Zatuszowane zabójstwo. Wyparta przeszłość. I szkielet pod twoim domem.
Dąbrowa Tarnowska. Przed wojną połowę jej mieszkańców stanowili Żydzi. To tu, do pustego rodzinnego domu wraca dziennikarz po przejściach Sebastian Strzygoń, szukając równowagi. Ale nic z tego – w sadzie jego dziadków budowlańcy odkopują szkielet.
Czy, jak podejrzewa doktor Anna Serafin, są to kości ofiary Judenjagd – polowania na ukrywających się w czasie wojny Żydów? Równocześnie śmiertelny wypadek na peryferiach Dąbrowy okazuje się zabójstwem. A na synagodze i grobie ofiary pojawiają się antysemickie graffiti.
Bastian mierzy się z przeszłością miasteczka i własnej rodziny. Ale jak dotrzeć do prawdy, gdy świadkowie wydarzeń nic nie pamiętają, nic nie wiedzą? Albo tylko tak twierdzą? Czy można żądać wyjaśnień, gdy to pod twoim domem leży szkielet? Czy da się żyć pod jednym dachem z marą?
W Dąbrowie Tarnowskiej na podwórku prywatnej posesji znaleziono ludzki szkielet. Traf chciał, że dom i podwórko należą do rodziny Sebastiana Strzygonia, dziennikarza. Jego przyjaciółka, antropolożka sugeruje trop ofiar Judenjagd, czyli polowań na Żydów. Przed wojną połowę mieszkańców miejscowości stanowili właśnie Żydzi. Tymczasem za Dąbrową na drodze znaleziono ciało. Z pozoru wypadek, okazuje się być zabójstwem. Po pogrzebie na miejscowej synagodze i na grobie zabitego ktoś umieszcza antysemickie symbole. Na wierzch wyjdą skrzętnie skrywane sekrety i wstydliwe wspomnienia. Z pozoru spokojna miejscowość, a pod powierzchnią aż wrze.
„-A skąd ty nagle znasz się na kościach? -Na studiach w wakacje jeździłam na wykopaliska. Poza tym dla antropologa kultury to normalna sprawa. Nawet nie wiesz, ile zawdzięczamy badaniu pochówków, jeśli chodzi o kultury odległe w czasie. Ktoś składał do ziemi, czyli zabezpieczał na wieki, to, co miał najcenniejszego, co odzwierciedlało jego wierzenia, całe uniwersum symboliczne… -Anka, proszę, nie jesteśmy na wykładzie… -Sorry – mruknęła. -Więc nie było tam nic więcej? -Mówili, że nie. – Zawahał się. -Nie żeby panowie policjanci kopali wyjątkowo sumiennie. Pogmerali, pozbierali kości do worków i wynieśli. Podobno mają jeszcze szukać, ale cholera wie kiedy. -To mogło być bardzo małe. Tkaniny ulegają rozkładowi, ale metalowe, kościane czy kamienne przedmioty powinny się zachować. A jeśli to był na przykład żołnierz z pierwszej wojny światowej, to mógł zostać nieśmiertelnik, sprzączka, guzik, jakieś rzeczy osobiste. -To była kobieta – mruknął Bastian. -Więc może biżuteria? – Anka rozłożyła ręce. Zadumał się. Teraz będzie czekanie. Na dalsze poszukiwania, na ekspertyzę, na decyzję prokuratora. Na choćby strzęp informacji. A ona go pyta, czy były tam paciorki. -Bez kontekstu trudno będzie powiedzieć, co to za kości. – Pokręciła głową. – taki samotny, nagi trup z dala od cmentarza to naprawdę podejrzane. -Ale dlaczego? – Jeszcze się bronił. – Nie mogło komuś się zemrzeć gdzieś w drodze, kilkaset lat temu? -Bastian, w kulturach tradycyjnych pogrzeb to najważniejszy rytuał przejścia, bo wyznaczał koniec tymczasowego życia i początek prawdziwego życia w zaświatach, niebie, nazwij to jak uważasz. Ludzie nie zostawiali pochówków przypadkowi. Nikt by nie chciał, żeby na granicy światów coś poszło nie tak. A mogło”. Tamże, s.39.
