Zabójca studentki Martyny Bułeckiej, policjantki Magdy Giętkiej i prawdopodobnie wielu innych kobiet zniknął. Zapadł się pod ziemię. Nikt nie wie, co się z nim stało. Ani próbująca go wytropić policja, ani Tomek Kawęcki, który wprawdzie odszedł ze służby, ale nie porzucił poszukiwań sprawcy. Były śledczy, jak zwykle balansując na granicy prawa, próbuje się dowiedzieć, kim naprawdę jest morderca, co go ukształtowało i gdzie się ukrywa. Po drodze stara się rozwiązać swoje problemy z gangsterami, a także odkrywa sekrety prokuratora Wargi, komendanta Dębca oraz biznesmena Halberta. Tymczasem zabójca, schowany w bezpiecznym miejscu, planuje kolejną zbrodnię. Już ostatnią. Najbardziej spektakularną ze wszystkich.
Krótka informacja na wstępie. To będzie moja zbiorcza opinia o całej trylogii z Tomaszem Kawęckim. Kiedy zobaczyłem zapowiedź "Resetu", postanowiłem w końcu zapoznać się z twórczością autora i sięgnąłem po poprzednie tomy. Przepadłem totalnie. Postanowiłem dodać swoje trzy grosze o tej imponującej trylogii pod jej ostatnim tomem.
Jestem tylko rok młodszy od autora, a czułem się jakbym czytał powieść pisarza tak mniej więcej dwadzieścia lat starszego, który ma za sobą wiele napisanych książek oraz dużo życiowych zakrętów. Jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu Krzysztofa Domaradzkiego. Czuję się jak uczniak podstawówki, który próbuje sklecić parę zdań w zeszycie na język polski. Rok różnicy a przepaść pod względem talentu, zmysłu obserwacji społeczeństwa i wielu, wielu innych.
Łódzka trylogia z Tomaszem Kawęckim w roli głównej to mroczny kryminał pełną gębą. Nazwałbym go wręcz roboczo dark kryminałem, parafrazując jeden z gatunków mojego ulubionego fantasy. Mrok ma w tej trylogii podwójny wymiar. Pierwszym, tym oczywistym jest brutalność z jaką działa morderca. To psychopata, który nie zadowala się śmiercią ofiary. Musi ją upodlić. Wręcz ukarać i zniszczyć, zarówno fizycznie jak i przede wszystkim psychicznie. Drugi wymiar to mrok, jaki wypełnia bohaterów trylogii. Aktorzy tej historii mają swoje mroczne sekrety, zboczenia i wynaturzenia. Tomek Kawęcki ukazany z jednej strony maksymalnie stereotypowo jak tylko da się w przypadku kryminału - zapijaczony samotnik, którego zostawiła żona, jest postacią budzącą zarówno wstręt i podziw. Kolejna zasługa autora. Stworzyć postać, która wydaje się jaką wiele w kryminałach, jednak z ukrytą głębią i mocno niejednoznaczną. Przez to, że jak sam Kawęcki wspomina, dzieli go tylko cienka linia od psychopaty, którego ściga, nigdy nie wiemy czego się po nim spodziewać. Mroczne jest także miasto. Łódź nie jawi się w tej historii w zbyt optymistycznych barwach. I tu kończąc wątek mroku lekki minusik. Wiem, że taki był zamysł na całą trylogię, jednak brakuje tu trochę przełamania tej czerni. Jeśli już pojawia się jakiś pozytywny akcent to ma on jedynie odcień szarości. Nie ma tu słodko-gorzkich rozwiązań. Jedynie mniej lub bardziej gorzkie.
Co wyróżnia na tle innych kryminałów łódzką trylogię to fakt, że jej rozwiązanie rozłożone jest na trzy tomy. Dopiero w trakcie drugiego, ustalony zostaje sprawca, a ostateczne starcie z nim ma swoje miejsce w ostatnim tomie. Niesamowicie dobrze buduje to napięcie i radzę nowym czytelnikom o zaopatrzenie się od razu we wszystkie trzy tomy. Ja bardzo cieszyłem się, że zacząłem czytać poprzednie tomy niedługo przed premierą "Resetu", bo ciekawość zżerała mnie ogromnie.
