Zuzia ma 29 lat i mieszka w Gdańsku. Ma poczucie, że jest w udanym, niemal idealnym związku z Konradem. No właśnie… niemal. Konrad ma bowiem oczekiwania seksualne, których Zuzia nie chce spełnić. Winę za wygórowane (zdaniem Zuzi) potrzeby Konrada ponosi jego przyjaciel z czasów licealnych – Borys. Jest on dla Konrada guru w sprawach erotycznych. Zuzia, z pewnymi oporami, próbuje spełnić zachcianki Konrada, ale kończy się to niemal uszkodzeniami ciała! Ich związek rozpada się i Zuzi nie pozostaje nic innego, jak wrócić o rodzinnego domu. Kobieta zastanawia się, czy to nie ona ponosi część winy za to, że Konrad odszedł, i postanawia otworzyć się na nowe doznania. Rozpoczyna się seksualna odyseja Zuzi...
Główna bohaterka jest jak dla mnie najsłabszym punktem tej historii. Jej głupota momentami mnie rozwalała 😂. Plus za bohatera męskiego - nie idealnego, prawdziwego, dającego się lubić :)
Co prawda już po walentynkach, ale to przecież nie powód, by przestać mówić o miłości. I pisać. A wcześniej oczywiście czytać. Dziś zapraszam na recenzję książki, która na początku mnie zniesmaczyła, aby potem… zaintrygować. Zaparzcie więc kawę, czy herbatę, bo na stronie czeka na was „Dobre ciastko”.
Zuzia ma już zaplanowane całe swoje życie. Powoli odhacza punkty na swojej liście. Przyzwoita praca, ukochany u boku, teraz czeka tylko na pierścionek oraz huczne wesele. Jednak nic z tych rzeczy! Konrad, chłopak Zuzanny, stawia jej określone wymagania. Wszystko to za namową swojego przyjaciela, Borysa. Mimo dobrych chęci dziewczyny, związek się rozpada. Czyja to jest wina? Jej, Konrada, a może… Borysa? Tym bardziej że ten ostatni jakoś podejrzanie często plącze się pod nogami.
Muszę przyznać, że już dawno żadna książka tak bardzo nie zrobiła mnie w przysłowiowego balona. Romantyczna okładka przykuwa wzrok, a opis na niej zapowiada co najmniej romans erotyczny. Bo jak inaczej można zrozumieć „słodkie pożądanie i pikantne fantazje”. Spodziewałam się czegoś lekkiego i banalnego. Tymczasem już pierwsze zdanie zbiło mnie z pantałyku. A brzmiało ono tak „Początek końca nastąpił wówczas, gdy Konrad wrócił z treningu, oświadczając Zuzi, że w ich związku brakuje seksu oralnego”. Czyli jednak romantyczna komedia pomyłek? Jednak dalej nie jest wcale lepiej. Seks i intymnie części ciała są wspominane dość często, bardzo dosadnie i trochę mało klimatycznie. Ta bezpośredniość trochę przypominała mi „Seks w wielkim mieście”. Do końca nie wiedziałam, do czego wszystko zmierza i nie ma co ukrywać, trochę doskwierał mi brak romantyzmu w tym wszystkim. Taki sposób narracji, bardzo dosadny i oschły, częściej wykorzystywany jest w powieściach kryminalnych. Czyli coś nowego? Początek książki to trudny etap w życiu naszej bohaterki, wszystko dzieje się nie po jej myśli i trochę bez jej winy. Przygodne miłości, trudne rozstania. Jeśli po pierwszych stronach będziecie czuć się zagubieni to… dokładnie tak ja Zuzia. Nie odkładajcie jej historii na bok, bo właśnie wtedy zaczyna się najlepsze.
