Na początku była mapa. Jej kolory, linie, wzory intrygowały i nęciły. Można było przez nią patrzeć jak przez okno, zobaczyć daleki świat. Czytać ją jak najwspanialszą przygodową książkę. Potem były podróże wyobrażone, wytyczanie nowych szlaków długopisem w atlasie. W końcu Michał Milczarek spakował plecak i wyruszył w drogę.
Donikąd to opowieść o wyprawach na końce świata: Kamczatkę, Kołymę, do Workuty, Ewenkii, Norylska. To zapiski z miejsc, w których byt graniczy z nicością. To obsesyjna wędrówka na wschód przez śnieg, kości i pustą przestrzeń w poszukiwaniu kresu mapy i kresu rzeczywistości.
pierwsze 150 stron połknęłam w jeden dzień. a potem... narracja, która na początku mnie zachwyciła, zaczęła mnie męczyć i drażnić. niepotrzebna kwiecistość opisów i metafor sprawiała, że miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę. wolałabym poczuć więcej Rosji w Rosji, niż Autora w Rosji.
Oprócz opcji „przeczytana” powinna być jeszcze opcja „porzucona”. Uwielbiam książki podróżnicze, kocham książki o Rosji ale tą lekturę musiałam odłożyć. Nie dałam rady. To chyba pozycja z kategorii „albo się kocha, albo nienawidzi”. Mnie niestety nie podpasowała, chociaż nie wykluczam drugiego podejścia..
Wiem, że autor ma wiedzę i tego kwestionować nie będę. Aczkolwiek! Sposób jej przekazywania w tej książce jest średni 😣
Styl pisania przypomina trochę strumień świadomości: chaos, brak powiązań i zapisywanie wszystkiego, co tylko przyszło człowiekowi na myśl, czy to ma jakiś związek z omawianym tematem, czy nie, w tej książce się i tak znajdzie.
Jest bardzo nierówna. Wszystkie podróże są niesamowicie ciekawe, ale o większości z nich mówi się w nieciekawy sposób.
Sam styl jest... dziwny. Z jednej strony mamy pełno filozoficznych i naukowych odniesień, z drugiej cała masa zbędnych przekleństw i potocznych sformułowań, które tu nie pasują i niesamowicie wybijają z rytmu. Można go podsumować jednym zdaniem: zamiast skupiać się na przybliżeniu czytelnikowi odległych terenów Rosji, to autor się skupia na tym, komu sutki prześwitywały przez koszulkę 🤡
Metafizyczna podróż do wnętrza Rosji. To nie jest opowieść o tym, jak się na Wschodzie żyje, co można ciekawego zobaczyć. Raczej zbiór przeżyć i doświadczeń związanych z obcowaniem świata, który skończył się, zanim ludzkość zdążyła go poznać. A który mimo wszystko trwa poza naszą świadomością
Zmilczarczonym. Bardzo dobrze napisana opowieść o wyprawach donikąd, do miejsc gdzie nic nie ma. W pustkę, w której jednak można odnaleźć niesamowite historie i snuć przemyślenia na każdy temat.
Michal Mielczarek sprawil, że moja mapa Rosji (ktora wydawało mi się niezle znam przed lekturą) rozrosla sie do niebotycznych rozmiarow. Kontury i wypelnily sie konkretami, siatką polaczen i mozliwych/niemozliwych tras do zrealizowania na wlasna rękę. Jego wyprawy w nicość rozbudzily pragnienie wlasnej podrozy w głuszę. Nowe punkty na mapie, miasta widmo, odcięte od świata rewiry przemowily do mojej wyobrazi i zapragnelam je zobaczyc na wlasne oczy. Dziekuje autorowi za tą niezwykłą, niepowtarzalną podróż.
Michał Milczarek jest erudytą, a jego ksiazka napisana jest takim jezykiem, że nie mozna przejsc obojetnie nad jego formą. Zdania, porownania, refleksje autora - poruszaja oraz bawią.
Opowieści Michala dluzy sie na poczatku, nim dociera do Rosji, gubi sie w swej opowiesci tak jak i w podtozy, dopiero Rosjia pozwala mu znalezc wlasny styl pisania, ale i odkrywania świata.
Do książki podchodziłem kilka razy, aż w końcu ją "zmęczyłem". To nie jest ten rodzaj literatury podróżniczej, który chcę czytać. Autor za bardzo filozofuje w swoich przemyśleniach i jest go w książce zdecydowanie za dużo. Nie tego oczekuję po reportażu.
