Stary Jerycho hoduje pod powiekami perły, Michał Toporek konstruuje niemożliwe maszyny, moc opowieści Józwy jest tak nieodparta, że przyciąga wszystkie kobiety, Daniłło czyta w myślach, a Karolina burzy krew nawet w drewnianym strachu na wróble. Jeśli Warmia nie miała dotąd swojej mitologii – duchów, strachów, kusicielek i demonów – mieszkający w Olsztynie Łukasz Staniszewski wypełnia ten brak swoim brawurowym debiutem powieściowym.
Pełne zmysłowości, zaskakujące i oryginalne historie, które tworzą realistyczny, a zarazem magiczny obraz Warmii – mikroświata, którym rządzą popędy, pragnienia i tęsknoty, a jedynym sposobem na zaspokojenie niepohamowanego apetytu na życie jest odnalezienie jedności z naturą, choćby i poza moralnością.
Autor książki, Łukasz Staniszewski (ur. 1975), jest pisarzem, dramaturgiem i twórcą scenariuszy słuchowisk radiowych. Za swoją twórczość – w tym za teksty wchodzące w skład mikropowieści Małe Grozy – otrzymał liczne nagrody na ogólnopolskich konkursach literackich. Został też doceniony jako dramaturg i autor słuchowisk (m.in. na Festiwalu „Dwa Teatry” w Sopocie i w konkursie Teatru Polskiego Radia).
To już nawet nie jest rozgoryczenie, irytacja czy złość. Jestem zmęczony - pandemia, kryzys, kretyni u władzy, nawet pogoda w ciapki i się zdecydować nie może, czy wiosna idzie czy jednak zima nadciąga. Będziemy żyć w permanentnym kryzysie i dlatego dobrze mi “wchodzą” baśnie i klechdy. Myślę, że to, co w literaturze będziemy doceniać teraz bardziej to możliwość ucieczki od rzeczywistości w świat nam bliski, ale jakby odbity w krzywym zwierciadle, pokazany przez zapomniane już pieśni, legendy czy bajki. Dlatego warto się wybrać do wsi Małe Grozy na Warmii, bo jest tam wszystko, czego dzisiaj potrzebuję.
Łukasz Staniszewski debiutuje w prozie i robi to naprawdę w dobrym stylu, choć styl literacki mu czasami płata figle i kieruje w stronę kiczu, na szczęście autor za każdym razem w porę się opanowuje i wraca do snucia warmińskiej ballady. A Warmia u niego “jest skalistą wyspą zawieszoną w powietrzu na sznurach wyplatanych z traw i wyschniętych zbóż. Tkwi w przestrzeni pomiędzy Niebem a Piekłem”. Sznury nie pozwalają Warmii odfrunąć, zawracając ją “w kierunku Pomiędzy”. Małe Grozy są słynne z agrestówki, śmierć zachodzi tu regularnie, a miejscowe baby są mądre wielopokoleniową mądrością. Wokół wsi latają duchy, przechodzą dziwne stworzenia, a we wsi matki rodzą wilczęta. To - jak pisze Staniszewski - “świat ludzi szybko się kończący pod ciosami kija”. Dlatego trzeba zapisać i opisać, by unieśmiertelnić, odczynić uroki wiszące nad Małymi Grozami.
Staniszewski stworzył formę literacką pośrednią między opowiadaniem a powieścią - niektóre z wątków będą się zazębiać, niektórzy bohaterowie wystąpią na scenie tej książki kilkukrotnie, niektórzy będą tylko na nią wchodzić w jednym mikroakcie. Korzystając z klechd, legend, pieśni i własnej wyobraźni autor opowiada historię zaczarowanej krainy, w której prawo do istnienia mają mityczni olbrzymi jak i baby, które nie przepuszczą żadnemu chłopu. Dużo tu erotyki i zmysłowości, rozpalonej słońcem, nieujarzmionej. Mało za to religii i jednego Boga, bardzo agnostyckie wydają się te ballady, co trochę zaskakuje, ale zaskakuje tak jak lubię. Momentami Staniszewski przypomina mi prozę Olgi Tokarczuk z lat 90., przesiąkniętą próbą zobaczenia, czy w tym naszym jakże fizycznym i doświadczalnym świecie nie ma czegoś więcej, innych czasów i przestrzeni. Staniszewski głębiej sięga po ludowe legendy i jest bardziej rozerotyzowany, ale na jakimś poziomie “Małe Grozy” dobrze się prezentują przy “Prawieku”. Ale też w całym nurcie, gdzie można wymienić choćby “Podkrzywdzie” czy “Guguły” mieści się całkiem nieźle.
