Czy jeden spacer może zmienić całe życie? Ta historia poruszy wasze serca…
Gdy Magda wraca do mieszkania w pewien listopadowy wieczór, miasto niespodziewanie pogrąża się w mroku. Dziewczyna ma wyjątkowego pecha – nie dość, że w całej dzielnicy nie ma prądu, to jeszcze rozładował jej się telefon. Na szczęście przechodzący akurat z latarką mężczyzna oferuje jej pomoc. Rozmowa i wspólny spacer sprawiają, że między dwojgiem nieznajomych rodzi się nić porozumienia.
W domu na Magdę czeka mąż, z którym od lat kobieta dzieli los – przysięgali przecież, że to na dobre i na złe. Wydaje się jednak, że łączące ich uczucie dawno wygasło. Czy aby na pewno? Ponowne spotkanie z poznanym tamtego pechowego wieczoru mężczyzną sprawia, że Magda ma coraz więcej dylematów. Co wybierze, lojalność czy własne szczęście?
Bądź moim światłem to niezwykle dojrzała i przejmująca opowieść o wyborach z gatunku tych najtrudniejszych.
Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Gdańskim, w przeszłości dziennikarka portalu rodzicielskiego. Debiutowała w 2015 roku, gdy tworzenie fabuły pełnej miłosnych perypetii i zaskakujących żartów potraktowała jako autoterapię. Od tamtej pory ukazało się ponad dwadzieścia książek jej autorstwa, a kolejne humorystyczne serie podbiły serca (i półki!) polskich czytelniczek.
Pisze głównie powieści obyczajowe oraz komedie romantyczne. Z tymi pierwszymi trafia szczególnie do tych czytelniczek, które – podobnie jak sama autorka – uwielbiają prozę Nicholasa Sparksa. Z jednej strony Agata Przybyłek uwielbia bawić i sprawiać, by jej książki pomagały oderwać się od problemów dnia codziennego, a z drugiej chętnie porusza tematy społeczne i przemyca do książek swoją wiedzę psychologiczną. Najbardziej jednak lubi pisać o miłości, która jest głównym motywem charakteryzującym twórczość pisarki.
Mieszka w małej miejscowości nieopodal Szczecina z mężem oraz psem Emmą – owczarkiem niemieckim. Uwielbia przesiadywać na werandzie swojego domu i wymyślać kolejne historie, choć – jak podkreśla – każda z jej fabuł przynajmniej w niewielkim stopniu musi być zainspirowana prawdziwym życiem.
NAPRAWDĘ chciałabym mieć wobec tej książki więcej pozytywnych odczuć. Podeszłam do niej z tą nadzieją, zwłaszcza po początkowym cytacie jednej z najwspanialszych dla mnie piosenek (jakby co chodzi mi o fragment "Być dla kogoś" Kuby Jurzyka). Jest mi przykro, ale mimo wielu dobrych opinii według mnie Agata Przybyłek zalicza tu jakieś 5, może 5.5/10, a za samo zakończenie które też wiele osób wychwalało ja chciałam krzyczeć i jeszcze tę ocenę obniżyć do 3. W dodatku to moje pierwsze spotkanie z autorką i mam wielka nadzieję że źle trafiłam. Nie chce mi się wierzyć że tak piękna i wychwalana Pani tworzy dobre historie i dodaje im tak kiepskiego wydźwięku (na pewno jeszcze sięgnę po Pani książki Pani Agato, bo wierzę że jest lepiej!)... *** Sama przedstawiona w książce historia była ciekawa, chociaż podobne motywy dość często występują w romansach. Ale tu przynajmniej bohaterowie są nieoczywiści na pierwszy rzut oka. I moje kochane Pomorze na plus! Nie chciałabym spoilować tym którzy nie czytali, więc pomińcie proszę następne zdanie :D ~ (podoba mi się odczarowanie sztampowego stereotypu faceta-zdradzającego żonę, mającego kochankę i drobna zamiana ról) ~ czytajcie dalej :D Fajne jest przesłanie płynące z tej historii. No, poza tym że Magda i Michał pomijają ważne aspekty swoich życiorysów tworząc równię pochyłą do której zmierza fabuła. Ale... *** Infantylne, denerwujące dialogi w którym co któreś słowo to "Naprawdę?". Wypowiedzi Magdy, która jest dorosłą kobietą, a zachowuje i wypowiada się jak gimnazjalistka. Teoretycznie wie że nie powinna spotykać się z poznanym