Łódzka trylogia to bardzo dobrze napisany kryminał i mocna kryminalna historia. Brutalna, brudna, która zostawi Cię niekiedy z poczuciem obrzydzenia, smutku, gniewu, niesprawiedliwości. Przynajmniej wzbudzała je we mnie. A jeśli historia budzi w Tobie emocje to najlepsza możliwa rekomendacja. Jestem pełen podziwu dla autora za jego dojrzałe pióro i literacki kunszt. Jeżeli w wieku 30 lat, ma się na koncie trzy rewelacyjne kryminały to nie wiem, co będzie się działo za lat przypuśćmy 10. Radzę tylko uważnie śledzić dalsze poczynania autora. Mocno trzymam kciuki, żeby dalej tworzył. Co prawda zakończenie "Resetu" daje nadzieję na dalsze historie, ale wolę na zimne dmuchać i jeśli autor zapozna się z moją opinią to proszę z tego miejsca o napisanie dalszych losów Kawęckiego. Ale i nowe historie. Może trochę mniej mroczne i depresyjne tym razem. Będzie to miła odmiana.
Podsumowując całą serię to jest to przykład jak nie powinno się pisać trylogii. Trzy opaśne tomy, na kartkach których nie dzieje się zbyt wiele, drugi tom mógłby nie powstać wcale. Nie wniósł kompletnie nic do całości. A zamknięcie około 1500 stron zostało zmieszczone w dwóch ostatnich rozdziałach, czyli jakichś 50 stronach... na zamknięcie każdego z wątków autor poświęcił może 5 stron. Do tego cała masa bohaterów i historii, z których można byłoby napisać kolejną książkę... Jedynym plusem jest styl autora, pomimo tego, że przez tyle czasu nic się nie dzieje to dobrze i szybko się to czyta. Pierwszy tom zwodził mnie za nos i dawał nadzieję, że ta trylogia to będzie coś rewelacyjnego- moja ogólna ocena za wszystkie części to tylko dwie gwiazdki...
Trudno zaakceptować, o sympatii nie wspominając, świat wykreowany przez Krzysztofa Domaradzkiego. Nawet jeśli pewne elementy przesłania jego powieści w brutalny sposób demaskują gorzką prawdę o współczesnej rzeczywistości. Taką oto, że największe sprytne kanalie, które wdrapały się na szczyty - vide biznesman-polityk Zbigniew Halbert i komendant Janusz Dębiec - zawsze spadają na cztery łapy. A także, że ofiarami najczęściej zostają dzieci, takie jak dziewięcioletnia Marcelina, oraz kobiety, nie tylko te na celowniku seryjnego mordercy, również takie, które w pewnym sensie zakłócają męski porządek świata poprzez swoją działalność zawodową. Najtragiczniejszymi postaciami trylogii są dla mnie Magda Giętka i Alicja Mioduszewska, mimo że tej drugiej nie zamordowano.
Beznadzieja łódzkiego świata Domaradzkiego wynika z faktu, że znakomita większość zaludniających go postaci to ewidentni socjopaci, i to po różnych stronach toczących się batalii. Jeśli przyjąć założenie, że psychopaci stanowią podgrupę osób z osobowością mądrze określaną jako dysocjacyjna, dość osobliwy przebieg pojedynku między komisarzem Tomkiem Kawęckim i mordercą Sewerynem Majewskim zyskuje na wiarygodności. Czego Kawęcki jest świadom, w permanentnym pijanym widzie snując refleksje na ten temat i katując nimi nie tylko swoich rozmówców, także czytelników. Bo nie podzielam opinii o nim, jakoby był milczkiem.
