Po dwóch powieściach graficznych (Pokrzywy, Renata) oraz notesach/poradnikach, (Notes dla ludzi uczulonych na gluten i laktozę, Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski), które zyskały rzesze zwolenników utożsamiających się z przekazem serwowanym przez Bolesława Chromrego - czas na jego debiut literacki. Autor przedstawia nam parę bohaterów – Bartek i Dorota żyją w przekonaniu, że są nieco bardziej alternatywni niż reszta Świata. Kwestionują pojęcie małżeństwa, rolę dziecka pełni pies Gizmo, soboty spędzają na piciu prosecco i oczywiście mają tatuaże. Gdyby przyjrzeć się warszawskiej grupie hipsterów, każdy spędza czas tak samo. Dlaczego więc Bartek i Dorota zostają wciągnięci w kryminalną sprawę, psiej intrygi?
„Bo nie wiem, czy wiecie, ale świat zbudowany jest na zasadzie przeciwieństw. Na przykład w Rosji i na Ukrainie są same damy i wieśniaczki, nic pomiędzy. A w Stanach od lat osiemdziesiątych trwa zbiórka koców i śpiworów dla bezdomnych, którzy okupują (occupy po angielsku) drapacze chmur, gdzie pracują bogacze.“
W "Pozwólcie pieskom..." jest trochę całkiem poważnej refleksji nad współczesnymi 30-latkami, którzy udają, próbują bardziej, próbują lepiej. Z drugiej jednak strony powieść trąci tabloidową notką w stylu "Obił sąsiadowi ryja, bo ten krzywo spojrzał". Miło się czyta, bo Autor zgrabnie posługuje się językiem, to nic, że potocznym, że czasem wulgarnym - wszystko jest tu bardzo na miejscu i idealnie pasuje do opowieści z pogranicza reportażu i brukowca. Miło się czyta i miło się zapomni, bo to też książka-przekąska, historyjka o dość nienachalnych wartościach artystycznych.
Na początku myślałam, że nie zrozumiałam o co chodzi, jaki jest cel tej książki. Uznałam tą książkę za kiepską. Na szczęście patrząc na oceny na @lubimyczytac.pl utwierdzam się w tym że ze mną wszystko okay 😂 Mamy tu bardzo specyficzny, hermetyczny humor, który nie do każdego dotrze. (2/10)
Książka złożona z cytatów: tu duchologia, tam autofikcja, gdzie niegdzie - satyra i parafraza Świetlików. Całość jest jednak średnia i właściwie nie wiadomo, do czego prowadzi - absurdem też trzeba umieć operować, a tworzenie siatki bohaterów z stereotypów i kpienie ze wszystkich jest nie dość że trudne, to tutaj nieudane.
Rany, ale mnie to wymęczyło. Prawdopodobnie miało być zabawnie i mocno sarkastycznie, wyszło męcząco, a momentami nawet żenująco. Za dużo, za bardzo, żeby tylko było zabawnie - a wcale nie było.
Na początku nie rozumiałem opinii mojego chłopa, że mega słabe. Jak dla mnie super, ironiczne, hipokryzja - wszystko co lubię. Tylko, że od połowy zaczyna ten humor ciążyć i nudzić, nic ciekawego się nie dzieje jedynie na końcu stwierdzili zajebmy Bartusia dla jakiegos wow. Pierwsza połowa książki 4/5 druga 2/5 więc całość 3/5. Może być.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Styl pisania mnie nie urzekł. Dorzucanie po każdym zdaniu 10 jakichś referencji, tytułów seriali i nazw knajp, czy głupich powiedzonek dla mnie działa średnio. Intensywna satyryzacja (czy też karykaturyzacja) obranych grup społecznych jako temat przewodni debiutu daje do myślenia na temat podejścia autora do życia. Parę lat refleksji i może nastepny tytuł będzie już inaczej pisany, bo były tu elementy pozytywne, obiecujące.
+1⭐ za pieski Moim największym guilty pleasure jest pochlanianie pseudo ciekawych książek o zjebanych millenialsach z Warszawki. Każda wygląda tak samo, każda opowiada o ludziach w których istnienie się nie wierzy bo tak przerysowanie to brzmi (istnieją naprawdę.) I każda jest o wszystkim i niczym i niby ma być odkrywcza, cieszę się że mieszkam w pipidówie bez starbucksa, bez odbioru
Chciałam dać dwie gwiazdki ale widzę, że dwugwiazdkowo oceniłam Zrolowany wrześniowy Vogue Skurzyńskiego, a pieski jednak o niebo lepsze. W jednym miejscu to się nawet zaśmiałam na głos.
Przememione. Chromry spełnia się w grafikach, proza to złe medium dla takiego przekazu. Czuć mocno copywritera, który nauczył się przemawiać do ludzi językiem internetu. Który zresztą może być na pewno literacki, lecz tym razem doszło do przesady i przeszacowania.