Szukasz bożonarodzeniowej powieści o miłości? Jesteś na najlepszym tropie!
Olgierd oddaje się pracy polonisty. Krystyna ubolewa nad kawalerskim życiem swojego syna. Świat Sary kompletnie się zawalił. Stanisława opuściła żona, a Małgorzata odczuwa trudy samotnego macierzyństwa.
Pewne zbiegi okoliczności całkowicie odmienią losy tych pozornie przypadkowych osób i sprawią, że nadchodzący czas nabierze prawdziwie świątecznego blasku. Szczególnie gdy na horyzoncie pojawi się wychudzona, schorowana znajda – kundelek Ziyo, który całkowicie odmieni los… nie tylko swojego właściciela.
Sztuczne dialogi,tytułowe święta są dopiero na ostaniej stronach i jest bardzo mało tego wątku.Bardzo dużo wątków,które zostały zakończone na jednej stronie.Nie polecam
Książka nudna, wszystko co tam się dzieje jest nierealistyczne, zbyt dużo zbiegów okoliczności, bohaterowie wyidealizowani, jedyne ciekawe wątki są z pieskiem Ziyo, ale to też nie wszystkie. Nie polecam 👎☹️👎. Liczyłam na coś ciekawego, zawiodłam się 😡😠😾
W książce autorka porusza wiele wątków, ale jednym głównym wątkiem jest wyrzucenie żywego pieska, w reklamówce na śmietnik tylko i wyłącznie dlatego, że był chory. Znajduje go nauczyciel języka polskiego i zabiera ze sobą, po opisie jak opiekował się tym psiakiem, nie patrzył jakie szkody domowe mu wyrządził, nie przeliczał również ile pieniędzy musiał, wyjąć na jego leczenie możemy wywnioskować, że to człowiek wrażliwy i nieobojętny na cierpienie zwierząt. Kolejnymi równie ciekawymi bohaterami są Krystyna, czyli mama Olgierda (nauczyciela), Stanisław pracodawca pani Krystyny, Sara bliska przyjaciółka nauczyciela, Małgorzata mama ucznia oraz Ziyo psiaczek. Każdy rozdział jest tytułowany imieniem osoby w niej opowiadającej ze swojej perspektywy i o swoich rozterkach czy problemach. Znajdziemy w niej również ten klimat przedświąteczny oraz opis przebiegu wigilii, może nie aż tak mocno rozbudowany, ale jest przez co można było czytając poczuć klimat świąteczny, na czym książka zyskała w moich oczach. Mamy w niej jeszcze wątki miłosne, które pokazywały, że miłość może zawsze do nas przyjść, bo ona nie patrzy na wiek. Najbardziej podobały mi się opisy psot psiaka, to one rozbawiały mnie do łez a uśmiech nie schodził z twarzy. Ciekawa, lekka, ciepła opowieść, wywołująca refleksję. To książka dla każdego, ponieważ porusza wątki, które są moim zdaniem bliskie większości z nas.
1,5* Historia bardzo naiwna, zbyt dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności, zbyt słodko, mdło i bez wyrazu. Ale jak ktoś lubi takie czytadła bez emocji, to może przeczytać. Ja się tylko wynudziłam.
Po raz kolejny przekonuję się, że książki przychodzą do mnie zgodnie z prawem serii. Bo jak wytłumaczyć to, że zaraz po "Był sobie pies 2" w moje ręce wpadły "Rozmerdane Święta"? Tak samo radosny pyszczek zerkał na mnie z okładki, takie samo ciepło biło z wiernych psich oczu. Tylko na "Rozmerdanych..." widnieją skrzące się gwiazdki, co - wraz z tytułem - sugeruje, że akcja toczyć się będzie gdzieś w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Dobry czas na taką powieść :-) Początkowo akcja toczy się wielowątkowo, a właściwie, to "wieloosobowo". Olgierd to samotny trzydziestoletni nauczyciel. Jego samodzielność jest trudna, bo okupiona ciągłą walką z nadopiekuńczą mamą. Stara się żyć na własny rachunek, ale jest to dość trudne. Małgorzata samotnie wychowuje niepełnosprawnego synka. Pracuje w sklepie obuwniczym, nic więc dziwnego, że nie starcza jej czasu na zwykłe życie. Krystyna jest samotną, starszą Panią, dla której sensem życia są dzieci. Nie może odnaleźć się po tym, jak potomstwo wyfrunęło z gniazda, tym bardziej, że jest wdową. Stanisław prowadzi sieć sklepów obuwniczych, ale robi to bardziej dla żony, niż dla siebie. Kiedy żona zostawia go dla młodszego mężczyzny, Stanisławowi zawala się świat. Jak połączyć te wszystkie osoby? I co doprowadzi do świątecznego happy end'u? Otóż wszystkiemu winien jest pies. Mały szczeniak, którego Olgierd znalazł w śmietniku. Piesek był na skraju wycieńczenia ze względu na chorobę, która uniemożliwiała przedostanie się pokarmu do żołądka. Psiak był potwornie zaniedbany, a do tego wszystkiego jeszcze niszczył i gryzł wszystko, co wpadło mu