Joanna Szarańska zaprasza na Miodową. Autorka bestsellerowych Czterech płatków śniegu powraca z pełną emocji i wzruszeń nową serią obyczajową.
Małgorzacie udało się zapomnieć o przeszłości. Wiedzie szczęśliwe życie, jest zadowolona z kariery zawodowej i związku z Robertem. Do czasu, aż pewnego dnia otrzymuje list w błękitnej kopercie. Kto dziś jeszcze pisze listy? Małgorzata zna tylko jedną taką osobę, ale wolałaby wymazać ją z pamięci. Jednak informacja, którą skrywa błękitna koperta skłania ją do powrotu na Miodową. Do domu pełnego wspomnień. W starej księgarni, gdzie półki uginają się od książek, a kraciasty fotel kusi swą miękkością, Małgorzata wraca myślami do lat dzieciństwa i odkrywa tajemnice swej rodziny.
Jak na powrót Małgorzaty zareagują dawni przyjaciele i sąsiedzi? Czy na pewno jej związek jest udany? A może na Miodowej czeka na nią ktoś ważny?
Pisarka, żona, mama. Miłośniczka kawy, czekolady i dobrej książki. Autorka dwóch serii komediowych: Kalina w Malinach i Kronika pechowych wypadków oraz bestsellerowych Czterech płatków śniegu i ich kontynuacji – Anioł na śniegu oraz Choinka cała w śniegu.
Najchętniej pisze o świcie, gdy cały dom pogrążony jest we śnie. W swojej twórczości stara się nieść uśmiech i nadzieję. Przez lata związana z Fundacją Miasto Słów oraz Klubem z Kawą nad Książką. Mieszka pod Krakowem wraz z mężem, córeczką oraz gangiem niesfornych czworonogów.
Uwielbiam styl pisania autorki. Jest taki subtelny i przyjemny, więc z chęcią sięgam po jej książki. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron. Jest idealna na lato, bo można przy niej odpocząć i się zrelaksować. W drugiej części trochę się wynudziłam stąd taka ocena. Historia potem wydawała mi oklepana. Nie zabiera jej to jednak uroku, który towarzyszył jej od samego początku.
Inny rodzaj książki Joanny Szarańskiej. To nie jest komedia, tylko bardziej książka obyczajowa bez humoru. Dla mnie trochę zbyt "przegadana", a główne wątki zbyt spłacone.
Było w porządku. Niby dobrze, ale jakoś nie potrafiłam do końca wczuć się w tę powieść. Zabrakło mi jakiegoś momentu przyspieszenia, akcji. Było dość monotonnie, melancholijnie. Być może w kolejnych częściach pojawi się i to, czego tu mi zabrakło. Póki co 3,5/5 🙃
Małgorzata wiedzie szczęśliwe życie, w którym nie ma miejsca na rozpamiętywanie przeszłości. Jeden list w błękitnej kopercie, który trafia do niej pewnego dnia, przypomina o tym wszystkim, o czym tak rozpaczliwie chciałaby zapomnieć. Mimo to, wraca na Miodową - do domu pełnego wspomnień. Ta podróż pozwala jej odkryć prawdę o rodzinie i dostrzec to, co umykało jej w codziennym zgiełku dorosłości.
Jeju, no takie poranki to ja mogę mieć codziennie! Już przy wcześniejszych książkach Joanny Szarańskiej zauważyłam, że lekki styl, w jakim pisze swoje książki jest czymś, co bardzo mi odpowiada, ale przy tej historii pokochałam go całym sercem. To niełatwa sztuka, opisywać problemy w tak subtelny (idealne określenie!) sposób, nie gubiąc przy tym ich powagi. Bardzo to podziwiam i szanuję!
O samej historii mogę powiedzieć tyle, że jest wciągająca, intrygująca i.. realna? To chyba dobre słowo, bo tutaj nie ma żadnej przesady. To normalne życie, w którym pewne sprawy są niewyjaśnione. Ujęło mnie też to, że nie ma tu wątku miłosnego, wysuniętego na pierwszy plan. Z reguły uwielbiam takie rzeczy, ale w "Porankach na Miodowej 1" płomienny romans wcale nie był potrzebny, żeby ta historia była lepsza. Ona jest świetna dokładnie taka, jaka jest.
Przysięgam, nie mogę doczekać się kolejnej części, żeby podziwiać następną przepiękną okładkę i zaczytywać się w tej cudnej powieści.
