Historia, która poruszy każdego, kto kochał swojego ojca bez względu na jego błędy Radek mieszka z ojcem w dzikich Bieszczadach. Dorasta wśród surowej przyrody, potrzebuje czułości, której Berdo nawet nie stara się mu dać. Chłopiec w ulubionym szkicowniku rysuje wilki. Gdy pierwszy raz widzi, jak ojciec zabija zwierzę, jego świat rozpada się na kawałki.
Czy da się kochać człowieka, którego ręce splamione są krwią?
Berdo jest kłusownikiem. Nie miał wyboru. Gdy dostaje zlecenie na dwa wilki, przyjmuje ofertę bez cienia emocji, jak każde inne; miał ich zresztą wiele. Tym razem jednak nic nie idzie jak powinno. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu, czas ucieka, a decyzje, które Berdo podejmie, rozedrą serce wrażliwego sześciolatka, zmienią życie ojca i syna. Czy jesteś gotów wybaczyć przestępcy i ukryć go przed sprawiedliwością?
"Berdo" to uniwersalna opowieść o relacjach z naturą, której jesteśmy częścią. Poruszająca historia szorstkiego ojcostwa, przyspieszonego dorastania, podróży przez mroczny las. Zarówno prawdziwy, jak i symboliczny.
Tylko takie debiuty chciałabym czytać. Brak mi słów na to, co zgotowała czytelnikom autorka. To było takie dobre! Dojrzała, piękna, intrygująca i dzika opowieść. Styl prosty, pozbawiony ozdobników sprawił, że przepadłam od pierwszych stron. Klimat tej książki można określić jako dziki i przytłaczający, jak sama natura, która odgrywa w tej książce wielką rolę. Te opisy Bieszczad - surowych i niepokojących - coś niesamowitego! Zachwyciła mnie siła miłości dziecka do szorstkiego ojca, który jest niezdolny do okazywania uczuć, a jednocześnie cholernie inteligentny. Nie ma tutaj specjalnych zwrotów akcji, ale ja ich osobiście nie potrzebowałam, aby zatopić się w tej historii i tej dzikiej naturze.
Powieść Anny Cieślar jest dzika i tętniąca oddechem bieszczadzkich mgieł, lasów i górskich masywów, poprzez które wiodą szlaki, te turystyczne i te mniej uczęszczane, znane wyłącznie mieszkańcom południowo-wschodniego krańca Polski. To jednocześnie powieść o głębokiej więzi dziecka z rodzicem, którą niezmiernie trudno jest zerwać, choćby rodzic był oschły i szorstki wobec swojej pociechy, a także ranił je słowem, czy brakiem obecności i uwagi. Z jednej strony jest to studium upadku człowieka, który zagalopował się w swoich czynach i skierował je nie tylko do zwierząt, ale i do ludzi, a z drugiej strony to paradoksalnie obraz powolnego procesu budowania w sobie poczucia odpowiedzialności za małego człowieka. Finał powieści pozostawia jednak czytelnika w osłupieniu, bo coś, co wydawało się już zakończone, otwiera się na nowo...
Przeczytajcie proszę tę klimatyczną historię, w której nie brak zwrotów akcji, wywołujących dreszcze. Radka i Milionen Jahren nie sposób nie pokochać, a Berda do teraz próbuję rozpracować, chociaż w dużej mierze odsłonił motywy swojego działania. Jednak co dalej? Jak zakończyła się sprawa Berda, jego syna i Milionen Jahren? Czy Iza rzeczywiście odeszła, stawiając na nowe życie?
W tym momencie chciałabym gorąco poprosić autorkę o to, aby wróciła wraz z wykreowanymi przez siebie bohaterami w bieszczadzkie połoniny, bo "Berdo" aż prosi się o kontynuację!
