Jump to ratings and reviews
Rate this book

Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z Kościoła

Rate this book
Stanisław Obirek – były jezuita, jeden z niepokornych polskiego Kościoła, opowiada o swoim życiu. Rozmowa, którą prowadzi z nim Artur Nowak, łączy watki autobiograficzne z głęboką refleksją nad tym, co dzieje się przez ostatnie lata z polskim Kościołem.

W rozmowie z Arturem Nowakiem Stanisław Obirek – były jezuita, jeden z niepokornych polskiego Kościoła, opowiada o swoim życiu.

O dzieciństwie w pegeerze, studiach w Krakowie, doświadczeniach związanych z nadużyciami w Kościele, fascynacji zakonem jezuitów, studiach w Rzymie w okresie, gdy papieżem został Karol Wojtyła, życiu zakonnym, wreszcie o odejściu z Kościoła.

Jan Paweł II i jego pontyfikat to centralny motyw tej mądrej i osobistej rozmowy. Daje ona możliwość spojrzenia na papieża Polaka z innej niż dominująca w Polsce perspektywy – chłodnej, rzeczowej i krytycznej.

Ale życie profesora Obirka, antropologa kultury, teatrologa, teologa i historyka, to także fascynujące spotkania i wyjątkowe relacje z takimi postaciami jak Lem, Różewicz, Kołakowski, Tischner czy Bauman oraz niezliczone lektury. Wszystko to ukształtowało człowieka, który dusząc się w katolickiej doktrynie poszukiwał swojej „wąskiej ścieżki”.

336 pages, Hardcover

First published February 26, 2020

10 people are currently reading
67 people want to read

About the author

Stanisław Obirek

25 books8 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
41 (35%)
4 stars
53 (45%)
3 stars
19 (16%)
2 stars
2 (1%)
1 star
2 (1%)
Displaying 1 - 8 of 8 reviews
Profile Image for Zbyszek Sokolowski.
299 reviews16 followers
December 25, 2020
Absolutna rewelacja, dużo niestety daje do do myślenia, czym się stał w Polsce katolicyzm, Obirek jest jest profesorem na UW i byłym Jezuitą, nieco niepokornym wedle przed Soborowego, gnijącego standardu w Polsce, którego przedstawiciele samą próbę dyskusji traktują jako obrazę Boga. A hierarchowie kościelni mają tzw. kompleks Juliański: jesteśmy poza prawem, ponad obywatelami, nam się to należy + totalne wiejskie obrzędowe podejście Polaków do wiary bez próby zrozumienia. I później indywidua takie jakie Ojciec Rydzyk i jemu podobni, po drugiej strony barykady ksiądz Boniecki, Lemański. I to co w końcu zrozumiałem w Kościele katolickim są 2 zwalczające się stronnictwa otwarte w duchu Soboru Watykańskiego II i konserwatywne, które wolą by było jak dawniej. Metody walki są brutalne. I jeszcze jedno coraz bardziej rozumiem, że mimo zasług nasz papież Jan Paweł 2, to wcale nie była taka kryształowa postać jak zwykle myślimy. Efekty widać i będzie coraz bardziej widać w kościołach, ludzie zagłosują nogami, już to robią:

Cytaty:

W kwietniu 2005 roku, krótko po jego śmierci udzieliłem wywiadu dla „Le Soir”, który będzie chyba chodził za mną do końca życia. To był katalizator. Powiedziałem, że Wojtyła zarządzał Kościołem powszechnym jak rozgniewany wiejski proboszcz, że zerwał z myśleniem soborowym. Dziś taka opinia w Polsce już nie jest szokująca, ale wtedy o Wojtyle można było mówić tylko dobrze.

