Czym jest właściwie ta książka z intrygującym tytułem?
Poznajemy Beatrice Joanne i Tristrama Fox, nauczyciela, historyka, którzy stracili pięcioletniego syna. W ich związku wszystko tylko pozornie układa się dobrze, bo Beatrice ma romans z bratem Tristrama – Derekiem. Warto dodać, że bracia się nie cierpią, a Derek dla swojego interesu udaje homo. Pewnego dnia Tristram dowiaduje się o romansie i wtedy zaczyna się prawdziwa przygoda.
Obserwujemy życie tych ludzi na tle gwałtownych przemian społecznych i politycznych, o których Tristram opowiada swoim uczniom. Te pojęcia i ogólnie to, co Tristram mówi młodzieży na zajęciach może być trudne do zrozumienia dla czytelnika, ale warto przez to przebrnąć. Te zmiany w społeczeństwie nie mają pozytywnych skutków – głód, kanibalizm i ogromne rozluźnienie seksualne (np. publicznie dobieranie ludzi w pary, którzy idą potem szaleć na polu).
‘’Z tabletką, z tabletką unikniesz ciąży letko.’’
Państwo przedstawione przez Burgessa dba tu o równowagę, a dokładniej unika przeludnienia, aby zasobów ziemskich starczyło dla wszystkich. Praktycznie nie istniały podziały etniczne. Śmierć człowieka nie była dla urzędników i władzy powodem do smutku, a wręcz przeciwnie – martwe ciało zyskiwało nazwę pięciotlenku fosforu, które miało ‘’nakarmić’’ Ziemię. Ciężko więc o jakiekolwiek zaufanie do lekarzy, którzy, chociaż mają ratować życie, mogą przyspieszyć śmierć. Dla wielu matek odejście dziecka to wręcz powód do radości, bo kondolencje jakie otrzymają od ministerstwa, są w formie pieniężnej i chętnie rozmawiają miedzy sobą z uśmiechami na twarzach w jaki sposób zginęły ich pociechy. Nie ma znaczenia w jakiej rodzinie się urodziłeś i jakie masz wykształcenie – liczy się ilość urodzeń, bycie homo albo zostanie kastratem. Robienie dzieci uznano za zajęcie dla ‘’przeciętniaków’’. Jeśli chcesz awans w pracy, to mimo dużego stażu, dostać go mógł byle młodzik tylko dlatego, że jest homo albo kastratem.
O Bogu coś się mówiło, ale władza niemal go wyeliminowała z myśli ludzi. Nie było też wojen i bomby atomowe czy gaz musztardowy były tylko odległą historią.
Język Burgessa jest bardziej dosadny, ostrzejszy, pełen przekleństw i niektóre sceny mogą nawet obrzydzić. W porównaniu z ,,Mechaniczną Pomarańczą’’ tu nie ma stylizacji językowej, więc książkę na pewno będzie czytać się łatwiej. Wbrew pozorom nie jest to dzieło śmiertelnie poważne, ma w sobie coś z czarnego humoru, który do jednych trafi, a do innych nie. Do mnie trafił i podoba mi się ten klimat.
Jednak to, co mnie zdziwiło była spora ilość błędów w tekście jak, np. jedna litera oddzielona od pozostałego słowa (‘’w ięc’’, chociaż w przypadku Burgessa jestem skłonna uwierzyć, że to zamierzone), kilka braków w oddzieleniu dialogu od myśli/czynności, brak wielkiej litery, przecinka, a nawet słowa (‘’Teraz już poczuł, że może chodzić, ale mu bardzo zimno.’’). Trochę to razi w oczy, jeśli zwraca się uwagę na takie szczegóły. Problemem może też być to, o czym wspomniałam wcześniej – niezrozumienie niektórych słów i pogubienie w bardziej fachowych terminach, nawet jeśli otrzymujemy wyjaśnienie od bohatera.
Warto przeczytać ,,Rozpustne nasienie’’ tak samo jak ,,Mechaniczną pomarańczę’’, bo jednak zmuszają one do myślenia i chociaż sama wizja raczej nie ma szansy narodzić się w naszym społeczeństwie, to jednak w obu dziełach autor stawia dość aktualne pytanie: czy eliminowanie zła kosztem wolnej woli, czy nawet życia, dla dobra społeczeństwa powinno mieć miejsce?
‘’Wrócimy do domu,
Do swojego domu
W styczniu, w maju albo czerwcu.
Przyjdzie na to pora,
Z rana czy z wieczora,
Tylko miej nadzieję w sercu.’’