Mroczne wydarzenia poprzedniego lata zaczynają się zacierać w pamięci Anki i Tytusa, gdy w Głuszycach znów coś zaczyna się dziać.
Tym razem o wsi robi się głośno z powodu tajemniczego uzdrowiciela-Adama Kropińskiego, do którego ciągną pielgrzymki liczących na uleczenie. Z lasu zwanego Świątynią wyłania się stary, wiktoriański dom, w którym dochodzi do podejrzanych cudotwórczych zjawisk.
Tymczasem "złe oko" czuwa, czeka na okazję, by otworzyć drzwi pomiędzy światem Obserwatora Jasności, a Strażniczką Ciemności. Powoli staje się jasne, że nadchodzi wielka katastrofa i zdaje się, że wszystko już stracone.
Chudy nastolatek, który walczyć potrafi tylko w grach komputerowych i jego przebojowa przyjaciółka po raz kolejny wikłają się w bezwzględną walkę Dobra ze Złem. Fantastyczne wydarzenia osadzone w barwnych polskich realiach wciągają i trzymają w napięciu jak najlepszy horror Stephena Kinga.
Popularny pisarz młodego pokolenia. Pochodzi z Nidzicy, ukończył studia dziennikarskie na UJ. Współpracownik pism „Lampa” i „Machina”, twórca rubryki „Tydzień kultury polskiej” w tygodniku „Wprost”. Autor kilku powieści, z których dwie ostatnie – "Instytut" i "Zmorojewo" wpisują się w konwencję horroru (przy czym "Zmorojewo" jest przede wszystkim powieścią przygodową dla młodszych czytelników). Fani alternatywnej muzyki rockowej z kolei wysoko cenią sobie Radio Armageddon, wydane w 2008. Sam Jakub nazywa siebie „pisarzem, niezależnym publicystą, recenzentem, felietonistą, blogerem, konsumentem śmieci i wzorowym odbiorcą kultury masowej”.
2,5/5 Przyłączam się do mało pochlebnych opinii o drugiej części tej serii. Nadal nie mam zarzutów co do stylu - Żulczyk zawsze spoko. Niestety przepaść miedzy tą a pierwszym tomem jest ogromna jeśli chodzi o prowadzenie fabuły. W pierwszym tomie wszystko jest dla nas nowe i tajemnicze. Dużo się dzieje, mamy kilka równolegle toczących się wątków. Tu niestety tego brakuje - ci sami bohaterowie, którzy stoją tak naprawdę w miejscu jeśli chodzi o rozwój postaci, a do tego rozwój wydarzeń który tym razem jest prezentowany zbyt jednotorowo. Niby autor próbuje momentami rozbić opowiedzenie tej historii na kilka wątków, ale jak już to robi to jest to mało interesujące i tylko pogarsza sprawę.. Wszystko od początku zmierza do jednego, kulminacyjnego wydarzenia, a po drodze niewiele się dzieje. Finał dość przewidywalny, choć z otwartym zakończeniem. Książce nie pomaga niemożebnie długi wstęp i, jakby nie patrzeć, rozwleczona akcja, która nie dostarcza wrażeń i emocji jak w pierwszym tomie.
Uważam, że ta seria potrzebuje większego rozgłosu. Pióro Żulczyka jest "w punkt". Soczyste i dosłowne. Metafory i porównania, odczucia i dialogi bohaterów są po prostu "w punkt". Trochę brakuje mi postaci z pierwszej części, choć nowe postacie też są niczego sobie. Polecam!
"Świątynia" wypada zdecydowanie słabiej od "Zmorojewa". I głównym problemem nie okazują się bohaterowie czy fabuła (oba aspekty na bardzo podobnym poziomie co w poprzedniej części), ale warsztat i ogólne poczucie braku korekty.
Nie jestem pewna jak sprawa ma się w wydaniu papierowym, ale w elektronicznym jest dość sporo literówek. Co szczerze mówiąc nie przeszkadzałoby mi zbytnio (do wrażliwców nie należę, a ebooki dość często są niedopieszczone, choć błedy ortograficzne to już wstyd), gdyby nie fala niezgrabności literackiech uderzających dość często w czytelika.
Przede wszystkim częste powtarzanie infomacji. Poza sporadycznymi przypominajkami między akapitami, autor ma tendencje do opisywania jednego wydarzenia parokrotnie, przynajmniej raz dla każdego uczestniczącego w nim bohatera. Nie byłoby to w żaden sposób błędem, gdyby wprowadzał w ten sposób nowe infomacje lub ukazywał sprawe pod całkiem innym kątem. Ale nie... Dostajemy dokładnie takiego samego charakteru opis po parokroć.