Kościół miał się otworzyć, zaprzyjaźnić ze światem, wejść w dialog z innymi religiami. Niestety Jan Paweł II swoją propozycją ideologiczną zaprzepaścił tę szansę, którą stworzyli ojcowie soborowi. Widzimy to zwłaszcza w Polsce. Kler, który nazwałeś kiedyś przedsoborowym bunkrem, okopał się w owym bunkrze jeszcze bardziej. Fundamentalistyczna konserwatywna ideologia, stale wzmacniana, stała się niestety ważnym filarem naszego społeczeństwa.

Moja perspektywa jest taka, że polski katolicyzm nie tylko oddalił się w ostatnich 30 latach od chrześcijaństwa, ale wręcz przestał być religią. Teza wydaje się mocna, ale w naszej książkowej rozmowie przytaczam argumenty, z którymi trudno polemizować.

Paradoks polega na tym, że nie ja odszedłem z Kościoła, to Kościół porzucił swoją misję.

przełożonymi za granicą miałem dobry kontakt, przyjaźniłem się nawet z generałem jezuitów Peterem Hansem Kolvenbachem. On, o czym szerzej mówimy w dalszej części książki, miał trudną relację z Wojtyłą. Był zszokowany, kiedy papież powierzył zarządzanie Kościołem konserwatystom, z faszyzującym Opus Dei na czele.

Nie. Może dlatego nigdy nie przeżyłem rozczarowania – jak wielu moich znajomych – że nagle ten ukochany biskup, wielki krakowski guru środowisk twórczych, stał się takim konserwatywnym i autorytarnym papieżem.

Dla mnie to była po prostu kontynuacja tego autorytarnego wschodnioeuropejskiego myślenia na modłę Wyszyńskiego. Uczciwie jednak trzeba powiedzieć, że Wojtyła miał szersze horyzonty niż prymas, potrafił patrzeć na inne religie z większą otwartością. Ale od początku czułem w nim ten sznyt Europy Wschodniej, gdzie ważna jest dyscyplina, gdzie nie ma dyskusji z przełożonym.

Może taki, że Kościół jako instytucja nie potrafi – czy nie chce – zrozumieć, że tuszowanie pedofilii, ukrywanie sprawców, marginalizowanie nadużyć jest zaprzeczeniem jego podstawowej misji. Że dziecko czy nastolatek, który lgnie do Kościoła – w tym sensie biskup Michalik może ma i rację – pada ofiarą często bardzo wyrafinowanej strategii uwodzenia przez pedofilów, którzy w Kościele znajdują łowisko pełne niewinnych dzieci. To, że Kościół jako instytucja przez lata tego nie widział, podważa jego wiarygodność.

Byłem księdzem przez kilkadziesiąt lat i poznałem wielu duchownych, którzy nie przejawiali nawet minimalnych skłonności do pedofilii. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że większość jest właśnie taka. Tym bardziej mnie dziwi, że tę zwyrodniałą mniejszość, która jednak ciągle jest jeszcze w Kościele, chroni zmowa milczenia. Hierarchowie nie mają świadomości, że głośne i otwarte mówienie o tym to wspólny interes i ofiar, i Kościoła.

Temu koledze chodziło o to masowe poczucie dowartościowania wśród polskich księży – oto jeden z nas został papieżem, więc musicie i na mnie inaczej patrzeć! W tym czasie spotykałem się nie tylko z kolegami w seminarium, ale też rozmawiałem z innymi znajomymi z UJ i kolegami ze studiów, bo – jak mówiłem – chodziłem do nich na niektóre wykłady. Miałem więc ogląd sytuacji z dwóch stron i widziałem, że ta euforia Kościoła wcale nie udzieliła się wszystkim. Niektórzy widzieli w tym zarodki teokracji, radykalnego klerykalizmu. I tak się potem stało.

