Brawurowe zestawienie historii i nurtów polskiego dyskursu emancypacyjnego. Akademicki styl, żołnierska precyzja i ogrom pracy włożonej w badanie i katalogowanie zbioru, którego w tej formie nikt chyba jeszcze nie zbadał.
„Potrzeba wypowiedzenia doświaczeń i przemyśleń dotyczących swego bycia kobietą oraz potrzeba nazwania po swojemu swojego świata jest motywem stale obecnym w kobiecym dyskursie emancypacyjnym.” W swojej pracy Walewska odkrywa świat o którego istnieniu większość nie ma pojęcia. Za zakurzoną kotarą znajdujemy bibliotekę pełną fascynujących tekstów, zdjęcia prawdziwych bohaterek i pamiątki bo wielu stoczonych bojach, gdzieś między kulkami naftaliny i wizjami świata który na szczęście zniknął. Poznajemy różne drogi i sposoby myślenia o emancypacji zatopione w różnych współczesnych im dyskursach, które na przestrzeni lat ścierały się ze sobą, wpływały na siebie wzajemnie i dawały życie kolejnym ideom. To propozycja dla wszystkich, którzy chcą odnaleźć kobiecą część swojej obywatelskiej genealogii.
Na pewno ciekawe jest tu zestawienie historii ruchu emancypacyjnego, różnych modeli emancypacji itd. - zwłaszcza z perspektywy przełomów wieku. Brakowało jednak przy wznowieniu wydania w 2012 r. jednak zredagowania treści odnoszących się do transpłciowości (zwłaszcza w fragmentach odnoszących się do Piotra Własta, które jednak deprecjonowały jego transpłciowość).
Przystępny, popularnonaukowy, napisany żywym językiem esej o emancypacyjnych tendencjach kobiet polskich w XIX i XX wieku. Dużo ciekawsza, moim zdaniem, jest część dotycząca dziewiętnastego wieku, analiza sytuacji współczesnej ma raczej charakter pendentu do rozważań o sytuacji wcześniejszej, stosunkowo mało uwagi poświęcono okresowi międzywojennemu. Autorka nie ustrzegła się powtórzeń, ale też ważnych postaci w ruchu kobiecym u jego początków nie było dużo, więc siłą rzeczy wraca do Żmichowskiej, Orzeszkowej czy Nałkowskiej.
Kompleksowe omówienie historiografii emancypantek w Polsce. Nieszczególnie rozumiem odwołanie się dopiero na ostatnich kilku stronach do tytułowych dam i rycerzy - hipoteza autorki nie dość, że sama wygłaszana jest z piedestału (co sama Walczewska krytykuje w postawie feministek), to pojawia się nagle i znikąd, jakby należało szybko wytłumaczyć jeszcze tytuł książki.