Zbirka priča Kaje Malanovske Imigracije neverovatan je spoj najrazličitijih putovanja, duhovnih i telesnih, koji zajedno daje koherentnu i nedeljivu zbirku priča. U ovim pričama susrešćemo se sa dreg kraljicom, opsesivnom očinskom figurom, studentkinjom iz indije, poljskom imigrantkinjom. Naratorka veoma ličnim i neretko bolnim glasom progovara o ostavljanju kuće, o novim predelima koji ne donose ništa što može zaista prodrmati čoveka, o domu koji on uvek u sebi nosi nesposoban da se reši svojih korena i nesposoban da tako iskorenjen luta po svetu. Ove priče će vas uvesti u svet pun prenaglašenih emocija, ludačkih osobenosti i duhovite autoironije.
Felietonistka Krytyki Politycznej. Za debiutancką powieść Drobne szaleństwa dnia codziennego nominowana do Gwarancji Kultury TVP Kultura 2011 w kategorii debiut[1]. Powieść Patrz na mnie, Klaro! znalazła się w finale Nagrody Literackiej „Nike” 2013[2] oraz była nominowana do Paszportów „Polityki” 2012[3]. Napisała doktorat z genetyki na University of Illinois at Urbana-Champaign. Mieszka w Warszawie.
Ne mogu da kažem da ću dugo pamtiti njene priče, ali Malanovska me je kupila za sva vremena prikazom lika oca i njihove posete Istanbulu. Ta priča je, poput svog naziva, izvan reči i od nje bi zaista mogao da nastane jako kvalitetan roman.
On dobro zna, sam me je naučio tom sistemu sporazumevanja sa ljudima bez svesnog učešća, tom isključivanju, povlačenju na bezbedno mesto, da ne bi slučajno zabolelo.
Mam mieszane uczucia w stosunku do zbiorku opowiadań Kai Malanowskiej „Imigracje”. Wszystkie czytało mi się świetnie, wszystkie mnie interesowały, a jednak tylko w niektórych udało mi się znaleźć coś naprawdę świeżego, perspektywę jakiej nie znałam wcześniej. Bohaterowie opowiadań Malanowskiej wciąż szarpią się z życiem, wciąż jest im pod górkę i wielokrotnie podczas lektury zadawałam sobie pytanie „Dlaczego?”. Dlaczego proza życia jest dla nich tak ciężka - czy to podróż na ślub indyjskiej koleżanki do Trivandrum w Kerali, czy to początki życia na emigracji w Stanach, czy zwykłe kontakty z rodziną - wszystko widziane jest przez pryzmat trudności nie do przeskoczenia. Zachwyciło mnie opowiadanie o wycieczce dorosłej córki i ojca do Stambułu: piękne, wzruszające i poruszające przez odmienność perspektyw obojga i świetnie nakreśloną sylwetkę ojca; kojarzy mi sie mocno z atmosferą filmów Hou Hsiao-hsiena:
„Rano budzi mnie szelest foliowych torebek. Ojciec przygotowuje się do porannej toalety. Wyciąga pędzel do golenia, który właściwie nie ma już włosów. Dostał go od mojego brata ponad dwadzieścia lat temu, nie ma sensu go wymieniać, po co marnować pieniądze. Pasta do zębów, mydło; powolnymi ruchami rozkłada na łóżku ręcznik, a potem mocuje go sobie za paskiem spodni. Będzie się opłukiwał do połowy. Znam ten skomplikowany system ablucji od urodzenia. Znam cery wielkości dłoni na łokciach zjedzonych przez mole swetrów, opadające spodnie, w których pękła gumka i które ojciec spina klipsem do papieru, herbatę zalewaną w słoiku, którą popija w autobusie, sandały zakładane na grube skarpetki, cały świat drobnych, wzruszających przyzwyczajeń, z których składa się jego osoba. Uśmiecham się i przewracam na drugi bok, próbuję się jeszcze chwilę zdrzemnąć. O dziewiątej schodzimy stromymi, wyłożonymi brudną wykładziną schodami do hotelowej kuchni. Na śniadanie jajka na twardo, chleb z masłem i bardzo dobra kawa o smaku palonych orzechów. Chce mi się strasznie spać i strasznie palić, ale kończę w pośpiechu jeść i ruszam w ślad za ojcem, który założył dzisiaj szary, lekko rozciągnięty sweterek na górę od pidżamy, bo wyprana wczoraj koszula jeszcze nie wyschła”.
W książce autorka przedstawia parę opowiadań o różniej tematyce. Są one wstrząsające, wywołują współczucie, czasem lekko niepokoją. Sposób napisania myślę, że większości przypadnie do gustu choć czasem nie rozumiałam co chciano tu przekazać. Natknęłam się na tę książkę przez przypadek w szkolnej bibliotece. Jeśli kiedyś będziesz miał/a okazję ją przeczytać to polecam jako przerywnik między pozycjami wystającymi skupienia ;)