Powieść tłumionych wrażliwości. Tych miękkich, dziecięcych, pulsujących pod skórą i dorosłych - chropowatych, nieufnych. Bieszczadzka wędrówka, która się tu dzieje jest wędrówką ku słowu, ku odtworzonemu wspomnieniu, które pozwala je otworzyć i na powrót odtworzyć. To trudna podróż dziecka i jego dorosłego, którzy symbiotycznie zamieniają się w siebie nawzajem i troszczą na przemian jak jedno i drugie, a drugie o pierwsze, a oba o jedno i to samo: o zachowanie miłości. Przywiązanie, do którego prowadzi to Berdo, głównego bohatera, doprowadza go do wniosku, że miłość istnieje tylko w teraźniejszości. A cała ta drapieżna, bezwzględnie piękna i pełna niepohamowanego, głodnego życia natura, wgłąb której zapuszczamy się jako czytelnicy (jako współbohaterowie) jest tylko i aż tym wszystkim wokół, które determinuje tempo drogi idącej prosto do tego wniosku. Nie każdy wątek ma, moim zdaniem, swój pełnowartościowy motyw w historii, nie każdy bohater poza zarysem sylwetki ma także ciało z krwi i kości, ale to, co najważniejsze znajduje sobie tutaj miejsce - nawet, jeśli w odpowiedzi na: "jesteś głodny?" Radka milcząco przytaknęłoby ruchem głowy.
Bieszczady. Kłusownik żyjący w lesie z synkiem poluje na wilki. Zarabia na życie zastawiając wnyki, sprzedając skóry i czaszki zwierząt. Synek się temu przygląda i nie darzy ojca sympatią. Woli spędzać czas ze starszym mężczyzną, który rysuje wilki, obserwuje je, poznaje. Gdy Berdo wpada w tarapaty, Radek musi ruszyć z ojcem w góry. Razem ukrywają się, przeżywają ciężkie chwile. Zbliżają się do siebie jak nigdy przedtem.
BERDO opowiada o surowym, naturalnym życiu w zgodzie z przyrodą. Los bywa okrutny w świecie ludzi, ale i w świecie zwierząt nie bywa kolorowo. Powieść zawiera sceny drastyczne, typowe dla kłusownictwa. Nie jest to jednak książka o mordowaniu zwierząt. Bynajmniej. BERDO skrywa w sobie tajemnice jakie wśród drzew i w górach skrywa Matka Natura. Relacje międzyludzkie odgrywają tu równie ważną rolę, co relacje człowieka z przyrodą.
W BERDO podobało mi się wszystko. To jak wsiąkałam w tę historię czytając ją przed pracą, to jak czekałam aż przerwa na pracę się skończy i będę mogła wrócić to tej opowieści, i to, że nie chciałam by się kończyła. Świetny to był debiut. Pozostaje żałować, że książka już za mną oraz że tak długo czekała na półce na swoją kolej.
Jeden z najgłośniejszych i najlepszych debiutów tego roku. Berdo elektryzuje i przykuwa uwagę klimatyczną okładką już od chwili, gdy ukazał się w zapowiedziach. I w pełni spełnia pokładane w nim oczekiwania, chociaż lektura nie jest łatwa emocjonalnie i potrafi skopać czytelnika po najwrażliwszych częściach ciała.
