"Pewnego dnia usłyszałem, że w Tanzanii poluje się na albinosów. Z części ich ciał czarownicy mieli robić amulety i eliksiry przynoszące szczęście. Wszystko brzmiało jak straszna opowieść z dalekiego świata, ale z czasem te same historie zaczęły wypełniać szpalty gazet i akta kolejnych spraw. Odcięte ramiona, odrąbane nogi, wybite zęby. Palce, dłonie, stopy, uszy, serca, jelita, wątroby, penisy i łechtaczki – cenny był każdy, nawet najmniejszy kawałek. Przez lata słuchałem o kraju zanurzonym w czarach, o porzuconych dzieciach, kolejnych atakach, morderstwach i rozkopanych grobach. W końcu stwierdziłem, że polecę do Dar es Salaam, by spróbować zrozumieć to, co przeraża. Byłem pewien, że na miejscu będę rozmawiać o polowaniach i wierze w magiczną moc ciał albinosów. Szybko jednak okazało się, że w tych rozmowach strach przed okaleczeniem czy śmiercią praktycznie się nie pojawia." - Filip Skrońc
reporter, fotograf i twórca wideo Absolwent Wydziału Dziennikarstwa UW ze specjalizacją w fotografii prasowej oraz stosunków międzynarodowych w Collegium Civitas. Współzałożyciel RATS Agency. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Przekroju”, „Kontynentach” i magazynie „MaleMAN”. Laureat konkursu na reportaż im. Maćka Szumowskiego oraz finalista Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej i konkursu stypendialnego dla młodych dziennikarzy im. Ryszarda Kapuścińskiego. Za materiał z Tanzanii otrzymał nagrodę w konkursie BZ WBK Press Foto. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii sztuki wizualne. Książka Nie róbcie mu krzywdy została nominowana do nagrody Grand Press dla Książki Reporterskiej Roku oraz do Nagrody im. Beaty Pawlak.
Wirują strzępki informacji, niedokończonych wątków, brak spójności chronologicznej co chwilę wytrąca z rytmu. W trakcie czytania ciągle rosła mi lista pytań (o pogłębienie tematów), co z czasem robiło się coraz bardziej irytujące
Skrońc dość buńczucznie podkreśla, że rezultat pracy wielu dziennikarzy i dziennikarek zajmujących się tematem morderstw tanzańskich albinosów jest nie do zaakceptowania dla samych (jeszcze żyjących) zainteresowanych. Filmowcy i reporterzy nie starają się zrozumieć wielopiętrowego skomplikowania sytuacji, która doprowadziła do morderstw albinosów, a swoją opowieść sprowadzają do przewidywalnych obrazków, pornografii cierpienia. To cenna obserwacja, szkoda tylko, że w niczym nie wpłynęła na dzieło reportera z Polski.
“Nie róbcie mi krzywdy” otwiera cytat z “Jądra ciemności” Josepha Conrada, w którym narrator przygląda się bezimiennemu, czarnemu biedakowi z zawiązanym na szyi "strzępem białej przędzy". Skąd go wziął? Czy to amulet? Narrator podkreśla, że “zdumiewająco to wyglądało na czarnej szyi, ten kawałek białej nici zza morza”. Kontrast, o którym pisze Conrad, obrazuje antytezę, na której opiera się europejski, paternalistyczny stosunek do Afryki, miejsca, w którym kolor skóry ma znaczenie. Podobnych zdumień w reportażu Skrońca jest wiele i choć od wydania powieści Conrada minęło już ponad sto lat, to wciąż reporter nie potrafi wyjść poza etnograficzny opis.
Dobra książka. Niekoniecznie w znaczeniu reportażu „tradycyjnego”, balansuje bowiem na granicy dziennikarskiej relacji i nieco poetyckiej opowieści. Nie chodzi w niej o przekazanie nam wszystkich SZOKUJĄCYCH DANYCH, bo, jak sam autor zauważa, czy to o to powinno chodzić? Nie chce szokować i rozgrzebywać ran, tylko dlatego, że „to się czyta”. Stąd historie bohaterów tej książki są pewne niedopowiedzeń, które moim zdaniem nie ujmują jej wartości - oczywiście, nie jest tak rzeczowa i konkretna, jak mogłaby być, ale też dzięki temu w pośredni sposób poznajemy kulturę i warunki, które stworzyły opisywane sytuacje. Dowiadujemy się, jak w XXI wieku powstały nowe, niespotykane wcześniej wierzenia - bazujące w tak samej mierze na czymś „pradawnym” jak i nowoczesnym i (rzekomo) postępowym. Może wieki ciemne i czas ignorancji dopiero przed nami?