w ostre, szczenięce ząbki. Fabuła jest taka, jaka powinna być w ten magiczny czas. Lekka, bez grama nudy i bardzo, bardzo ciepła. Poszczególne rozdziały odpowiadają perypetiom kolejnych bohaterów, dzięki czemu możemy poznawać przebieg zdarzeń z różnych punktów widzenia. Mnóstwo śmiesznych sytuacji i nieporozumień powoduje, że powieść czyta się szybko i gładko. Jest wesoła i pogodna, a jednocześnie porusza kilka ważnych tematów. Przede wszystkim pokazuje jak ważna jest odpowiedzialność za losy psiego przyjaciela. Dotyka też kwestii konieczności szczepień psa. Ale poza tym edukacyjnymi walorami, jest to po prostu bardzo dobrze napisana powieść z nutką świątecznej magii. I ponownie moje ulubione rozdziały, to te pisane z perspektywy psiego noska. To niesamowite uczucie próbować czuć jak pies i rozumować jak pies. Wiem, że to fikcja i bajka, ale mimo wszystko. Trudno zrozumieć pewne zachowania z perspektywy człowieka, ale oglądane z poziomu czworonoga wyglądają zupełnie inaczej. Polecam „Rozmerdane święta” i to nie tylko w świąteczny czas. To powieść, która zachwyci również w upalne letnie dni. Bo przecież każdy z nas lubi powieści, które niosą ze sobą przesłanie miłości i wiarę w dobro drzemiące w każdym z nas.
Grudzień. Okres świątecznych przygotowań, który stanie się dla bohaterów niezapomnianym czasem, a to między innymi za sprawą małego szczeniaczka znalezionego na śmietniku przez Olgierda - samotnego polonistę pracującego w szkole, wciąż zmagającego się z nadopiekuńczością swojej matki Krystyny. Mały Ziyo, bo tak wabi się się psiak sprawi, że życie bohaterów nie będzie już takie jak dotychczas. Jak potoczą się losy samotnego polonisty? Czy zazna szczęścia w miłości? Czy Stanisław pogodzi się z odejściem żony? Czy los uśmiechnie się do Małgorzaty i jej niepełnosprawnego synka? Jak w tej sytuacji odnajdzie się matka Olgierda od lat bojąca się psów? —— Kocham zwierzęta, gdy zobaczyłam tę książkę od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Mały Ziyo skradł moje serce! Spodobało mi się to w jak realistyczny sposób autorka przedstawiła tego malucha. Uwielbiam książki w świątecznym klimacie. Jednak jeśli mam być szczera dla mnie w tej książce było za mało tej atmosfery świątecznej, zdecydowanie na pierwszy plan przebija się wątek miłosny. Myślałam, że szybciej pójdzie mi czytanie ze względu na stosunkowo lekką tematykę jednak szło mi to dość opornie. Lektura była dla mnie przewidywalna, i z każdą kolejną przeczytaną stroną wiedziałam co nastąpi później. Podsumowując bez większych rewelacji, spodziewałam się czegoś lepszego...
Muszę przyznać, że nie spodziewałam się aż tak dobrej lektury!
Oluś to facet po trzydziestce. Nauczyciel z powołania. Wieczorami marzy o swojej przyjaciółce Sarze, a za dnia (prócz pracy oczywiście) próbuje się uwolnić od lekko nadopiekuńczej mamy. Pewnego dnia jego świat staje na głowie, kiedy to w śmietniku znajduje kundelka...
Jestem wybitnie wrażliwa na los zwierząt, więc historia Ziyo wzruszyła mnie bardzo. Wszystkie rozdziały „pisane” przez psiaka były po prostu rozczulające. Ściśnięte gardło i mokre oczy towarzyszyły czytaniu bez przerwy. Autorka poruszyła rownież trudny temat choroby Ziyo. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym schorzeniu, dlatego cieszę się, że ta powieść mnie czegoś nauczyła. Nie będę zdradzać treści, ale wspomnę tylko, że kundelek zmienił życie wszystkich bohaterów w książce. Jeśli i Wy doświadczyliście takiej zmiany, to odnajdziecie tam siebie, jeśli nie, to tym bardziej przeczytajcie, bo może to Was zachęci do zaopiekowania się jakimś czworonogiem.
to była bardzo przyjemna do czytania książka. mimo kilku bohaterów z czasem nie gubiłam się aż tak bardzo w tym kto jest kim. głównym minusem jest przewidywalne zakończenie i brak zwrotów akcji, które by ożywiły tę historię. mimo wszystko czytało się ją dobrze i nie była to zła książka.
Half a book without a dog. There are cooler dog books. It stands out because the dog is also the storyteller. And I found out some nice things about dogs. But they all regret how bad this life is.
Książka szczerze słaba, pare razy w ciągu czytania chciałam przerwać czytanie. Jedyny ciekawy moment był w połowie książki, epilogu nawet nie skomentuje.