with this book. It is rare to see young (not very well & publicly known) writer of this caliber. The story goes naturally from 13th century up to 20th century engaging you into its main plot: question of the origing of us on the planet. Earth The plot is evolving slowly grabbing your attention completely misleading and losing trace of main dilema.
Worth reading novel. I am looking forward to see what comes next from Martyna Bunda desk, I am equally curious to read her first book: Nieczulosc.
Magický kruh spojující boha, víru, vědu, kočky a něco mezi. Výlet přes téměř jedno tisíciletí ale do jediného mikroregionu dnešního západního Polska, Kartouzský klášter v Kašubsku (Pomořansko), kterým jak jinak prošly dějiny - vlivy římské říše a katolické církve, křižáků z blízkého Marborku, různě urputný polský král, ozvěny z Prahy, drama třicetileté války, prusové, švédové, druhá světová. "Přeživší se začali připravovat na konec světa. Bůh prý měl své důvody, aby se hněval na lidi, kteří byli natolik povýšení, že sečetli a změřili hvězdy... "
Ismét egy vegyes élmény, ismét egy kevesebb-több-lett-volna ítélet.
Ebben a századokon átsuhanó, mégis a világ egyetlen kis fertályán játszódó regényben Martyna Bunda lazán összefűzött, novella-szerű történetfüzérek segítségével kíván valami nagyon nagyot mondani "az élet a világmindenség meg minden"-ről, és ebbe a kívánságba szerintem belenyekken a könyv. Mert ügyesen indul, igazi elmerülős, kicsit történelmi, kicsit filozofikus szépirodalomként, majd a második fele, legfőképpen a regény vége annyira túlmagyaráz, annyira próbál mindent mindennel expliciten összekötni, és annyira nem bízza az olvasóra a sémák felismerését, a rácsodálkozást, a következtetéseket, hogy egy kicsit visszamenőleg is elkedvetlenedtem az egész irománytól és már csak a hibákat keresem benne. Például az aránytalanságot a szinte regény méretű középkori szál, és a kissé csapongó újkori részek között. A 20. századi epizód gyengeségeit: az itt megjelenő karakterek leginkább haszontalanok és szánalmasak és nagyon nehezemre esett úgy rájuk kapcsolódnom, mint a korábbi részek sokkal összetettebb szereplőire. A kék macskákkal, mármint a motívummal egyáltalán nem tudok mit kezdeni így a könyv befejezése után.
Ugyanakkor számos motívum, részlet, karakterrajz nagyon is megragadta a képzeletem, vagy mélyen elgondolkodtatott. Nagyon tetszett a kint és a bent világának folyamatos ütköztetése a kolostori helyszín segítségével, amely sok szempontból remekül modellezte is az európai szellemiség változásait, ellentmondásait. Tetszett az építkezés-rombolás fizikailag is folyton megjelenő dinamikája, ahogyan az az intellektuális játék is, ami akadémikus és a szubjektív, már-már ezoterikus természetfilozófia között feszült.
Összességében valahol 3 és 4 csillag között lebeg az értékelésem, de mivel az előző, valamennyire hasonló olvasmányomra néhány napja 4 csillagot adtam, ezt most lejjebb viszem.
PS. Szeretném kiemelni, milyen tetszetős a magyar kiadás és milyen sokra értékelem a Helikon Kiadónak ezt a sorozatát, amelyben kisebb nyelvek/országok íróit jelentetik meg, általában egy kortárs szerzőt kérnek fel az utószó megírására (jelen esetben pl. Papp-Zakor Ilkát), és a kötet fordítóját is röviden bemutatják a borítófülön (jelen esetben Mihályi Zsuzsát). A mérete, a fogása is tetszik, igazán jó kézbe venni ezeket a köteteket.
Příběh o modrých kočkách, které se drží v blízkosti těch, kteří to potřebují. Avšak hlavně příběh o lidech z oblasti Kašubska, o kterém si myslím, že toho lidé moc nevědí. Příběh napříč stoletími a napříč různými postavami – mnichů, jeptišek, bab bylinkářek, silných žen i chudáků.
Tak tato kniha byla opravdu zvláštní, ale já jsem moc ráda, že jsem si ji přečetla. Ocitáme se nejdříve v roce 1370 a přes různé zajímavé postavy se dostáváme až do současnosti. Autorka nám tak ukazuje historii území Kašubska, o kterém jsem neměla, až do této chvíle, ani ponětí.
Úžasné příběhy, které na sebe navazují a představí nám život, který zde rozhodně nebyl jednoduchý. Poznáme zajímavé babky kořenářky i mnichy. Přečteme si o tom, jak někteří začali zpochybňovat Boha, za to si mysleli, že nad námi by mohl být vesmír. Příběhy byly prolnuty i skutečnými postavami a událostmi.
Co mě obzvláště potěšilo, tak jazyk, který autorka použila. Ten je prostě nádherný, užívala jsem si každé slovo, dokázala jsem se začíst tak, že jsem vůbec nevnímala okolí. Tajemné magično i drsná realita jsou zde úžasně podány.
Půl hvězdičky ubírám proto, že tam na mě chvílemi bylo až moc „církevních věcí“. U některých jsem byla trošku mimo, ale to je můj osobní problém, kniha jako celek je úžasná.
Modré kočky byly skvělým průvodcem, ale klidně by jich tam mohlo být i víc.
Pokud si kniha najde toho správného čtenáře, tak bude nadšen. Myslím, že by si knihu mohli užít ti, kterým se líbila např. kniha Děti Volhy.