O albinosach z Tanzanii przed przeczytaniem reportażu wiedziałam - jak się okazało - całkiem sporo. Dużo informacji zgromadzonych przez Filipa Skrońca gdzieś wcześniej czytałam i oglądałam.
Temat jest trudny i smutny. Aż ciarki przechodzą, kiedy czyta się o bezwzględnych morderstwach, by z kawałków ciał albinosów przygotowywać amulety czy eliksiry. W obecnych czasach siła magicznych wierzeń nadal trwa i niestety - nie przemija. Próby rządowego uregulowania problemu albinosów są nieskuteczne. Ludzkie życie jest nadal zagrożone i nadal stanowi niezamkniętą historię. Inność jest traktowana w sposób drastyczny.
Reportaż szereguje wydarzenia, opisuje historię, problemy a przede wszystkim ludzi, którzy zostali zamordowani. Ciężko jest o tak traumatycznych przeżyciach napisać w sposób bezosobowy. Dla mnie reportażystą, który sobie najlepiej z tym radzi, jest Wojciech Tochman. I muszę przyznać, że styl i sposób prowadzenia narracji przez autora Nie róbcie mu krzywdy, nie do końca jest zgodny z moimi oczekiwaniami.
Czasami - nawet w reportażu - zdarza mi się nie poczuć wspólnego odczuwania historii. Mimo tematu ważnego i potrzebnego, by opisać go w pełni, nie czytało mi się tego dobrze.
Doceniam przygotowanie merytoryczne i zaangażowanie reportera - widać, że skupił się mocno, by całościowo opisać problem albinizmu w Tanzanii. Co do tego nie mam żadnych uwag. Tylko sama konstrukcja i styl reportażu nie przemówił do mnie w sposób emocjonalny.
Mimo wszystko reportaż warto przeczytać, bo dostarcza dużej dawki wiedzy.
O albinizmie pierwszy raz usłyszałam w programie Martyny Wojciechowskiej, która przybliżała zwykłym ludziom historie niezwykłych osób. Kiedy ujrzałam reportaż "Nie róbcie mu krzywdy" przedstawiający historie albinosów, wiedziałam, że to problematyka, którą chciałabym sobie przybliżyć.
W wielu miejscach w Afryce poluje się na albinosów, aby z ich odciętych narządów stworzyć amulety i eliksiry przynoszące szczęście. Często okaleczają najbliżsi, robiąc okrutną krzywdę w imię zasady - im głośniej krzyczy, tym lepiej. Filip Skrońc uświadamia, że biali Murzyni muszą zmagać się z wieloma przeciwnościami losu - nienawiścią, biedą, rakiem skóry, ślepotą...
Pozytywnie podeszłam do tego reportażu, licząc na masę interesujących opowieści z życia albinosów. Niestety zawiodłam się bardzo mocno, ponieważ Filip Skrońc przytacza tak wiele informacji, które w moim odczuciu wydają się zbędne, że reportaż zaczyna odbiegać od głównej problematyki. Doskonale rozumiem potrzebę autora do przedstawienia tła historycznego i politycznego, co jest istotne, jednak nie powinno grać pierwszych skrzypiec. Skrońc skacze po tematach, nadając ogromny chaos całemu reportażowi, który męczyłam cały miesiąc.
Żałuję, że tak istotny i interesujący temat nie został przedstawiony tak, jakbym tego oczekiwała. Można byłoby z niego wykrzesać naprawdę dużo więcej, ale niestety w moim odczuciu został on potraktowany zbyt pobieżnie.
