Ta cała wyspa jest bluźnierstwem. jeśli stworzył ją jakiś Bóg, to strach się do niego modlić.
Był starszy od Józefa o trzynaście miesięcy. Rywalizowali o te same dziewczyny i zaplątali się w ten sam spisek na życie cara. Lecz to dwudziestojednoletni Bronisław został skazany na karę śmierci, zmienioną ostatecznie na piętnaście lat zesłania. Sachalin, odległa wyspa między wybrzeżem Rosji a Japonią, to piekło, jak pisał Czechow. Ale dla żyjących tam plemion jest domem. Staje się nim również dla Bronisława, który coraz bardziej oddala się od nieludzkiego świata zesłańców i zanurza w niezwykłym świecie Ajnów – najbardziej tajemniczego ludu na ziemi, otaczającego kultem niedźwiedzie i szamanów, a wystrzegającego się bliźniąt. Bronisław staje się dla Ajnów kimś więcej niż badaczem, który na zawsze ocali ich kulturę od zapomnienia. Tymczasem, w przededniu wojny rosyjsko-japońskiej, otwiera się przed nim szansa powrotu. Ale skorzystać z niej, oznacza porzucić ludzi, dla których stał się AKANEM.
“I tak o dwieście stron skróciliśmy” powiedział do mnie najwyraźniej z siebie zadowolony Paweł Goźliński, gdy skrzywiłem się w uśmiechu słysząc, że “Akan” ma mieć ponad sześćset stron. Z krzywym uśmiechem udałem się do mojego microflat, zwanego dawniej kawalerką, by zmierzyć się z biografią Bronisława Piłsudskiego, o którym Autor namiętnie mówi Broniś. No i przepadłem. Jak to się proszę Państwa czyta! Mogę cały dzień pisać blurby dla Goźlińskiego - wciągająca, poruszająca, inteligentna, literacko wysmakowana, erudycyjna, wielowątkowa, dekonstruująca… Mam naprawdę dużo szczęścia w ostatnich dniach - najpierw świetna “Zimowla” Dominiki Słowik, a potem to!
Jak już wypiałem swój zachwyt, to pokrótce co znajdziecie w “Akanie”. Sfabularyzowana biografia brata Józefa Piłsudskiego to opowieść o człowieku, który (mamy koniec XIX wieku) trafił na Syberię, a dokładniej to na Sachalin i który postanowił zbliżyć się do zamieszkującego wyspę ludu Ajnów. Piłsudski w powieści Goźlińskiego to takie połączenie awanturnika, człowieka ze stali z pozytywistycznym działaczem wstawiającym się za “dzikimi”. Nie da się ukryć, że autor połączył w swoim bohaterze wiele epok - mamy tu patriotę jakby wyciągniętego z powieści Żeromskiego przefiltrowanego przez postaci rodem z powieści Karola Maya czy Juliusza Verne’a z dodatkiem Malinowskiego (dość wyraźne inspiracje), do tego okraszonego nową humanistyką. Goźlińskiego bowiem nie bawi wyłącznie opisanie przygód Piłsudskiego, ale stosując różne perspektywy teoretyczne niejako przetestowanie ich w fikcji. Mamy tu zatem krytykę postkolonialną, czasem zbyt może wprost widoczną (opowieść o Ajnie, którego Broniś zabiera od rodziny, by dać mu szansę na lepsze życie jednak wydaje się być nadmiernie dydaktyczna), mamy krytykę postaw romantycznych, mocno nawiązującą do sporu wokół emigracji oraz popowstaniową krytykę polskiej rzeczywistości mentalnej w duchu Świętochowskiego. Goźliński niezwykle sprawnie, nie tracąc nic na płynności opowieści wykorzystuje bardzo bogaty korpus teoretyczny, by na nowo spróbować odpowiedzieć na ważne pytania dotyczące postaw intelektualnych na przełomie wieków. Robi to na tyle udanie, że bez problemu możemy zobaczyć, że “Akan” jest też opowieścią o świecie nam współczesnym - zarówno kwestie uchodźstwa, obcości czy etnocentrycznych opisów rzeczywistości zdają się być czytelnymi nawiązaniami do tego, co nas otacza.