Bajeczna opowieść utkana z wielu mniejszych historii. Niektóre z nich skłaniają do refleksji o przemijaniu. Inne dotykają do żywego. Cierpienie jest nieodłącznym elementem życia. Nieruchomym elementem w stale poruszających się cząstkach wszechświata zdają się być miejsca. Miejsca, w których żyją bohaterowie książki mają swoją pamięć. A Bóg? ‚Bóg nie stworzył świata. Wciąż stwarza go od nowa’. Czym lub kim jest Bóg i jaką rolę odegrał w dziele stworzenia? I tytułowe, na pół mityczne niebieskie koty, które od setek lat mieszkają, mnożą się i umierają w okolicach klasztoru. Ich DNA zachowuje odpowiedź na nurtujące pytania. Bo świat - wykreowany przez autorkę - ‚równie dobrze może być i materią, i falą, [...] obie biorą początek w pustce. Materia, podobnie jak fala, wcale nie istnieje, dopóki się jej nie powoła do istnienia za sprawą świadomości’. Człowiek, niezależnie czy przez próbę zbliżenia się do Boga, czy przez naukę, od lat stara się znaleźć odpowiedzi. Czy możliwe jest ich odnalezienie?
This entire review has been hidden because of spoilers.
Táto kniha mi veľmi nesadla… pripomínala mi Tokarczuk a jej Pravek, ani ten sa mi nepáčil. Ak vám sedí Tokarczuk, možno by vám sadlo aj toto. Mne to ale prišlo ako snaha napodobniť Marqueza, len bez takej prekvapivosti, kombinácie láskavého a magického so surovým. Tu to skôr bolo len take rypanie sa v rane, aj to takej nezaujímavej. Nemám rada tieto historické koncepty naprieč storočiami, kde je milión mien, milión drobných akcii a len zdanlivá niť spájajúca to, rozprávanie sa zasekava a každých 50 strán sa musíte učiť postavy odznova. A ani som jej až tak neverila, že ma historické pozadie dostatočne dobre naštudované, obcas mi to prišlo zvláštne a podozrivé. Nebola som veľmi nadšená…
Książka jak mało która przenosi w czasie. Upływ kolejnych stuleci, przemijanie bohaterów, przywiązywanie się do nich i żegnanie ich w locie sprawiają, że czyta się tę książkę w wiecznym poczuciu tęsknoty, współczucia (jakby osobiście poznało się bohaterów) i smutku związanego z przemijaniem. Niesamowite doświadzenie, zupełnie niespodziewane. Do tego magia i filozofia wplecione w to wszystko w tak naturalny sposób, że aż możnaby uwierzyć, że pewne rzeczy naprawdę się działy. Przeczytane niemalże jednym tchem, ale na pewno książka zostanie ze mną na dłużej, powracając w przemyśleniach.
I found this book too general to catch my interes to any person pictured in it. They were gone before I made my mind up if I like them or not. What put me off it was also this nonchalant, half sarcastics way of talking about faith, about people of catholic convents. Only bad things about them were mentioned, their motivation sprung from non-Christian's way of thinking about Christians. I was wondering what is the point od writing this book whatsowever.
Miałam duże oczekiwania co do tej książki. Niestety trochę się rozczarowałam chociaż to kawał dobrej literatury. Może dlatego ze spodziewałam się czegoś innego. Ciekawa jestem kolejnych książek autorki. Czekam.
zvláštne čítanie, miestami melancholia, miestami hlbka, filozofia, hľadanie sa.....miestami ma nudilo, miestami som nemohla odtrhnúť oči od strany. ale určite veľmi zaujímavé!
Druga książka, chyba najtrudniejsza. Już spotka się z oczekiwaniami czytelników, a Martyna Bunda wysoko postawiła sobie poprzeczkę debiutancką powieścią.
W „Kocie niebieskim” korzysta z tej samej metody obrazowania świata. Jednak zadanie jest bardziej ambitne – Bunda prowadzi nas przez 700 lat historii klasztoru kartuskiego. Od mitycznej wręcz wędrówki po kartuskiej puszczy ojca-założyciela aż po odkrycie atomu i narodziny niebieskiego kota w 2015. I tak przenosimy się w czasie, bo miejsce (ale czy na pewno) pozostaje to samo. Obserwujemy życie klasztoru, parobków, ludzi mieszkających w okolicznych wsiach. Przychodzą wojny, pożary, klęski głodu i inne kataklizmy mniejsze i większe. A w polu widzenia cały czas są te nieco magiczne, ale jak najbardziej realne niebieskie koty.
I właśnie te koty są najbardziej stałą rzeczą w chaotycznym i niespokojnym świecie. Nawet idee pojawiają się i umierają. Niektóre muszą zostać schowane przez przeora do działu ksiąg zakazanych. Ale natura człowiek jest taka, że ciągle poszukuje. Boga, myśli, drugiego człowieka, prawdy, miłości. Nie każde pytanie znajdzie odpowiedź, a na pewno nie w krótkim czasie. Bunda w prosty, ale przenikliwy sposób pokazuje, że pewne rzeczy są stałe, powracają nawet jeśli są niechciane. Jak po każdej wojnie przychodzi pokój. Po każdej katastrofie można się odbudować.
Ale pokazuje również niezwykłą podróż idei. Człowiek zaczynał badać świat bardziej go czując niż wiedząc. Szukał na oślep, mylił się, uciekał w metafizykę, duchowość, mistycyzm. W końcu zaczęło mu się wydawać, że zaczyna rozumieć świat. Poznał pierwiastki, zacząć rozkładać materię, opanował energię atomową. A jednak wciąż jesteśmy bardzo daleko od zgłębienia natury świata i odpowiedzi na najprostsze pytania.
Być może gdzieś jest ukryty porządek rzeczy. Być może kiedyś go odkryjemy. Ale na razie możemy przeczytać piękną gawędę o kartuskim klasztorze i niebieskich kotach.