(In Danish) Et birketræ. En forfatter, der prøver at holde op med at skrive. En ubestikkelig 5-årig pige. En tålmodig redaktør. En ingeniør, der farer vild i tiden. En ekshibitionistisk kæmpekat med meget store nosser. En ærkeengel af husmoderordenen. Vold, død, sex, kunst og kærlighed.BULGAKOVS KAT er et sjofelt og sentimentalt forsvar for kunsten og menneskeheden. Ikke en sten, men en sort perle i skoen. Rørende og obskønt, fint og fortvivlende. Man ved ikke, om man skal grine, græde eller onanere.
Uwielbiam książki wydawane przez ArtRage i fakt, że takie wydawnictwo istnieje, wydaje i ma się plus minus dobrze. Co jakiś czas jednak (aczkolwiek w stanowczej mniejszości przypadków) proza przez nich wydawana totalnie rozmija się z moim gustem. Ku mojemu ubolewaniu, jako naczelnej fanki "Mistrza i Małgorzaty", to jest jeden z tych przypadków.
Po jakiejś 1/5 całej książki narratorka (pisarka mająca córeczkę i kryzys twórczy) przywołuje książkę/opowieść napisaną przez siebie. W tym fragmencie fabuła się klei, postacie są wyraziste, występuje suspens i całkiem zaskakująca puenta, tak bardzo, że aż chciałoby się przeczytać pełną wersję... czego niestety nie mogę powiedzieć o reszcie tej książki. I aż żal bierze, że autorka, zamiast stworzyć pełną historię o pracowniku firmy w Wenecji, zdecydowała się na umieszczenie jej tylko jako właśnie jednego (dość "od czapy") elementu tej książki.
Pozostałe 4/5 bowiem to dla mnie pewien fenomen - czegoś napisanego nieprzeszkadzającym językiem i najwyraźniej bardzo dobrze przetłumaczonego (o filmie w takiej konwencji powiedzielibyśmy, że jest kręcony stylem zerowym), ale totalnie nietrafiającego z treścią. Pisarka-narratorka zmagająca się z mniejszymi lub większymi kryzysami twórczymi pewnego dnia słyszy głosy krytykujące jej umiejętności pisarskie, niebawem okazuje się że należą one do magicznego kota z przerośniętymi jądrami i nieposkromioną chucią, której nasza bohaterka oczywiście ulega. Po drodze mamy pseudointelektualne (momentami grafomańskie) refleksje o tym, jak to każda książka jest stosunkiem czytelnika z pisarzem, oniryczno-demoniczne wizje orgiastycznych przyjęć i gwałtów rzeczonego kota na niepokornych żołnierzach, plus kilka fragmentów o rodzicielstwie i sztuce jako takiej. Oczywiście "powaga" tego wszystkiego wielokrotnie podkreślana jest rozmiarem jąder wielkiego kota, bo dlaczego nie.
Tytuł i zapowiedzi sugerują inteligentną grę z klasyką, zamiast niej dostajemy coś niepotrzebnie udziwnionego, niby na siłę "szokującego" i kontrowersyjnego i po prostu miałkiego. Ta powieść nie wnosi absolutnie nic do życia czytelnika, nie ma tu ani rozrywki żadnego rodzaju, ani wielkich treści do przemyśleń, jest tylko nuda, nuda i nuda wynikająca z nieudanych prób zaszokowania. Ale niestety, do Poczucia Rzeczy potrzebujemy czegoś więcej niż tylko wielkich kocich jąder.