Romantyzm pojawia się z czasem, jest nieporadny, „kwadratowy” i rozczulający. Nie mamy wrażenia, że czytamy sztampowy romans, ale bardzo prawdziwą opowieść. Tutaj nie wszystko jest idealne, czasem zdarzają się pomyłki, a przyjaciele nie raz sypią dosadnymi dowcipami, nie do zacytowania. Podobała mi się życiowość tej historii, a zarazem brak jakiegokolwiek patosu. Bywa romantycznie, bywa zabawne, ale też żenująco. Po prostu samo życie.
Postanowiłam ostatnio dać szansę początkującej polskiej autorce i sięgnęłam po książkę „Dobre ciastko” Joanny Dubler. Już po pierwszy zdaniu odniosłam wrażenie, że powieść będzie się kręcić wokół jednego tematu.
Główna bohaterka to Zuzia, niemal trzydziestoletnia kobieta, która chwilami zachowuje się gorzej jak rozkapryszona pięciolatka. Mieszka ze swoim chłopakiem Konradem. Na ich związku pojawia się rysa w postaci oczekiwań seksualnych, których Zuzia spełniać nie chce. Próby zaspokojenia zachcianek Konrada kończą się małą katastrofą.
Historia Zuzi jest historią chwilami śmieszną, chwilami smutną, ale nie jest ona na tyle wyjątkowa, by zapadła na długo w pamięć. Prosty język, jakim posługuje się autorka może ułatwić czytanie, więc osoby, które lubią szerokie opisy przyrody i naprawdę kwiecisty język nie znajdą w niej tego, czego szukają. Na okładce widnieje napis „Słodkie pożądanie i pikantne fantazje”, ale nijak ma się on do zawartości. Scen seksu jest niewiele i nie są zbyt nachalne, a to już jest według mnie lekkie, naciągane kłamstewko, bo skoro ma być pikantnie to pikantnie, prawda? Do tego postaci, które są bardzo nijakie i płaskie. Nie wiedzą czego chcą, nie wiadomo o co im chodzi… A relacja między Zuzą a Borysem to już w ogóle odlot. Nie wiem, co to miało być. To niezrozumiała dla mnie relacja czy związek.
Przyznam szczerze, że po przeczytaniu „Dobrego ciastka” zastanawiam się, w którym momencie było o jakimś ciastku a tym bardziej dobrym. Całość jest dla mnie zbiorem przypadkowych wydarzeń, które są typowo obyczajowe, ale nic niewnoszącymi w życie. Bałabym się polecić tę książkę komukolwiek, bo wiem, że nie spodoba się każdemu. Dlatego też niech każdy wedle własnych preferencji przekona się sam czy taka literatura mu odpowiada.
Książkę odebrałam za punkty z portalu Czytam Pierwszy.
„Dobre ciastko” Joanny Dubler to całkiem udany debiut. Trudno mi przypasować książkę do jednego konkretnego gatunku. Na pewno jest tutaj romans, ale nie taki typowy. Ukochany głównej bohaterki, nie jest bogatym, przystojnym i wysportowanym mężczyzną, na którego poluje każda kobieta, ale dość niskim i przy kości facetem, który nie myśli o stałym związku. Główna bohaterka też w którymś momencie przestaje na siłę marzyć o ślubie i idealnym partnerze. Zakończenie też nie jest typowe dla romansów (ale o tym każdy musi przekonać się sam). Poza romansem książkę umieściłabym też w gatunku: komedia. Nie ma może aż tak dużo zabawnych sytuacji, ale trochę ich jest, na tyle dużo, że podczas czytania miałam dobry humor. Nie wiem jednak do czego miały się odnosić słowa na okładce książki „słodkie pożądanie i pikantne fantazje”, ponieważ książka na pewno nie jest erotykiem. Jest poruszanych kilka, można to powiedzieć, pikantnych tematów, ale nie ma jakiś „wyuzdanych” opisów. Co do głównej bohaterki, to czasami mnie ona wkurzała, ale na końcu ją polubiłam, a to za sprawą jej wyborów. W końcu wzięła się za siebie i zaczęła myśleć o sobie pozytywnie. Jeśli