W Polsce klerycy zazwyczaj zgłębiają traktaty mariologiczne, o Bogu w Trójcy Jedynym albo o Stworzeniu. Prawo kanoniczne, teologia moralna to z kolei studiowanie tzw. casusów, czyli konkretnych przypadków, które podlegają ocenie doktryny Kościoła. Nie można od niej, oczywiście, ani na krok odstąpić, pod karą grzechu. Wszystko to jest wsparte autorytetem papieży i soborów oraz opancerzone gorsetem przepisów. Tymczasem we Włoszech mieliśmy wykłady z bardzo konkretnej wiedzy filozoficznej, również z nauk społecznych. Te studia były zanurzone w rzeczywistości. Nie unikano tematów aktualnych i kontrowersyjnych. Spotkałem jezuitów, którzy byli zwolennikami rozwodów czy aborcji i wcale się z tym nie kryli.

Księża nie mają odwagi. W razie wątpliwości, tak na wszelki wypadek, wolą być restrykcyjni. W rozmowach prywatnych narzekają na wiele absurdów katechizmu, ale oportunizm wygrywa. Mam na myśli rygorystyczne podejście do rozwodów, antykoncepcji.

Wokół jezuitów powstawały też think tanki. Tak, myślę, że to bardzo dobre określenie. Wielu jezuitów było zaangażowanych w powstawanie stacji radiowych, telewizyjnych. I nie chodziło o katolicki głos w naszym domu, który my dziś utożsamiamy z jakimś fanatycznym, bezrefleksyjnym przekazem. Jezuici zaangażowali się w dialog międzyreligijny, dyskurs z innymi kulturami.

Jan Paweł II stał się podejrzliwy wobec jezuitów. Generał zakonu z dnia na dzień przestał bywać w Watykanie. Papież zerwał kontakt nie tylko z nim, ale i z pewną tradycją poprzednich papieży, którzy zapraszali generała jezuitów na regularne spotkania. Radzili się, jak rozwiązywać konkretne problemy, a jezuici chętnie dzielili się swoim doświadczeniem i olbrzymim potencjałem intelektualnym. Wystarczy wspomnieć, że w obu Amerykach jezuici kierowali i nadal kierują kilkudziesięcioma uniwersytetami, z których wiele należy do elity krajowych uczelni.

Jakkolwiek pontyfikat Jana Pawła II sprawił, że wielu z teologów wyzwolenia pozbawiono katedr albo odsunięto od nauczania, to jednak byli oni bardzo popularnymi pisarzami i autorami tekstów teologicznych. Watykan, w przeciwieństwie do tego, co się pisało i mówiło w Polsce, miał bardzo złą prasę w Ameryce Południowej. Nikt z szanujących się teologów czy księży w tamtej części świata nie brał do ręki „L’Osservatore Romano”, bo to była gazeta reżimowa.

Dlaczego Jan Paweł II go zwalczał? Wojtyła nie potrafił zrozumieć, że teologia wyzwolenia to wybór dokonany przez sobór, Pawła VI i episkopat latynoski. To była przecież opcja na rzecz ubogich. Tworzenie Kościoła z ubogimi, a więc podstawowe zadanie, które Jezus wyznaczył swoim uczniom. Zastanawiam się, na ile w Wojtyle tkwiła trauma związana z doświadczeniem komunizmu i marksizmu w Polsce. W jego oczach były one jednoznaczne z walką z chrześcijaństwem. Patrzył na teologię wyzwolenia przez pryzmat krzywego zwierciadła swojej przeszłości w Polsce.

Bronią Wojtyły przeciw wpływowi teologii wyzwolenia stało się Opus Dei. To bardzo konserwatywna, wręcz fundamentalistyczna formacja, dobrze przygotowana do takiej konfrontacji ideologicznej. Papież nie ufał latynoskim biskupom, wymienił dużą część episkopatów krajów Ameryki Południowej, obstawiając je biskupami, którzy byli przeciwnikami teologii wyzwolenia.

Zresztą ja rolę Opus Dei widzę szerzej. Stanowiła opozycję wobec jezuitów oraz innych zakonów, które bardzo się przejęły duchem Vaticanum Secundum. Opus Dei powstało przed soborem, ale z założenia było organizacją konserwatywną. Miało być przeciwwagą dla krytykowanego w pewnych kręgach otwarcia się Kościoła na świeckich, na kulturę współczesną. Ruch modernizacyjny był udziałem dominikanów, benedyktynów, franciszkanów, a prym wiedli tu jezuici. Po drugiej stronie oprócz Opus Dei pojawiły się także ruch oazowy, Comunione e Liberazione we Włoszech, neokatechumenat, który powstał w Hiszpanii.

