Tytułowa "Linia" to nieprzekraczalna granica dzieląca lepszych od gorszych, świat zewnętrzny od bebechów korporacji. Emma długo szukała pracy, jest więc szczęśliwa, mogąc pracować w dobrze prosperującej, prestiżowej firmie: wydawnictwie specjalizującym się w poradnikach, które uczą, jak dobrze żyć i efektywnie pracować. Jednak przychodzi chwila, w której trzeba się opowiedzieć po którejś stronie. Czy kurczowo trzymająca się stołka, niegdyś bezrobotna i zdesperowana bohaterka ma na to siłę?
Każde środowisko pracy łączą pewne cechy, o których "Linia” opowiada w sposób zabawny, nieraz absurdalny, ale boleśnie uderzający w czułe miejsca. Rozejrzyjcie się wokół: czy też tkwicie w matni, w której praca stała się sposobem na życie, ideologią?
Zostało mi po tej książce bardzo nieprzyjemne uczucie pustki. Podeszłam do niej bardzo sceptycznie, ale im dłużej czytałam, tym bardziej się przekonywałam, że jest w niej jakiś rodzaj prawdy. O czym? Trudno powiedzieć, bo że o naszym - ludzi pierwszego świata - kompletnym zapomnieniu się w pracy w korporacjach i o tym jak korporacje zastępują ludziom życie, to nadmierne uproszczenie.
"Człowiek jest w stanie przeżyć wszystko. Ty również. Potrafi cieszyć się jak dziecko. Wszystko da się naprawić odpowiednią dietą i pozytywnymi myślami. Jeśli coś tracę, niebawem to zastąpię czymś innym. Ale nie stracę. Nie tęsknię. Wszystko jest takie samo, bez różnicy".
Całe to śmieszne, absurdalne i cholernie smutne przeświadczenie, że nasza praca jest tak szalenie ważna.* Te komputerki, tekściki, tabelki, zebranka. Szklane wieżowce, kurtuazyjne uśmieszki, wieczne nadgodziny - to wszystko nic. Przekonanie, że tylko ta praca nad definiuje, że poza nią nie mamy nic prawdziwego, wartego starania, że ten stołek w korporacji to najlepsza rzecz, jaka nam się mogła w życiu trafić. Fałszywe relacje, nieudane związki, nerwice, To wciąż nie to.
Najgorszy jest lęk przed utratą kontroli. Paniczny strach przed niebyciem, paradoksalnie wywołujący niemożność bycia per se. Samotność i pustka, z którą bardzo nie chcemy się konfrontować - praca daje ratunek. Widmo jej utraty to widmo konfrontacji z wielką, czarną dziurą.
"Linia" to ciekawa książka z literatury środka, która napisana jest całkiem dobrze, czyta się ją szybko, wywołuje efekt jaki miała wywołać. Frapująca, bo inspirująca to nie jest odpowiednie słowo.
"Dozorca kończy. Dział supportu kończy. Tylko jedno się nie kończy. Biuro".
Jag har blandade känslor för den här boken: den var riktigt bra, men det fanns flera saker jag retade mig på. Men allra bäst är nog temat, relationen till jobbet. Hur man letar jobb, försöker göra rätt på anställningsintervjun, osäkerheten, ”prekariatet”. När man väl fått ett jobb, hur man försöker göra sig oumbärlig (kanske på kollegornas bekostnad, men inte på ett öppet sätt, givetvis!), för att få den eftertraktade tillsvidare-anställningen.
Hur rädslan för att plötsligt befinna sig utanför när företaget ska minska personalen urholkar själen. Hur oron för jobbet förvrider även en kärleksrelation, för kollegan berättarjaget är förälskad i är ju gift – hur ska det se ut? Att hans förhållande är på väg att spricka gynnar sedan en annan, men det får hon svälja, hon har ju gjort sitt val.
Välkommen till det nya Sverige, där gamla såväl som nya arbetarpartier har skapat denna värld där oron och osäkerheten på arbetsmarknaden präglar vår existens. Inte för att livstidsanställningar per default är lösningen på alla problem, men Elise Karlssons bok berör just där den skildrar hur en arbetsmarknad på arbetsgivarnas villkor påverkar oss psykiskt.