chodzi o innych bohaterów, to jednych lubiłam bardziej, drugich mniej. Borys zdobył moją sympatię, za to najlepsza przyjaciółka Zuzi, Ania już mniej. Nie mogłam do końca jej rozgryźć. Czasami miałam wrażenie, że nie życzy Zuzi dobrze. Styl autorki jest bardzo lekki, przez co książkę czytało mi się bardzo szybko. Wszystkiego było akurat i dialogów i opisów. Podsumowując, książkę oceniam dobrze i jeśli ktoś ma ochotę na coś lekkiego i z humorem to z pewnością „Dobre ciastko” jest dla niego. Książkę odebrałam za punkty w portalu Czytam Pierwszy
Zuzanna to młoda kobieta, która zdaje się być w szczęśliwym związku. Związek na pozór jest szczęśliwy, gdyż Konrad wymaga erotycznych poświęceń ze strony Zuzy na które dziewczyna nie jest gotowa. Właśnie, gdy Konrad zaczął wymagać od dziewczyny spełniania jego erotycznych fantazji ich związek przechodzi kryzys, którego niestety nie udaje im się przetrwać. Dodatkowo sprawę komplikuje Borys, przyjaciel Konrada, który namawia go do rozstania z narzeczoną. Po rozstaniu Zuza usilnie próbuje znaleźć faceta. Przeraża ją samotność i to, że nieuchronnie zbliża się do trzydziestki.zawsze marzyła o znalezieniu faceta, ślubie z wielką pompą oraz urodzeniu mu dzieci. Niemniej jednak jej życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku. Po traumatycznym dla niej rozstaniu wdaje się w romans z Marcinem u którego boku wyobraża sobie przyszłość. Mimo świadomości, że facet jest w trakcie rozwodu i ma dziecko, wierzy że to jej prawdziwa miłość. Wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Anią przeżywa wszystkie wzloty i upadki. Dodatkowo zacieśnia się jej więź z przyjacielem byłego narzeczonego Konrada-Borysem. Okazuje się, że chłopak znał ją głównie z opowiadań Konrada, które nie były pochlebne. Znajomość Borysa, którego Zuza postrzegała jedynie jako nieatrakcyjnego faceta, zacieśnia się. Zbliżają się do sobie. Niemniej jednak ich znajomość jest niezwykle burzliwa i przeplatana wieloma emocjami. Lekka historia, którą czyta się szybko. Niestety nie zachwyca i jest dość przewidywalna. Myślę że może spodobać się młodszemu pokoleniu. Mi nie do końca przypadła do gustu, choć nie była najgorsza, jaką czytałam.
Książkę odebrałam za punkty z portalu Czytam Pierwszy.
Zu, główna bohaterka, której wydawało się, że ma już w życiu wszystko. I chłopaka i dobra prace, czego chcieć więcej. Jednak tylko jej się wydawało.
Jej związek z Konradem się rozpada, gdyż dziewczyna nie była otwarta na urozmaicenia w ich życiu seksualnym. Tak wiec zostając sama Zuza nie ma innej opcji jak tylko wrócić do rodzinnego domu rodziców.
Tam z kolei rodzice traktują ja tak jak by miała 13 lat a nie prawie 30!. Z odsieczą przychodzi jej przyjaciółka, która wyciąga ją do klubu. I tam spotykają kogoś, kogo Zu obwinia za rozpad swego związku. I powiem Wam, że świetnie psuje tu powiedzenie, „Kto się czubi ten się lubi”.
„ „Czy wiesz, jaka jest jej Miłość?” – napisał Marcin do Zuzi na WhatsApp. – „To tak, jakby mżył najdrobniejszy deszcz, w którym idziesz, i nie wiesz, że pada. A potem czujesz, że przemokłeś do samego serca. Taka właśnie jest jej Miłość…”.”
Książę czytało mi się dosyć szybko, jednak jakoś mnie nie porwała. Nie działo się tam nic takiego, co spowodowałoby, że nie mogę się od tej historii oderwać. Napisana jest lekko i przyjemnie. Sceny erotyczne nie są nachalne i bardziej określiłabym te książkę, jako obyczajową a nie erotyczną.