Co się stało w 1978 roku z dyskusją o antykoncepcji? Gdy Wojtyła został papieżem, zamknął dyskusję na ten temat. Bardzo szybko zaczął dyscyplinować teologów, którzy się z nim nie zgadzali. Jest cała lista nazwisk ludzi, którzy zostali przez papieża pozbawieni prawa nauczania, bo śmieli polemizować na temat „Humanae vitae”. Zresztą nie chodziło tylko o inne podejście do antykoncepcji niż to, które reprezentował Jan Paweł II. Chodziło także o rozumienie autorytetu papieskiego czy stosunek do różnych dogmatów, jak chociażby nieomylność papieska.

Kościół zerwał dialog z nauką? Wojtyły nie interesowały badania, ale wierność tradycji. Chcę od razu podkreślić, że również zwolennicy antykoncepcji – a ja do takich należę – wcale nie uważają, że najważniejsze w ludzkiej seksualności jest doświadczanie przyjemności bez żadnej odpowiedzialności. Wprost przeciwnie, właśnie odpowiedzialne rodzicielstwo oznacza konieczność włączenia możliwości kontrolowania ludzkiej płodności. Wcale nie widzę tutaj jakiejś radykalnej sprzeczności z tradycją kościelną, która kładzie nacisk właśnie na ludzką odpowiedzialność i autonomię sumienia.

Teraz, w obliczu ujawniania różnych ciemnych stron jego pontyfikatu, mówi się, że to był dobry papież, który miał złych doradców. Jednak trzeba wyraźnie powiedzieć, że papież jest odpowiedzialny za dobór doradców.

Byli jednak hierarchowie, którzy w czasie pontyfikatu Polaka widzieli, że ta dogmatyka prowadzi do absurdu. Mało tego: oni o tym głośno mówili. Tak. Można tu wymienić chociażby kardynała Carla Marię Martiniego z Mediolanu czy kardynała Godfrieda Danneelsa z Brukseli. Tyle że ich głos nie był brany pod uwagę. Wspomniani kardynałowie tłumaczyli, że prezerwatywy chronią przecież przed plagą HIV. Teologowie, którzy bronili prawa do nieposłuszeństwa w tej kwestii, uzasadniając zresztą swoje stanowisko, byli pozbawiani prawa nauczania. To były bolszewickie metody wycinania tych, którzy myśleli inaczej niż papież.Jak to się stało, skoro jeszcze niedawno kwitło w nich życie? Powiedział wprost, że główną przyczyną tego stanu rzeczy była „Humanae vitae”. Wyjaśnił, że w pierwszych latach po soborze katolicy poczuli się współodpowiedzialni za Kościół. Zrozumieli, że ich głos jest słyszany, że mają realny wpływ na jego nauczanie, że nie są wyłącznie biernym, niemym obiektem, do którego adresowany jest przekaz, jak należy żyć. A tu nagle przyszła informacja odwrotna, że rację ma tylko papież. Poczuli się jak dzieci, które zostały przywołane do porządku przez srogiego ojca.

Był dość odporny na krytykę. On jej w ogóle nie przyjmował. Był przeświadczony, że Bóg obdarzył go specjalną misją, wręcz mesjańską. Łączył to z faktem, że jest pierwszym papieżem Słowianinem. Uważał, że Matka Boska uratowała go, by mógł wprowadzić w życie takie, a nie inne nauczanie teologiczne i moralne.