Nie jest to typowy reportaż - ma też w sobie książkę podróżniczą, dziennik, zapiski wspomnień.
Nie jest też książką równą - widać odstępy czasu w podróży, różne nastawienie i dojrzewanie autora.
Ujęły mnie pierwsze strony książki, gdzie dostajemy informację dlaczego mapy są fascynujące - „czytałem świat, patrząc na linie brzegów, rzek, wysp, punkty miast. To była książka, którą trzeba było wyobrazić sobie samemu”. Potem już mamy podróż donikąd - do oddalonych miejsc, na koniec świata, tam, gdzie da się poczuć nicość.
Widać, że autor jest zafascynowany tym światem dalekiej Rosji i przebywanie tam łączy się z nim w sferze sacrum. Chwilami wynurzenia filozoficzne pojawiają się zbyt często i stają się trochę odtwórcze - za pierwszym razem wywołuje pozytywny efekt, potem ten efekt gaśnie. Nie zmienia to faktu, że książkę czytało się z przyjemnością - poznawanie tego, czego nie ma, jest wciągające.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że ta książka albo zachwyca, albo niepomiernie wkurza. Ja sama z uniesioną brwią czytałam o pierwszej podróży, za dużo tam było dla mnie absolutu i filozofii przemieszanych z młodzieńczym, pretensjonalnym entuzjazmem i nihilizmem, ale im dalej, tym lepiej, ciekawiej, z tym większa dozą zachwytu nad wielkim Niczym i czułości dla tego, przed czym większość ludzi odwraca ze wstrętem wzrok. Zafascynowala mnie ta opowieść o miejscach, które nie istnieją i o ludziach, którzy istnieją mimo wszystko. Poczułam tęsknotę za obrazami, których nigdy nie zobaczę, a które - opisywane - były znajome jak widok za oknem. Będę czekać na kolejne podróże, opowieści i zdjęcia Milczarka, a do tej pewnie jeszcze wrócę.
Ten reportaż zapowiadał się tak dobrze... Osobiście bardzo lubię podróżować a tym bardziej czytać o odległych krainach geograficznych. Sięgając po tę książkę oczekiwałam niezwykłej historii opisującej krajobraz, życie mieszkańców lub ich zwyczaje. Reportaż od pierwszych stron mnie zachwycił, lecz im dalej, tym bardziej byłam rozczarowana. To co najbardziej mnie zadziwiło to styl pisania, który jest bardzo filozoficzny, metaforyczny i kwiecisty. Na początku wydawał się dla mnie intrygujący, lecz z czasem zaczął być męczący i pretensjonalny. Oprócz tego odniosłam wrażenie, że autor chciał poruszyć jak najwięcej tematów co wyszło bardzo chaotycznie. Jest to niestety moje rozczarowanie. Jednakże muszę przyznać, że fotografię w tym reportażu były ciekawe i oddawały cudowny klimat.
Milczarek zabrał mnie w podróż, na którą nigdy nie miałabym psychy sama się wybrać. Dobrze gra językiem i pokazuje fascynację bez romantyzacji bo co tu romantyzować. Dobre dla własnej perspektywy. Męczyła czasem powtarzalność określeń w opisach, które na początku były jak znalazł, a potem zdawały się niepotrzebne.
Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, gdzie dokładnie leży zadupie wszechświata, to tutaj macie autorską opowieść, jak się po nim jeździ autostopem. Fascynacja mapami, geografią i pustą przestrzenią wcielona w czyn. Koniecznie czytać z otwartymi Google Maps!
To nie jest książka dla normalnych ludzi🤣. Dałabym max ocenę gdyby nie wulgarne wstawki w narracji, które psują czar filozoficznych wynurzeń. Destynacje turystyczne autora (one właśnie nie są dla normalnych;) to moje marzenie, ale czy można o takich marzyć?
Podróże po Rosji szarej, brzydkiej i niszczejącej. Trochę za dużo tekstu "o niczym", ciekawsze spotkania z ludźmi i kontakt choćby z kierowcami gruzawików.
Szczerze? To jest fenomenalne! Uzależniający klimat, jakbyś czytał pamiętnik. Niby nic się nie zmienia, cały czas podróżujesz po tej nicości, ale i tak nie jesteś w stanie się oderwać
Dla mnie szokujące w jakich warunkach w dzisiejszych czasach funkcjonują ludzie. Jakie działania podejmowane były w imię słusznej partii? Ile człowiek zniesie i do jakich sytuacji jest zmuszany i gdzie żyć ? Świetny reportaż napisany prostym, ciekawym językiem. Polecam