początek był naprawdę obiecujący, ale wraz z pojawieniem się tytułowego bohatera, wszystko się zepsuło. Nigdy nie miałam styczności z tak żałosną, żenującą, obrzydliwą i naprawdę niską literaturą. A to wszystko w otoczce pseudointelektualismu i rozmyślaniu nad życiem człowieka. Nie rozumiem celu tej książki. Nie rozumiem przekazu tej książki. I obawiam się ze ani tego, ani tego ta ksiazka nie posiada. Sztuka dla sztuki… A to wszystko bez żadnej subtelności, z popędami i jakims dziwnym zamiłowaniem do (cytat),wielkich, futrzastych jąder' Behemota. Ogromna głupota panuje w drugiej części książki, naprawdę nie da się tego czytać…
Niektóre książki kończą się za szybko i czytamy je za szybko. Jeślibym mogła, to chętnie spędziłbym z bohaterką „Kota Bułhakowa” znacznie więcej czasu. Duńska autorka stworzyła przewrotną powieść, w której zapożyczyła słynnego kota Behemota z „Mistrza i Małgorzaty” i przeszczepiła go jako złowieszczą postać-pokusę w życie samotnej matki przeżywającej kryzys twórczy. Ta niewielka książka zadaje tak wiele pytań o sens wszystkich naszych małych katastrof, które dotykają nas na co dzień, że zaraz po lekturze zaczęłam ją znów wertować, bo nie chciałabym, żeby te ważne treści za szybko gdzieś przepadły.
Na powierzchni fabuła krąży wokół kryzysu twórczego samotnej matki, która postanawia przestać pisać. Informuje o tym swoją redaktorkę telefonicznie, wyrzuca wszystkie książki z regałów i idzie po kolejny kredyt odnawialny do banku. Koniec z fikcją. Aż tu nagle pojawi się Behemot i wprowadzi szalone wątki puszczające wodze twórczej fantazji. To wszystko jednak wyłącznie powierzchnia, a w głębszym wymiarze powieść prowokuje do rozmyślań na temat sztuki, języka, macierzyństwa oraz otaczającej nas rzeczywistości, która jest w krytycznym stanie.
„Kot Bułhakowa” Was zaskoczy, rozbawi, poruszy, zniesmaczy, przerazi i na pewno nie da Wam o sobie zapomnieć. Chociażby zostawiając jeden włos ze swojej sierści na kanapie. To samo robi powieść Addy.
Nie wiem jak to napisać, bo potężne futrzaste jądra kota obijające się o uda głównej bohaterki to było dla mnie trochę za dużo, a mimo to przyjemnie mi się czytało książkę (raczej bez fabuły)
Allerede på omslaget lægger Adda Djørup ikke skjul på at hun refererer til en af mestrene - til én af de største klassikere, der er skrevet. Hun er som så mange andre fascineret af Mikhail Bulgakovs Mesteren og Margarita en af de mest forførende, pirrende og rige romaner, der nogensinde er skrevet. Hun har snuppet katten Behemot fra Bulgakov og klistret den ind i dansk roman, der ligesom stort set alle andre danske romaner handler om et forfatter-jeg og en familierelation. Det virker forceret og unødvendigt, hvis ikke decideret formålsløst. Hvor Bulgakovs kat skulle have været et friskt pust i romanen kommer den snarere til at pege på, hvor blottet for originalitet den er. De mest interessante passager handler om katten, men den er hapset andetstedsfra, de store banketter forfatteren deltager i er også løftet fra det langt mere dragende heksebal i Mesteren og Margarita. I det hele taget forsøger bogen at sælge sig selv som subversiv og anstødelig, men den formår ikke at være mere pirrende end et rektaltermometer uden vaseline. Der er højest små stik af noget, der kan minde om det farlige ellers forbliver alt indenfor et trygt lille kolonihavehus af ligegyldigheder og forfatterens slet skjulte introspektion.