4.5. Czytając 'Berdo' ciagle miałam z tyłu głowy informację, że to debiut. Każda recenzja, którą czytałam podkreślała ten fakt. Jednak 'Berdo' w ogóle nie czyta się jak debiutu. To jest tak rewelacyjnie napisane, że odnoszę wrażenie, że Anna Cieślar wiedziała dokładnie, co i w jaki sposób chce przekazać czytelnikowi. Jakby ta historia już w niej żyła lub jakby pozwalała jej na swobodne ujście na kartach powieści. Autorka niczego i nikogo nie udaje, nie sili się na niepotrzebną poetyckość i górnolotność. Ta książka jest napisana bardzo dobrze, a autorka ma świetny warsztat. Ma genialny rytm, nie brakuje w niej niedopowiedzeń, niepotrzebnych ozdobników czy nadinterpretacji, językowo wszystko tam jest w punkt. Nie uważam, by była to powieść szorstka i surowa (jak czasem czytałam), ale nie jest też napisana zdecydowanie językiem poetyckim. Ten język i styl są w 'Berdo' bardzo wyważone. Przenikają się i idealnie uzupełniają z lokalizacją i fabułą powieści. Bieszczadzki klimat rysuje się już od pierwszych stron. I wyczuwalny jest nie tylko klimat gór, ale też relacji. Wszystkie opisane postaci i wszystkie opisane relacje są bardzo namacalne. Od samego początku chcemy poznać bohaterów, wierzymy w ich realność, czuje się, że oni gdzieś tam istnieją z całą paletą uczuć, emocji, zachowań, niecodziennych relacji. Bo relacje opisane w 'Berdo' nie są łatwe. Ojciec kłusownik, syn miłujący zwierzęta, staruszek opiekujący się chłopcem lepiej niż jego własny ojciec, enigmatyczna kobieta, która istnieje tylko we wspomnieniach, pijaczyna, którego większość juz skreśliła, ale jednak są tacy, którzy pamiętają kim był, podstępni handlarze zwierzyną. Wspaniała książka o trudnej, lecz prawdziwej relacji ojca z synem. Piękna powieść psychologiczna, powieść drogi, powieść realistyczna, powieść po trosze sentymentalna. Bardzo, bardzo mi się ta książka podobała i jestem bardzo nią usatysfakcjonowana. Bardzo dojrzała powieść debiutującej pisarki, o której musi być w przyszłości głośno. Nie ma innej opcji.
Bieszczadzkie lasy to azyl dla niedostosowanych i stroniących od ludzi. W tym dla Berda utrzymującego się z nielegalnych polowań na dzikie zwierzęta, jego kilkuletniego syna, który nie zna innego życia i starszego przyjaciela, który dziadkuje chłopcu. Opowieść o trudnych wyborach, o tym, że w większości ludzi jest dobro i zło. Fajna historia, zupełnie inna od tego, co zwykle serwują nam polscy pisarze.
Nie wiem, i podobało mi się i nie podobało. Mam mocne wrażenie urwanych wątków, niezakończonych historii, niby przeczytałam książkę ale tak jak bym jej nie skończyła. Mam mocno mieszane uczucia. Był tu klimat i kawałek całkiem ciekawego tekstu ale były też dziury i fragmenty które totalnie były meh. Takie słabe 3 ⭐️niech zostanie
Ta książka złamała mi serce na tak wiele różnych sposobów.
"Berdo" zachwycił mnie praktycznie pod każdym względem, od przepięknej okładki, przez język, historię, niesamowite odwzorowanie bieszczadzkiej przyrody i mentalności, aż po wspaniale opisane relacje między bohaterami - z miłością łączącą Radka i Michała na czele. Miłością trudną, nieoczywistą, często szorstką i surową jak dzikie tereny, na których bohaterowie mieszkają, ale jednak obecną na każdej kartce powieści. Rzadko wystawiam ocenę 10/10, ale nie potrafię znaleźć w tej książce niczego, co by mi się nie podobało lub co uznałabym za jakiś minus. Mogłabym mnożyć przymiotniki, żeby spróbować ją opisać, ale najprościej chyba będzie powiedzieć, że jest ona piękna. Jest to piękno, które momentami boli, ale właśnie w takim wydaniu lubię je najbardziej.