Dodatkowo trochę drażniła mnie główna bohaterka. No, bo jak rodzice mają ją traktować jak dorosłą skoro sama zachowuje się jak dziecko. Dodatkowo u swego chłopaka chciała zmienić jego nawyki, a odnoszę wrażenie ze siebie uważała za idealną. No, ale to tylko postać z książki. Tak wiec historię uważam za dobrą. Nie była nudna, ale wciągająca tez nie.
Książkę odebrałam za punkty z portalu CzytamPierwszy.pl
Zuzia ma 29 lat, wspaniałego faceta i z niecierpliwością czeka na to, aż w końcu wezmą ślub. Wydaje się, że jest w idealnym związku. Okazuje się jednak, że to tylko złudzenie w momencie, kiedy Konrad niespodziewanie zaczyna mieć oczekiwania seksualne, których Zuzia nie chce spełnić. Ich związek rozpada się i kobieta wraca do domu rodzinnego. Z opisu wydawcy dowiadujemy się, że w tym momencie ma nastąpić początek seksualnej odysei Zuzi. Po tą pozycję sięgnęłam bez większych oczekiwań, raczej z ciekawością. Nie do końca wiem w jakich kategoriach ją rozpatrywać. Opis mówi jasno, że to komedia erotyczna, a jak dla mnie „Dobremu ciastku” daleko jest zarówno do komedii, jak i erotyku. Po pierwsze nie rozbawiła mnie ani razu, a po drugie w zwykłych obyczajówkach spotkałam się z bardziej obrazowymi i częstszymi scenami erotycznymi. Do plusów należy zaliczyć to, że jest napisana prostym językiem, szybko i lekko się ją czyta. Jest to lektura na jeden wieczór, jednak niestety łączy się to z nieangażującą czytelnika akcją. W tej książce po prostu mało się dzieje. Przeczytałam ją tydzień temu i ledwo pamiętam o czym była. Dodatkowo zupełnie nie polubiłam głównych bohaterów, którzy byli irytujący i cały czas towarzyszyło mi uczucie tzw. cringu. Jest to debiut autorki i myślę, że zainteresowała mnie na tyle, że mimo wszystko dam jej następną szansę. Książkę odebrałam za punkty w portalu Czytam Pierwszy.
Wzięłam się za książkę, która ostatnio do mnie dotarła. Zawsze staram się podchodzić obiektywnie, nie oceniać od razu i dać książce czas. Tak, żeby wszystko się rozwinęło, żeby zobaczyć co i jak. Tej również go dałam. Po 100 stronach jednak stwierdziłam, że po prostu szkoda jest mojego czasu! Czy rzeczywiście jest to komedia romantyczna, tak jak zapewnia nas wydawnictwo? Zuzia, która ma 29 lat, faceta (przynajmniej na początku książki) i ustatkowane życie dla mnie jest niestety nie poziomie gimnazjum. Nie byłam w stanie przechodzić przez jej kolejne problemy, perypetie, wyznania i przekonania. Nie dość, że wszystko mi się dłużyło i ciągnęło jak flaki z olejem, to nie byłam po prostu w stanie patrzeć na to co ona dalej wyczynia! I mo��e pomysł był fajny, może wszystko nie jest źle zbudowane, ale tej książce po prostu zabrakło życia i charakteru. I nie chce Was od razu zniechęcać, nie chce żebyście od razu ją skreślali, ponieważ jest to debiut i myślę, że każdy powinien mu dać swoją własną szansę. Nie mniej jednak ja jestem na nie i nie jestem w stanie tej książki szczerze i z czystego serca polecić.
