Z jednej strony jestem w stanie dostrzec dużo zalet tej książki, z drugiej - po naprawdę świetnym i oryginalnym "Sztokholmie" (ze świetnej serii "przewodników nieoczywistych" Wielkiej Litery) oraz bardzo otwierających oczy "Moralistach" czuję się nieco skonfundowana pojedynczymi drobnostkami, których wyeliminowanie wymagałoby 5-10 minut, a zupełnie zmieniłoby mój odbiór całej powieści.
Zacznę od stron dobrych, czyli od tego, jak bardzo doceniam fakt, że Autorka jest osobą rzeczywiście mieszkającą i żyjącą w Szwecji, zgłębiającą tamtejszy język, kulturę i sposób myślenia. Wydaje się, że dzięki polskiemu pochodzeniu Autorka zyskuje bardzo ciekawą perspektywę, pozwalającą na porównywanie różnych zjawisk, i że świadomie i dojrzale z niej korzysta, jednocześnie przybliżając Szwecję "typowemu" polskiemu czytelnikowi (który coś o tym kraju niby wie, ale często są to rzeczy zupełnie przypadkowe, pomieszane i nieusystematyzowane). To bowiem sprawia, że łączenie ze sobą na zaledwie trzystu stronach historii z Polski, Niemiec i Szwecji nie razi, a nawet zyskuje nowy wymiar, splatając się w jedną, spójną całość. (Swoją drogą, zachęcam do śledzenia Autorki również na portalach społecznościowych, w których pisze bardzo mądre i wyważone rzeczy warte głębszego przestudiowania).
Niemożliwe byłoby chyba też nieodczuwanie sympatii do większości bohaterów pozytywnych - do kobiety, która wyzwoliła się z bezwzględnych sideł przemocy domowej; do kobiety, która na własnej skórze dostała okropieństw wojny i najstraszniejszych możliwych poniżeń; do dwójki przemęczonych, ale porządnych policjantów niepanujących nad swoim życiem osobistym, a nawet do nieco mało rozbudowanej i naiwnej dziedziczki tkwiącej w nieszczęśliwym związku. Każda z tych historii prawdopodobnie będzie mieć ciąg dalszy, i chociaż przyznać trzeba, że "Bardzo zimna wiosna" w wielu przypadkach jedynie ogólnie nakreśla tło postaci, to - gdy nieco przymkniemy oko - robi to w sposób intrygujący i pchający do sprawdzenia, jak potoczą się ich losy.
Autorka robi też coś (próbuje?), co uczyniły jedne z najlepszych kryminałów, jakie czytałam: oprócz kryminalnej intrygi opisuje (coraz poważniejszy) problem społeczny, a raczej wiele aspektów jednego problemu. Tak robił np. świetny w swoim gatunku "Kasztanowy ludzik", tak robił też oczywiście Stieg Larsson, o to momentami ocierał się też Nesbo (by wymienić tylko kilku najbardziej znanych), i to należy jak najbardziej chwalić. Tym bardziej w tym kontekście cieszy to, co napisałam powyżej - fakt, że Autorka nie pisze o tych problemach z domku pod lasem w Pcimiu Dolnym, tylko rzeczywiście będąc niejako w centrum wydarzeń, obserwując i rozmawiając. Myślę, że jeżeli uważnie przeczytało się wspomnianych już "Moralistów", ani dobór tematu, ani opisanie (przynajmniej) niektórych jego aspektów nie będzie zaskoczeniem; możliwe będzie też odnalezienie pewnych cech wspólnych z rzeczywistymi postaciami, które występowały w reportażu. I pewnie jestem bardzo stronnicza, ale uważam tę książkę za dobrodziejstwo w kontekście tego, jak często rozmawiam z osobami wygłaszającymi rasistowskie lub bardzo nieprzemyślane i niepoparte żadnymi dowodami opinie na temat sytuacji w Szwecji, które zaciekle odmawiają sięgnięcia do "Literatury Reporterskiej" - taki kryminał, wersja "soft", ale wciąż wnikliwie opisująca sytuację, prawdopodobnie okaże się wręcz zbawieniem w takich dyskusjach.
Jeżeli chodzi o intrygę kryminalną: jest i działa. Wolałabym co prawda, by pierwsza ze wskazówek została wprowadzona nieco szybciej, albo żeby ostateczny portret mordercy miał jednak więcej odcieni czy chociaż "czasu antenowego", ale rzeczywiście chce się wiedzieć, co się tutaj stało i dlaczego. (Bardziej rozbudowana mogłaby być też rola policjantów, ale rozumiem, że można tę ich relatywnie małą rolę uzasadniać wspominanym wszędzie przytłoczeniem i rozdrobnieniem na wiele spraw - przy przyjęciu takiej interpretacji takie zminimalizowanie ich udziału daje bardzo ciekawy efekt). Sceneria jest bardzo malownicza (zwłaszcza po lekturze "Sztokholmu" albo wpisaniu nazw dzielnic w Google), postaciom życzymy dobrze, a przez wzgląd na "lekkie pióro" całość pochłonąć można zaledwie w kilka godzin.
No dobrze, ale to skoro wszystko jest tak świetnie, to cóż znowu mi nie pasuje?