„Gdyby się w to wgłębić, wszystko szło mi lepiej, niż można tego zasadnie oczekiwać od przeciętnego ludzkiego życia. Urodzona w przerwie między wojnami. W wolnym, zamożnym i demokratycznym społeczeństwie. Człowiek, kobieta, matka, uwarunkowana, podporządkowana i zdominowana, ale mimo to w znacznym stopniu pani własnego czasu, ciała i duszy. Czego mi brakowało? Czego tak naprawdę, poważnie mi brakowało? Niczego! Niczego, no może poza… może tylko… Gdyby tylko można było dostać troszkę…“
Jednak po analizie daję tej książce 4, bo rzeczywiście to była intensywna relacja, wręcz seksualna, pisarza i czytelnika. Czytelnik wręcz odczuwał radość, spokój, zgorszenie, smutek. Podoba mi się przedstawienie rozterek głównej bohaterki, do których może się odnieść każdy z nas przy wyborach życiowych i trudnościach jakie spotykamy.
Przed analizą i przemyśleniami: Dałbym 2.5, ale jest ładnie napisana i ma dużo mądrych cytatów. Tylko te opisy z stosunkami seksualnymi były trochę niezrozumiale dla mnie. Chyba muszę poczytać bibliografię albo coś o Bułhakowie żeby mieć pełniejszy zarys całości.
Pierwsza połowa była całkiem dobra, ale co się potem stało?!! Wiedziałam o wątku z kotem i fakcie, że będzie to szalone. Jakiś spadek przeszła ta książka, myślała momentami czy nie odpuścić sobie skończenia jej..
Adda Djørup skriver sprudlende og humoristisk i denne lille groteske og intelligente roman om en forfatter der prøver at holde op med at skrive og indleder et forhold til den forførende kæmpekat Behemot.
Hovedpersonens indledende afvisning af litteraturen ender som et energisk forsvar for romankunsten. Jeg blev fanget ind i hendes univers med det samme og har læst romanen af to opslugende omgange.
Man behøver ikke at have læst Mesteren og Margarita for at nyde fortællekunsten i Bulgakovs kat. Min varmeste anbefaling er hermed givet.
Det var en fornøjelse. Godt skrevet. Jeg kunne ikke lægge den fra mig og meget hurtigt var bogen desværre slut. Jeg var virkelig underholdt. Men den sætter gang i mange tanker. Tiden har dog haft en del indflydelse på beskrivelsen af katten. Bulgakovs ordvalg for små 100 år siden og kattens (tilsyneladende) adfærd er noget anderledes....men enhver oplever vel denne specielle kat på sin måde. Det mest uhyggelige var de tomme boghylder - det gjorde ondt.
Bardzo, bardzo mi nie podeszła. Uczucie zażenowania rzadko mnie opuszczało. Jakbym czytała próbki literackie osoby świeżo zachłyśniętej Mistrzem i Małgorzatą i posiadającej poza tym dość ograniczony kapitał kulturowy. I jeszcze kontrast z czytanym rownolegle „Zaklinaniem węży w gorące wieczory”, który jeszcze uwypuklił niewiarygodną plastikowość „Kota Bulhakowa”. Smutek bo tak lubię ArtRage :-(
Wiecie, ja naprawdę lubię dziwne książki. Ale to było za dużo nawet jak dla mnie. Pierwsza część - fantastyczna, naprawdę, a potem... Szkoda gadać. Jak dla mnie autorka nie dość, że za bardzo sili się na mądry i głęboki przekaz to jeszcze słabo radzi sobie z tworzeniem "pokręconego" świata, który wyszedł jej bardziej obrzydliwie niżeli surrealistycznie.
3.5 To jest momentami lektura pure-nonsensu z elementami turpizmu, ale jak to się czyta! Jednym tchem. Natomiast na pewno nie przypadnie do gustu każdemu typowi poczucia humoru.
Fin lille bog, der kan tolkes som om, at hovedpersonen har en depression, er ved at gå i opløsning, har en skriveblokade eller er skør og på den anden side kan den tolkes som en person, der elsker sin datter, er legende, har en god fantasi og vil være en god mor. Der er mange lag og tolkninger i denne bog. Jeg har ikke besluttet hvilken jeg vil gå med endnu, eller om jeg vælger en endnu ikke nævnt tolkning. Men denne bog fik mig heldigvis ud af min læseblokade, så tak for det.