przypadkowo mężczyzną, ale szaleje na jego punkcie okłamując męża jak i siebie samą, Michała z którym szybko zaczyna ją łaczyć więcej niż przypadek, a w bonusie też swoje matkę i przyjaciółkę. Z Pawłem nie potrafi rozmawiać i nie widzi jak bardzo meżczyzna cierpi i zazdrości jej normalnego życia, które skończyło się dla niego wraz z wypadkiem. Wyżywa się na żonie wyładowując całą frustrację. Stał się bezsilny przez swoją zależność od drugiej osoby i nie potrafi się z tym pogodzić... Kiedy jednak mu się udaje, żona ewidentnie tego nie docenia. Denerwowało mnie, że dziewczyna nie potrafi być zdecydowana, szczera i nie chce ponieść konsekwencji sytuacji do której poniekąd sama doprowadziła. *** Dodatkowo zwróciłam uwagę na błędy natury technicznej - stylistyczne, językowe, logiczne, ale już nie chcę być taka marudna więc nie skupiam mojej opinii na tych punktach. Cóż, spodziewałam się że będzie lepiej niż średnio, ale jak wspomniałam na pewno dam jeszcze szansę autorce na odczarowanie tej oceny. Zapraszam na konto bookstagramowe na ig: @ksiazkowa.mowa i na LC: ksiazkowa-mowa
Niezwykle ciepła i przyjemna powieść obyczajowa, w której emocje grają pierwsze skrzypce. Podobał mi się ten element napięcia kiedy wiedziałam, że Magda ma ciężki orzech do zgryzienia i nie byłam pewna jak to rozwiąże. Mimo, że fabuła nie jest jakoś bardzo rozbudowana, to jestem bardzo zadowolona z lektury - jest ciekawa, emocjonalna, chwytająca za serce. Niewiele tutaj świątecznej atmosfery oprócz wydarzeń dziejących się w grudniu, nie przeszkadzało mi to jednak. Zakończenie pozostało otwarte - ma to swoje plusy i minusy, a mnie się trochę chyba nie podobało. Ciężki temat, który nie został wyjaśniony, dylematy moralne pozostawione wyobraźni, przez co mam wrażenie, że autorka uciekła przez oceną tak samo jak Magda - nie chciała wyjść z impasu bohaterki na oczach czytelników.
Początek książki sprawił, że nie umiałam się od niej oderwać, jednak im dalej, tym było gorzej. Ogromnym minusem okazały się niezmiernie sztuczne dialogi. Sorry, ale kto prowadzi rozmowy w takich tonach? Sama fabuła „rozwleczona”, miejscami miałam ochotę odłożyć książkę na bok. Bardzo rozczarowałam się zakończeniem, które niestety bylo dosyć nijakie. Najbardziej „normalną” i autentyczną osobą okazał się Paweł.
Książka reklamowana jako świąteczna, ale obok świąt to ona nie leżała. Pomysł może i dobry, wykonanie gorsze. Dialogi mdłe i nienaturalne, tak samo jak zachowanie bohaterki, którą można "jakoś" jeszcze usprawiedliwić... Do tego końcówka byle jaka. No nie wiem
Pewnego zimowego wieczoru Gdańsk pogrąża się w ciemności. Przez poważną awarię prądu stanęły tramwaje, a Magda zmuszona jest w kompletnych ciemnościach iść na piechotę niosąc ciężkie siatki z zakupami. Niespodziewanie ktoś proponuje jej pomoc. Michał przejmuje od niej ciężary i odprowadza ją do domu. Podczas spaceru Magda i Michał szybko znajdują wspólny język, ale dla niej jest to jednorazowa znajomość - w domu czeka na nią przykuty do wózka mąż. I chociaż od czasu wypadku, który wywrócił ich życie do góry nogami, jest opryskliwy i codziennie wyładowuje na żonie swoje frustracje, ta wiernie przy nim trwa. Przecież ślubowała mu to przed ołtarzem. Jednak gdy kilka dni później wpada na Michała w pobliskim centrum handlowym i daje zaprosić się na kawę, mur jej silnej woli zaczyna się kruszyć...
Ponownie z poślizgiem, ale przybywam w końcu z kolejną świąteczną recenzją. Wiem, że musieliście czekać znacznie ponad obiecany tydzień, ale cóż - life happened. Mam jednak nadzieję, że oczekiwanie wynagrodzi fakt, że książka, którą chcę Wam dziś przedstawić, jest naprawdę dobrą pozycją. O czym mowa? O "Bądź Moim Światłem" pióra Agaty Przybyłek.