Dawno w żadnej książce nie spotkałam bohaterów, którzy wydaliby mi się równie prawdziwi, co postacie wykreowane przez Cieślar. Od podstępnego, chytrego Szczurka, przez mądrego, pokonanego przez życie Mędrca Świata, po wspaniałego, troskliwego Milionen Jahren. A także Radka - tak uroczego w swej dziecięcej naiwności, upartego, wrażliwego Radka, który za swoim ojcem poszedłby pewnie na koniec świata. I oczywiście Berda - najciekawszą literacką postać z jaką w ostatnim czasie miałam styczność, samotnego wilka, który marzy o swojej watasze, nie do końca będąc świadomym, że przecież już ją posiada, Berda niezwykle podobnego do zwierząt, na które poluje. Tak wiele w nim sprzeczności, tak wiele w nim człowieczeństwa. Nie sposób mu nie kibicować, nawet jeśli z większością podejmowanych przez niego decyzji człowiek się nie zgadza. Ci bohaterowie, tak jak i cała reszta, której nie wymieniam, są bardzo ludzcy i to chyba ujęło mnie w tej książce najbardziej - ich rozterki, problemy, rozmowy, uczucia - te noszone na wierzchu i te skrywane pod grubym, szorstkim płaszczem uszytym z lat samotności oraz zmagań z surowym, nieprzychylnym wrażliwości światem. Bo czułość to nie tylko przytulenie czy dobre słowo, czasem to przezorne wciśnięcie do własnego plecaka ulubionego misia dziecka, które o nim zapomniało albo schowanie swego wstydu do kieszeni i pozwolenie mu na zjedzenie gałki lodów, którą samemu, będąc osobą tak dumną, uznaje się za jałmużnę. Ta książka jest piękna, tak, a oprócz tego nostalgiczna, magiczna i cholernie smutna.
Powieść na pozór bardzo prosta, a jednak z każdą niemal stroną ukazująca pokłady jakiejś magicznej, trudnej do opisania "głębi", która momentami była jak ukłucie prosto w serce. Ze świetnym zakończeniem, które wciąż mam w głowie, mimo że skończyłam czytać tę pozycję już kilka dni temu. No i te Bieszczady... Jestem tam co roku, a "Berdo" sprawił, że ponownie za nimi zatęskniłam. Za tą dzikością, surowością, pustkowiem, które dzisiaj już coraz trudniej bywa tam znaleźć, za Bieszczadami z lat dziewięćdziesiątych, których sama nigdy nie poznałam. Za pustymi lasami, opuszczonymi domostwami, zachwycającymi cerkwiami. Magia, magia literatury.
Ta książka to perełka, którą z dumą stawiam na swojej półce wśród innych pozycji, które uznaję za swoje "ulubione". Więcej takich debiutów, więcej takich historii. Na pewno długo o niej nie zapomnę.
Czegokolwiek nie napisałabym o powieści Anny Cieślar i tak nie będę w stanie przekazać Wam, jak dobra jest to pozycja. Pełna kontrastów: szorstkość niektórych relacji, zestawiona z innymi, prostodusznie rozbrajającymi, dzikość i bezwzględność natury kontra jej piękno – na swój sposób harmonijne i poetyckie. Z pozoru zwykłe historie, zwyczajni ludzie, prozaiczne i uniwersalne problemy (z nietypowym umiejscowieniem), a jednak to wszystko tak prawdziwie, tak poruszające…
"Berdo" czytałam ze ściśniętym gardłem. Choć to debiut, autorka osiągnęła mistrzowski poziom realizmu. Kiedy bohaterowie przemierzają bieszczadzkie bezdroża, niemalże możemy poczuć zapach mchu, rosę skraplająca się na twarzy, wodę chlupoczącą w przemoczonych butach – trud i znój wędrówki. Wędrówki, która przypomina, że człowiek w starciu z naturą ciągle jest bezbronny i zdany na jej łaskę. Bezradność nie prowadzi jednak do buntu, lecz do funkcjonowania w rytmie, który przyroda narzuca.
