Tak, jak bardzo podobał mi się "Sezon Drugi" Czornyja, tak "Grób" pozostawił wiele do życzenia i mogę śmiało powiedzieć, że nie polecam tej książki.
Spotykamy się tu z Lisą i Ornestem, którzy są głównymi bohaterami – prowadzą sprawę masowego grobu, który został znaleziony przypadkowo podczas wycinki drzew. W grobie leży mnóstwo poćwiartowanych ciał, ale późniejsze śledztwo dowodzi, że na wszystkich dokonano jakichś przeszczepów – głównie całych łydek i generalnie kończyn. Pojawia się wtedy myśl, że grób może być dziełem jakiegoś szaleńca z czasów wojny i od tego zaczyna się akcja książki.
W międzyczasie biznesmen i wdowiec, samotnie wychowujący syna, otrzymuje dziwną przesyłkę, która potem okazuje się być ludzką łydką. Lisa i Ornest zajmują się tą sprawą w tym samym czasie.
Nie udało mi się polubić głównych bohaterów. Miałam wrażenie, że zupełnie nie mają charakteru, że są tam po prostu, żeby wszystko się jakoś rozwiązało. Narażeni na wiele makabrycznych widoków (a Lisa nawet przeżyć), zupełnie nie zmienili się przez cały czas trwania akcji książki. Tak, jakby poćwiartowane zwłoki "żyły" swoim życiem, a Lisa i Ornest swoim, zapominając o nich w chwili, gdy te znikały im z oczu.
Ba, ich relacja była okrutnie nielogiczna, pozbawiona jakiegokolwiek dobrego smaku, nie dało się wyczuć między nimi relacji koleżeńskiej, a co dopiero romansu, który czytelnik otrzymał. Lisa ciągle zachowywała się chamsko, ale tak do porzygu. Wielokrotnie było mi szkoda Ornesta, że w ogóle musi ją znosić – jemu to natomiast nie przeszkadzało.
Czornyj nie ukrócił książki o makabryczne opisy, tych mogliśmy poczytać kilka. Opisywane z perspektywy ofiar, jednocześnie nie pokazujące ich bólu ani strachu. Pojawiają się określenia takie jak pękające kości, ukruszone zęby, odcięte kończyny – a jednak nie ma tam człowieczeństwa ofiar, które w momencie, gdy to się działo, nadal żyły. Gdzie strach, gdzie ból? Gdzie walka o przetrwanie? Z pewnością nie w tych opisach.
No i to nieszczęsne zakończenie, które sprawiło, że już zupełnie się na tej książce zawiodłam. Bohaterowie bez umiejętności oceny sytuacji, miałam wrażenie, jakbym czytała o dwunastolatkach, a nie dorosłych, rozważnych ludziach, którzy zajmowali wysokie stanowiska w komendzie. Dodatkowo, ostateczny sprawca był postacią, o której niczego nie wiedzieliśmy, tak poboczną, że nie mogliśmy go podejrzewać, bo była to postać, która ledwo co była w tej historii uwzględniona.
Z pewnością nie sięgnę szybko po "Ślepca" ani żadną inną książkę Czornyja. Co mogę dodać na końcu – zawiodłam się.
Dobry, acz źle wyegzekwowany pomysł.
1,75⭐, bo nie bardzo mam za co podciągnąć do dwóch. Gdyby Czornyj chociaż dokończył wszystkie wątki, to bym to rozważyła. No, nie dokończył, więc zostaje niepełna dwójeczka.