W „Wiecznym początku” Beata Szady opowiada o Warmii i Mazurach z perspektywy trzech różnych grup – tworząc trzech różnych bohaterów zbiorowych. Tych, którzy mieszkali na Warmii i Mazurach przed wojną, tych którzy przyjechali na te teren po przejściu Armii Czerwonej i tych, którzy na Warmii i Mazurach urodzili po 1945 roku. Każda z tych grup opowiada swoją historię tego regionu.
W pierwszej części książki poznajemy losy tych, którzy mieszkali na Warmii i Mazurach przed wojną, a po wojnie, kiedy ta część państwa niemieckiego trafiła w ręce Polski, musieli decydować, czy uciekać, czy zostać na ojcowiźnie. Jak opisuje Beata Szady, nawet jednoznaczna odpowiedź na pytania „kim jestem? kim się czuję? Mazurem? Niemka? Polką? Polakiem?” nie sprawiała, że decyzja o wyjeździe, czy pozostaniu, stawała się jasna. Wielu Niemców uciekło, byli jednak tacy, którzy zostali i którym pozwolono zostać. To ich losom przygląda się Szady. Są to chyba najciekawsi bohaterowie tej książki. Stojący w rozkroku między dwoma państwami, dwoma narodami, a czasem dwiema tożsamościami.
Drugą grupą bohaterów Szady są ci, którzy na Warmię i Mazury przyjechali po wyzwoleniu z różnych zakątków Polski, tworząc ciekawy miks i budując całkiem nową tkankę społeczną na tym terenie.
Trzecią grupę bohaterów stanowią osoby, które ani nie pamiętają czasów pruskich, ani okresu przejściowego, kiedy to Polacy zaczęli zasiedlać Warmię i Mazury po wojnie.
Dzięki szerokiej perspektywie czasowej (obejmującej w sumie sto ostatnich lat z historii tego regionu) i trzem różnym grupom bohaterów, mam szanse dostrzec to, co nieuchwytne, kiedy patrzymy wybiórczo na mniejsze kawałki z historii Warmii i Mazur – widzimy nieustającą zmianę, napędzaną trwającymi procesami historycznymi.
Beata Szady definiuje tę zmianę jako „wieczny początek” – konieczność ciągłego budowania swojego życia od nowa w nowej sytuacji oraz ciągłego poszukiwania (lub właśnie budowania od nowa) tożsamości tych, którzy na Warmii i Mazurach mieszkali lub mieszkają.
Zwrócenie uwag na fakt, że cały czas jesteśmy w procesie zmian, uważam za najważniejsze przesłanie tej książki. Uświadomienie sobie tego, że proces budowania naszych małych ojczyzn (i tej jednej dużej ojczyzny) nigdy się nie kończy, jest dziś potrzebne - choćby dlatego, żeby uniknąć rozczarowań i frustracji.
Za często zapominamy o tym wyświechtanym stwierdzeniu, że świat się zmienia. Wiemy to od czasu łacińskiej sentencji „tempora mutantur et nos mutamur in illis”. Tymczasem łatwo ulegamy złudzeniom, że świat zaczął zmieniać się niedawno, że kiedyś istniało coś stałego, niezmiennego, od czego możemy wziąć miarę, do czego możemy wrócić.
U Szady od samego początku refrenem jest ruch: migracje mas ludzkich, przełom, adaptacja, przejmowanie, rugowanie, zapominanie, rozkład, rozbiórka. Zmiana jest istotą losów bohaterów i bohaterek tej książki, a nie wyjątkiem.
Reporterka przygląda się Warmi i Mazurom, ale podobny refren usłyszałaby również w innych częściach Polski.
Bardzo podoba mi się, że ruch jest w tej książce wyeksponowany i chciałbym, żebyście przy czytaniu zwrócili na niego uwagę.
Jedna uwaga. „Wieczny początek” to ciekawa książka, która w historiach z Mazur i Warmii pozwala nam usłyszeć echa losów wielu Polek i Polaków w innych częściach naszego kraju. Być może czytałoby się tę książkę lepiej, gdyby autorka zamiast używać typowego gazetowego stylu zdecydowała się obrobić swój tekst w bardziej literacki sposób. W krótkich tekstach gazetowych narracja autorki, przerywana licznymi wypowiedziami bohaterów i bohaterek, oraz uzupełniona często szczegółowymi informacjami na temat regionu na pewno się sprawdza, ale taki styl w książce, która ma 400 stron, trochę męczy na dłuższą metę. Te fragmenty, kiedy Beata Szady, zapomina o byciu reporterką i po prostu snuje historie, czytało mi się najlepiej.