Czy jedząc ekologiczną żywność będziemy żyć dłużej? Czy gluten jest zawsze zły czy to chwilowa moda? Jak laktoza wpływa na nasze życie zdrowie? Czy powinniśmy unikać modyfikowanej żywności?
W dzisiejszym świecie pełnym coraz to nowych odkryć dotyczących zasad żywienia i modnych diet, łatwo się pogubić. Nie jesteśmy w stanie śledzić wszystkich nowinek naukowych ani też ich zweryfikować.
Krystyna Naszkowska postanowiła sprawdzić u źródła jak jest naprawdę. Autorka rozmawia z dietetyczką, bioetykiem, genetykiem i ekspertami od żywienia człowieka. Naukowcy, w rozmowie z autorką, opierając się na wynikach najnowszych badań naukowych rozprawiają się z mitami, które funkcjonują od lat. Ich odpowiedzi bywają zaskakujące. Warto je poznać by móc świadomie modyfikować dietę i żyć zdrowiej.
ZŁO, ZARAZA, TOKSYCZNE, UNIKAĆ! Ja rozumiem, że wydawnictwo "zwierciadło" i czego ja się w ogóle spodziewałam (chociaż ta książka jest najwyraźniej, wydawnictwu zapomina się o tym wspomnieć, wznowieniem książki "Jedz co chcesz" wydanej 7 lat temu przez Agorę), ale dawno nie czytałam czegoś tak fatalnego. Zacznijmy może od błędów ortograficznych, interpunkcyjnych, składniowych, które można znaleźć w zasadzie na każdej stronie (serio, na każdej) i już samo to sprawia, że uważam, że należy mi się zwrot kasy. No ale to jest dopiero czubek góry lodowej.
Książka składa się z wywiadów z "ekspertami", a jak nie udało się znaleźć "eksperta" od jakiegoś tematu, to Krystyna Naszkowska odpalała internety, żeby pomiędzy wywiadami wrzucić trochę ciekawostek na temat np. kawy i herbaty: "Okazało się, że osoby pijące kilka filiżanek kawy dziennie rzadziej chorują na nowotwory, cukrzycę, depresję, choroby sercowo-naczyniowe, chorobę Alzheimera i Parkinsona itd.", itd i całą resztę tych tam rzeczy, co to się na nie choruje; czy autorka podaje w przypisach badania, z których czerpała te informacje? Oczywiście, że nie, w całej książce nie pojawia się żaden odnośnik do jakiegokolwiek badania naukowego, żadnej bibliografii, a "esksperci", powołują się na jakieś rzeczy co to je niby zbadano 30-40 lat temu (bez podawania kto zbadał) oraz rzucają sobie np. takie stwierdzenia "Dzieci z rodzin wegańskich czy wegetariańskich, którym w okresie rozwoju zabrania się jedzenia jaj, mogą cierpieć np. na schizofrenię." (żeby było śmiesznie, mówi to prof. Taduesz Trziszka, który od lat promuje jedzenie jaj, w wywiadzie mówi o tym, że firmy farmaceutyczne spiskują, a chwilę później, że pracuje nad suplementem diety na bazie jaj, ale oczywiście nie ma żadnego konfliktu interesów i może być jedynym ekspertem, który wypowie się w temacie jaj w tej książce, szczególnie, że autorce pasuje to do tezy, którą ma, że żadne nowoczesne głupoty, tylko stara dobra dieta oparta na smalcu, jajach i mięsie, da nam życie wieczne). Żeby książka zyskała trochę stron, autorka wymyśliła, że każdy kilkustronicowy wywiad (lektura na kilka minut) będzie wcześniej podsumowany, tak żeby móc sobie zapamiętać najważniejsze "fakty", i tak np. z wywiadu z dr hab. Ewą Lange, która mówi "W wielu miejscach podkreśla się, że jest sporo osób, które rezygnują z mleka, czy przetworów mlecznych z powodu laktozy [...] bez rzeczywistej potrzeby, aczkolwiek NIE PODAJE SIĘ SZACUNKÓW. Ja SĄDZĘ, że przynajmniej jedna trzecia osób, które rezygnują z przetworów mlecznych, to są osoby, które nie mają do tego zdrowotnego uzasadnienia" Krystyna Naszkowska wynotowała fakt do zapamiętania: "[...] wiemy też, że sporo osób rezygnuje z mleka czy jego przetworów