Do młodego reportera docierają przerażające pogłoski o koszmarze pacjentów jednego z polskich szpitali psychiatrycznych. Jedyną szansą na zweryfikowanie ich wiarygodności jest wejście w sam środek zamkniętego świata, w którym ZŁO może pozostać zupełnie bezkarne.
Mistrzyni polskiego reportażu przez wiele lat rozmawiała z mordercami, policjantami, prokuratorami oraz psychiatrami, aby spróbować zrozumieć naturę ZŁA. Po publikacji jej tekstów przestępcy trafiali do więzień, a w prawie wprowadzano zmiany dotyczące bezpieczeństwa w instytucjach zamkniętych.
Nie każdą prawdę można opowiedzieć w reportażu. Ale nawet wtedy nie wolno milczeć. Dlatego Justyna Kopińska musiała, w zbeletryzowanej formie, powrócić do najbardziej potwornych miejsc, jakie poznała na swojej drodze.
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych zdarzeń i postaci jest przypadkowe i niezamierzone.
Zawsze twierdzę, że zmiany gatunku literackiego nie są dla każdego. Niech Kopińska zostanie przy literaturze faktu. W moich oczach nie ma usprawiedliwienia dla złej prozy, a do takiej zaliczam "Obłęd".
Nie wiem co myślec o tej książce. Ani powieść, ani reportaż. Myślę, że Pani Justynie zdecydowanie lepiej wychodzi pisanie reportaży niż bawienie się w powiesciopisarza.
Girl why 😭 reportaże Justyny Kopińskiej rewelacja i nie wiedziałam czego spodziewać się po.. TYM. What the hell is this. Niby fikcja, ale w formie reportażu? Ale mimo wszystko nie do końca? Its giving pizza z żelkami - no nie polubisz tego HAHAHAHA
Kopińską niech lepiej trzyma przy reportażach, bo powieści wychodzą jej płasko i bez iskry; postaci nie stanowią bardziej zgeneralizowane wizje i stereotypy o określonych grupach ludzi (np. bogaci, piękni i źli).
Ufff...! Zaczęłam przed świętami, ale dopiero teraz dokończyłam, a raczej domęczyłam.?? Uwielbiam Kopińską, jako rzetelną reporterkę, która z wielką odwagą porusza najtrudniejsze sprawy. Ostatnia z jej książek, "Z nienawiści do kobiet", była już trochę rozmyta i nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak poprzednie, a najbardziej "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?". Ale "Obłęd", to już zupełna porażka. Niby to reportaż fabularyzowany, ale tak naprawdę, to... nie wiem co... ?? Książka niezbyt obszerna i nie wiem, czy to wada, czy zaleta. Jeśli byłoby to 500 stron takiego bełkotu, to na pewno bym nie skończyła. Z drugiej strony, może właśnie rozwinięcie kilkunastu zaczętych wątków dodałoby tej opowieści jakiejś duszy. Może trochę o treści. Reporter-odludek, Adam dostaje email z informacją, że w jednym ze szpitali psychiatrycznych, prowadzonym przez doktor Alicję Wasny mają miejsce nieetyczne eksperymenty na pacjentach. Udając depresję dostaje się na jej oddział i próbuje zdobyć dowody jej okrutnych metod leczenia. Obserwuje zarówno lekarkę, jak i jej kilkoro pacjentów. Pomysł niezbyt oryginalny. Podobne, choć nie takie same możemy poznać choćby w genialnym "Locie nad kukułczym gniazdem" lub sztuce teatralnej Smarzowskiego "Kuracja". "Normalny" człowiek trafia do szpitala psychiatrycznego. Autorka twierdzi, że chciała ukazać zło, a o nim powinno się pisać zwięźle (dlaczego, nie wyjaśnia). Z tego powodu w końcowym etapie pracy poskracała wszystko, co się tylko dało. Wyszła z tego nieomal książka telefoniczna. Bohaterów wielu, ale akcji prawie żadnej. Każda z postaci ma jakąś krótką notkę biograficzną na jeden czy dwa akapity i znika z oczu czytelnika. Czemu to ma służyć, nie wiem. Wspomniane dzieciństwo jakoś w ogóle mi się nie połączyło z tym, kim dany bohater jest obecnie. A ponoć właśnie o to chodziło autorce, żeby pokazać, jak nasze doświadczenia mają na nas wpływ. Nie udało się... Pojawia się jakaś teoria spiskowa o społeczeństwie idealnym, o eliminacji niektórych jednostek. Wszystko to płytkie i niedokończone. Mogłabym się jeszcze długo rozpisywać. Generalnie książki nie polecam. Justyna Kopińska ma zamiar wydać książkę o miłości, takie przeciwieństwo "Obłędu", o ile dobrze zrozumiałam. Na pewno po nią nie sięgnę. Dla mnie romans z panią Justyną się zakończył.