"Poranki na Miodowej" stanowią początek cyklu "Na Miodowej". To także moje pierwsze spotkanie z autorką. Jak się szybko okazuje - nie ostatnie, gdyż od razu po skończeniu "Poranków..." sięgnęłam po "Popołudnia na Miodowej". Czym więc mnie owe poranki urzekły? Na pewno sporą dawką sentymentalizmu, opisami barwnej jesieni, sporą ilością książek, czytani i czytelnictwa w ogóle wplecionych w treść. Także barwnym parzeniem herbaty, słuchaniem, powrotami do przeszłości... Główną bohaterką jest Małgosia Celińska. Jest spełnioną trzydziestokilkuletnią powieściopisarką. U jej boku - narzeczony - Robert. Swoje dzieciństwo spędziła w domu nieznanej wcześniej krewnej - u surowej ciotki Wandy Celińskiej. Ciotka mieszka na Miodowej, jest właścicielką kameralnej księgarni. Pewnego dnia w ręce Małgosi trafia tajemnicza niebieska koperta z papeterii ciotki... Niby nic w tym dziwnego, jednak kobiety nie odzywają się do siebie od lat. Co poróżniło młodą Małgosię i doświadczoną Wandę? Co skłoniło nasze bohaterki do odnowienia kontaktu oraz powrotu do niedopowiedzeń z przeszłości? Czy są sobie w stanie wybaczyć? Jak potoczą się losy domu na Miodowej i kto ma na niego chrapkę? Warto też zwrócić uwagę na zażyłe relacje sąsiedzkie, piekarnię Pani Basi, jej ciasto i roztaczane wszem i wobec ciepło.
Lubię Szarańską bardzo. Jej świąteczne powieści są u mnie wysoko na liście, a komedie zawsze ubawią mnie do łez. Tym razem autorka pokazała nam się z zupełnie innej strony i wyszło... genialnie! Pierwsze co mnie uderzyło to język - tak dojrzały, tak dopracowany. Każde zdanie jest niemal odczuwalne, słowa misternie splecione, porównania wręcz poetyckie, ale nieprzesadzone. To jedna z tych książek, w które czytelnik po prostu się zapada: kurz z powieściowej księgarni drapie w gardło, pomidorek koktajlowy rozlewa się słodyczą w buzi, a łza bohaterki smakuje słono. Gdyby Szarańska takim językiem opisała przepis na schabowego z ziemniakami, to też bym czytała z zachwytem. Język jednak to nie wszystko. Fabuła idealnie się z nim zgrała. Historia Małgosi porusza, tym bardziej że Małgosią mogłaby być każda z nas. Krótko mówiąc, to była prawdziwa czytelnicza uczta. Czekam na kolejny tom i ciekawi mnie niezmiernie kto będzie głównym bohaterem.
Ps. Plastikowy jeż na kredki bardzo mnie rozczulił :)
O rany, tego się nie spodziewałam. Kończy mi się abonament na Legimi i sięgnęłam po tą książkę tak o, wpadła mi w oko i stwierdziłam, że będzie idealna na ostatnie dni abonamentu. Potrzebowałam czegoś lekkiego, oceniłam po okładce że będzie luz, no i poszło. Problem w tym, że luzu wcale nie było - ta książka poskładała mnie emocjonalnie i, z jakiegoś powodu, wciągnęła bez reszty. Mega podoba mi się to, że główna bohaterka ma 37 lat, nie ma dzieci i nie jest w związku małżeńskim. Miła odmiana. W dodatku w sumie nie jest „ustatkowana” w życiu i to też jest super. Oczywiście pojawia się wątek domu na wsi i małego miasteczka, zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy się znają i lubią ale, o dziwo, nie ma tu cukierkowości, wręcz przeciwnie. Jest miło i ciepło, ale nad bohaterami wisi wiele problemów i to nie byle jakich. Bardzo się w tą książkę wciągnęłam i czytało się ją ekspresowo, autorka ma lekkie pióro, ale nie jest przy tym ogłupiające. Chętnie sięgnę po kolejne tomy ☺️
Czytałam kilka powieści autorki i przypadły mi do gustu, więc postanowiłam sięgnąć po jej (chyba) najbardziej wychwalaną serię i niestety pierwszy tom nie przypadł mi do gustu, więc nie podejmę się kontynuacji. Liczyłam na ciepłą i pogodną atmosferę księgarenki przy ulicy Miodowej, której nie dostałam, a w zamian pojawiła się historia pełna żalu, tęsknoty i trudnych wyborów. Książka jest ciężka, nużąca, akcja dłuży się i przytłacza. Niestety nie dla mnie, choć wiem, że i takie historie mają swoich zwolenników. Czytałam ją prawie dwa miesiące, co też chyba o czymś świadczy.
Finalnie pozytywnie się zaskoczyłam! Po drodze było trochę zgrzytów, ale końcówka nawet czymś mnie zaskoczyła, a to na plus. Całkiem zgrabnie napisana i nawet pozostawiła po sobie lekki niedosyt, więc chyba sięgnę po kolejne części szybciej niż się spodziewałam.
3.5/5 Żałuję że odeszłam od tej książki po przeczytaniu 1/4 calosci. Po powrocie do historii czytanie sprawiło mi dużo przyjemności, a druga połowa była o wiele lepsza od pierwszej. Ogólnie przyjemna obyczajówka na jesienne wieczory.