To wspaniała opowieść o miłości, wierności i lojalności, ale także o poszukiwaniu szczęścia i o tym, że czasem nasze szczęście wiąże się z cudzym bólem i nic nie możemy na to poradzić. Piękna i trudna historia, która nauczy nas kilku ważnych rzeczy o życiu, jeśli tylko będziemy słuchać wystarczająco uważnie. Klimatowi takiej nauki służy zdecydowanie fakt, że nie znajdziemy tutaj pędzącej zawrotnie akcji - fabuła toczy się raczej powoli i statecznie, dając nam czas by przemyśleć wypływający z niej morał. Niech Wam się jednak nie wydaje, że przez to w opowieść wkrada się nuda - gdyby tak było, nie wypuszczałabym się regularnie na kilka stron do przodu nie mogąc się już doczekać skutków sytuacji, o której czytałam.
Nie mam większych zastrzeżeń co do bohaterów - w tej kwestii wszystko było jak najbardziej poprawnie. Jednak nie mogę pominąć milczeniem faktu, że kilka razy miałam ochotę mocno Magdą potrząsnąć i nawrzeszczeć na nią za niezrozumiałą dla mnie potulność, jaką reagowała na wredne zachowanie Pawła, swojego męża. Ja wiem, że miłość, że przysięga, ale nie mieści mi się w głowie, żeby znosić takie rzeczy w milczeniu. Tak, zdecydowanie relacja Magdy i Pawła budzi we mnie emocje i to duże - a to zawsze rzecz dobra i godna pochwały. Nie sztuka napisać bohatera, którego wszyscy polubią, sztuka napisać takiego, którego czytelnik znienawidzi z całego serca. Paweł zraził mnie do siebie tak bardzo, że w końcu nie pozostała we mnie ani kropla współczucia dla jego wielkiej tragedii. Jestem pod wrażeniem, że książka, która w teorii miała być mdłą, przesłodzoną, świąteczną opowiastką, wywołała u mnie tak silne uczucia.
Nie mogę złego słowa powiedzieć na samą historię, a wręcz przeciwnie - chciałabym zwrócić uwagę na coś, co moim zdaniem zasługuje na pochwałę. Często w tego typu książkach zdarza się, że bohaterowie zakochują się w sobie na zabój po wymianie dosłownie dwóch zdań, co jest kompletnie nierealne i strasznie mnie razi. Tutaj znajomość Magdy i Michała rozwija się tak naturalnie i tak pięknie, że tylko bić brawo. Jedyne, czego mi zabrakło, to jeszcze jednej, może dwóch scen z cyklu "miesiąc/rok później" na zakończenie. Troszkę mi się ta opowieść urwała, ale nie będę narzekać, bo zakończenie było całkiem w porządku.
Czy ta książka ma w ogóle wady? Ma. Po pierwsze, ktoś mi obiecał świąteczną opowieść, a tych świąt to były dwie strony, wigilii zaś nie było w ogóle. Że jest zima, to czuć, bo co chwilę jest mowa o mrozie, śniegu i tak dalej, ale że są święta? Gdyby nie sugestywna okładka, nawet bym nie zauważyła, że w ogóle się pojawiły. Nie jest to zarzut dotyczący stricte książki i niby nie powinien wpłynąć na moją ocenę, ale ja sięgnęłam po nią specjalnie dla tego świątecznego elementu, więc poczułam się mocno zawiedziona. Po drugie, chociaż warsztat Pani Przybyłek ma porządny, to co rusz w tekst wkradały się wyrażenia, które aż zgrzytały mi w uszach, typu "niebo tak czyste, ze było widać chyba cały gwiazdozbiór" (który? Wielką Niedźwiedzicę czy Oriona? - w dodatku w następnym zdaniu dowiadujemy się, że przez cały dzień sypał i ciągle sypie śnieg, więc skąd on sypie, skoro niebo jest czyste?) czy słuchanie "szumu mew" (???). Gdyby to zdarzyło się raz czy dwa, machnęłabym ręką. Ale to zdarzało się co kilka stron, więc ręką machnąć nie mogę.
