Usatysfakcjonowana po poprzednich częściach, bardzo pozytywnie podeszłam do czytania tej książki. Pan Christopher Berry-Dee prowadzi swoje książki w taki sposób, że przez nie dosłownie płynę, a historie w nich opowiedziane dodatkowo sprawiają, że chce mi się je czytać. Jednak tu coś poszło nie tak i chcę szczerze powiedzieć, że się zawiodłam. Najnormalniej w świecie ta część mnie rozczarowała.
Oczywiście nie mogę odjąć tego, że jest wyjątkowo dobrze napisana, podobnie jak pozostałe tomy, ale jednak jestem zawiedziona. Na pytanie „dlaczego?” mogę znaleźć jedną prostą odpowiedź.
Kupując kolejne tomy, chcę poznawać nowe historie. Chcę się dowiadywać o nowych zbrodniach i poznawać ich szczegóły. Co tu wymaga podkreślenia, chcę nowe historie.
W tej książce znajdziemy pięć spraw, z czego tylko o dwóch nie było do tej pory mowy, albo po prostu mi umknęły. Kolejne dwie, trochę skrócone, to fakt, czytałam już w „Rozmowach z psychopatami”, a ostatnią w „Rozmowach z seryjnymi morderczyniami”. Znów są te same listy, te same cytaty, a ja czułam się tak, jakbym znów czytała tę samą książkę. Już pod sam koniec, kiedy został mi ostatni rozdział o kobiecie, której sprawę już znałam, byłam szczerze zniesmaczona i zmęczona. Nie chciałam znów czytać o tym samym. Chciałam nowości. Rozumiem, że można je czytać w dowolnej kolejności, ale i tak...
Panu Berryemu-Dee nie można odmówić inteligencji, lekkiego pióra i otwartego umysłu, jednak zawiodłam się, gdy po raz kolejny użył tych samych historii co wcześniej. Ile można?
Patrząc na to jako osobny twór i udając, że nie czytałam poprzednich części, książka jest zdecydowanie godna uwagi, ciekawa i dokładna, jednak nie spodobało mi się to, ze historie są powtórzone. Polecam ją, ale może nie od razu czytając wszystkie części. Ta część została wydana w 2019 roku, a pierwszy tom aż w 2003, więc rozumiem z jednej strony powtórkę z rozrywki, ale z drugiej, jest ona męcząca.