Postaci z antyspołecznym zaburzeniem osobowości, czyli socjopatów jest u Domaradzkiego więcej. Przy czym niektórzy z nich, na czele z odrażającym prokuratorem Adamem Wargą czy różnymi gangsterami, chyba granicę psychopatii dawno przekroczyli. A abstynent Warga wydaje się być wyjątkiem potwierdzającym regułę w eksponowaniu roli alkoholu w specyfice polskiej patologii społecznej. Choć na przykład w przypadku żałosnego Jakuba Możejki rolę dopalacza jego stosunkowo łagodnej socjopatii pełnią inne używki oraz przerośnięte libido.
Doceniając wnikliwość autora w obnażaniu społecznych brudów, wolę łudzić się, że osobnicy jakich obrał sobie za bohaterów stanowią, zgodnie z ustaleniami naukowców, nie więcej niż 2-3 procent społeczeństwa. I nawet, że w mojej rodzinnej smutnej Łodzi ten wskaźnik nie może być drastycznie wyższy. W każdym razie lektura jego powieści poważnie obniżyła i tak niezbyt optymistyczny mój przedświąteczny nastrój. Ponadto podtrzymuję moją wcześniejszą opinię, że rozciągnięcie przygód Kawęckiego et consortes na trzy tomy nie ma uzasadnienia ani merytorycznego, ani formalnego.
"Reset" to trzecia i niestety ostatnia część trylogii z komisarzem Kawęckim. Dla mnie była to rewelacyjna przygoda, a książki Krzysztofa Domaradzkiego na pewno znajdą się na wysokiej pozycji w moim czytelniczym podsumowaniu tego roku.
Trwają poszukiwania seryjnego mordercy, odpowiedzialnego za śmierć między innymi policjantki Magdy Giętkiej. Kawęcki odszedł ze służby, a śledztwo prowadzi Witold Ptak. Niestety, mimo że policji znana jest tożsamość sprawcy, on sam pozostaje nieuchwytny. Komisarz postanawia prowadzić śledztwo na własną rękę i za wszelką cenę powstrzymać mordercę przed dokonaniem kolejnej zbrodni.
Ogromnie żałuję, że "Reset" zakończył moją przygodę z komisarzem Kawęckim. Przyznaję, że jest to nietuzinkowy bohater, którego jak już wspomniałam w moich wcześniejszych opiniach, nie da się lubić. Mimo to nie sposób nie kibicować mu na każdym etapie prowadzonego śledztwa, a przynajmniej ja tak robiłam. Zresztą w książkach Krzysztofa Domaradzkiego to właśnie kreacja bohaterów zasługuje na uwagę. Każdy z nich potrafi wzbudzić w czytelniku cały wachlarz emocji. Nie ma tu papierowych i nijakich postaci, a ja to bardzo cenię! "Reset" trzyma poziom poprzednich tomów, a autor kolejny raz udowodnił w nim, że książka nie musi ociekać krwawymi opisami, żeby była mocna i wciągająca. W tej części skupiamy się bardziej na sprawcy, motywach jego działania i obserwujemy jak prowadzone przez policję śledztwo, zamienia się w niebezpieczną rozgrywkę między nim a Kawęckim. Przyznać muszę, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a zakończenia nie byłabym w stanie w żaden sposób przewidzieć. "Reset", podobnie jak pozostałe części, to świetnie skonstruowany kryminał z misterną intrygą, która wciąga i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Czytajcie, bo warto!
Na pewno zdecydowanie lepsza od drugiej części, jednak nadal jest to niewykorzystany potencjał. Jeśli chodzi o zakończenie, uważam, że było dość kiepskie. Na plus fakt, że bardzo szybko i przyjemnie mknie się przez całą historię, szkoda tylko, że nie zawiera ona ostatecznie żadnych zwrotów akcji, których można się spodziewać przy tym gatunku. Fajnie, że wszyscy bohaterowie dostali zamknięcie swoich wątków, a nawet zalążek do czegoś więcej. Poleciłabym te trylogię jako coś dobrego na początek przygody z kryminałami.
Bardzo dobre zakończenie serii, jestem usatysfakcjonowana. Naprawdę dobrze skonstruowani główni bohaterowie. Dodatkowo mam do tej serii ogromny sentyment z powodu tego, że dzieje się w Łodzi.