Vad jag tyckte mindre om är att fragmentiseringen ibland går lite väl långt, men det uppstår tack och lov ändå ett flyt i texten efter ett tag. Och jag tycker inte heller om boksidor med bara en mening på: om det inte rör poesi då. Känns affekterat. Men efter ett tag börjar bilderna av glas, mörker och ljus, gränser och linjer fascinera. Även om också detta känns en smula affekterat så fungerar metaforerna. Det är hårt och kallt idag, och linjen mellan de som har och inte har arbete är flytande och ritas ständigt om.
Przenikliwa, ciekawa, frapująca. Ale jednocześnie nie była to lektura, która sprawiała, że nie mogłem się doczekać powrotu do niej, bądź spowodowała poczucie pustki (bądź spełnienia) po jej skończeniu.
Jestem tak samo pogubiłam w fabule jak bohaterka w swoim życiu. Rozumiem metaforę tytułowej linii, ale osadzona w takiej fabule i wokół takiej bohaterki do mnie nie trafiła. Niemniej jednak temat, forma i narracja są dobre, dlatego trochę szkoda.
„Moje ciało, które potrafiło podołać każdej pracy, które żywiło się pracą jakby to był pokarm”. Emma po długim czasie dostaje upragnioną pracę w wydawnictwie specjalizującym się w poradnikach. W prestiżowej korporacji życie toczy się pomiędzy lunchami, konferencjami, prezentacjami, power pointami, projektami, obniżaniem kosztów, innowacjami a imprezami firmowymi, plotkami i rozmowami na poważne tematy w pokojach socjalnych. Czyli właściwie jak w każdej innej dużej firmie i dla mnie nie ma w tym nic odkrywczego, sama przecież w korporacji pracuję i sama powyższego doświadczam. Jednak z tą różnicą, że moje środowisko pracy nie jest tak hermetyczne i pokręcone, i co ważniejsze, moje życie (na szczęście!) nie kręci się wokół pracy, tak jak ma to miejsce w przypadku głównej bohaterki książki. A czym jest ta tytułowa „Linia”? Może być linią oddzielającą pracę od życia prywatnego, lepszych od gorszych, popularnych od mniej popularnych, zespołu managerów od szeregowych pracowników, ale dla mnie przede wszystkim cienką linią zatracenia sie w pracy. Mi to już raczej nie grozi, bo nauczyłam się oddzielać jedno od drugiego, ale niewątpliwie jest to problem wielu ludzi mojego pokolenia. Emma opowiada o korporacyjnym życiu w sposób fragmentaryczny, prezentując jedynie urywki, krótkie momenty, stopklatki, jak ze spisywanego w pośpiechu dziennika. Nie jest to spojrzenie wnikliwe ani refleksyjne, a raczej lakoniczne i stereotypowe przez co ta historia nie zostanie we mnie na długo. I niestety książka niewiele wniosła do mojego literackiego życia, nie wzbudziła emocji ani nie miałam poczucia, że czytam coś nowatorskiego czy wyjątkowego. Szkoda tego potencjału tematu, który jest teraz dla wielu tak aktualny.
Tänkvärd! Jag tycker om stilen. Kanske höjer betyget senare. Jag gillar verkligen diskussionen om linjen mellan arbete och privatliv. Och om hur osäkra visstidsanställningar påverkar människor. Men jag hade önskat få komma karaktärerna närmare, tror jag.
W poprzednich książkach czytanych przeze mnie, a wydanych przez Pauzę, było wiele emocji, często ciężkich, trudnych, toksycznych. Oczywiście całość w takim dobrym znaczeniu. Tutaj mi tego zabrakło. Może kwestia tego, że w żaden sposób fabuła mnie nie dotyka, nie jest mi bliska. Odkładam bez żalu na regał.