Będę tu cały czas przypominał, że mimo tego bagażu teoretycznego, który z dziką przyjemnością mi się dekodowało, “Akan” jest po prostu wciągającą opowieścią przygodową. Udaje się Goźlińskiemu balansować pomiędzy erudycją i małpim talentem do “podrabiania” stylizacji literackich, a powieścią, która nie nuży, nie męczy. Umiejętnie w “Akanie” stosowane są różne zabiegi narracyjne, które pomagają w lekturze - sięga Autor po kilku narratorów, dzięki czemu dostajemy wielogłosowość perspektyw (choć chwilami narratorzy nie będący Bronisiem są trochę za blisko postaci, za dużo rozumieją), ale też po różne stylizacje gatunkowe - mamy tu i dzienniki i mikropowieść epistolarną i trochę “Lalki” (co robili Wokulski z Suzinem w Irkucku?), trochę Cezarego Baryki. Czytelne wydają się nawiązania do Conrada, Tołstoja, bezpośrednio autor korzysta z Czechowa, a idąc w czasy nam współczesne nie trudno nie zauważyć fascynacji twórczością Flanagana. Choć przerzucam się nazwiskami i miałem naprawde przednią zabawę, gdy nagle okazywało się, że ktoś mi tu “Wojnę i pokój” przerabia (też “Dziady” tam dostrzegałem, ale starałem się ich nie widzieć), albo czuję jakbym wracał do “Zapisków z domu umarłych” Dostojewskiego, to dalej jest to zadanie dla neurotycznych polonistów, które w niczym nie przeszkadza w lekturze opartej zwyczajnie na wgłębieniu się w akcję powieści.
W dużej mierze jest to oczywiście opowieść o relacji dwóch braci - Bronisława i Józefa, Ziuka, Piłsudskich. Mimo oddalenia i faktu, że ich losy potoczyły się inaczej, cały czas są sobie bliscy. Z jednej strony biografia Bronisława jest antytezą biografii Józefa, z drugiej ją dopełnia. Goźliński na szczęście unika zbytniego skupienia się na atrakcyjnej z punktu widzenia czytelnika biografii przyszłego Marszałka, ale podąża tropami rodzinnej wspólnoty, której nie przerwały lata emigracji i odmienne spojrzenie na polską rzeczywistość. To obraz bardzo czuły, pełen emocji, braterskiego porozumienia, które jest ponad chwilowe kłótnie czy animozje. Nad “Akanem” unosi się duch chłopackiej przygody, której podstawą są męskie porozumienie i solidarność. Oczywiście jest to opowieść o mężczyznach, bo to oni w tamtych czasach byli najbardziej widoczni. Ale nie bójcie się solidarności przyrodzenia, Goźliński pokazuje też kobiety wyemancypowane, odważne, łamiące konwenanse. Bohaterki drugoplanowe mają bardzo udane charakterystyki i zapadają w pamięć, choć nie da się tak zagiąć epoki, by stworzyć z tego powieść mocno feministyczną. Goźliński jest blisko realiów historycznych i dość konsekwentny w takim lekkim podbarwianiu swoich bohaterów i bohaterek naszą współczesnością.
Mam jedną tylko wątpliwość w głowie. Sam jestem wychowany na książkach podejrzanego autoramentu. Ale jak ktoś zaczynał od “Puca, Bursztyna i gości”, w których dzisiaj widzi całkiem marksistowską w duchu krytykę warstw uprzywilejowanych… Czytałem Verne’a godzinami, choć akurat to nie był mój ulubiony autor, ja po prostu pokochałem Karola Maya, którego przeczytałem chyba wszystko, co po polsku był w połowie lat 90. Potem dość płynnie przeszedłem do Sienkiewicza, z którego równie sprawnie przewędrowałem do lektur poważniejszych, ale do dzisiaj uważam, że moją podstawą intelektualną są lektury autoramentu podejrzanego. Tym bardziej mam wątpliwość po co dzisiaj pisać w taki sposób - przy całej erudycji, oczytaniu i sprawności literackiej Goźlińskiego jest to takie moje pytanie do literatury samej w sobie i tego, czego po niej oczekujemy. Jednak bardziej mnie rusza konstrukcyjne szaleństwo Bawołka niż bardzo klasyczny w efekcie Goźliński. Co nie wyklucza faktu, że “Akan” bardzo doceniam i byłem zachwycony jego lekturą. Ale w szerszym planie, w krytycznym spojrzeniu na literaturę nie jest to coś, czego szczególnie po niej oczekuję. Ja się lubię taplać w niezrozumieniu, a niekoniecznie w postmodernistycznej z ducha grze z konwencjami. Takie dwie moje natury, bo ja gdzieś pomiędzy Mayem a Calvino ciągle jestem.