Jestem zaskoczona, bo nie było tak źle jak mogłam przypuszczać. Ale też nie było dobrze. Książka taka z połowy stawki, pomysł ciekawy, bo wreszcie główny amant nie jest ciachem do którego wzdychają wszystkie panny, a bohaterka ma walczyć ze stereotypem pustej blondynki. I to jest wszystko na plus, tylko czemu to wszystko opisane jest stylem prosto z książki dla dziesięciolatki. Zuzia jest infantylna, dziecinna i naiwna, że aż to zahacza o fantastykę. Książka jest z tych błyskawicznych, czyta się szybko, ale bezmyślnie, trochę brakowało mi w niej życia, dynamizmu i jakiegoś takiego charakteru. A i erotyzmu było niewiele, a komedii jeszcze mniej. Jednak widzę w autorce potencjał, tym razem wyszedł taki stereotypowy debiut, ale liczę na to, że Joanna zaskoczy mnie pozytywnie jeszcze nie jeden raz.
Książkę odebrałam za punkty z portalu Czytam Pierwszy.
„Dobre ciastko to pierwsza komedia erotyczna w Polsce!
Zuzia ma 29 lat i mieszka w Gdańsku. Ma poczucie, że jest w udanym, niemal idealnym związku z Konradem. No właśnie… niemal. Konrad ma bowiem oczekiwania seksualne, których Zuzia nie chce spełnić. Winę za wygórowane (zdaniem Zuzi) potrzeby Konrada ponosi jego przyjaciel z czasów licealnych – Borys. Jest on dla Konrada guru w sprawach erotycznych. Zuzia, z pewnymi oporami, próbuje spełnić zachcianki Konrada, ale kończy się to niemal uszkodzeniami ciała! Ich związek rozpada się i Zuzi nie pozostaje nic innego, jak wrócić o rodzinnego domu. Kobieta zastanawia się, czy to nie ona ponosi część winy za to, że Konrad odszedł, i postanawia otworzyć się na nowe doznania. Rozpoczyna się seksualna odyseja Zuzi...”
To jedna z najtrudniejszych dla mnie recenzji, jakie przyszło mi pisać, bo z jednej strony debiut, od którego nigdy nie wiadomo czego się spodziewać i przymknąć oko czasami po prostu trzeba. No ale z drugiej strony, to jednak nie może być tak źle, bo ktoś postanowił to wydać.
Opis książki przepiękny, obiecuje gruszki na wierzbie, naprawdę zabawną komedię erotyczną. Po pierwszym rozdziale pomyślałam nawet "okej, to dopiero początek, na pewno później będzie lepiej", ale absurd gonił absurd i za bardzo lepiej nie było. Sytuacje, które potencjalnie miały być zabawne, w ostateczności były czymś w rodzaju zaskoczenia, bo ciężko było uwierzyć, że coś takiego mogłoby się zdarzyć w prawdziwym życiu.
Bardzo, ale to bardzo chciałabym napisać coś pozytywnego o tej książce albo chociaż o fabule, ale bardzo ciężko znaleźć coś pozytywnego. Czytając, musiałam kilka razy sprawdzać ile tak naprawdę bohaterka ma lat, bo ciężko było uwierzyć, że jest to opisywanie życia prawie 30-letniej dziewczyny. Gdyby było to pisane o przygodach nastolatki, naprawdę mogłabym to jakoś usprawiedliwić, ale niestety, nie dało się.
Niewątpliwym atutem tej książki jest to, że autorka ma dość lekkie pióro i książkę czytało się naprawdę szybko. Sądzę, że z takim potencjałem można wiele zwojować i napisać wiele, dużo lepszych książek.
Czy to było „Dobre ciastko”? Co najwyżej średnie. Mimo wielkiej sympatii do autorki, która jest przekochaną osobą, nie mogę nazwać tej książki dobrą. Liczę, że kolejne publikacje będą już znacznie lepsze i bardziej logiczne.
