Gdy Kuniko Tsurita zaczynała komiksową karierę, środowisko związane z mangą było silnie zmaskulinizowane. To się na przestrzeni lat nieznacznie zmieniało, ale nie ulega wątpliwości, że przez cały okres jej życia i funkcjonowania w tym światku (zmarła przedwcześnie w 1985 r.), mężczyźni nie tyle dominowali, co tworzyli hermetyczną społeczność, do której kobiecie nie było łatwo się przebić. Mimo to artystce udało się zaistnieć na tyle, że była pierwszą autorką tworzącą dla kultowego magazynu „Garo” i jedyną, która robiła to w miarę regularnie w czasach, gdy od rysowniczek wymagano głównie zaangażowaniu w powstawanie shoujo – komiksów o tematyce miłosnej. Gekiga, czyli odmiana mangi przeznaczonej dla dorosłego czytelnika, była domeną mężczyzn. Tsurita jest pionierką nie tylko z tego powodu, warto nadmienić, że jej twórczość cechuje spora oryginalność na tle dokonań ówczesnych mangaków, więc świetnie, że wybór jej najciekawszych opowiadań udało się przybliżyć anglojęzycznemu czytelnikowi.
Dokonania Tsurity, nawet te z najwcześniejszego okresu, przepełnione są widmem nadchodzącej śmierci. Jej symbolem jest unoszący się nad krajobrazem atomowy grzyb, który nie jest (jak niektórzy przypuszczali) wizytówką zagrożenia, jakie niesie współczesna technologia wojenna, ale właśnie odzwierciedleniem choroby (toczeń), jaką zdiagnozowano u autorki i jaka kładzie się cieniem na beztrosce życia i wyzwoleniu, reprezentowanym tu przez nieskrępowaną jazdą motocyklem. W ogóle w tej twórczości sporo jest ukrytych znaczeń i symboli, ujawniających swój sens dopiero po zetknięciu z biografią artystki. Akcja „Yuko’s Day” dzieje się np. w szpitalu, a treść „My Wife is an Acrobat” wynika z obserwacji ciała chorej przez jej partnera. „Arctic Old” opowiada o nieokreślonym miejscu naznaczonym reżimową rzeczywistością, gdzie słabe ogniwa skazywane są na obóz koncentracyjny i eliminację. Obserwujemy chorą kobietę, którą w wielkiej tajemnicy i poczuciu zagrożenia opiekuje się jej partner. Te i inne opowiadania są dowodem zawoalowanych treści ubranych w historie cechujące się sporą dawką artyzmu, a także depresyjną i enigmatyczną formą. Zresztą momentami przekraczana jest granica pretensjonalności, jaką jest w stanie znieść czytelnik - w „Calamity” życie pokazano jako więzienie, a niewinnego bohatera jako skazańca czekającego na proces. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że to co dla europejskiego czytelnika wydaje się ogranym motywem czy banałem, z perspektywy kultury Japonii lat 60. i 70., może nabrać całkiem nowych kontekstów.
Znajdziemy tu zarówno tematykę dotyczącą związku i roli kobiety w nim („Occupants”), jak i opowiadania wskazujące na ogromne pokłady samotności autorki („Sounds”, „Money”), a wszystko to na tle ówczesnych niepokojów społecznych i protestów studenckich związanych z lewicową kontrkulturą. W sferze obyczajowej uderza odwaga w przedstawianiu androgynicznych postaci i zawoalowanych wątków lesbijskich. Tsurita znała języki obce, więc zaczytywała się m.in. w literaturze francuskiej w czasie, gdy w Japonii przekładów w ogóle nie było. Z czasem w jej twórczości zaczęły dominować wątki baśniowe, ale zawsze z drugim dnem. Opowiadania miały często silny wydźwięk egzystencjalny i zawierały wiele niedopowiedzeń stanowiąc formę otwartą na domysły i interpretację i chyba przez to jest ona dzisiaj tak ciekawa.
Głęboko intelektualny charakter tych historii ma odzwierciedlenie w stronie graficznej - także niejednoznacznej, mieszającej warstwę karykaturalną z powagą, oferującej sporo artystycznych, metaforycznych kadrów, czasem niejasnych i skrótowych, jednak zawsze nadających całości dodatkowej głębi. Ten zbiór to wyzwanie, które z pewnością łatwiej podjąć z opublikowanym w tomie świetnym esejem Ryana Holmberga – niezwykle zasłużonego w przybliżaniu zachodniemu czytelnikowi klasyków japońskiej mangi.
---
Tekst ukazał się na facebookowej stronie "Magazynu Kreski"