Zawsze z wielkim zapałem i ekscytacją czytam wszystko autorstwa Justyny Kopińskiej. Niestety mam wrażenie, że zmiana gatunku z reportażu na powieść nie wyszła jej na dobre. Historia jest wstrząsająca i do złudzenia przypomina jeden z reportaży. Niestety, opowiedziana jest pobieżnie, nie zostawiając miejsca na refleksję. Według mnie temat powinien być opowiedziany szerzej. Wątki bardziej rozbudowane i kompletne. O ile wszystkie reportaże zawsze polecam całym sercem, z "Obłędem" już tak nie będzie, ponieważ mam wrażenie, że ktoś się za bardzo śpieszył z pisaniem.
Chaotyczna i niedopracowana. Szkoda, bo pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy. Ciężko mi się to czytało, pomimo tego że książka jest naprawdę cienka :(
Jakie to jest złe i to na ilu poziomach! Porażająca jest świadomość, że autorka, która kiedyś potrafiła napisać całkiem ładne zdanie podrzędnie złożone, dzisiaj tworzy książkę, w której pojedyncze, koślawe zdania tworzą między sobą niezamierzoną konkurencję w walce o tytuł “najbrzydsza fraza roku”. Gdy zestawi się “Obłęd” z jakąkolwiek - poza felietonami w “Vogue”, których czytać się po prostu nie da - książką Kopińskiej, zdawać by się mogło, że to jednak napisał ktoś inny. I ta informacja jakoś by mnie pocieszyła, bo jestem w stanie to zrozumieć, autorka była zmęczona, dała nazwisko na okładkę, domyśliła fabułę, jako tako wskazując na najważniejsze jej elementy i dała jakiemuś niezgrabnemu “ghostowi” do wypełnienia tekstem. Ale istnieje obawa, że Kopińska napisała to własnoręcznie.
Zacznijmy od ściemy absolutnej, czyli okładki, na której widnieją logotypy nagród, które Kopińska dostała za inną książkę przed trzema i czterema laty. Sugestia, że to “Obłęd” jest tak nagradzanym tytułem tylko ośmiesza te nagrody, bo przecież za takie banalne, niewiele lepsze literacko od Blanki Lipińskiej produkcje jednak nagrody Torańskiej jeszcze nikt nie dostał i miejmy nadzieję, że to nie nastąpi. Nagrody sugerują też, że książka, którą czytacie jest oparta na faktach, czy wręcz może jest reportażem. Sugestie te pojawiają się również w samej książce (główny bohater właśnie pisze reportaż z oddziału psychiatrycznego), szczególnie na skrzydełku, gdzie celowo napisano “wszelkie podobieństwo… jest przypadkowe”. Suflując tym samym czytelnikom reporterską referencyjność treści.