Temat na pewno ważny i rzadko poruszany, książka potrzebna ale....... - materiał zawarty w książce wystarczyłby na dobry reportaż gazetowy czy internetowy, na książkę to za mało. w związku z tym Autor wraca kilka razy do tych samych wydarzeń, opisuje to o czym już wcześniej pisał, kilkakrotnie czytamy te same stwierdzenia, powtarzają się wnioski. - jak w każdym reportażu tego typu statystyki podawane w tekście, już w chwili publikacji są nieaktualne. - myślę, że reportaż ten powinny przeczytać przede wszystkim osoby, których ten problem dotyczy bezpośrednio lub pośrednio, przywódcy państw i decydenci, którzy mogą coś realnie z tym zrobić, dla całej reszty ludzkości to przede wszystkim kolejny wątek zagmatwanej historii świata, o której można przeczytać i dzięki temu nabrać świadomości, że ma się jakieś pojęcie o ważkim dla wielu problemie, ale na tym dla przeciętnego czytelnika sprawa się kończy. Myślę, że to pozycja dla kogoś kto o albinizmie i problemach osób nim dotkniętych nie wie nic lub wie niewiele, dla takich, którzy mają o nim pojęcie będzie powtarzalna, pobieżna i skrótowa
Is having a different skin color something bad? Of course not. While in Europe people perceive skin color in different ways—sometimes in a racist or aggressive manner—no one here chases others with a machete or tries to obtain someone's hands or feet to use them as magical talismans. It’s hard to believe that there are still places in the world where behaviors straight out of the Middle Ages are part of daily life, and the authorities either cannot deal with the issue or pretend it doesn’t exist. The stories presented in the book are, at times, brutal—especially for those with vivid imaginations. Reading them, I felt sadness and helplessness. On one hand, we know that the help provided is insufficient, and on the other, we see how difficult it is to offer support when the governments of many countries struggle with their own problems and can’t even manage internal communication effectively. It was a difficult but gripping read. I highly recommend it because it opens your eyes and makes you realize that, despite the chaos in my own country, it is still much safer and more stable than one might think.
Mam pewien problem z niektórymi reportażami wydawnictwa Czarne, w których ważna i poruszająca tematyka gubi się w rozwlekłych dygresjach i urwanych wątkach. Niestety książka Filipa Skrońca zalicza się do tej kategorii. Niektóre rozdziały czytałam jednym tchem, inne miałam ochotę pominąć. Wg mnie autor trochę za dużo miejsca poświęcił historii Afryki i politycznej sytuacji Tanzanii. Osobiście wolę też, gdy opisując trudny temat autor pozostaje możliwie przezroczysty i skupia się na życiu tych, o ktorych pisze, unikając wtrąceń o sobie, swojej rodzinie itp. To nie jest zły reportaż, ale liczyłam na więcej.
Mam dość mocno mieszane uczucia co do tej książki. Poza ciekawym tłem historycznym, które zawarto w książce, temat morderstw osób z albinizmem jest potraktowany dość pobieżnie. Dużo voyeryzmu i zbędnego epatowania okrucieństwem, masa wątków bez rozwinięcia. Są tam co prawda jakieś sugestie, że wiara w czary czy skłonność do popełnienie zbrodni wynika z biedy, desperacji i braku perspektyw, ale książka jednak dużo jedzie na jednowymiarowym postrzeganiu kontynentu. Autor też dostrzega problem tego jak media przedstawiają problem morderstw osób z albinizmem, ale właściwie sam po tych refleksjach niczego nie robi inaczej czy lepiej.
Trudno się czyta o takim okrucieństwie, ale reportaż jest rewelacyjnie napisany. Mimo licznych brutalnych opisów, które sprawiały, że nie miałam ochoty już patrzeć na kartki, to jednak nie mogłam się od tej książki oderwać. Autor nie tylko przedstawia temat samych morderstw, ale także przybliża nam historię Tanzanii, której chociaż minimalna znajomość jest dość istotna, żeby zrozumieć omawiany problem. Zdecydowanie pozycja godna polecenia.
Mam mega mieszane uczucia co do tej książki. Kilka powtórzeń tych samych wydarzeń. Myślałam, że będzie to historia jednego konkretnego człowieka, a jest to historia wszystkich osób z albinizmem w Afryce. Niemniej jednak zachęcam do przeczytania.
Książka o ważnym temacie, lecz bardzo ciężko było mi ją czytać gubiłam się w wątkach nic nie było pokładane. Spodziewałam się że to będzie też historia jednej pojedynczej osoby z albinizmem i jej historia tu jest jednak to wymieszane.
Mega dużo ciekawych informacji, książka nie tylko o albinizmie w Afryce, ale i o obojętności i o wywyższaniu się jednych nad drugimi. Polecam nawet tym, których ten temat aż tak nie interesuje ☀️