Hm. Od czego by tu zacząć.
"Wolność, równość, przemoc. Czego nie chcemy sobie powiedzieć" jest pozycją ciekawą, obfitą w wiele informacji, które zmuszają do wytężenia szarych komórek, przez co zachęca czytelnika do przewracania kolejnej i kolejnej kartki. Na samym początku książki autorka wyraża nadzieje, że "mapa, którą naszkicowała, okaże się pomocna", co daje ogromne nadzieje na ujrzenie usystematyzowane wątków. Nic bardziej mylnego. Podczas czytania książki, odnosiłam wrażenie wiecznego, intelektualnego wyścigu z autorką, co może zostać odebrane zarówno jako jej wada, oraz zaleta. Zależy, z czyjej perspektywy patrzymy. Gdybym nie posiadała wiedzy na pewne wątki, poruszane w podrozdziałach, byłoby mi najzwyczajniej w świecie ciężko zrozumieć treść słów i wyciągnąć z nich konkluzje. Mimo, że jednak tę wiedzę posiadałam, to i tak bywało ciężko, ale brnęłam coraz głębiej i głębiej, bo najzwyczajniej w świecie wytężenie mojego mózgu sprawiało mi przyjemność. Uważam jednak, że osoby, które sięgną po książkę całkowicie oderwane od świata i tematów, które są w niej poruszane, będą miały problem. Powiedzmy to sobie głośno i wyraźnie: książka "Wolność, równość, przemoc" jest po prostu trudna w czytaniu, na co składa się wiele czynników. Odniesienia do popkultury są zarówno błogosławieństwem i przekleństwem tego eseju. Dlaczego? Agata Sikora naładowała mnie wieloma pozycjami, które albo trafiły na półkę "to-read", albo po które sięgnęłam w trakcie czytania tej książki. Jednakże, jeśli jakiś tekst kultury nie był mi znany, automatycznie gubiłam się w tym, co autorka chciała przez niego przekazać (odnosiłam wrażenie, że opisywała rzeczy tak, jakby wychodziła z założenia, że wszyscy inni również je widzieli). No dobrze, koniec już tego biadolenia, w końcu dałam cztery gwiazdki, to chyba znaczy, że jednak mi się podobało, co? Ano, podobało. Mimo trudnej treści, przeczytałam ją dość szybko i jak już wspominałam, w przyjemnej atmosferze ciągłej rywalizacji, która napędzała mnie, aby nadążyć na autorką. Dowiedziałam się wielu nowych faktów, jeśli chodzi o aspekty historyczne i socjologiczne, które na pewno wykorzystam w życiu codziennym, bądź postaram się zapamiętać na przyszłe dyskusje. Nie mówię, że pomogła mi rozstrzygnąć paradoksy opisywane w książce, ponieważ takowych nie posiadam, ale na pewno dała narzędzia do zapobiegania nowym, które mogą się pojawić.
Czy polecam? Zależy, kim jesteś. Jeśli nie przeraża Cię ogrom informacji z nauk społecznych, którymi zostaniesz zalana_y, jak najbardziej sięgaj po tę pozycję, osobo. Jeśli jest to twoja pierwsza książka tego typu, proponuję poczytać najpierw coś lżejszego. Jeśli jesteś libkiem - obowiązkowa lektura.