Jan Paweł II nigdy by sobie na taką szczerość nie pozwolił. Myślę, że wielką odpowiedzialność za to ponoszą ci wszyscy klakierzy, którymi obstawił się Wojtyła, przy czym wina jego najbliższego współpracownika, czyli Dziwisza, jest największa. Bo wokół papieża była bańka, do której nie docierała żadna krytyka. I ja nie mam na myśli zwykłej krytyki, z którą spotyka się każdy papież czy nawet hierarcha. To była krytyka ze strony najważniejszych ludzi w Kościele. Wspomniałem o Martinim i Danneelsie, a przecież jeszcze paru innych by się znalazło. Trzymano ich z dala od Jana Pawła II. No i mieliśmy taką sytuację, że o naprawdę ważnych sprawach decydowały głosy dworzan, a nie ekspertów.

Rezygnacja z własnej osobowości. Katolicyzm polski ogranicza się do powierzchownych rytuałów, kwestia etyki jest tu tylko tłem. Pierwszoplanowa jest przynależność. Nie dziwię się więc, że są tacy ludzie jak ty i ja, którzy w tej przestrzeni się nie odnajdują. Ta pozbawiona ducha przestrzeń staje się coraz bardziej obciachowa, mówiąc językiem młodego pokolenia. Gdyby się przyjrzeć polskiemu Kościołowi, wnet dostrzeżemy, że rytuały, przywiązanie do symboli są ważniejsze niż źródło, czyli Ewangelia. A powiedziano przecież: „szukajcie a znajdziecie”.

To wciąż pokutuje. Mówi się, że zasadniczym problemem Kościoła katolickiego w Polsce jest dziś episkopalny beton. W większości to byli tacy, jakby Wałęsa powiedział, popaprańcy, karierowicze. Moglibyśmy tę listę długo omawiać. Mam wrażenie, że zasadniczym problemem było to, że ci ludzie zupełnie nie byli zainteresowani ani pogłębieniem swojego katolicyzmu, ani czystą ewangelizacją ludzi, do czego wszak zostali posłani. Jedyną ich wartością było bezgraniczne oddanie papieżowi.

Znam ją na pamięć. Odpowiedział tak: „Nasza wina wobec Żydów jest olbrzymia. Przez całe wieki głosiliśmy, że Żydzi są przeklęci”. I dodawał: „W pewnym sensie przygotowaliśmy grunt pod Hitlera. Byliśmy zbyt osłabieni naszym antysemityzmem, aby go powstrzymać”. Tak w Polsce nie mówił w istocie żaden inny ksiądz.

W „Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” pojawia się motyw Polski cierpiącej z walorem odkupieńczym tego cierpienia. I to jest wizja, która stanowi fundament mesjanizmu. W XIX wieku postrzegano wizje Mickiewicza jako rojenia oderwane od rzeczywistości. Zupełnie odszedł w niepamięć prosty fakt, że zabory w dużym stopniu dokonały się na życzenie polskiej skorumpowanej szlachty, a przede wszystkim arystokracji skonfliktowanej z ostatnim królem. Bo to przecież na ich życzenie caryca Katarzyna „zaprowadziła w Rzeczpospolitej porządek”.Bez inicjatywy samych Polaków nie doszłoby nigdy do zaborów.

Mickiewicz, tworząc mesjański mit, również o tym „zapomniał”, nie dostrzegając winy w nas samych. W „Dziadach” jesteśmy tylko ofiarą.