Do połowy czytałam z zażenowaniem, a później ogarnęłam, że wszystkie infantylne zdrobnienia mają wyolbrzymić to, że ta historia jest zwykłą komedią i zaczęłam świetnie się bawić! Zuzia, Zuzanna, Zu... Dziewczyna ma 29 lat, ale przez wszystkich jest traktowana jak nieporadna nastolatka. I tak się też zachowuje! Bawi się z pieskiem, w pracy, którą załatwili jej i kontrolują rodzice, robi kawę i kseruje dokumenty i przy mamie boi się wypić drinka. W trakcie burzliwego roku jej życie zmienia się naturalnie i na lepsze. Przyjemnym językiem pisana miła historia na relaks przy kawce w domowym zaciszu, jednak kompletnie nietrafnie reklamowana jako erotyk jest po prostu przyjemną komedią romantyczną. Książkę odebrałam za punkty w portalu Czytam Pierwszy.
‘Dobre ciastko’ miało być pikantną historią, a jak na razie tej historii mi brak. Nic się nie dzieje, akcja jest statyczna, a sam opis przygód bohaterki nie porywa. Zuzia jest infantylna i rozpieszczona. Każdy sprzeciw wobec jej decyzji odbiera jako atak i powoduje u niej oburzenie i obrazę. Bohaterzy są zbudowani pobieżnie, dialogi słabe i bardzo sztuczne. Relacje między postaciami nie istnieją, sceny zbliżeń też nie są najwyższej jakości. Brakuje tu obiecanego humoru i pikanterii, zaczęło się całkiem ciekawie, oparzenie czekoladą, rozbawiło mnie, ale później niestety, z każdą kolejną stroną było po prostu gorzej . Niezły pomysł na historię, ale słabe wykonanie. Książka pochodzi z serwisu Czytam Pierwszy,
Przesłodzone, infantylne zachowania głównej bohaterki kontrastujące z niewybrednym słownictwem jej przyjaciółki, mocno rażą mnie jako czytelniczkę. Zuzia ma 29 lat i jej sposób bycia przypomina mi Panią Dulską z dramatu "Moralność Pani Dulskiej" (kto czytał, ten wie o czym mówię). Seks oralny? Oooo nie! Romans z żonatym mężczyzną? Ależ oczywiście! Widać, że język oraz wszystkie cukierkowe opisy mają na celu karykaturalne pokazanie sytuacji, ale w moje poczucie humoru to stanowczo nie trafiło. Jeśli książka ta jest erotykiem, to kiepskim. Jeśli komedią, to moim zdaniem również kiepską. Z trudem dobrnęłam do końca. Dla mnie 2/10, tylko dlatego powyżej zera, że doceniłam kilka żarcików.
Książkę przeczytałam dzięki portalowi Czytampierwszy.pl
Trafiłam na nią przypadkiem. Ot, leżała sobie w kramiku na nadmorskim deptaku. No i przepadłam! To zdecydowanie nie jest książka dla każdego, a opis w sumie niewiele ma wspólnego z treścią. Wszystko, co istotne, rozgrywa się jakoś tak między słowami, gdzieś poza fabułą... Powieść jest śmieszna, ironiczno-sarkastyczna, a miejscami zwyczajnie zgryźliwa. Chwilami idealnie trafia w punkt, a tak gdzieś w połowie trochę się rozwleka i traci pazur. Zu wcale nie zasłużyła sobie na te wszystkie gromy, które spadają na nią w komentarzach. Może bywa infantylna, ale głównie dlatego, że jest zagubiona, nieszczęśliwa i sama nie wie, czego chce. Jednak jej złośliwe komentarze i bogate życie wewnętrzne wynagradzają to z nawiązką. Mnie przekonała :)
Książka należy do gatunku romans, jednak nie jest to typowa historia skrapiana erotyzmem i nagością jak to zazwyczaj bywa. Główna bohaterka jak i otaczające ją postacie są dość prawdziwi. Ten motyw autentyczności tu bardzo mi się spodobał. Mamy możliwość odnalezienie w bohaterach siebie, bo sytuacje, które są opisane z pewnością zdarzają się każdego dnia. Lekka i przyjemna lektura z odrobiną humoru.