Opowieść o psychopatycznej ordynatorce (oczywiście wszystkiemu winna matka!) zarządzającej widmowym oddziałem (szpital oczywiście w starych murach) psychiatrycznym, nad którym nikt nie ma kontroli, a metody stosowane przez lekarkę przypominają co najmniej obozy koncentracyjne czy pomysły wyrafinowanych sekt, byłaby do udźwignięcia jako absolutna fikcja. Jednak sugestia, że Kopińska napisała fikcję, bo “nie każdą prawdę można opisać w reportażu” kieruje nas do zadania sobie pytania - a może jednak są takie szpitale? A może są tacy lekarze? I w tych pytaniach bez problemu kanalizują się zbiorowe emocje i nastroje, bo przecież wszyscy się boimy psychiatrów, bo przecież znamy słowo “psychuszka”, a do Kocborowa, czy gdzie tam, wysyłają nas od dawna nawet powiedzonka.
Kuriozalne, nieumiejętne opisy, zdania tempo drętwe, gdzie opis córki bohaterki niewiele różni się od opisu krowy w atlasie anatomicznym zwierząt, nadużywanie instytucji “deus ex machina” to jedno, ale mam do Kopińskiej poważniejszy zarzut. Otóż sugerując, bez dowodów, istnienie tego rodzaju szpitali, pokazując w pozbawiony refleksji sposób funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, świadomie i trafnie dotyka obaw społeczeństwa przed leczeniem psychiatrycznym. Tym samym robi krecią robotę wszystkim, którzy od lat walczą o to, by pokazać, że warto iść do psychiatry, że nie ma się co bać hospitalizacji itd. Nie oddzielając fikcji od rzeczywistości wykorzystuje emocje i nastroje, by osiągnąć własny cel - ponownie wykreować się na tę, która staje po stronie ludzi, a nie systemu, która zna tajemnice i tajniki, do których my nie mamy dostępu. Autorka przyznaje - w czymś w rodzaju posłowia - że niektóre z wypowiedzi bohaterów cytują “przemówienia przywódców III Rzeszy”. To zabieg niebezpieczny, wyjątkowo kiczowaty i prostacki. Okazuje się, że pisząc o “złu absolutnym” można napisać książkę “absolutnie złą”. Dokonała tego Justyna Kopińska, autorka kiedyś nagradzana. Moje serdeczne gratulacje.
pewnie kojarzycie autorkę z jej dość głośnych reportaży na temat realiów w Polsce. . Młody reporter a z własnej woli trafia do zakładu psychiatrycznego by zbadać sprawę złego traktowania pacjentów
Jest to fikcyjna historia na bazie #poslakaodwracaoczy i #czybógwybaczysiostrzebernadecie Mega Nie podoba mi się ten zabieg że już graficznie klient jest wprowadzony w błąd gdyż patrząc na okładkę i nazwisko autorki spodziewamy się kolejnego reportażu, a nie żyjącego mózg thrilleru. Było stanowczo zbyt dużo postaci, brakowało sympatii zacji jest głównym bohaterem, a niektóre sceny wręcz obrzydzały. Dodatkowo styl typowe dla reportażu kompletnie nie sprawdza się w tej historii. Jestem totalnie na nie i mam nadzieję że autorka nie będzie już szła w tą stronę. (1/10⭐)
Cóż, to na pewno była funkcjonalna ksiazka. Miała fabułę, miała postacie. Ale co z tego jeśli nic z tego mnie nie obchodziło? (Może za wyjątkiem postaci Oli bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z bohaterem cierpiącym na to co ona). Mam ogromną nadzieję że inne książki autorki naprawia pierwsze, kiepskie wrażenie.
To nawet nie jest książka z serii „tak głupie, że aż dobre”. To jest po prostu głupie. Już poprzednia książka Kopińskiej była skokiem na kasę, tak tutaj idziemy krok dalej. Okropnie napisana, źle wydana, fabułę można skomentować tylko smutnym śmiechem. Jedna z najgorszych rzeczy jakie w życiu czytałem.
Tak jak kocham Kopińską, to o wiele lepiej wychodzą jej reportaże i tutaj również to czuć. Książka jest płaska, nie mdła, bo historia ciekawa, ale bardzo odczuwa się styl reportażowy.