To jest mniej lub bardziej świadomie wypierane. Mówi się, że Polska od lat była tylko katolicka, że katolickość to jej tożsamość. Dodajmy do tego wszystkiego Niemców i ich silną reprezentację w miastach. Ten mit etnicznego Polaka to jest absolutna kreacja stworzona na przełomie XIX i XX wieku, którą wzmocnił jeszcze okres międzywojenny ze swoją syntezą myślenia endeckiego i katolickiego. Nie jest przecież tajemnicą, że Kościół katolicki znalazł wiele punktów wspólnych z ideologią narodowej demokracji. Ten wyrachowany, kontrewangeliczny alians dawał klerowi poczucie wyjątkowości, ważności. To nie jest zresztą wymysł polski. Weźmy te dzisiejsze renesanse religijności np. w Rosji. Putin, który przez większą część swojego życia był ateistą, zwalczał Kościół programowo jak każdy komunista, a już zwłaszcza działacz służb specjalnych, dzisiaj z lubością fotografuje się z patriarchą i mówi o idei „Wielkiej Rosji”.
Profile Image for Adam.
79 reviews7 followers
December 30, 2020
Prof. Stanisław Obirek to mądry facet. Ciekawe spojrzenie na Kościół od środka, trochę o samym życiu jezuitów, trochę krytyki Jana Pawła II i klerykalizmu, przy jednoczesnym szacunku do Kościoła jako instytucji, i tego, czym mógłby być. Miejscami ta rozmowa wręcz przywracała mi wiarę (wbrew tytułowi).
Profile Image for Ola Potocka.
81 reviews
June 19, 2023
4,6
Dziękuję za upewnienie mnie w opinii o tym,jak bardzo wnętrze kościóła jest zepsute i oddalone swoim postępowaniem od realnego Boga. Ogromnie potrzebna książka.
Profile Image for Urszula.
Author 1 book33 followers
February 12, 2023
Bardzo ciekawa książka. Choć widziałam już mnóstwo wywiadów ze Stanisławem Obirkiem absolutnie nie znałam historii jego odejścia z instytucji. Niesamowite jak ogromne jest jego doświadczenie i wiedza na temat kościoła katolickiego. Zaskakujące jak znakomite zawierał przyjaźnie i znajomości, ile trudu wkładał i wkłada w swój rozwój intelektualny. Bardzo ciekawa książka. Ja wciąż mam znikome pojęcie o różnych relacjach i zależnościach w ramach tej instytucji. Jest to bardzo pomocne niejako wprowadzenie do tego świata. No i jednak prof. Obirek to niesamowity intelektualista, z bardzo rozsądnym podejściem do rzeczywistości, więc super się słucha jego wypowiedzi niemal na każdy temat.
Profile Image for Marek.
556 reviews2 followers
December 13, 2022
[przesłuchane]
Stanisław Obirek jest oczytany, dobrze obeznany w świecie i wie, o czym mówi. Czasem nie do końca odnajdywałem się w prezentowanym przez niego kontekście postaci i wydarzeń, jednak tej długiej, acz treściwej rozmowy słuchało się z przyjemnością. Nawet jeśli co jakiś czas miałem wrażenie, że poza wieloma rzeczami do powiedzenia Obirek po prostu zanadto lubi brzmienie swojego głosu. Niemniej i tak lepiej słuchać jego niż wielu innych nieustannie wypowiadających się liberalnych apologetów Kościoła.
Profile Image for Aleksandra Zaborowska.
57 reviews14 followers
July 28, 2024
Fantastyczna książka, która wciąga od samego początku. Profesora Obirka darzę wielką sympatią i szacunkiem odkąd byłam jego studentką na UW I utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to człowiek o ogromnej wiedzy, ale i niezwykle otwarty, empatyczny, celnie krytyczny i pozbawiony apodyktyczności, której w dzisiejszym Kościele i u jego przedstawicieli znieść nie potrafię.
Profile Image for Książk.Ola.
78 reviews10 followers
Read
November 20, 2022
Tak jak nie umiem ocenić jej jako książki, tak uważam, że jest potrzebna i w piękny sposób pokazuje nową perspektywę na polski katolicyzm. Wywiad jest merytoryczny, poparty argumentami i konkretnymi przykładami zachowań/mechanizmów obecnych w Kościele.
Profile Image for Tommy S..
142 reviews34 followers
March 14, 2021
Książka opowiadająca o życiowej drodze Stanisława Obirka napisana w formie wywiadu z Arturem Nowakiem, który jest adwokatem osób, które padły ofiarami pedofilów w sutannach. Polecam każdemu.
Displaying 1 - 8 of 8 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.