Various is the correct author for any book with multiple unknown authors, and is acceptable for books with multiple known authors, especially if not all are known or the list is very long (over 50).
If an editor is known, however, Various is not necessary. List the name of the editor as the primary author (with role "editor"). Contributing authors' names follow it.
Note: WorldCat is an excellent resource for finding author information and contents of anthologies.
„Cicha noc” to zbiór piętnastu opowiadań kryminalnych, których akcja została wpleciona w okres świąteczny. Całość ma bardzo klasyczny rozdźwięk i prowadzi nas ku popołudniowym herbatkom, pieczonemu pasztetowi i sielskiej, świątecznej atmosferze, aby po chwili wpleść element grozy, kradzieży czy paskudnego morderstwa.
Jak to bywa w antologiach, każdy autor ma swój styl i charakter pisania, więc w większości przypadków część opowiadań może nam przypaść do gustu, a część nie. „Cicha noc” jest jednak zbiorem dobrze skomponowanym i przemawiającym do wielbicieli klasyków gatunku. Nie zdradzę chyba zbyt wiele jeśli powiem, że korowód otwiera Sherlock Holmes z zagadką melonika i tłuściutkiej gęsi. Czyta się to bardzo przyjemnie, bo mimo, że często łapiemy się w schemat gatunkowy, to w moim odczuciu jest to schemat pożądany. Każdy fan kryminału zna przecież motyw morderstwa w zamkniętym domu czy pociągu, gdzie pośród gości musi skrzętnie ukrywać się sam morderca.
„Poza tym Boże Narodzenie to czas wybaczania. Kapryśny los podsunął nam osobliwy problem, a samo jego rozwiązanie jest wystarczającą nagrodą.”
Bardzo miłym akcentem tego wydania jest notka biograficzna o każdym z autorów, poprzedzająca jego opowiadanie. Okres twórczości przypada tutaj w głównej mierze na początek dwudziestego wieku, więc staro angielski takt, etykieta i zachowanie, które przystoi jedynie dżentelmenom, jest po prostu nieodzowne.
„Szok był dla Soni ponad siły. Usłyszała śpiew w uszach, a przed jej oczami zgęstniała czarna mgiełka. Po raz pierwszy w życiu zemdlała.”
Wiele z opowiadań zapadło mi w pamięć, ale pozwolę sobie przytoczyć autorów i tytuły, które chyba spodobały mi się najbardziej: • „Czujny skarbnik” J. Jefferson Farjeon • „Figury woskowe” Ethel Lina White • „Latające gwiazdy” G. K. Chesterton
Podsumowując, uważam, że warto sięgnąć po „Cichą noc”. Fani klasycznych kryminałów powinni być zadowoleni, bo naprawdę w tym zbiorze nie znalazły się opowiadania, które można by określić jako słabe. Jest to chwalebna alternatywa dla przesłodzonych historii świątecznych, a klimat pieczystego i przystrojonej choinki, zostaje zachowany :)
"Cicha noc" stanowi bardzo specyficzny zbiór opowiadań. Wszystkie opowiadania zawierają wątek kryminalny, zagadkowy, oraz rozgrywają się w czasie Wigilii lub Świąt Bożego Narodzenia. Napisane zostały przez mało znanych autorów brytyjskich (wyjątkiem jest opowiadanie otwierające tom autorstwa Artura Conan Doyle'a). Wybór opowiadań dosyć ciekawy, aczkolwiek też męczący. Na 15 opowiadań do gustu przypadło mi zaledwie kilka, pozostałe był nudne, mało wyraziste. Osadzone są w czasach i specyficznym klimacie XIX/XX wiecznej Anglii i w większości dotyczą mało skomplikowanych zagadek kryminalnych opartych na regule zamkniętego kręgu bohaterów i zamkniętego pokoju. Na uwagę zasługuje na pewno utwór Ethel Liny White "Figury woskowe", w którym oprócz kryminalnej intrygi i morderstw zostaje włączona niejaka magia i siły nadprzyrodzone budzące dreszczyk grozy. Ciekawa jest także "Herbata z mlekiem" Marjorie Bowen czy "Chińskie jabłko" Josepha Shearinga i "Perłowy naszyjnik" Dorothy L. Sayers. Oczywiście warto sięgnąć po opowiadania w celu zapoznania się z kolorytem Świąt, spotkań towarzyskich i nieco dickensowskim przedstawieniem tego czasu. Może to być jednak trudne dla współczesnego czytelnika. Ogromny plus za wyjaśnienie od A do Z każdej zagadki. Każde opowiadanie jest dokończone, wyjaśnione, opatrzone przypisami tłumaczącymi wszelkie zagwozdki.