To takie pisanie niedzisiejsze mocno, chwilami może naiwne w swojej prostocie, ale to ładna proza, bardzo wdzięczna językowo, dobrze skomponowana, muzyczna. W czasach zawieruchy i zamętu dająca wytchnienie i naiwną może wiarę w to, że świat jakoś się naprawi i wróci na stare tory. Ja takiej nadziei tymczasowo potrzebuję, choć nie jestem optymistą.
Małe Grozy powstały gdy Wielkie Grozy zdziesiątkowała zaraza. Czy świat, który zastaniemy jeśli przeżyjemy będzie światem powrotu do bezpiecznej przeszłości? Niezbyt w to wierzę, ale nie mam nic przeciwko chwilowemu karmieniu się tym pomysłem.
"Ryby odlatywały stadami, każdy gatunek oddzielnie".
Bardzo lubię tego typu historie - rozgrywające się na wsi, tętniące magią, baśniowością, prostotą i zarazem głębią przekazu. "Małe Grozy" doskonale wpisują się w ten nurt literatury, ale niestety zabrakło im tego nieokreślonego "czegoś", czym mogłyby mnie zachwycić. To ciekawa próbka pisarska, ale nie do końca wiem, jak ją oceniać, bo mam wrażenie, że dostałam zaledwie jakiś wycinek historii, która w innym (szerszym!) wydaniu mogłaby naprawdę mnie porwać.
Małe Grozy to wioska położona na Warmii, zamieszkana przez ludzi zwyczajnych, ale jakże fascynujących. Każdy dom i każda dusza skrywa tu jakąś tajemnicę, a las, jezioro i niebo oraz fruwający po nim ksiądz są cichymi obserwatorami rozgrywających się na drogach i w polach ludzkich dramatów. Dużo tu erotyzmu, realizmu magicznego, momentami czyta się te historie jak biblijne przypowieści i niby wszystko się zgadza, a jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Trochę treści - sięgając po krótką formę, poprzeczkę zawieszam autorom bardzo wysoko, bo krótkie historie po prostu muszą być mięsiste. Tu każde zdanie musi tą treścią kipieć. U Staniszewskiego pięknych zdań jest całe mnóstwo, ale wyciągnąć z nich jakieś przesłanie było mi chwilami trudno. (Możliwe, że to tylko i wyłącznie moja wina.) Po drugie, uważam, że te opowiadania (czy w ogóle można je tak nazwać?) były zwyczajnie za krótkie. Dwustronicowe historie, które ledwo zdążyły się rozpocząć, a już się kończyły. Choć wszystkie spinały się w całość i przenikały, dla mnie było to jednak zbyt mało.
Momenty jednak były, a pojedyncze zdania bardzo mi się podobały. Fruwające po niebie ryby, ksiądz zmieniający się w kruka, kobieta oddająca się strachowi na wróble - to scenki, które na chwilę ze mną zostaną, ale obawiam się, że całość niestety bardzo szybko wyparuje z mojej głowy. Niemniej, to bardzo ciekawy debiut i z chęcią sięgnę kiedyś po inną książkę autora.
