Marta Kisiel wybrała szalenie fascynujący region do osadzenia fabuły swojej najnowszej powieści. Miałam okazję kilkukrotnie odwiedzić Góry Sowie, więc widok znajomych nazw (Grodno, Wielka Sowa, Osówka, Sztolnie Walimskie) dawał przyjemne poczucie satysfakcji. Cieszę się, że ałtorka (pisownia nieprzypadkowa) postanowiła eksplorować ten region w Płacz, ponieważ ta część Polski daje naprawdę duże pole do popisu, a wielu archeologów do dzisiaj nie poznało tajemnic tego miejsca.
Ta aura tajemniczości wynikająca naturalnie z Gór Sowich samych w sobie, zostaje dodatkowo wzbogacona o ciekawą, pełną tajemnic historię, która rozgrywa się na różnych płaszczyznach czasowych. Kisiel dodaje wątków fantastycznych, dorzuca od siebie elementów historycznych, a wszytko to łączy w fascynującą opowieść, od której dość trudno się oderwać.
Mnie ta historia kupiła, choć nie zawsze jest ona równomiernie zadowalająca. W pewnym momencie poczułam, że akcja znacząco zwalnia, a wydarzenia rozmywają się. Na szczęście jest to krótki epizod, który wynagradza w następnej kolejności ekscytujące podsumowanie wszystkich wątków oraz rozwiązanie fabuły. A to z kolei było zaskakujące pod paroma względami (co tu dużo mówić: kilkukrotnie szokłam) i cieszy mnie, że Kisiel postawiła na trochę słodko-gorzkie zakończenie. To dość niespotykany motyw i cenię sobie, gdy autor postawi na coś innego niż klasyczny cud, miód i orzeszki.
Choć z początku historia wskazuje, że największe znaczenie będzie tu miała Eleonora, Płacz kradną inni bohaterowie. Najwięcej ma do powiedzenia hałaśliwa, acz dająca się lubić, Dżusi. Jednak to nie ona wygrywa w rankingu najlepszych bohaterów (choć zajmuje zaszczytne drugie miejsce). Wśród bohaterów kupił mnie Karolek. Choć jest to postać, po której absolutnie się tego nie spodziewałam, ten niepozorny chłopak sprawił, że szczerze go polubiłam. Jest zaradny, pozytywnie nastawiony oraz dobroduszny. A takich ludzi potrzeba w prawdziwym świecie i to w dużej liczbie!
Ogólnie nie mogę złego słowa powiedzieć o którejkolwiek z postaci Płacz. Wszyscy bohaterowie dają się lubić, mają wyraziste charaktery oraz bagaż doświadczeń, co tylko czyni ich bardziej ludzkimi, prawdziwymi. I przyznaję, że niektórych chętnie poznałabym nieco lepiej! Cień niedosytu odczuwam w przypadku Eleonory. Spodziewałam się, że jej osobie zostanie poświęcone nieco więcej miejsca. Nie zrozumcie mnie jednak źle: również ta bohaterka dostaje pełne, satysfakcjonujące zakończenie, po prostu liczyłam, że droga do niego będzie nieco dłuższa.
I chociaż Płacz porusza nieraz trudniejsze, poważniejsze tematy, niejednokrotnie odwołując się do zbrodni z okresu II wojny światowej, nie zabrakło charakterystycznego dla Kisiel poczucia humoru. Wiele razy zaśmiałam się, widząc przekomarzania bohaterów, uśmiechnęłam się na widok niektórych stwierdzeń czy obecności postaci samych w sobie. Moim zdaniem ałtorka idealnie balansuje na granicy między powagą a humorem, dostarczając czytelnikowi kawał dobrej rozrywki.
A tejże rozrywce dodaje jeszcze charakterystyczny styl, który bardzo sobie cenię. Sposób, w jaki pisze Kisiel pozwala wyobrazić sobie poszczególne miejsca, postacie, a przy okazji oddaje pełną naturalność ludzkich zachowań. Zauważalne jest to szczególnie w dialogach, w których nie znajdziecie grama sztuczności. Rozmowy wyglądają dokładnie tak, jak te prowadzone przez każdego z nas. I to się chwali.
Podsumowując, mimo że mam drobne zastrzeżenia do tej książki, Płacz to udana kontynuacja Cyklu wrocławskiego. Powieść przepełniona jest tajemnicami, przedstawia historię fascynującego regionu Polski, podsumowuje wszystkie wątki, nieraz zaskakuje, wzrusza oraz bawi, a do tego gwarantuje bohaterów, których można pokochać. Zarówno fanom, jak i osobom, które twórczości Kisiel jeszcze nie znają, mogę gorąco polecić zapoznanie się z tym cyklem!