O pierwszych zastrzeżeniach już wspomniałam - książka jest dość oszczędna, i nie za bardzo pozwala na zbudowanie wielowymiarowych bohaterów. Jasne, to jest kryminał, nie oczekuję więc złożonego obrazu psychologicznego jak z "Zimowli" Dominiki Słowik, ale niestety wydaje się, że można większość bohaterów określić jedną, maksymalnie dwoma cechami czy atrybutami. I jasne, czasem posiadamy dodatkowe informacje - np. o Ewie, że jest ofiarą przemocy domowej, która uciekła, pracuje jako pomoc/asystentka, studiowała filologię szwedzką, ma dwie blizny - jednak same cechy postaci są dość skąpe. Np. dobroduszny wielkolud tkwiący w nieszczęśliwym małżeństwie. Nieszczęśliwa, ale zadbana żona tkwiąca w nieszczęśliwym małżeństwie. Przystojny policjant kochający swoje dzieci, ale je zaniedbujący, po rozwodzie (kończącym nieszczęśliwe małżeństwo). I jasne, oprócz konstatacji, że coś dużo tutaj nieszczęśliwych małżeństw (może za dużo), i dużo silnych kobiet (których nigdy dość) jesteśmy w stanie wyłuskać z treści powieści dodatkowe cechy - że np. wielkolud ma luterańską etykę pracy i mimo zmęczenia jedzie na dyżury, bo "nie ma komu pracować" - ale bardzo mocno czuć, że jest to dopiero pierwszy tom, w którym bohaterowie są bardziej narzędziami do popychania akcji do przodu niż samoistnymi postaciami. I dobrze, zgodzę się z zastrzeżeniami innych recenzentów, że jednak jest to kryminał, który z założenia zawsze będzie przynajmniej odrobinę schematyczny, ale czy, skoro prawdopodobnym zamiarem było stworzenie całego grona silnych kobiet, czy nie byłoby dobrze dać każdej po kilka dodatkowych scen (albo nawet po jednej), w których mogłyby się wykazać? Najciekawszy (i najbardziej dołujący) na razie wydaje się bowiem dramat na linii Jens-Agneta, który jednak wciąż rozgrywa się gdzieś w tle, nie przebijając się na pierwszy plan.
Po drugie: kwestia dość dziwnych ekspozycji, które Autorka zamieszcza tutaj licznie - tłumaczące Szwecję, tłumaczące politykę, opisujące sytuację i różnych jej uczestników. Jednak o ile w stanowczej większości wypadają one tak, jak mój ostatni przykład, czyli dość naturalnie i na miejscu, o tyle w pierwszej połowie można znaleźć kilka miejsc, w których ekspozycja jest tak przejaskrawiona, że można aż zgrzytnąć zębami. Tak np. dzieje się w przypadku opisu "kartoteki Romów" (str. 180-181), która w rozmowie dwóch policjantów, wieloletnich zawodowych partnerów powinna być czymś oczywistym, jedynie hasłem, które wywołuje nieprzyjemne uczucie za każdym razem, gdy się o nim wspomni, absolutnie niewymagającym tłumaczenia w takim gronie.
Po trzecie: niestety widać pojedyncze niedoróbki w redakcji, np. skróty myślowe ("nie czyta popołudniówek, więc może być człowiekiem wykształconym", str. 184) czy innego rodzaju brak precyzji ("X zapodał Y tabletkę gwałtu i dość brutalnie się z nią obchodził", str. 326, sugerujące, że brutalność skierowana była w tabletkę gwałtu; językowe wątpliwości mam też co do słowa "zapodał"). Styl - czyli krótkie, pojedyncze zdania i bardzo dużo dialogów oceniać należy indywidualnie, mi momentami przeszkadzał nadmierny dynamizm pojawiający się zwłaszcza w bardziej dramatycznych sytuacjach.
Na koniec napiszę tak: mimo dość długiego czasu na liczniku z Goodreads tak naprawdę książkę tę w większości przeczytałam w trzy, może cztery godziny po bardzo ciężkich kilku dniach, i mimo tego, że dotyka ona bardzo poważnych tematów mocno przy niej odpoczęłam. Mam jednak wrażenie, że jak na razie - nawet biorąc pod uwagę fakt, że jest to dopiero część pierwsza dłuższego cyklu - było zbyt płytko. Widać, że Autorka chciała tutaj pisać jednocześnie i o przemocy wobec kobiet, i o drugiej wojnie światowej Szwecji, i o braku dialogu na temat ważnych problemów, i o trudach uchodźstwa z punktu widzenia samego uchodźcy, i o trudnej sytuacji z punktu widzenia polityków i społeczeństwa, i o zbrodniach wojennych, i o rozliczaniu się danego kraju z własną przeszłością, i o rozliczaniu się danych jednostek ze swoją - często bardzo skomplikowaną i niejednoznaczną - historią. I jasne, podejrzewam, że prawdopodobnie nie da się napisać o jednej rzeczy "w całości" albo pomijając pewne jej aspekty, ale może trzeba było rozważyć przeniesienie np. połowy tych tematów do drugiego tomu, a na razie lekkie ich zasygnalizowanie; albo rozbudowanie np. jednego bohatera, a potem przeniesienie nacisku na drugiego. Albo w ogóle wydłużenie tego tomu i pogłębienie określonych treści. W tym momencie niestety jednak zrobiło się nieco zbyt płytko i w warstwie psychologicznej, i w warstwie kryminalnej, i w warstwie socjologicznej - a szkoda, bo wiem, że Autorka ma i warsztat, i wiedzę, i możliwości, żeby coś pogłębionego napisać, jeżeli już chce zajmować się "kryminałem obyczajowym".
Podkreślę jednak raz jeszcze, że zdecydowanie będę książkę tę reklamować przy wymienianiu literatury dającej do myślenia o Szwecji. Bo mimo wymienionych przeze mnie wad trzeba Autorce oddać, że swoją prozą przynajmniej w jakimś stopniu motywuje do myślenia i do refleksji nad bardzo trudnymi tematami, a to zawsze jest cenne. I prawdopodobnie grzecznie sięgnę po tom kolejny, bo może akurat coś się w nim wyjaśni, coś rozbuduje i nie będę miała na co nocną porą narzekać.