Dodatkowo tekst często sam sobie zaprzecza. Policjant opuścił broń, ale w następnym akapicie dalej nie opuszczał broni. Rzecz działa się w liceum, gdy byli w gimnazjum. Ojciec kochał dzieci i chciał je odzyskać, ale jakoś mu się to nie udało - mimo że matka nie kryła swoich problemów psychicznych i nie puszczała dzieci przez naście lat nawet do szkoły.
Jak widać większość takich wpadek szło by uniknąć, gdyby ktoś zrobił przyzwoitą korektę i potrafił przetłumaczyć autorowi, że "stary, to nie brzmi dobrze". Sprawdzanie własnego tekstu bywa bardzo ciężkie. Trudno ocenić mi jak bylo w tej sytuacji - na ile autor był gotowy zmienić swoje dzieło.
Fabuła stoi na podobnym poziomie co w "Zmorojewie". Przeciętna choć mogłaby być bardzo przyjemna. Można się sprzeczać czy wszystkie rozwiązania są dobre, na ile intryga tych Złych miała sens, ale gatunek ma to do siebie, że zawsze jakoś da się rozgrzeszyć z drobnych nieścisłości.
Moją największą zagwostką są bohaterowie. Przy nich najbardziej czuje, że książka nie była skierowana do mojej grupy wiekowej. Tytus wypadł całkiem sympatycznie. Niestety pierwsza część skupia się głównie na Ance i tu już nie jest tak dobrze. Tak jak w przypadku innych postaci (Damian, ech Damian) dostajemy często opis, który nie znajduje potwierdzenia w działaniu bohatera. "Show don't tell"!
"Świątynia" ma prawo spodobać się młodszym czytelnikom, zwłaszcza w wczesnym wieku nastoletnim, kiedy człowiek nie zdąży się jeszcze wyrobić. Prawdopodobnie dla tej grupy wiekowej nieco mroczniejsza fabuła i bohaterowie mocno wpisujący się w stereotypy będą całkiem przyjemnym stopniem do pokonania na drodze do lepszej literatury, Dla starszych czytelników, książka będzie za mało przemyślana i kiepsko napisana.
3/5⭐ Nie powiem, że ta książka jest moim rozczarowaniem, ale jest po prostu mega średnia i niepotrzebna. W porównaniu z pierwszym tomem jest dosyć nudnawa i mało się w niej dzieje. Brakowało mi także elementu strachu i "dreszczyku", który był najmocniejszą stroną Zmorojewa.
Pomimo, że wypada gorzej niż 1 część, dalej to solidna literatura młodzieżowa. Żałuję, że nie natknęłam się na tą książkę w wieku 14 lat. Duży plus za bohatera (Tytusa) którego naprawdę da się lubić. Do tego podobami się, że Żulczyk nie boi się naturalistycznych opisów, niemal zakrawających o gore. Niestety z perspektywy dorosłego czytelnika, ciężko nie mieć co chwilę pytań w stylu ,,ale chwila, jak to niby działa?”. Słowem, sporo nieścisłości i dziur logicznych. Sam fakt, że jest to literatura dla młodszego odbiorcy tego nie usprawiedliwia. W dodatku autor miejscami zarzuca pewne filozoficzne wątki, w stylu dylematu wagonika, które zostają porzucone tak szybko jak się pojawiły. Sprawa rozwiązuje się bez konieczności pochylenia się nad kwestią.
Rzadko tak bardzo się zawodzę. Zmorojewo naprawdę dało radę. Poruszyło, ociepliło, zrobiło ogólnie dobrze wszystkiemu. Tutaj mam lekką nadzieję, że ktoś wydrze mi te wspomnienia z mózgu. Główna bohaterka, całkiem dobrze napisana w poprzedniej książce, tutaj staje się wręcz karykaturalną nastolatką albo z wykreowanymi zaburzeniami zachowania albo z całkowicie nierealistycznymi zachowaniami. Naprawdę człowieka męczy i ma ochotę nią potrząsnąć.
Zdecydowanie mniej "fantastyki", co powoduje, że świat przedstawiony, tak bogaty w poprzedniej powieści, bardzo traci. Część wątków jest rozwijanych nie do końca wiem z jakiej paki.