bez rzeczywistej potrzeby, bo laktoza im wcale nie szkodzi. SZACUJE SIĘ, stanowią one aż jedną trzecią spośród osób, które wykluczają przetwory mleczne." Dalej możemy sobie też poczytać o tym, że od jedzenia soi obserwuje się od pewnego czasu feminizację cech męskich, że "nadmiar tłuszczów roślinnych w diecie dzieci jest główną przyczyną rosnącej zachorowalności na białaczki i nowotwory mózgu. Z tego powodu dla kobiet w ciąży, karmiących oraz dzieci do lat 4 zalecają (Amerykanie - dopisek mój) wyłącznie tłuszcz mlekowy. (tako rzecze prof. Grażyna Cichosz, katedra mleczarstwa XD, powołuje się na jakąś tajemniczą konferencję z 1993 roku, do której niestety nie udało mi się dotrzeć, choć googlałam). Jest jeszcze wywiad z prof. Janem Hartmanem, który wyjaśnia, że jedzenie mięsa jest ok, no bo ludzie są jacy są, a zabijanie w świecie zwierząt jest normalne, tylko lepiej jeść mięso z "etycznych" hodowli i lepiej zjeść krowę niż kurczaka, bo krowa jest większa i więcej ludzi się naje, a przed śmiercią taka krowa chodziła po łąkach, a nie stała w oborze (tak wyobraża to sobie prof. Hartman, może naiwnie, jak sam dodaje). Temat tego jak produkcja mięsa obciąża środowisko oczywiście w ogóle nie jest poruszony, no bo to przecież rozmowa z 2013 roku, lol. Ale są za to bardzo optymistyczne akcenty: "- Na jakiej właściwie podstawie twierdzi pan, że ludzie zmieniają swój stosunek do zwierząt? - Widzę, że społeczeństwo jest nieporównanie mniej przepojone agresją niż dawniej." (dalej jest o tym, że kiedyś były obozy koncentracyjne i Holocaust, a teraz już nie ma; serio).
Dalej mi się już nie chce, ale książka ma 238 stron i na każdej można znaleźć jakąś perełkę. Proszę was, nie kupujcie tego. nie dotykajcie, jak dotkniecie dezynfekujcie dłonie, noście maseczki i zachowujcie dystans.
W recenzji dodawałam przed nazwiskami tytuły naukowe, nie z szacunku, tylko, żeby zaznaczyć, że te osoby są doktorami, profesorami, wykładają na polskich uczelniach. I to jest k@#*a dramat.
Czasem dziwnie mi się ją czytało. Było sporo powtórzeń, ale mimo wszytsko książka jest bardzo dobra i naprawdę warto ją przeczytać, zwłaszcza, że rozprawia się z kilkoma ważnymi mitami.
Ilość błędów w tej książce (składniowych, interpunkcyjnyc itp.) zakrawa na żart. Wstyd coś takiego wypuścić na rynek! Nie rozumiem też budowy i zamysłu tej książki - niby "rozmowy z ekspertami", ale niektóre tematy opisane przez samą autorkę i to tak grafomańsko, że czułam się, jakbym czytała jakieś luźne zapiski z jej brudnopisu, które sobie notowała przeglądając internet w poszukiwaniu "rzetelnej wiedzy". I też ta cała wiedza przekazywana nam przez autorkę i jej ekspertów budzi moje największe zastrzeżenia. Brak konfrontacji zdań kilku specjalistów, mam wrażenie, że dobieranie "doktorów" pod z góry ustaloną tezę, brak bibliografii i poparcia badaniami wielu twierdzeń. Nie, nie, nie. NIE!
Nie rozumiem, skąd tak niskie oceny tej książki. Jest naprawdę ciekawa. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele. Ciekawe, czy to ocena samej lektury czy raczej poglądów w niej zawartych (nie pasują mi poglądy = dam ocenę niżej).
W moim odczuciu książka za surowo oceniona… Nie jest to książka naukowa, ale zbiór luźnych rozmów z ekspertami w swojej dziedzinie. Czyta się ją szybko i płynnie. Zachęca do zagłębiania różnych tematów dotyczących zdrowia.
Sama książka ciekawa, ale korekta pozostawia WIELE do życzenia. Mnóstwo powtórzonych partii tekstu, literówki, BŁĘDY ORTOGRAFICZNE. Brak szacunku dla czytającego. Szkoda.