Tyle wątpliwości, bo pozostawiając analizę własnej psyche muszę przyznać się do tego, że z Bronisiem się zaprzyjaźniłem i myślę, że wam też to się udzieli. Zdaniem Szota bardzo warto. A teraz czas na pewien dopisek. Jak widzę, w internetach pojawiają się pewne uwagi, że skoro Goźliński jest redaktorem w dużym wydawnictwie (dla którego właśnie robię redakcję książki i coś tam sobie planujemy) i ma “wpływy” w magazynach, dla których pisuję (i wielu innych recenzentów i recenzentek), to ocena książki może być subiektywna (ah, ta wiara w obiektywność opinii). Otóż chciałbym jeszcze raz napisać to, co czasem tu podkreślam - gdyby Goźliński napisał złą książkę, to ja bym mu to powiedział i wam napisał bez zająknięcia. A tak nie jest, Goźliński napisał niezwykle wciągającą, z wielu stron ciekawą, balansującą pomiędzy bardzo ambitną lekturą a popularnym czytadłem do poduszki, powieść. Sześćset stron radości.
"Akan" to, według opisu na okładce, powieść o Bronisławie Piłsudskim. Jednak bardziej trafne wydaje mi się określenie: oparta na motywach z życia Bronisława Piłsudskiego. Niesłusznie (moja wina) spodziewałam się czegoś osadzonego bliżej literatury faktu (osoby poszukujące informacji, dat, chronologii, mogą być zawiedzione). "Akan" to powieść. Sporo tu poetyckiego języka, opisów scen, myśli, odczuć nie zawsze istotnych z punktu widzenia fabuły. Jest to książka "męska", takie mam z nią stereotypowe skojarzenie, ale taki panuje w niej klimat ciężkich łagrowych warunków, politycznych i historycznych zawirowań, alkoholowych spotkań, życia z tuziemcami, kobiet będących gdzieś obok głównego nurtu. Przez całe 660 stron miałam ochotę zajrzeć do Wikipedii, by uzupełnić fakty. Powstrzymałam się do końca książki. Dla mnie trochę za dużo słów w stosunku do treści, bo choć doceniam ogrom pracy włożony w dokumentację i literacki zamysł autora, to jednak przeważało u mnie zmęczenie lekturą.
Niesamowita powieść przedstawiająca zbeletryzowaną historię człowieka znanego niestety w Polsce głównie jako brata Józefa Piłsudskiego.
Poznajemy Brońka - wybitnego etnografa, który stał się „innym” zarówno dla „swoich” jak i samych „innych”. To książka przedstawiająca pełną gamę emocji, przywiązanie, zmieniające się relacje międzyludzkie czy niespodziewane koleje losu.
Akan, czyli ajnuski starszy brat, był polskim patriotą, wileńskim gimnazjalistą, petersburskim studentem prawa, skazanym na śmierć za zamach na cara, zesłanym na Sachalin, przyjacielem i badaczem Ajnów, Gilaków i innych sachalińskich ludów, autorem prac etnograficznych, słowników, fotografii i filmów. Z ajnuską żoną miał dwoje dzieci, dziś potomkowie Bronisława Piłsudskiego mieszkają w Japonii. Jemu po powrocie do Polski nawet z najbliższym z rodzeństwa Ziukiem, młodszym zaledwie o trzynaście miesięcy, nie zawsze łatwo było znaleźć wspólny język. Tam, wśród katorżników, zesłańców i Ajnów stał się innym człowiekiem. Przez parę lat prowadził badania etnograficzne na Podhalu. W maju 1918 wyłowiono jego ciało z Sekwany.
Książka Pawła Guźlińskiego jest powieścią. Obok udokumentowanych faktów z niesamowitego życia bohatera są w niej sceny, refleksje i rozmowy będące wytworem fikcji literackiej. Niektóre postaci są kompilacją kilku autentycznych osób, wsród nich kobiety, które kochał. Tożsamość pierwowzoru narratora powieści ujawnia autor dopiero w Posłowiu, zastrzegając, że zawiera on również cechy i odnosi się do przeżyć innych zesłańców.
Bezimienny narrator pełni rolę odkrywcy Piłsudskiego i jednocześnie współuczestnika jego losów, w pewnym sensie zawodowego i osobistego rywala. Pierwszoosobowe relacje i refleksje narratora przeplatane są autorskimi opisami i komentarzami, a także cytowanymi rozmowami bohaterów oraz ajnuskimi i gilackimi opowieściami i pieśniami. Taka forma powieści nie jest łatwa do śledzenia, szczególnie jako audiobook, mimo pięknej interpretacji tekstu przez Grzegorza Małeckiego. Jednak książka wrażenie na mnie wywarła olbrzymie, i to nie tylko ze względu na zawartość faktograficzną. Także sprawiła mi po prostu niesamowitą estetyczną frajdę, dzięki bogactwu języka Pawła Guźlińskiego oraz właśnie z powodu tej udziwnionej, ale w efekcie fascynującej kompozycji.
