Klara ma dziewięć lat, młodsze rodzeństwo, mianowicie brata, ale wolałaby mieć psa, mianowicie golden retrievera. Ma też pamiętnik, w którym skrupulatnie notuje wszystkie zdarzenia. Oczywiście długopisem, gdyż rodzice oczywiście nie chcą jej kupić komputera. Poza tym tak jest szybciej.
Rzuciłem się na “Wielką księgę Klary”, jakby mi książki z Kindla i plecaka ukradli. Zamiast czytać lektury poważne, czekające na pilne recenzje, o problemach aktualnych i ważkich pół dnia spędziłem śledząc przygody Klary, dżuniora, mamy i taty. I kilku postaci pobocznych, acz równie ciekawie przedstawionych, co główni bohaterowie.
To jest czyste złoto, co Wicha zrobił w tej książce. Otóż szanowny laureat Nike powstawiał do Klary - obok świetnych historyjek o przygodach dzieciaków dla dzieciaków - dziesiątki rozważań dużo poważniejszych i wyjątkowo smutnych w refleksji.
O czym przeczytacie w Klarze? O szkole im Prymasa Tysiąclecia, która bierze udział w Lolekiadzie, o tym, że dzieci lepiej znają piosenki religijne i reklamy niż jakieś sensowne przyśpiewki dziecięce, o tym że są nauczyciele idioci i sadyści, choć też jest wielu mądrych i oddanych, o tym, że rodzice trochę rozumieją, ale nie zawsze są najmądrzejsi, a tato nie musi być najdzielniejszym herosem. Będzie nawet wątek żydowski, ale to już zadanie specjalne żeby go odnaleźć. Spotkacie tam babcie, które wcale nie są zachwycone wnuczętami, relacje rodzinne, które znamy z życia, a nie lukierkowe wielopokoleniowe bajdurzenie. Dowiecie się, że ludzie wychowywani na ocenach wyrażanych w skali od jeden do sześć na widok słoneczek i chmurek głupieją, a w wycieczce zawsze najważniejszy nie jest jej cel, ale to, żeby móc sobie coś samodzielnie kupić. Szkoda, że Wicha nie kontynuuje przygód Klary i nie napisał powieści młodzieżowej, bo z pewnością trafiłby na listę autorów wyklętych przez co bardziej pruderyjne osoby z bibliotek szkolnych. Klara już za kilka lat będzie próbowała jarać jointy, pić piwo w ostatnim rzędzie szkolnego autobusu i mieć gust mocno wątpliwy. Jestem o tym przekonany, bo Klara wydaje mi się niezwykle prawdziwa - mimo ironicznej formuły, Wicha bardzo realistycznie przedstawia perypetie i problemy młodej bohaterki, a ich lektura będzie przyjemnością dla każdego, nie tylko dla młodych odbiorców i odbiorczyń.
Trzydziestotrzyletni ja domaga się kolejnych przygód Klary! Jak nie znacie to idźcie to wykupcie, bo jeszcze ktoś was ubiegnie. A najgorzej, jak zrobią to wasze własne dzieci. Dopiero będzie wam głupio, że jeszcze nie znacie Klary.
Patrząc na Marcina Wichę od kilku miesięcy zastanawiam się, czy nie zgodziłby się pomóc mi w naprawie kranu w łazience - sądząc po książkach, wszystko czego się dotknie zamienia w czyste złoto. Drogi Marcinie - nie wymagam od razu złota, srebro też jest mile widziane.
Świetna lektura do wspólnego, rodzinnego czytania. Chłopcy (12 i 10,5) byli w stanie śmiać się razem ze mną z absurdów życia szkolnego i domowego punktowanych przez Wichę, przejęzyczeń Klary, niekonsekwencji rodziców i rodzinnych perypetii tak czasem podobnych do naszych własnych. Liczę, że to nie było nasze ostatnie spotkanie z Klarą i jej bliskimi.
Przeczytałam. Pośmiałam się. Powspominałam, jak czytałam z Dzieckiem (bratanicą) Łysola i Strusię. Lekcje niegrzeczności. To była jedna z jej pierwszych samodzielnie — na spółę — przeczytanych książek. Po której — a nie lubiła wtedy czytać — powiedziała "Możesz mi więcej takich kupować". Teraz mogę podarować Dziecku i jej siostrze. Jedna za stara (15), druga za mała (7), razem w sam raz.
Bardzo przyjemna do czytania, zabawna i lekka. Czytałem ją wraz z moimi rodzeństwem (19-letnią siostrą i 4-letnim bratem), a każde z nas bawiło się wybornie
Dużo humoru i sytuacji które wszyscy znają ze swojego życia. Szybko się czyta, bo ma duże litery i jest to książka która pomaga nam zrozumieć jak na świat patrzy 9-latka.