Jest to moja druga książka Justyny Kopińskiej, którą czytałem i byłem bardzo ciekaw, jak poradzi sobie z powieścią w tym przypadku. Czy dała radę? Tak i nie. Czuć, że jest autorką reportaży, ale też nie było tak źle. Historia opowiedziana dość zawile i trudno było mi uwierzyć w niektóre rzeczy. Na pewno stwarza tematy do dyskusji, ale czy zapadnie mi w pamięć? Trochę w to powątpiewam. Znacznie bardziej wolę ją jako autorkę reportaży i według mnie w tym sprawdza się najlepiej.
To nie jest książka o złu absolutnym. To jest absolutnie zła książka i to pod każdym możliwym względem. Nawet biorąc pod uwagę, że autorka inspirowała się historiami zgromadzonymi podczas swojej pracy reporterskiej - skumulowanie tych opowieści w jedną daje efekt groteski. Wszystko tutaj jest płaskie, drętwe i niewiarygodne: fabuła, postaci, ich rozmyślania i motywacje, dialogi, język całości. Koszmar. Nie mogę wręcz uwierzyć, że napisała to autorka, którą tak ceniłam za dotychczas opublikowane reportaże.
Pierwsza tak słaba książka w tym roku... Jestem rozczarowana. Spodziewałam się kolejnego reportażu z krwi i kości, a dostałam marną „powieść”, która nie dość że krótka, to jeszcze niezwięzła. Z Panią Justyną spotkałam się wcześniej, przy poprzednich reportażach, które wzbudziły we mnie wiele emocji. Ta książka to po prostu nie wypał. Szkoda czasu na 220 stron.
To, co zostało napisane w poprzednich recenzjach, jest faktem - to jedna z najgorzej napisanych książek jakie czytałam. To miało redakcje?? Przecież tak się pisze zadania domowe w 3 klasie podstawówki pod tytułem ‚Opisz swoją mamę’. I to na kolanie 5 minut przed dzwonkiem. Dorabiać do tego ideologie i poruszać ważne tematy? Pff. Aż szok, bo Polska otwiera oczy przecież było dobre. Ewidentnie, Kopinska nie potrafi pisać powieści. Ewidentnie, nie wszyscy powinni pisać powieści.
Wydaję mi się, że warto zapomnieć, że jest to fabuła i czytać tak, jakby to był reportaż, a z drugiej strony ciężko to wykonać, bo czytelnik (ja) chciałby więcej faktów o tych bohaterach czy ‚przypadkach’. A z kolei fabuła mi się w ogóle nie klei. Wiele rzeczy wydaje mi się nielogiczne. Albo jestem naiwna i nie mogę uwierzyć, że ordynatorka szpitala robi wszystko, co jej przyjdzie do głowy, nie przeszła swojej terapii i kopiuje swoje traumy, tworząc z tego ideologię.
Rozumiem że wielu osobom mogło się to nie podobać, ale mi zaimponowały nawiązania do ludzkiej psychiki i w jaki sposób została opisana Dr. Alicja. Minusem jest to że cała akcja jest bardzo nierealistyczna a niektóre wątki nie dokończone. Zakończenie było straszne.
Takie książki już powstały, niestety lepsze. Gdzieś widziałam, że jest to książka "do zapomnienia" i w pełni się z tym zgadzam. Lektura nie dostarczyła mi żadnych emocji, głębszych przemyśleń. Była jakaś taka nijaka... Autorka powinna zostać jednak przy reportażach.
Zdecydowanie lepiej czytałoby się tą książkę w formie reportażu. Ciekawa treść, jednak uważam, że nie został wykorzystany cały jej potencjał. Temat lepiej sprawdziłby się w literaturze faktu.
straszne historie i dziwny tok myślenia. Dużo rzeczy dla mnie niezrozumiałych. Ciekawe ale nie jestem pewna jak się skończyła historia bo całkiem nie zrozumiałam zakończenia. Średnio odpowiada mi styl pisania.