Niemniej mimo tych drobnych wad, zaliczam lekturę do udanych. W moim prywatnym rankingu książek świątecznych od wydawnictwa Czwarta Strona "Bądź Moim Światłem" zajmuje zaszczytne, drugie miejsce, zaraz za "Szczęściem przy Kominku" Pani Gargaś. To naprawdę fajna opowieść, którą czyta się lekko i szybko, chociaż opowiada o tematach, które z lekkością nie mają nic wspólnego. Historia, która daje do myślenia, i z którą spędziłam kilka naprawdę przyjemnych wieczorów. Nie zostaje mi nic innego, niż serdecznie Wam ją polecić.
Książki Agaty Przybyłek cenię przede wszystkim za to, że są życiowe, prawdziwe i wartościowe. Mam ich kilka za sobą i Agata za każdym razem zaskakuje mnie nowymi emocjami, drzemiącymi na kartach książki.
W "Bądź moim światłem" poznajemy losy dwójki pogubionych ludzi, których ścieżki przecięły się w nietypowym momencie. W Gdańsku nie ma prądu, Magdzie rozładował się telefon. Kobieta boi się wracać sama do domu. Z pomocą przychodzi Michał, który znajduje się w takiej samej sytuacji.
Po krótkim spacerze bod blok Magdy żegnają się, a kilka dni później los na nowo splata ich drogi. Wpadają na siebie podczas zakupów. Magda chcąc zrekompensować Michałowi spacer, zgadza się na kawę. Z każdą chwilą rozmawia im się coraz lepiej, okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego.
Od tamtej pory Michał nie może przestać o niej myśleć. Uśmiecha się na samo wspomnienie o Magdzie. Ona także nie może zapomnieć o miłym spotkaniu. Wymieniają między sobą SMS-y i planują nawet wspólny wyjazd na weekend. Dla Magdy będzie to miła odmiana od codzienności, która bywa przytłaczająca. Waha się też czy powinna kontynuować tę znajomość, ma przecież męża i choć nie są ze sobą tak blisko jak kiedyś, czuje że nie powinna tak postępować. Czy Magda podejmie właściwą decyzję?
Fabuła książki ma w sobie wiele emocji i wartości. Każdy z bohaterów ma swoje przeżycia, rozterki i dylematy. Ich los nie był mi obojętny. Paweł, Magda i Michał to troje pogubionych ludzi, którzy szukają szczęścia w życiu. Wzruszająca, emocjonalna opowieść. Serdecznie polecam!
3/5⭐ Wciągająca historia, którą czytałam się niesamowicie szybko, ale zakończenie pozostawia, według mnie, sporo do życzenia. Przez większość książki byłam oczarowana i czekałam z zapartym tchem na rozwinięcie, ale im dalej w fabułę, tym bardziej miałam wrażenie, że albo autorkę bardzo goniły terminy, albo nie wiedziała jak rozwiazać wątki. Zdecydowanie jednak jest to urocza i ciepła książka ze świąteczno-zimowym klimatem w tle.
Chyba nie czytałam jeszcze książki z podobnym wątkiem. A może czytałam, ale wtedy mnie to tak nie poruszyło i nie zwróciłam uwagi. Mam mieszane uczucia co do bohaterki, bo z jednej strony doskonale ją rozumiem i się jej nie dziwię, ale... No właśnie. Chętnie przeczytałabym kontynuację, bo intryguje mnie, jaką przyszłość zgotowałaby Magdzie (i Pawłowi) autorka.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Książka nie przypadła mi do gustu, aczkolwiek może komuś się spodoba. Zachowania niektórych bohaterów są irracjonalne, a zakończenie jakieś takie napisane na szybko, jakby niedokończone. Książka raczej jesienno - zimowa, niż świąteczna. Mimo wszystko fajnie czasem przeczytać coś luźnego, niewymagającego. Tym razem 2 gwiazdki.
Szukałam pięknej świątecznej bajki, ale cóż. Za każdą książką stoi dużo pracy, ja to rozumiem, dlatego nie bardzo lubie krytykować. Poza tym są gusta. A więc. Zaciągnięta fabuła, nudni bohaterowie, nielogiczne zachowanie, sztuczne dialogi, i nijakie zakończenie. Zdecydowanie nie dla mnie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Zacznijmy od tego, iż jest to moja pierwsza książka tej autorki. Od dawna chciałam po którąś sięgnąć (tyle osób zachwala jej pióro).
Niby świąteczna, bo o świętach to tam tylko wzmianka była wiec mianem świątecznej to bym jej nie nazwała.