Równie nowatorska i intrygująca (bo jak często zdarza się Wam czytać powieści o pracy i o życiu w korpo-kulturze?), co chaotyczna i niepogłębiona. Potencjał był, ale się zmył. Szkoda.
Emma może nie wygrywa konkursów na pracownika roku, ale z pewnością za każdym razem jest blisko zwycięstwa. Wierna jest kilku zasadom. Po pierwsze żadnych metafor. I narratorka “Linii” będzie w tej kwestii niezwykle konsekwentna. Po drugie - płakać można tylko w pracy, jedynie to świadczy o tym, że traktuje się ją z “należną jej powagą”. Historia pracownicy wydawnictwa publikującego popularne poradniki zaskakuje lakonicznym stylem, powściągliwością i chłodem, pod którym buzują emocje, rozczarowania i wstrząsający opis korporacyjnej lojalności.
"Linia" Elise Karlsson to interesujący obraz pewnego typu osobowości i specyfiki biurowego życia. Powieść jest ciekawa od strony formalnej oraz poznawczej, ale brakuje jej nieco fabularnej dynamiki. Świetnie jednak sprawdza się jako studium przypadku.
Nie znalazłam w tej książce zawiłych emocji, które zazwyczaj odnajduje w książkach tego wydawnictwa. Znalazłam zagubienie, niepewność. Coś, co mnie zaciekawiło, ale nie za bardzo zaangażowało.
Jest coś hipnotyzującego w fragmentaryczności tej małej powieści. Trochę jakby pamiętnik, trochę jakby dziennik, trochę jakby wpisy na blogu czy Facebooku. Pisana w pierwszej osobie przez dziewczynę, która najpierw pragnie dostać, a później pragnie nie stracić swojej posady w wydawnictwie specjalizującym się w poradnikach. To hipnotyzująca opowieść o kurczowym, wręcz obsesyjnym, trzymaniu się posady, wsiąkaniu w świat pracy i patrzeniu na świat przez pryzmat szklanych ścian budynku korporacji. Dziwna jest ta powieść (ale czy powinno mnie to dziwić skoro wydana przez Pauzę?), ale dziwna w taki fascynujący sposób, bo czyta się to z jakimś takim niepokojem, zaciekawieniem, urzeczeniem. Mój subiektywny odbiór pełen był również swego rodzaju napięcia, niepewności - jakbym czytała coś, czego nie powinnam, albo jakbym podczytywała czyjeś myśli/zapiski, które niekoniecznie zostały spisane dla oczu innych. Jakby wydarzenia mogły mnie zaskoczyć w taki złowieszczy sposób. Nawet śmierć nie dostaje w tych zapiskach "należytego" szacunku czy atencji. I ten czas tak płynie, sunie, skaczemy z dnia na dzień. Czuć ducha Skandynawii w prowadzeniu narracji. A to lubię! Fajna to książka. Trochę eksperymentalna, bardzo Pauzowa.
Bardzo ciekawy portret psychologiczny kobiety, która próbuje zdefiniować cała swoją tożsamość przez nową pracę. Odniosłam wrażenie, że jest to jej mechanizm obronny, sposób na przetrwanie w tej roli. Może nie zostanie ze mną na długo, ale dużo przemyśleń było bardzo trafnych i coś we mnie poruszyły.
Sträckläste på ca 2,5 timmar på tåget till malmö. Gillade den mycket.
Tankar om arbete, tillsvidareanställning, livet, relationer, vikariat, osäkerhetens liv. Språket var lätt vilket passade, korta kapitel vilket jag alltid uppskattar.
Natur och kultur är nog lite av ett drömförlag tbh
Först gillade jag boken, sen kändes det helt opersonliga, avskalade som en fånig pose, sen började jag älska boken. Den är kort, skriven i korta stycken, men precisionen är knivskarp, orden väl avvägda, formuleringarna underbara.
Dzięki Wydawnictwu Pauza doceniłam krótkie książki. Wcześniej żyłam w przekonaniu, że jak książka jest krótka, to jest gorsza od tej dłuższej, bo na pewno jest mniej rozbudowana. Wydawnictwo Pauza pokazało mi, że to wcale nie musi być wada i książka nie musi mieć nie wiadomo ile stron, żeby być mocną, oddziałującą na czytelnika lekturą, która zmusza do przemyśleń.