„Bastian popatrzył na telefon. Po burzy zrobiło się cicho. Za cicho. Stan ten przerywały raz po raz najazdy kawalerii z prokuratorem Kogutem na czele. Najpierw urzędnik przyjechał w asyście radiowozu i białej furgonetki z napisem „Specjalistyczne Usługi Georadarem „Ziemowid”. Podczas gdy geofizycy systematycznie przemierzali sad i pas łąki między drzewami owocowymi podwórzem, prokurator beształ Bastiana za nocne wykopki. -Mógłby zrobić panu z tego zarzut – sarkał. – Dziennikarze, psiakrew. Wam się wydaje, że jesteście od poprawiania po policji. Ale pan to przesadził. Georadar wykrył dwa miejsca, gdzie gleba była nienaturalnie wzruszona – oba blisko siebie i płytko pod powierzchnią gruntu. Bastian czekał, aż policyjni technicy odsłonią warstwy ziemi, i krew mu zlodowaciała, gdy wyłoniły się spod niej kolejne kości. Ale to były psy. Większy i mniejszy. Technicy spakowali je do takich samych niebieskich worków jak poprzednio. Później przyjechali archeolodzy i dla pewności wygrzebali jeszcze dwa sondujące przekopy. Nie znaleźli niczego, za to uszkodzili korzenie dwóch drzew w sadzie dziadka. Bastian miał dość”. Tamże, s.73.
Nie dlatego, że nie mówili. Dlatego, że nikt nie pytał.
Wspaniała to była podróż literacka, nie zapomnę jej nigdy. Żal się rozstawać z cyklem o przygodach kryminalnych doktor antropologii Anny Serafin i dziennikarza śledczego Sebastiana Strzygonia. Niestety, Autorzy, mimo, że cykl nie został wyraźnie zamknięty, nie napisali dotąd następnej części. A sądząc po tym, że zaczęli odrębną serię powieści, raczej się na to nie zanosi. Bardzo, bardzo szkoda.
To już bowiem czwarty raz kiedy mogłem z przyjemnością zagłębić się w lekturę etno-kryminału autorstwa Państwa Kuźmińskich, tym razem akcja jest dużo bliższa Sebastianowi Strzygoniowi, zwanemu skrótowo Bastianem, rola Anny Serafin jest nieco ograniczona, choć nie bez znaczenia. Powieść zaczyna się jak zwykle leciutko. Podczas prac budowlanych remontu starego rodzinnego domu, doglądanych przez Bastiana robotnicy odkrywają ludzkie kości. Okazuje się, że są to kilkudziesięcioletnie zwłoki bardzo młodej dziewczyny. Jednocześnie we wsi ginie lokalny pijaczek, będący historykiem zajmującym się kiedyś sprawami lokalnej społeczności, w świetle żydowskich historii, w czasach przedwojennych. Akcja powieści do tego przenika się pomiędzy latami 40tymi, końcówką lat 80/początkiem 90, i oczywiście główną osią fabularną dzisiejszych czasów. Znając już dotychczasowe trzy tomy przygód tandemu Serafin-Bastian wiemy, że zagadka czy intryga jest mocna. A do tego hak wbity w historię, wierzenia i kwestie etniczne i możemy czytelniku zapiąć pasy.
Powieść nie jest długa, co czyni ją świetnym materiałem na jeden dzień, ale niekoniecznie jeden wieczór, jeżeli macie dużo czasu można ją wciągnąć w kilka godzin, natomiast zbyt szybkie czytanie nie jest zalecane. Raz, żeby nie uronić ani słowa z doskonałego kryminału, dwa, że Kuźmińscy są doskonale przygotowani merytorycznie. Kwestie etniczne, czy historyczne są nie tylko świetną podstawą do akcji, rozważań czy odkryć bohaterów, ale przyczynkiem do czasami trudniej dyskusji o historii. O tym, że nic nie jest czarno-białe. I tak sobie myślę, naprawdę nie chodzi tutaj o „Polak też bił Żyda”, a o pewnego rodzaju refleksję. W powieści pojawia się motyw judenjagd* z perspektywy czasu najchętniej wymazywany z pamięci bohaterów powieści. Bastian stara się, oprócz oczywiście wyjaśnienia śmierci lokalnego pijaczka-historyka-biznesmena, dociec prawdy o pochodzeniu znalezionych na terenie posesji zwłok.
W trakcie poszukiwania odpowiedzi bohaterowie szukają w archiwach ale też przepytują miejscową ludność, w momencie kiedy starsza osoba opowiada jak było, obecna przy tym rodzina jest w szoku, pada pytanie „Babciu dlaczego nic nie mówiłaś?” I kiedy pada odpowiedź „Bo nikt nie pytał”. Rodzi się ważniejsze pytanie. Nie dlaczego babcia nie mówiła, ale dlaczego nikt nie pytał. To też jest niewypowiedziane, ale znamienne jak wszyscy mieli w świadomości okrucieństwa wojny, ale tak po prawdzie nikt nie pytał, bo bał się odpowiedzi. Każdy bał się dotknąć prawdy, którą wszyscy znają. „Żyd nie miał prawa żyć” powtarzali.