Wow, po prostu wow. Śmiałam się i płakałam, i w tym wszystkim pozostawałam w nieustającym zachwycie. Realizm magiczny w najlepszym wydaniu. Mimo baśniowego klimatu wszystko wydawało się bardzo autentyczne. Autor płynnie przechodzi od rzeczy prawdziwych do takich nie z tej ziemi. Jedna wielka afirmacja życia że wszystkimi jego smutkami i radościami. Przesiąknięta erotyzmem ( wystarczy przyjrzeć się okładce ), napisana pięknym poetyckim językiem. Teraźniejszość miesza się z przeszłością. Żałuję, że to była taka krótka historia, bo chętnie przeczytałabym więcej opowieści z Małych Gróz. I jeszcze lekturze towarzyszyło takie uczucie przerażenia, bo to było takie moje, najmojsze, tak mi w duszy gra 🥹
3,25/5 Taka baśń dla dorosłych, z niezwykłym klimatem, przepełniona erotyzmem, realizmem magicznym. Myślałam że bardziej ją polubię ale możliwe, że przeszkodził mi w tym fakt, że to takie urywki, mini osobne opowiastki i gdzieś tam moje zaangażowanie się rozmyło. Językowo jednak niezwykle ciekawa
Wymeczone. No nie siadlo i nie wiem czy to przez forme urywana i przykusa, czy przez to ze to debiut moze nie w pelni dojrzaly, czy to przez wrazenie ze te opowiastki patykiem spisane. Nie wiem.. Ale wiem ze rejony rustykalnego realizmu (i surrealizmu) magicznego lubie szalenie, wiem ze 'Piesni laciatych krow' mnie zachwycily i oblednie sie ciesze, ze to po nie siegnelam najpierw, bo gdybym zaczela przygode z autorem od "Male Grozy" to ciezko by mnie bylo przekonac do kolejnej ksiazki Staniszewskiego.
"Małe Grozy" to książkowy debiut Łukasza Staniszewskiego. Jest to również moje pierwsze spotkanie z literaturą piękną. Akcja rozgrywa się na Warmii, głownie w tytułowej wsi "Małe Grozy". Książka ta składa się z wielu mikroopowieści, które tworzą spójną całość. Zauważalny jest w niej także realizm magiczny, lecz został on wprowadzony "ze smakiem" i tworzy niesamowity, wręcz mistyczny klimat. Specyficzna forma napisania tej książki niewątpliwie nie pozwala się od niej oderwać. Nie jest ona zapewne dla każdego, lecz mnie naprawdę ujęła. Uważam, iż jest świetna i warta przeczytania. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki tego autora. Zdecydowanie oceniam ją 5/5. Warto zaznaczyć, iż jest ona raczej dla starszych czytelników, gdyż występują w niej dość osobliwe opisy kobiecego ciała. Młodszy czytelnik mógłby także nie do końca docenić kunsztu autora tej książki przez jej wcześniej wspomnianą specyficzną formę napisania.
Małe Grozy to zbiór opowiadań, który jednocześnie jest nazwą warmińskiej wsi, gdzie dzieje się cała akcja. Opowiadania są bardzo krótkie, a jednocześnie jest ich wiele (sam zbiór ma ok 150 stron), więc mogą być nawet idealną lekturą, jeśli mamy wolne kilka minut, zanim ruszymy do kolejnych obowiazków zwanych życiem.
O samych opowiadaniach... Nie jestem pewien jak do tego podejść. Od razu pomnę, że mimo, iż to powieści częściowo mityczne, częściowo fantastyczne, to były tak surrealistyczne (a czasem obleśne), że mam bardzo mieszane uczucia wobec tej pozycji.
Nie polecam, ani nie odradzam - widząc wiele recenzji w sieci zauważyłem, że wielu ludzi znalazło w tej pozycji coś, czego ja nie zauważyłem. Najlepiej chyba spróbować samemu, szczególnie, że jak mówiłem - opowiadania są krótkie, nawet na 1-2 min czytania :)
Ależ to dobre! Ależ to było wyjątkowe, fascynujące, oburzające i… ludzkie! Takie nasze - lokalne, pełne nieokiełznanej chuci historie. A to wszystko napisane lekko i piękną polszczyzną.
Historia ze strachem na wróble i legenda o mocarnym rumianku zostaną ze mna na zawsze. No i ta z kamiennym fallusem.
Świetne opisy pożądania, napięcia seksualnego i seksu. Az sama sie sobie dziwie, ze tak mi sie podobalo :)
Minus za jednostronną erotykę: tylko cyce, cycuchy i łona. Tyci o przyrodzeniach, ale jakby brakuje szerszego punktu widzenia😀
Magiczne a jednak realne wydarzenia w opowieści ludowej, trochę poetyckiej, z elementami naturalizmu. Baśniowo opisane ludzkie namiętności, wśród których dominuje chuć i gniew, a jednocześnie tak prosto i prawdziwie. Niezwykle opowiadania z życia miejscowości Małe Grozy na Warmii.
Nigdy nie czytałam takiej książki. Taka baśń o polskiej wsi, trochę erotyzmu, trochę żartu. Wszystko jest tak pokręcone i szalone ale jak to jest pięknie napisane.