Los trzydziestoletniej służącej, Marianny Zaczkiewicz, zdaje się przesądzony. Wyrokiem sądu w roku 1896 zostaje skazana na wieloletnie ciężkie roboty na Syberii. Popełniła zbrodnię i musi za nią zapłacić, choć w jej mniemaniu to ona jest skrzywdzoną ofiarą, niesłusznie skazaną i uwięzioną. Trafia na koniec świata ciężko chora i umierająca, lecz wbrew wszystkiemu się nie poddaje. Przystosowuje się do nowych warunków życia na zesłaniu i marzy o powrocie oraz… zemście.
Poruszająca historia kobiety zdradzonej i wykorzystanej, która postanowiła sama wymierzyć sprawiedliwość i odnaleźć odebrane jej szczęście.
Czy w pogoni za wymierzeniem kary swoim oprawcom Marianna zaleczy rany i zapomni o koszmarach przeszłości?
Weronika Wierzchowska w „Służącej” zabiera czytelnika na daleką Syberię, gdzie snuje przejmującą opowieść o zemście, o przetrwaniu, tajemnicy i o kobiecie, która nie chciała się poddać.
Weronika Wierzchowska przenosi nas na daleką Syberię, do krainy dzikiej, a jednak już okiełznanej. Tam, wokół kolonii karnej Omska, zesłani Polacy utworzyli swoisty ekosystem, część z nich osiedliła się, by na tych obcych ziemiach rozpocząć nowe życie, na własnych zasadach. Kimś takim jest Mikołaj, niemal siedemdziesięcioletni były ułan, który trafił tu po powstaniu styczniowym i został, by wspierać i działać na rzecz Kirgizów, ludów tych okolic. Kimś takim jest też Milena Nowiełło, która wraz z mężem w Omsku otworzyła sklep. W „Służącej” poznamy więcej takich postaci, rozdwojonych, o polskiej duszy, którzy z dala od ziemi ojczystej próbowali przetrwać i jakoś znaleźli swój dom.
Jednak „Służąca” to przede wszystkim opowieść o sekrecie i o zemście. Zemście, która naznacza życie kobiety, która napędza ją, daje jej siłę tam, gdzie sił już brak. O tajemnicy, która siedzi głęboko w sercu głównej bohaterki, a której my możemy się jedynie domyślać. O koszmarze, o którym nie można zapomnieć, bez względu na to, jak układa się życie, o oprawcach, którzy wciąż stają przed oczami, bez względu na to, jak wielu dobrych ludzi pojawia się na drodze. Weronika Wierzchowska przedstawiła rzeczywisty świat przesiedleńczej Syberii końca XIX wieku, całość ubrała w piękny język, dzięki któremu płyniemy przez tę opowieść, a jako wisienkę na torcie dorzuciła sekret. Sekret, który pragniemy poznać. Sekret służącej…
Takie powieści – przepełnione historią, ale z kobiecą duszą, od naszych polskich pisarzy – to prawdziwe perełki literatury popularnej. Lekkie, a mimo to trafiające prosto do serca, wzruszające, działające na wyobraźnię. Warto o nich pisać. Warto się nimi dzielić.