Jakże ja jestem zadowolona, że Wydawnictwo Zysk i S-ka zdecydowało się oddać tę antologię w ręce czytelników. Doprawdy świetny zbiór klasycznych opowiadań kryminalnych osadzonych w atmosferze Świąt Bożego Narodzenia. Może nie każda z tych historii mnie zachwyciła, jedne są lepsze, drugie trochę mniej, ale razem tworzą naprawdę wyjątkowy koktajl, który z chęcią wypiłam. Opowiadań jest piętnaście, więc może nie czekając już na nic, zabiorę się do opisu moich wrażeń i sądzę, że Was skutecznie zainteresuję, bo rzeczywiście WARTO poznać „Cichą noc”. „Niebieski karbunkuł” Arthura Conan Doylea jest pierwszym i zarazem jedynym, które znałam wcześniej i dotyczy (oczywiście) niezrównanego Sherlocka Holmesa. Zostało napisane świetnie, co raczej można z góry założyć oraz jest w ścisłej czołówce najlepszych z tego zbioru, ale zdecydowanie nie jest moim ulubionym. Sama sprawa mnie nie wciągnęła, może to dlatego, że już ją znałam. Muszę wspomnieć, że mimo to jest to bardzo dobry przykład historii Sherlocka, gdyż doskonale został opisany talent dedukcyjny detektywa na przykładzie pewnego nakrycia głowy… i gęsi. „Salonowe sztuczki” Ralpha Plummera są drugim opowiadaniem i raczej słabą historią, jednak posiadającą duży urok. Tutaj nikt nikogo nie zabił, a autor posłużył się sprytem i psychologią w celu wykrycia złoczyńcy. (ale, ale - namówiłam tatę, by przeczytał to opowiadanie wieczorem całej rodzinie na głos i mówię wam, popłakaliśmy się ze śmiechu) „Szczęśliwe rozwiązanie” Raymunda Allena chyba podobało mi się najmniej, choć trudno to określić z całą stanowczością. Myślę, że spodoba się miłośnikom szachów, bo odnajdą tutaj miłą ciekawostkę, która przyczyniła się do… szczęśliwego rozwiązania i ocalenia honoru pewnej damy. „Latające gwizdy” G.K. Chestertona biją się o podium i zupełnie skradły moje serce. Uwielbiam stworzonych przez autora bohaterów, pewnie duży wpływ ma na to fakt, że bardzo lubię serial „Ojciec Brown”, który powstał na podstawie jego historii. I tutaj mamy jedną ze spraw, w którą wtrąca się wspomniany Ojciec Brown. Poznajemy „zacnego” złodzieja dżentelmena, który nie jest taki zły, jakby chciał. Na wielką uwagę zasługuje język, styl w jakim ta opowieść została napisana – świetna rzecz! I ten końcowy monolog! Warty przeczytania. „Farsz” Edgara Wallacea jest krótki, ale zdaje się, że najmilszy pod względem miłych uczuć, które wywołuje i satysfakcjonującego zakończenia w stylu „i żyli długo i szczęśliwie…” Jest też najbardziej zabawne. O tym, że czasem ze zła, wynika zaskakujące dobro. „Nieznany morderca” H.C. Baileya również bardzo, bardzo mi się podobał. Może nie sama sprawa i rozwiązanie owej sprawy mnie do tego opowiadania przekonało, co postać głównego bohatera, doktora, który pomaga policji w wykrywaniu przestępców, morderców. To, jaki objawił mi się na końcu… no cóż, bardzo mnie to, może nie zdziwiło, ale szczęśliwie zaskoczyło. Polecam! „Czujny skarbnik” J. Jeffersona Farjeona jawi mi się jako najsmutniejsze z zamieszonych w zbiorze opowieści. Jest w nim pewna strata, która wyjątkowo boli, bo jest to strata dobrego człowieka. „Perłowy naszyjnik” Dorothy L. Sayers szczególnie przykuł moją uwagę ze względu na atmosferę. Świetnie mi się to czytało, choć sama sprawa przedstawia się dość banalnie i trochę jest… naciągana. „Nieoczekiwany zwrot w sprawie” Margery Allingham, jest niegroźnym opowiadaniem, które zostało po mistrzowsku zakończone. Trudno się nie uśmiechnąć czytając ostatnie zdania. I ma atmosferę bardzo świąteczną. „Figury woskowe” Ethel Liny White – to właśnie to opowiadanie toczy bój o pierwsze miejsce z „Latającymi gwiazdami”. Jest świetne, trzyma w napięciu, ma w sobie grozę i