Realizm "Berdo" to nie tylko cudne (i trudne) manowce, czy opisy życia na odludziu. To przede wszystkim nieprawdopodobna galeria bohaterów boleśnie prawdziwych i niejednoznacznych. Ich historie wgryzają się w człowieka i nie chcą wyjść z głowy nawet po skończonej lekturze. Nie mogę nie wierzyć autorce, że gdzieś tam w leśnej głuszy Berdo i Radek wyruszyli w drogę, by nawzajem się odnaleźć.
Możecie mi wierzyć lub nie – o Annie Cieślar będzie jeszcze głośno. Jestem tego pewna. Jeżeli taki jest jej debiut, to naprawdę nie wiem, czego jeszcze możemy spodziewać się w przyszłości. Mogłabym uderzyć w banały i napisać, że "Berdo" jest wybitne i znakomicie napisane. Mogłabym, jednak to zdecydowanie za mało. Powieść Anny Cieślar nie jest jedną z tych książek, które po skończonej lekturze można zwyczajnie odłożyć na półkę. To jedna z tych historii, która najprawdopodobniej nigdy mnie nie opuści, zamieszka sobie w jakimś zakamarku mojej głowy i będzie do mnie wracać. A ja będę wracać do niej.
„Berdo” to niesamowity debiut literacki Anny Cieślar opowiadający o trudnych warunkach, trudnych relacjach, trudnej wędrówce. Po części powieść drogi, częściowo akcji. Tytułowy Berdo jest antybohaterem - butnym, małomównym kłusownikiem samotnie wychowującym syna, Radka. Dla kontrastu, w powieści znajdziemy również postać starego miłośnika przyrody opiekującego się Radkiem, będącego całkowitym przeciwieństwem Berda - czułym, cierpliwym i opiekuńczym człowiekiem. To właśnie on kilkakrotnie zapewnia czytelnika, ze mimo wszystko nasz główny bohater jest osobą o dobrym sercu, czego z początku nic zdaje się nie potwierdzać, jednak z czasem zaczynamy się do niego przywiązywać i go rozumieć. Cieślar bardzo zgrabnie przedstawiła sposób myślenia postaci z pozoru złej przedstawiając zupełnie inne kategorie rozumowania, w których złych intencji i świadomych złych wyborów nie ma, a da się znaleźć troskę i dobro.
Inne postaci również były świetnie wykreowane. Dziecko było przedstawione bez idealizacji, jak to czasem bywa w książkach nastawionych na uświadomienie czytelnikowi wagi dziecięcej mądrości. Każdy był tu charakterystyczny, każdy złożony. Piękna i przygnębiająca była zawarta w książce opowieść o alkoholiku, którego na skraj doprowadziła wrażliwość i który okazał się być inteligentnym człowiekiem.
Całości dopełniały surowe opisy przyrody. Na każdej stronie czuć było, ze natura determinuje los człowieka i człowiek jest z nią nierozerwalne związany.
Dawno, naprawdę dawno nie czytałam tak dobrej książki a czytam sporo. Kilkakrotnie w trakcie czytania mocno się wzruszyłam,a na końcu ryczałam jak bóbr. Zostałam emocjonalnie powalona na łopatki. To jedna z tych książek i historii, które zostają w człowieku na zawsze i ilekroć spojrzysz na okładkę książki myślisz o niej z rozrzewnieniem.
Bardzo udany debiut, wciągnęłam się od pierwszych stron i z każda stroną byłam coraz ciekawsza dalszych przygód bohaterów. Prosty styl pisania, ale bardzo obrazowy. Wspaniałe opisy przyrody, które niesamowicie budują klimat tej książki. Nic tylko czekać na kolejną tak fascynującą powieść tej autorki.
Za mało opisów Bieszczad. Książka w sumie opiera się na dwóch dosyć nudnych dla mnie wątkach. Zakończenie z jednej strony bardzo emocjonujące, z drugiej mocno przewidywalne. Taka średniawka
Nie wiem jakich użyć słów, żeby opisać Wam tę historię. Powieść nostalgiczna, mocno sentymentalna, prosta, momentami brutalna, a jednocześnie poetycka i prawdziwa. Napisana wspaniałym językiem, w dobrym stylu, posiadająca wielki magnetyzm, który przyciąga i nie puszcza nawet po przeczytaniu.