W ten sposób poznałam wiele wspaniałych krótkich historii i liczyłam, że "Linia" Elise Karlsson trafi do tego grona. Niestety nie porwała mnie ta książka, nie mogłam zżyć się z bohaterką i poczuć tej historii.
"Linia" opowiada historię Emmy, pracowniczki prestiżowego wydawnictwa specjalizującego się w poradnikach. Jest to głównie historia oddaniu się pracy w firmie. Odniosłam wrażenie, że całym życiem Emmy jest praca i nie ma ona innych celów czy pasji.
Jest to niepokojąca, oszczędna w słowa i emocje lektura. Co ciekawe jest napisana bardzo fragmentarycznie, zdarzają się strony, gdzie są jedynie 2-3 linijki tekstu. Dzięki temu przez „Linię” się płynie! Jednak w ogólnym rozrachunku muszę przyznać, że mnie nie usatysfakcjonowała, zwłaszcza że dopiero co skończyłam "Ukryte godziny" Delphine de Vigan o bardzo podobnej problematyce, które w mojej opinii były dużo lepsze.
„Linia” z pewnością znajdzie swoją grupę odbiorców, jednak do mnie ta historia nie trafiła przez co nie mogłam jej w pełni docenić.
I can’t make up my mind about this book. It kept me going and kept me engaged. I think this is through the power of identification with the main character and her work environment, even though she sounds much younger than me. However, I feel there isn’t enough depth in the book. It is a skilful depiction of the office environment, office dynamics, blurring of the lines between work and private life, but for me it does not sufficiently explore themes it touches on. What I like is that the author does not tell you everything but shows you; the book is not didactical. Nevertheless, for some reason it left me feeling that something is missing.
Emma otrzymuje pracę w wydawnictwie specjalizującym się w wydawaniu poradników. Jest pracownikiem sumiennym i odpowiedzialnym, jednak poza pracą nie ma nic do zaoferowania. Jej życie jest boleśnie puste, a serce działa prawidłowo tylko w momencie przekroczenia drzwi biura.
Już na wstępie poznajemy bohaterkę pozbawioną jakichkolwiek pozytywnych emocji. Jej ciało składa się głównie z lęków i zniechęcenia. Emma nie ma pracy, brakuje jej środków na utrzymanie, zapomina o rachunkach. Gdy pewnego dnia dostaje propozycję pracy na zastępstwo, czuje jakby na nowo wygrała życie. Wciąż brak jej empatii, ma problem z uczuciami i nawiązaniem relacji, ale zaczyna wychodzić z domu. Codziennie idzie do biura, jest przy tym profesjonalna i obowiązkowa. Do momentu zakończenia swojej zmiany. Wtedy na powrót pojawią się lęki, a depresja daje o sobie mocno znać. Powierzchowne relacje, niepokojące sny i wyobrażenia, strach o posadę i brak poczucia sensu. Generalnie lektura była przejmująca, biło od niej wiele smutku i mimo swojej skromności w słowach – była emocjonalna. Zawiera kilka ładnych sformułowań podsumowujących życie wielu ludzi. Pokazuje sposób funkcjonowania dużych korporacji i „korpoludków”. Zmusza do myślenia i analizy. Mimo wszystko brakowało mi w niej dialogów. Nie ma nic złego w zaglądaniu bohaterom do głowy, ale potrzebuję czegoś więcej, jakiejś akcji lub rozwinięcia niektórych kwestii. Czuję się trochę niepełna, trochę rozczarowana.
Snygg bok. Vackert skriven. Hög igenkänning av kontorslivet. Men den lämnade mig med känslan efter en lång arbetsdag - trött, och med känslan av att ha kämpat sig framåt utan att egentligen veta vem man kämpar för. Vem läste jag egentligen den här boken för? För mig själv? Eller för att se sofistikerad ut på tåget mot Stockholm?