W świat Ajnów i Bronisława Piłsudskiego wprowadzał mnie wiele lat temu mój kolega akademicki Alfred Majewicz. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy oglądaliśmy przywrócone do życia przez Sony jego wałki z ajnuskimi nagraniami. Dobrze było na chwilę powrócić do tych egzotycznych klimatów. Sądzę, że także dla tych, którzy o istnieniu i losach starszego brata Naczelnika wiedzą niewiele może to być ciekawa lektura.
Akan to powieść biograficzna o Bronisławie Piłsudskim, starszym bracie Józefa Piłsudskiego. Zaplątany w spisek na życie cara, skazany na karę śmierci, ostatecznie spędził piętnaście lat na zesłaniu. Poznaje nieludzki świat katorżników w realiach przyrody, która nie wybacza nic i nikomu, by wreszcie odkryć magiczny świat Ajnów, zatracić się w nim, stać się kimś więcej niż badaczem i utrwalić dla sobie współczesnych i potomnych.
Mój zachwyt budzą dwie rzeczy. Pierwsza to plastyczność, sugestywność opisu życia na zesłaniu, piękno kultury, obyczajów, wierzeń Ajunów zestawione w opozycji do działań Józefa Piłsudskiego. Autor tworzy paralelę między poświęceniem braci dla dwóch narodów. Druga to psychologia postaci, przemiana, jaka zachodzi w bohaterze tej książki, która ujawnia się w przededniu wybuchu wojny rosyjsko - japońskiej. Stwarza ona szansę, by uwolnić się, powrócić do Wilna, ale by to zrobić, trzeba wyrzec się bycia Akanem.
W podtytule, książka określana jest mianem powieści, ale zakres źródeł, z jakich czerpał autor, sposób prowadzenia narracji, czasem zaciera granicę między fikcją a realnością, między powieścią a reportażem.
Goźliński wydobywając z cienia Ziuka jego brata, polemizuje z mesjanistyczną wizją zesłańca, pokazuje los tysięcy polskich katorżników, odsłania realia relacji damsko - męskich na dalekiej Syberii, sarkastycznie wypowiada się na temat stereotypów wobec zesłańców, ukazuje przywary Polaków, by wreszcie pokazać człowieka (jego dzieciństwo, emocje, przeżycia, tęsknoty, osiągnięcia naukowe), który wybiera inną drogę. Akan to nie jest biały, który z wyższością poznaje kulturę mieszkańców Sachalina, to ktoś kto z szacunkiem i pokorą odkrywa ją, traktuje Ajunów, jak równych sobie, dzięki czemu jeszcze bardziej uwidaczniają się wady naszej cywilizacji.
Dobrze, że są książki, które wydobywają z mroków historii postacie warte zapamiętania, godne naśladowania.
Jest to powieść biograficzna - sfabularyzowana wariacja na temat życia Bronisława Piłsudskiego i w sumie również Wacława Sieroszewskiego, który pełni tu rolę bezimiennego narratora (próżno jednak zakładać, że nie wymagało to tytanicznego riserczu). Jeżeli ktoś nie zrozumiał tego na podstawie lektury okładki, to zamiast wystawiać książce niskie oceny, powinien może zacząć od prostszych form obcowania z kulturą. Nie znałem literata Goźlińskiego, a powieść jest napisana naprawdę porywająco. Przeleżała u mnie na półce kilka lat po kupieniu, teraz zastanawiam się jak to się mogło stać. Wikipedyczne biografie zesłańców stają się w tej książce namacalne, jest to wszystko bardzo przejmujące, zwłaszcza jak się zrozumie pełen wymiar kary, jaką dostali, a która pozostała z nimi do końca.
Dobra, ale męcząca; intensywna i rozwlekła, ciekawa, owszem, nowatorska (jak na polską książkę historyczno-biograficzną), świetny research, żywe wszystko, ale trochę nachalna, poetycka, że aż niekiedy tania. Ale da się przeczytać, prawie prawie pięćset stron, więc nie na jeden wieczór.
Momentami wynudziłam się strasznie. Czasem miałam wrażenie, że czytam książkę genialną. Zachwycałam się opisami przyrody i obrzędów, ale przysypiałam na dialogach. Doceniam ogromną pracę autora, więc daję 3.5.