"Berdo" to debiut autorki, debiut przez duże D. Książka nie jest łatwa, raczej do delektowania niż przeczytania w jeden wieczór. Ale o to w niej chodzi, autorka daje nam czas na przemyślenia, na zastanowienie się. I wywołuje wiele emocji, od złości, niezrozumienie, wzruszenie aż do akceptacji. Historia wielkiej miłości ojca do syna, syna do ojca, jednak o gorzkim zabarwieniu. Tłem powieści są dzikie Bieszczady, które zostały ukazane w pięknych opisach przyrody.
Ciężko dopatrzeć się jakichkolwiek wad w tej historii. Powieść, która zachwyca, wstrząsa, zmusza do refleksji, a jednocześnie daje odprężenie. Akcja nieśpieszy się, każde wydarzenie ma swój czas, a każde słowo wydaje się być mocno przemyślane. Ja gorąco polecam, to będzie książka roku.
Piękna okładka i wspaniale napisana książka, ale... no właśnie jest „ale”. Czytałam same dobre opinie na temat tej książki, wiele osób ją polecało, więc oczekiwania były wysokie. I to jednak książka nie dla mnie. Obiektywnie to jest dobre. Warsztat pisarski na piątkę z plusem. Wciąż jednak nie dla mnie. Jestem bardzo wrażliwa na los zwierząt, więc pierwsza połowa książki to była dla mnie droga przez mękę. Nie podawałam się jednak, bo czekałam na mocne zakończenie, o którym było głośno w innych recenzjach. I się nie doczekałam. Nie wiem, być może nie zrozumiałam tej książki, być może nie jestem wystarczająco dojrzała. Odniosłam jednak wrażenie, że ktoś bardzo chciał napisać coś innego, coś oryginalnego, tylko zabrakło pomysłu... A może po prostu to nie jest mój typ literatury. Mimo wszystko daję mocną piątkę, bo to jest bardzo dobrze napisane.
Książka mnie wciągnęła choć walczyłam przed sięgnięciem po nią. Kłusownictwo i trudne relacje rodzinne brzmią dość przygnębiająco. Zachęcona przez koleżankę sięgnęłam i nie żałuję. Autorka uchwyciła emocje i wrażliwość bohaterów, którzy nie są specjalnie wylewni, piękny bieszczadzki krajobraz i sporo życiowych zakrętów. W książce znalazłam dużo czułości wobec dnia codziennego, pełnego małych cudów i zwykłego powszedniego życia.
Wspaniała opowieść. Debiut autorki, a jednak atmosfera książki pochłania od pierwszych rozdziałów. Czyta się jak doskonale przemyślaną i dopracowaną prozę, w której na każdej stronie odkrywa się nowe, zawsze skomplikowane emocje wraz z bohaterami. Oby więcej takich debiutów
Wyobrażam sobie, że autorce dobrze by szło pisanie młodzieżówek. Bardzo rzewnie, wprost. Cukiereczek bieszczadzki ze sklepu z pamiątkami. Nie moje klimaty. Tym, co lubią ładne historie, po których szkli się oczko, bardzo polecam.
„Berdo”, to książka dla mnie jedna z niewielu tych, które przeżywałam a nie czytałam. Byłam razem z Nimi -bohaterami - w bieszczadzkich lasach. Przeczytajcie. Piękna.
Obawiałam się tej książki ze względu na trudny temat polowania na zwierzęta i relacji z rodzicami, ale ta książka tak mnie wciągnęła w swój świat, cudowną atmosferę, że nie mogłam jej odłożyć. Czuję, że na pewno wrócę jeszcze do tych bohaterów. 5/5 i czekam na kolejne książki autorki.