Chyba nie przemówiła do mnie ta książka :(( A szkoda, bo pomysł świetny- Behemot z "Mistrza i Małgorzaty" wkrada się w życie nieszczęśliwej matki i jej córki siejąc zament i budząc w matce pokłady niemoralności. Czyli coś, co brzmi świetnie, ale było napisane "na siłę". Tu za duzo, tu za mało, a szkoda bo potencjał nalrawde jest i był. Ale nie było chyba zakończenia? Przynajmniej ja go nie zauważyłam, jego otwartość mnie zamknęła.
Poza ekscesami Behemota zapamiętam jedno zdanie. "Dlaczego tylko to, co perfekcyjne niczego nie pragnie?"
Ależ to dziwne było. Z jednej strony przyziemna codzienność i jej problemy, z drugiej kompletny odpał z włochatym woreczkiem w roli pierwszoplanowej. I jeszcze w tle moja ukochana Kopenhaga ze znanymi mi dobrze miejscami oraz duńska specyfika najlepiej czytelna dla tych, którzy jej doświadczyli. Waham się z oceną, bo za mało na 4*, a za dużo na 3*, ale jednak w takich sytuacjach zwykle zaokrąglam w górę.
Lepiej przygotowana do lektury „Kota…” być nie mogłam. Złożyły się na to: podana dousznie, odkurzona zawartość „Mistrza…” oraz liczne ostrzeżenia przed ryzykiem kontaktu z książką ze wszech miar obrzydliwą, których nie traktowałam lekko. Jakie było moje zaskoczenie. Zwłaszcza gdy po dotarciu do odpowiedniego momentu w myślach powróciła jeszcze ghiblowska „Narzeczona dla kota”. Nie rozumiem zatem zarzutów o „fuj”. Mnie powieść Djørup wydała się pojechana, zabawna i bogata w refleksje. Behemotowsko diabelsko-magiczna. Rozumiem ją jako rzecz o zarówno o blokadzie pisarskiej, jak i o ostatecznie nieudanej próbie wdrożenia ekologii słowa czy też zrównoważonego rozwoju literatury poprzez pragnienie odejścia od pisania książek przeciętnych i zaprzestania identyfikacji z wywyższonym społecznie zawodem pisarki. Same godne pochwały zamiary, oczywiście niezrealizowane – kochamy brak konsekwencji, jest rzeczywisty. Ładnie tu, choć zupełnie nie lirycznie, o macierzyństwie, co przyciągnęło nawet osobę umiarkowanie zainteresowaną tematem (mnie). A że pomiędzy jednym tematem a drugim w nadmiarze znajdą się jakieś futrzane jaja – jakby świat realny nie wykształcił w nas wystarczającej na nie odporności – to tylko dla efektu „miau”.
Pierwsza połowa bardzo mi się podobała, kryzys twórczy, pisanie powieści w przypływie weny, walka sama ze sobą. Ale… w drugiej części ta książka była tak obrzydliwa że gdyby nie to, że jest krótka zrobiłabym dnf. Sama postać kota i to co się działo wtf
najpierw nie rozumiałam negatywnych opinii dotyczących tej książki, ponieważ początek był bardzo udany. no a później pojawił się behemot i wszystko stało się jasne
okładka dojebana, tresc troche mniej. momentami bylo dziwnie i absurdalnie. pierwsza polowa ksiazki super, a potem to juz sam nie wiem co zaszlo. może taka wlasnie miala byc ta ksiazka???
alice i eventyrland boller med filurkatten ?!?!?!? ophidsende, legesyg og totalt weird. jeg kan godt lide djørups farverige og filosoferende sprog. ellen er min y karakter. fra fiktion til virkelighed til en kæmpestor sammensmeltning af alt og intet. hvorfor er alt så perfekt, som ingenting vil?