W Kopenhadze Niels Oxen, weteran Korpusu Łowców na misjach w Afganistanie i na Bałkanach, usiłuje odbudować relacje z czternastoletnim synem, Magnusem, oraz stara się przepracować z terapeutką swój PTSD. Emerytowany komendant policyjnej służby wywiadowczej PET, Axel Mossman, próbuje zainteresować Oxena wyśledzeniem kto pod kryptonimem Lupus zajmuje się samosądami, choć nie ukrywa, że jest to pogoń za cieniem. Margrethe Franck, funkcjonariuszka PET, ma moc zajęć i choćby dlatego relacją na temat nowej obsesji swego byłego szefa nie chce zaprzątać sobie głowę. Za to znalezienie przez Oxena starego artykułu prasowego w jutlandzkiej chacie, należącej do zaginionego byłego urzędnika ministerstwa sprawiedliwości, Poula Hansena, wywołuje w niej pamięć tragedii sprzed lat, gdy zabiła człowieka i sama straciła nogę.
Długi i zagmatwany rozbieg - a takie są specjalnością Jensa Henrika Jensena - zawiera zresztą więcej elementów. Na jutlandzką scenerię składają się obok opisów krajobrazu, scenki z rozmowami lokalsów o pojawieniu się w okolicy wilka, a może nawet wilczej pary, co zwiastowałoby rychłą obecność całej watahy. Newsy z Jutlandii, omawiane nawet w telewizji, współgrają z rozmyślaniami Oxena, pobudzonymi niedawną wizytę z synem w zoo i opowieściami Mossmana o Lupusie. Są też opisy paru zbrodni, potwornego okaleczenia libańskiego bandyty, porwania, tortur i gwałtów młodej dziewczyny w roku 1963, a także znalezienia zmasakrowanych zwłok byłego pracownika wywiadu. O tym wszystkim czytamy zanim zaczyna się właściwa akcja.
Oxen jedzie ponownie do Harrildholmu, majątku Hansena. Bo wie, że kopenhaskie próby powrotu do normalności się nie udały? I przeczuwa, że tajemnice jutlandzkich lasów i wrzosowisk stały się jego nowym wyzwaniem? Tymczasem trwa polowanie na Margrethe. Dlatego, że drąży okoliczności wydarzenia z przeszłości? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Mossman, czy można mu ufać?
Lubię książki Jensena. Mimo że ich lektura do lekkich, łatwych i przyjemnych nie należy. Ponury nastrój, masa szczegółów, wątki bardzo późno układają się w spójną całość, a przy ich puentowaniu nie ma co liczyć na kompromisy, na klarowny czarno-biały podział między dobrem i złem, jakiego na ogół oczekujemy od thrillerów. Przy tropieniu źródeł zbrodni role trojga wiodących bohaterów są przekonująco przez autora rozpisane, wynikają z ich osobistych doświadczeń, kompetencji i charakterów. Osiągnięcie celu przerasta możliwości działań każdego z nich osobno. Są zdani na siebie, choć ich wzajemne relacje dalekie są od spolegliwości. Tak było, gdy w trylogii rozprawiali się z Danehofem. Teraz, w czwartym tomie przynajmniej znają się już nieco lepiej, mniej więcej wiedzą czego mogą się wzajemnie po sobie spodziewać, co nie znaczy, że darzą się pełnym zaufaniem. Poza tym zaangażowanie każdego z nich w akcję Lupus wynika z trochę innych pobudek.
Przyznaję, że drobiazgowość opisu wszystkich okoliczności i uwarunkowań wiodących do celu, łącznie z symboliczną fascynacją Oxena wilkami, wymaga skupienia i cierpliwości przy lekturze. Jednak finezja kilkuetapowego finału, jego zaskakująca, można powiedzieć życiowa mądrość, w pełni wynagrodziła moje czytelnicze samozaparcie.