Kto słyszał o operacji Prostokąt? Niewielu... a szkoda.
Działania dotyczyły ujawnienia przestępstw znęcania się i pedofilii w domach dziecka na rajskiej wyspie Jersey. Trwały one przez kilka dekad, zgłosiło się ponad 200 ofiar, zidentyfikowano 151 katów. Tylko kilkoro z nich zostało skazanych na śmieszne kary. Dlaczego???
Wyspa należy do Wspólnoty Brytyjskiej, ale ma sporą autonomię. Ponieważ mieszka tam niewielu mieszkańców, wszyscy się znają, a często są spokrewnieni. Polityk ma kuzyna policjanta, a policjanta kolega jest wychowawcą w bidulu. Trzeba wspomnieć, że policja jest tam tzw. honorowa i zupełnie niezależna od systemu brytyjskiego. Nie sporządza się notatek z incydentów przemocy domowej czy przekroczenia innych przepisów, np. drogowych. Pijanego kierowcę odwozi się do domu, żeby wytrzeźwiał i na tym sprawa się kończy. Panuje zasada, że nie ujawnia się swoich sekretów obcym, czyli głównie tym z Dużej Wyspy. Ma to swoje konsekwencje...
Przez lata miejscowym rodzinom były odbierane dzieci pod wieloma pretekstami. A to bękart, a to samotna matka, a to wielodzietność, bieda, alkoholizm, przemoc. Czasem rodziny same oddawały dzieci, bo nie miały możliwości się nimi zająć. W sierocińcu będą miały ciepło, będą się uczyć i nie będą chodzić głodne. Pobożne życzenia...
Miejscowe domy dziecka, to było dosłownie piekło na ziemi. A do najgorszych należał Haut de la Garenne, szary, czteroskrzydłowy klocek pośrodku pustki. Bicie, kopanie, duszenie, topienie, głodzenie, molestowanie i gwałty, w tym bardzo brutalne. Możliwe mordy, bo na terenie znaleziono ludzkie kości i zęby. Kiedy dzieci próbowały się skarżyć, np. pracownikom socjalnym czy policji honorowej, były oskarżane o kłamstwa i jeszcze dotkliwiej karane. Były też wysyłane do psychiatryka, a tam poddawane leczeniu psychotropami i elektrowstrząsami. Próbowały uciekać, ale ucieczka z wyspy jest praktycznie niemożliwa. Popełniały samobójstwa. Zaburzona psychika wychowanków skutkowała tym, że potem oni sami praktykowali podobne zachowania na młodszych kolegach. Ciąże małoletnich dziewczynek i aborcje też były na porządku dziennym.
W końcu sprawa zaczęła wychodzić na jaw. Na Jersey przyjechali brytyjscy policjanci, którzy nie musieli kryć nieswoich kuzynów i nie zamierzali tego robić. Zaczęli szukać dowodów. Niestety, wiele ofiar miało problemy z prawem lub alkoholem. Byli po prostu zapijaczonymi bandytami, co nie dawało im wiarygodności. Świadkowie nie chcieli zeznawać, bo bali się odwetu. W końcu wciąż byli sąsiadami katów. Miejscowi jak mogli, tak utrudniali śledztwo. Ginęły dokumenty, miało miejsce zastraszanie śledczych i ofiar. Miejscowe media zarzucały policji, że rujnuje wizerunek idyllicznej wyspy. Sprawy były odraczane lub w ogóle do nich nie dochodziło. Nieliczne wyroki, jakie zapadły były żenujące. Kaci skarżyli się, że z powodu dochodzeń ich stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu, więc nie mogą być skarżeni. Wręcz domagali się odszkodowań za powstałe niedogodności i je otrzymywali.
Oficjalnie operacja została zakończona, kiedy zawzięci policjanci zostali podstępnie odsunięci od śledztwa, a ich miejsce zajęli nowi, bardziej przyjaźni miejscowym elitom. Jak daleko w świat sięgają macki pedofilskiej mafii z Jersey? W końcu gościem bywał tam znany pedofil Jimmy Savile. Kto jeszcze wypożyczał sobie małego chłopca lub dziewczynkę i korzystał z pokoju gościnnego? Jakie tajemnice wciąż nie zostały odsłonięte i czy kiedykolwiek ujrzą światło dzienne?
Bardzo mocna lektura. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach. W trakcie czytania zeznań ofiar może naprawdę zemdlić.