Ale co do fabuły. Główna bohaterka Magda staje przed trudnym wyborem. Zostać z mężem, któremu ślubowała, w zdrowiu i chorobie, lecz uczucie miedzy nimi wydawać by się mogło ze wygasło. Czy może zatracić się w miłości i poczuć się kochaną i najważniejsza kobieta na świecie?
Powiem szczerze, że bardzo trudny wybór, bo z jednej strony mąż, ale co to za mąż, który żonę traktuje gorzej niż służąca. Wiadomo jest mi ciężko z powodu, iż jest inwalidą, jednak to go wcale nie usprawiedliwia by tak traktować żonę.
Wydaje mi się ze ja szybko bym podjęła decyzje, ale tylko mi się tak wydaje, bo nie wiem jak bym się zachowała gdybym była w takiej sytuacji.
A z drugiej strony mamy młodego mężczyznę, który ma podobne pasje do Magdy, można powiedzieć ze dogadują się bez słów. Okazuje swoje uczucia, zależy mu na jej szczęściu. Sam tez wiele już przeszedł w życiu mimo młodego wieku.
Jednak książka jakoś za bardzo mnie nie zachwyciła. Nie było momentu, który by sprawił ze nie mogłam się oderwać od tej książki. Nie to ze była nudna, bo to nie o to chodzi. Po prostu czegoś mi w niej zabrakło. Czego co by spowodowało, że dosłownie pochłonęłaby te książkę. Lecz na pewno sięgnę po jakaś inna książkę tej autorki, nie skreślam jej, bo nie uważam tej książki za słaba, oceniałbym ją na dobrą.
Cieszę się ze miałam możliwość w końcu zapoznania się z twórczością Agaty Przybyłek, jednak po tylu pozytywnych opiniach na temat jej stylu pisania spodziewałam się czegoś bardziej WOW. No nic, jeszcze nic straconego.
Wyobraź sobie, że jest późny listopad i pewnego wieczoru wracasz z zakupów, podczas gdy większość Gdańska gaśnie. Nie świeci się żadna latarnia, na ulicach panuje kompletna ciemność, a Twój telefon, oczywiście, padł. Ty jedziesz tramwajem i masz do wyboru killudziesięciominutowy spacer do domu z ciężkimi siatami w ręce, albo czekać na to, by wrócił prąd. Kiedy środek lokomocji opuszczają ostatnie osoby, i Ty decydujesz się wyjść w ciemność. Nagle dogania Cię mężczyzna, który proponuje pomoc. Początkowo jesteś nieufna, ale decydujesz się przyjąć od niego telefon z latarka, kiedy on zamierza ponieść Twoje zakupy. Prowadzicie miła pogawędkę i rozstajecie się nieopodal Twojego mieszkania. Nie dajesz mu jednak swojego numeru telefonu, bo w domu czeka na Ciebie... mąż. Czy los was jeszcze ze sobą połączy? Czy Twoje aktualne życie pozwoli Ci na romans? Czy zdecydujesz się na zdradę? Czy pokochasz? Czy Twoje uczucia do męża wygasły? Z jakimi dylematami będziesz się mierzyć? **** To moja pierwsza lektura Agaty Przybyłek. I wierzę, że nie ostatnia. Jej książki bardzo mocno poleca @recenzentkadoskonala i w zasadzie to tylko dlatego sięgnęłam po #bądźmoimświatłem od @agata_przybylek Pozycja miała swoje plusy i minusy. Uwielbiam historie, w których pojawia się romans, zdrada i miłosne rozterki. Wciąż zastanawiałam się, co zrobiła bym na miejscu Magdy. Niespecjalnie jednak podobały mi się dialogi w powieści. Były lekko suche i bez polotu. Wydaje mi się, że jednym z pierwszych tematów to rozmów jest rodzina, a o swoim rodzeństwie dowiadują się bardzo późno i wydaje się, że tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą... Byłam troszkę zła na bohaterkę, to w aspekcie jej podejścia do męża. Ja jestem osobą bardzo żywiołową i energiczną i zdecydowanie nie dopuściła bym go do takiego stanu. No ale cóż, każdy jest inny. I zakończenie. Niby zamknięte, ale wiele pozostawia wyobraźni. Nie do końca przepadam za takimi rozwiązaniami. Czy jednak po inne książki autorki? Tak. @recenzentkadoskonala poleca więc zaufam. Zwłaszcza, że czytam coraz więcej książek polskich autorów. ***