1,5 Słaba, niewiarygodna, do bólu przewidywalna, jednocześnie niekonsekwentna i napisana słabym językiem. Tak w skrócie można określić tę książkę. Wiem, że jest to literatura obyczajowa o charakterze rozrywkowym, ale nawet od tak niewymagającej lektury wymagam, żeby fabuła się kleiła. Tu niestety się nie klei, zaczynając od drobnych wpadek, kończąc na filarach. Główna bohaterka po kilku dniach pobytu w szpitalu odzyskuje wigor i siły, przy czym ta sama bohaterka po kilku miesiącach nadal, według Autorki, jest słaba, wychudzona i wyniszczona chorobą. Na zesłaniu dostaje sukienkę z pięknego materiału, którą doszczętnie niszczy podczas pobytu na stepie......., żeby pojawić się w niej w przedostatniej scenie powieści.......Do tego mając lat czterdzieści wchodzi przez okno do jednego z domów niczym nastolatka. W wieku XIX, kiedy toczy się ta powieść 4o-letnie kobiety były już nadobnymi matronami, a nie chyżymi podlotkami. Miłość głównych bohaterów zważywszy na dużą różnicę wieku i pochodzenie jak na owe czasy mało wiarygodna. Ale coś co uderzyło mnie najbardziej swoją naiwnością to kontrast między młodziutką Marianną głupiutką, pustą i prostą, a jej dorosłym portretem, kiedy nie wiadomo skąd i jak stała się mądrą, przewidującą i umiejącą o siebie zadbać kobietą. Język powieści też pozostawia wiele do życzenia: pomoc domowa, w każdym zdaniu jest "striapką", co nasuwa mi myśl, że o wyrazach bliskoznacznych Autorka nie słyszała. Korekta też wiele stron przespała, być może ze względu na słaby tekst i dziecinnie wykreowany obraz życia w ostatnich latach Polski szlacheckiej. Wielokrotne błędy językowe i rzeczowe. Jedna z bohaterek na przestrzeni pięciu stron raz jest Asią, raz Agnieszką, a raz Joanną. Ogólnie widać, że przy tworzeniu tekstu Autorkę wyobraźnia poniosła tak mocno, że nie liczyła się z żadnymi realiami, które dość swobodnie dopasowała do swojej infantylnej opowiastki. Książka z gatunku "przeczytaj-zapomnij". Jeśli komuś zależy na prostej, bezmyślnej i niewymagającej rozrywce, to może czytać. Ale jeśli ktoś ma wobec literatury obyczajowej chociaż minimalne wymagania, to szkoda czasu i wysiłku.
Straszny misz masz. Mydło i powidło. Mam wrażenie, że autorka miała siedem różnych pomysłów na powieść i postanowiła je wepchać razem do jednej książki. Jeśli chcecie powieść o zsyłce na Sybir - macie to! Ale jak będzie wam za zimno to ruszymy na rozpalone stepy! Ale, ale może stepy będą za nudne... Wróćmy do pracy w podwarszawskiej rezydencji księcia. Och poczekajcie, bo musimy wrócić do zsyłki. Jednak nie. Czas na Kazachstańskich zbójów i szamanki. Potem jeszcze kilka scen rodem z Jamsa Bonda połączonych z vendettą. I bum! Koniec
prosty ze mnie czytelnik, był lekki wzrusz, no był. w książce działo się tak dużo, ale nie nudziłam się, choć momentami nie wiedziałam, gdzie to wszystko zmierza. fajnie, było fajnie.
Może nie jest to wg mnie najlepsza książka autorki, ale zdecydowanie jedna z lepszych. Ja nie jestem fanką przeskakiwania w czasie, a tu to miało miejsce tylko raz i rozumie ten zabieg, w celu przedstawienia historii Marianny, gdyż poznajemy ją w momencie kiedy jest już skazana na zsyłkę na Syberię. Autorka przedstawia sytuację kobiet, służących ale nie tylko na początku XIX wieku. Historia Marianny, jest pełna zwrotów, a motorem napędowym jest zemsta. Bohaterka dąży do powrotu w rodzinne strony i zemsty na paniczu, jego rodzinie, prawniku i mężczyźnie, który miał jej pomóc zejść z tego świata. Czy uda jej się zemstą? Napewno uczy się świata na nowo i poznaje mężczyznę swojego życia, gdyby nie Sybir nie była by w miejscu którym kończy się książka. Wszystkie wątki składają się w jedną całość,a bohaterowie nie dają się nie lubić. Polecam zdecydowanie.
Zaczynała się dość ciekawie, a później już poleciała Autorka ze swoją fantazją za dalejk jak na moje gusta..... Książka strasznie przewidywalna, błaha, strasznie niewiarygodna, lekka fantasy .... Podobać się podoba wielu z tego co widzę, mi totalnie nie, przeczytana bo nie porzucam książek, ale w pewnym momencie już jakoś zniechęciła mnie zbyt dużą dozą fantastyki....