Nie wszystko zdało próbę czasu, dziwiło mnie to, jak bardzo ta książka uderzała w nutę 'boys will be boys' i utrwalone założenia płciowe (które, notabene, nadawałyby się na prace naukową, może takową napiszę). Muszę jednak przyznać, że fascynuje mnie ta swojskość i zwykła niezwykłość (z którą za dziecka nie byłam w stanie się utożsamić, a teraz jestem). Myślę, że ta pozycja musi stanąć na mojej półce, szczególnie, że zawdzięczam jej moje nowe zdjęcie profilowe tu, jak i miłe przerwy od sesji.
Poza tym ta książka jest ciekawa z perspektywy kulturowego impaktu i tego, jak wybiórcza pamięć towarzyszy wszystkim względem tego tytułu.
Dajcie znać, co z Waszych dziecięcych lektur Dzieci z Bullerbyn zapadło Wam w pamięć, wierzę, że na stu takich sprawozdanaich dałoby się rzeczywiście napisać na nowo całą książkę!! Ja najbardziej pamiętałam sprzedawanie owoców, chodzenie do sklepu, noc świętojańską i 'wodnika' (ale nie byłam w pełni świadoma, że ten wodnik to z tej książki).
7/10 na trzeźwo może dodam jeszcze połowę, ale na ten moment nie wiem