tajemnicę, chwyta za gardło i faktycznie może czytelnika dosięgnąć „gęsia skórka”, zwłaszcza gdy na dworze mrok i burza. Brrrrr. Jest to perełka! „Herbata z mlekiem” Mariorie Bowen, to smutna opowieść o ludzkiej nienawiści, o gniewie i szaleństwie. Myślę, że to również przestroga, by jednak ślub brać z miłości, a nie dla pieniędzy. „Chińskie jabłko” Josepha Shearinga jest przewidywalne, ale udane, bo przepełnione zostało trwogą, czającym się niebezpieczeństwem i kobiecą siłą. Podoba mi się i muszę napisać, że przyciąga do siebie, ma to coś, co może nie jest geniuszem zbrodni i dedukcji, fabuła nie została skonstruowana jakoś wyjątkowo błyskotliwie, ale możliwe, że nie taki był cel autora. A nawet więcej - myślę, że cel swój spełnił doskonale. „Śnieżna zagadka” Nicholasa Blakea jest zabawą z czytelnikiem, jest takim puszczeniem oka w naszą stronę i zaproszeniem do gry. Ciekawy, sprawdzający czujność zabieg… więc jak, zagracie? Tylko pamiętajcie, że nie obejdzie się bez ofiar w naszym przedziale. „Imię na szybie” Edmunda Crispina… hmmmm… gdy je czytałam, miałam wrażenie, że gdzieś już to było, tylko nie wiem gdzie i nie wiem, czy tu. To opowiadanie jest przeciętne, jednak podobnie jak pozostał, zostało dobrze napisane i utrzymane w świątecznej atmosferze. Wniosek z niego taki, że nie można ufać nikomu, nawet ofierze. „Świąteczny prezent” Leo Brucea jest ostatnim opowiadaniem i również (tak jak w przypadku „Imienia na szybie”) miałam nieodparte uczucie, że już kiedyś to czytałam i to do tego stopnia, że zaraz, wręcz natychmiast wiedziałam, co będzie dalej. Może wynika to z mojej sporej miłości do powieści wielkiej Agathy CH.? To może być to. Kończąc ten mój wywód zaznaczę, że ogromnie miło było nie tylko zapoznać się z tymi historiami, ale również z krótkimi notkami o każdym z autorów. Wierzcie bądź nie, ale nie wyobrażam sobie lepszych kryminałów na ten świąteczny czas. Warto mieć „Cichą noc” w domu i warto do niej wracać.
Choć w antologii znajdują się opowiadania autorstwa najlepszych pisarzy gatunku to, po pierwsze, nie zawsze są one ich najbardziej znanymi z dorobku. Często, jak choćby „Salonowe sztuczki”, to wyszperane perełki, o których najlepsi biografowie nawet nie wiedzieli.
Po drugie ich poziom także jest różny. Jedne wciągają i nie można się od nich oderwać, inne zaskakują, jeszcze inne są dość pospolite i nie porywają. Trudno się nie uśmiechnąć po lekturze „Farszu”, gdzie złodziej przypadkowo i dla siebie nieszczęśliwie zostaje Janosikiem, gdyż łup trafia nie w jego ręce, a do pewnej młodej, biednej pary. Trudno nie drżeć ze strachu jak bohaterka „Figur woskowych”, kiedy w nocnej ciemności widzimy jej oczyma cienie i nie wiemy, czy to jej umysł płata jej figle, czy jednak to prawda, że w muzeum coś niepokojącego zabija ludzi. Wreszcie są opowiadania, które pokazują kunszt dedukcji (jak „Niebieski karbunkuł”), umiejętności logicznego myślenia (jak w „Szczęśliwym rozwiązaniu”) czy spostrzegawczości (jak w „Perłowym naszyjniku” i „Imieniu na szybie”). Do tego potrafią zaskoczyć zakończeniem, wciskając wręcz czytelnika w fotel, jak było w przypadku opowiadania „Chińskie jabłko”.
„Cicha noc” to bez wątpienia antologia, która jest warta uwagi. Wiele ciekawych nazwisk, niekoniecznie popularnych utworów, w końcu sporo fascynujących zagadek kryminalnych. Atutem tej książki jest różnorodność, mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jeżeli lubicie świąteczne lektury, a przejadły Wam się typowo bożonarodzeniowe ckliwe historie, to ten zbór jest dla Was. Warto sięgnąć po niego teraz, bo w tym okresie najłatwiej się w nim rozsmakować, ale myślę, że każdy czas na tę lekturę będzie dobry.