Nie dlatego, że nie mówili. Dlatego, że nikt nie pytał.
Wspaniała to była podróż literacka, nie zapomnę jej nigdy. Żal się rozstawać z cyklem o przygodach kryminalnych doktor antropologii Anny Serafin i dziennikarza śledczego Sebastiana Strzygonia. Niestety, Autorzy, mimo, że cykl nie został wyraźnie zamknięty, nie napisali dotąd następnej części. A sądząc po tym, że zaczęli odrębną serię powieści, raczej się na to nie zanosi. Bardzo, bardzo szkoda.
To już bowiem czwarty raz kiedy mogłem z przyjemnością zagłębić się w lekturę etno-kryminału autorstwa Państwa Kuźmińskich, tym razem akcja jest dużo bliższa Sebastianowi Strzygoniowi, zwanemu skrótowo Bastianem, rola Anny Serafin jest nieco ograniczona, choć nie bez znaczenia. Powieść zaczyna się jak zwykle leciutko. Podczas prac budowlanych remontu starego rodzinnego domu, doglądanych przez Bastiana robotnicy odkrywają ludzkie kości. Okazuje się, że są to kilkudziesięcioletnie zwłoki bardzo młodej dziewczyny. Jednocześnie we wsi ginie lokalny pijaczek, będący historykiem zajmującym się kiedyś sprawami lokalnej społeczności, w świetle żydowskich historii, w czasach przedwojennych. Akcja powieści do tego przenika się pomiędzy latami 40tymi, końcówką lat 80/początkiem 90, i oczywiście główną osią fabularną dzisiejszych czasów. Znając już dotychczasowe trzy tomy przygód tandemu Serafin-Bastian wiemy, że zagadka czy intryga jest mocna. A do tego hak wbity w historię, wierzenia i kwestie etniczne i możemy czytelniku zapiąć pasy.
Powieść nie jest długa, co czyni ją świetnym materiałem na jeden dzień, ale niekoniecznie jeden wieczór, jeżeli macie dużo czasu można ją wciągnąć w kilka godzin, natomiast zbyt szybkie czytanie nie jest zalecane. Raz, żeby nie uronić ani słowa z doskonałego kryminału, dwa, że Kuźmińscy są doskonale przygotowani merytorycznie. Kwestie etniczne, czy historyczne są nie tylko świetną podstawą do akcji, rozważań czy odkryć bohaterów, ale przyczynkiem do czasami trudniej dyskusji o historii. O tym, że nic nie jest czarno-białe. I tak sobie myślę, naprawdę nie chodzi tutaj o „Polak też bił Żyda”, a o pewnego rodzaju refleksję. W powieści pojawia się motyw judenjagd* z perspektywy czasu najchętniej wymazywany z pamięci bohaterów powieści. Bastian stara się, oprócz oczywiście wyjaśnienia śmierci lokalnego pijaczka-historyka-biznesmena, dociec prawdy o pochodzeniu znalezionych na terenie posesji zwłok.
W trakcie poszukiwania odpowiedzi bohaterowie szukają w archiwach ale też przepytują miejscową ludność, w momencie kiedy starsza osoba opowiada jak było, obecna przy tym rodzina jest w szoku, pada pytanie „Babciu dlaczego nic nie mówiłaś?” I kiedy pada odpowiedź „Bo nikt nie pytał”. Rodzi się ważniejsze pytanie. Nie dlaczego babcia nie mówiła, ale dlaczego nikt nie pytał. To też jest niewypowiedziane, ale znamienne jak wszyscy mieli w świadomości okrucieństwa wojny, ale tak po prawdzie nikt nie pytał, bo bał się odpowiedzi. Każdy bał się dotknąć prawdy, którą wszyscy znają. „Żyd nie miał prawa żyć” powtarzali.
I myślę, że to w jaki sposób Autorzy wpletli zjawisko Judenjagd w powieść, a raczej zbudowali na tym fabułę, nie jest próbą szkalowania, że Polacy to zrobili czy tamto, jak już wyżej wspomniałem, czegoś w stylu skandalicznego "polskie obozy zagłady". Chodzi tu bardziej o to, że zło nie ma narodowości, a potworem możesz być zawsze, nie ważne czy jesteś Polakiem, Żydem, Ukraińcem czy Niemcem. Bo zmierzamy do tego, co jest najważniejsze, że możesz być też dobrym człowiekiem, możesz być jak te "wujki żydkowe", tak ordynarnie określane osoby, które w czasie wojny pomagały uciekającym Żydom. Ukrywając czy karmiąc.
Na tym strachu o winę swojego dziadka główny bohater (tak przecież irytujący w poprzednich częściach Bastian, finalnie dorosły, dojrzały) przechodzi całą drogę dochodzenia, kim był i co zrobił jego dziadek. Nieustannie zadaje sobie pytanie. Dziadku coś ty zrobił? Czy byłeś katem? Czy zbawcą? To jest bardzo przejmujący element tej powieści, choć zwykłego zdawać by się mogło, kryminału.
Poza nieprawdopodobnym warsztatem merytorycznym, jak praca Policji, Prokuratury, medyków sądowych czy laboratoriów Autorzy świetnie oddali klimat małego miasta, konszachtów, czy relacji takich „przecież on był swój”. I tak dalej. Bardzo też podobały mi się te wszystkie motywy kulturowo etniczne, dla których dzieła Kuźmińskich opisuje się jako etno-kryminały. Możemy się dowiedzieć ustami bohaterów, żeby nie mówić „ciuch”, tylko szmata, czy po prostu używana odzież. Dlaczego? O tym czytelniku już musisz przekonać się sam.
Nie samym chlebem człowiek żyje, nie zabrakło więc chemii tak między Anną i jej Gerardem, problemów i zagadnień związkowych i zawodowych, a także Bastianem i… Powiedzmy, że on także ma co robić w departamencie relacji damsko męskich. Krzesanie iskier jest, kłótnie są. Ludzki wymiar kryminału mamy także odhaczony.
Całość sprawia wrażenie dzieła kompletnego, i nie napiszę tu, że „nie można się oderwać”, bo i oderwać się trzeba, choćby po to, żeby iskry wykrzesane z własnego mózgu nieco ostudzić i nie przegrzać się, ostatecznie dość emocjonalnie prowadzoną historią.
Czy Bastian znajdzie odpowiedzi, których szuka czy będą go ścigać Demony Przeszłości? Czy nasi bohaterowie ułożą sobie życie tak, żeby znaleźportal ć szczęście pomimo tego wszystkiego? Czy miejscowe śmierci, tak historyczne jak i dzisiejsze znajdą swój finał w wyjaśnieniu sprawy? Odpowiedzi kryje zakończenie powieści, tymczasem powiem jak dziadek Bastiana.
To wszystko Sen Mara Bóg Wiara! Czytajcie.
26.2.2026 r.
*Judenjagd to niemieckie określenie „polowania na Żydów” stosowane w czasie II wojny światowej po likwidacji gett. Oznaczało systematyczne obławy, tropienie i wyłapywanie Żydów ukrywających się poza gettami, prowadzone przez niemiecką policję, żandarmerię i lokalnych kolaborantów, często z użyciem denuncjacji i przeszukań domów czy lasów.