Niestety, w przeciwieństwie do Zmorojewa: powieść była sztampowa tam, gdzie być sztampowa nie powinna, za to dziwne, "oryginalizujące" ruchy wykonane były tam, gdzie ja oczekiwałam pewnej sztampowości
Ach, tak, kolejna część przygód Tytusa, a raczej przygód, w które Tytus został wrzucony i nie przydaje się w żaden sposób™. Książka sama w sobie nie była zła, ale gorsza od poprzedniej. Tej brakowało dreszczyku emocji i niepewności, który był obecny prawie przez całą poprzednią część, a który w dużym stopniu przyczynił się do lepszego odbioru książki. Tutaj w sumie nie było się czego bać. W gruncie rzeczy Lidia nie była jakaś straszna, Ciemność i Wypalony to tez już byty, które doskonale znamy. Największym plot twistem byłoby faktyczne zwycięstwo złej strony, ale wiemy dobrze, że tak być nie może, więc wyszło takie w sumie nie wiadomo co. Po epilogu czułam niedosyt i miałam wrażenie, że ten tom skończył się jałowo. Pomysł był całkiem interesujący i bardzo realny, jestem w stanie wyobrazić sobie zbiorowe szaleństwo na punkcie sekty pseudo Jezusa w Polsce. To chyba jedyna rzecz, która faktycznie przyprawiła mnie o ciarki. Postaci mnie nie urzekły. Ciekawą Ankę szlag trafił i tym razem musiała zostać damą w opałach, przez większą część książki pozbawioną IQ. Tytus jak zwykle wbił się w wydarzenia i poza wciśnięciem się w pułapkę nie zrobił prawie nic, co było zrozumiałe w 1 części, ale w drugiej pokazuje zerowy rozwój postaci. Jakbym ja się nabawiła takiej traumy, to bym się chociaż próbowała nauczyć podstaw samoobrony. Było tez irytujące ciągle powtarzanie o miłości do Anki, Tytus, ogarnij swoje dingaling, już wiemy. Damian też mnie nie porwał, mimo ciekawego backstory. Postać wypadła blado i jedynie sceny z przeszłości dość mocno uderzyły. O Pitoniu nawet nie wspominam, bo on tam sobie był tak o i w sumie mógł umrzeć, nadałoby to trochę smaczku. Jedyna postać, która była dość interesująca to Aneta. Polubiłam tę dresiarę, nie tylko dlatego, jakim zostala obdarzona charakterem. Głównie dlatego, że jako jedyna nie była mdła i nudna, miała więcej warstw swojej osobowości niż proste opisy. Szkoda, że ten potencjał zostal trochę zmarnowany w sercu akcji - liczyłam na to, że faktycznie to ona uratuje tyłek Tytusowi.
Poza nią polubiłam też postaci poboczne panów policjantów/detektywów (i chyba jedyni policjanci, których w Polsce tolerujemy w 2023, to ci w literaturze). Podobało mi się ich nastawienie, determinacja do zwalczania czystego zła, a nie jakichś tam pierdół za złe parkowanie. Podoba mi się, w jaki sposób odbierali car szaleństwo, które się wokół nich działo. Team Rudziak forever. A no i śmierci Maryli nie wybaczę. Zdrada stanu, ot co.
Mam tylko nadzieję, że istnieje tom trzeci, bo jeśli na tym Żulczyk skończył pisanie tej powieści i nie będzie kontynuacji, to będę bardzo zawiedziona.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Czyli tak, jak myślałem...to była druga część. Nie czytałem pierwszej, ale po opiniach widzę, że jest sens się wrócić. Z jednej strony książka interesująca nawet - od początku miała to coś... Z drugiej bardzo przegadana. Jak się przy audiobooku przysnęło na chwilę, to po przebudzeniu nadal się czaiło akcję, bo ta nie pędziła zbytnio. I chyba pierwszy raz miałem tak, że przy nie najgorszej przecież książce miałem po skończeniu ulgę, że "w końcu".
Tym razem wszystko dzieje się w Warszawie, poznajemy dziwne, mroczne rodzeństwo oraz ich ojca - samozwańczego uzdrowiciela. Najpierw skupiamy się na rodzinnych problemach Anki i jej nowej miłości, oraz kłopotach w jakie się wpakowała. Tutys znów musi ją ratować jednak nie zdaje sobie sprawy jak bardzo ciemność jest blisko zdobycia władzy nad światem. Wzniesiona zostaje świątynia w której dochodzi do serii cudów, jednak jest to tylko pretekst do wyklucia się larwy, która sprowadza chaos na ziemię.
Czytanie takich książek to czysta przyjemność Polecam
This entire review has been hidden because of spoilers.
2.5/5 trochę nie wiem co myśleć o tej serii bo pomysł jest bardzo ciekawy i nawet polubiłam bohaterów ale fabuła ciągnie się w nieskończoność i zmierza trochę do niczego i strasznie mnie wkurza powtarzalność zdarzeń oraz konkretnych zwrotów a wręcz zdań (nie zliczę ile razy ktoś w tej serii żuje gumę) also zakończenie mnie zawiodło
Niestety jeśli pierwsza część była niedopracowana, to w drugiej autor popłynął już zupełnie w dziwnych kierunkach, zamiast coś spinać, wszystko się rozjeżdża, chaos się tylko pogłębia, a główni bohaterowie, jakby nie czytali swojej pierwszej części. Nie wiem, czy był pomysł na zakończenie historii w tej 📗, czy mają być następne, ale Stranger Things też się kiedyś kończy. Jeśli będzie trzecia część, to niech będzie ostatnia, ale sądząc po tych dwóch, proponuję skupić się na innych historiach, które autorowi wychodzą zdecydowanie lepiej.