I myślę, że to w jaki sposób Autorzy wpletli zjawisko Judenjagd w powieść, a raczej zbudowali na tym fabułę, nie jest próbą szkalowania, że Polacy to zrobili czy tamto, jak już wyżej wspomniałem, czegoś w stylu skandalicznego "polskie obozy zagłady". Chodzi tu bardziej o to, że zło nie ma narodowości, a potworem możesz być zawsze, nie ważne czy jesteś Polakiem, Żydem, Ukraińcem czy Niemcem. Bo zmierzamy do tego, co jest najważniejsze, że możesz być też dobrym człowiekiem, możesz być jak te "wujki żydkowe", tak ordynarnie określane osoby, które w czasie wojny pomagały uciekającym Żydom. Ukrywając czy karmiąc.
Na tym strachu o winę swojego dziadka główny bohater (tak przecież irytujący w poprzednich częściach Bastian, finalnie dorosły, dojrzały) przechodzi całą drogę dochodzenia, kim był i co zrobił jego dziadek. Nieustannie zadaje sobie pytanie. Dziadku coś ty zrobił? Czy byłeś katem? Czy zbawcą? To jest bardzo przejmujący element tej powieści, choć zwykłego zdawać by się mogło, kryminału.
Poza nieprawdopodobnym warsztatem merytorycznym, jak praca Policji, Prokuratury, medyków sądowych czy laboratoriów Autorzy świetnie oddali klimat małego miasta, konszachtów, czy relacji takich „przecież on był swój”. I tak dalej. Bardzo też podobały mi się te wszystkie motywy kulturowo etniczne, dla których dzieła Kuźmińskich opisuje się jako etno-kryminały. Możemy się dowiedzieć ustami bohaterów, żeby nie mówić „ciuch”, tylko szmata, czy po prostu używana odzież. Dlaczego? O tym czytelniku już musisz przekonać się sam.
Nie samym chlebem człowiek żyje, nie zabrakło więc chemii tak między Anną i jej Gerardem, problemów i zagadnień związkowych i zawodowych, a także Bastianem i… Powiedzmy, że on także ma co robić w departamencie relacji damsko męskich. Krzesanie iskier jest, kłótnie są. Ludzki wymiar kryminału mamy także odhaczony.
Całość sprawia wrażenie dzieła kompletnego, i nie napiszę tu, że „nie można się oderwać”, bo i oderwać się trzeba, choćby po to, żeby iskry wykrzesane z własnego mózgu nieco ostudzić i nie przegrzać się, ostatecznie dość emocjonalnie prowadzoną historią.
Czy Bastian znajdzie odpowiedzi, których szuka czy będą go ścigać Demony Przeszłości? Czy nasi bohaterowie ułożą sobie życie tak, żeby znaleźportal ć szczęście pomimo tego wszystkiego? Czy miejscowe śmierci, tak historyczne jak i dzisiejsze znajdą swój finał w wyjaśnieniu sprawy? Odpowiedzi kryje zakończenie powieści, tymczasem powiem jak dziadek Bastiana.
To wszystko Sen Mara Bóg Wiara! Czytajcie.
26.2.2026 r.
*Judenjagd to niemieckie określenie „polowania na Żydów” stosowane w czasie II wojny światowej po likwidacji gett. Oznaczało systematyczne obławy, tropienie i wyłapywanie Żydów ukrywających się poza gettami, prowadzone przez niemiecką policję, żandarmerię i lokalnych kolaborantów, często z użyciem denuncjacji i przeszukań domów czy lasów.
Szkielet kobiety pochowanej kilkadziesiąt lat temu zostaje wykopany w rodzinnej posiadłości dziennikarza, Sebastiana Strzygonia, niedaleko Dąbrowy Tarnowskiej. Antropolożka Anna Serafin przypuszcza, źe są to szczątki ofiary trzeciej fazy Zagłady, znanej pod nazwą Judenjagd. Jak się nazywała, kim była ta dwudziestoletnia Żydówka? Czy jej katem mógł być nieżyjący już dziadek Sebastiana? A dlaczego ktoś teraz poluje na niego? Dlatego, że mieszkańcom miasteczka nie podoba się grzebanie w okupacyjnej przeszłości? A może bardziej ich denerwuje dziennikarskie śledztwo dotyczące zabójstwa lokalnego pijaczka?
Autorzy zręcznie i dość przekonująco łączą wszystkie wątki, opisując szczegółowo ustalenia dochodzeń prowadzonych zarówno przez profesjonalistów z policji i prokuratury, jak i przez duet protagonistów. Najważniejszym motywem napędzającym akcję jest milczenie lokalnej społeczności, celowe spychanie w niepamięć prawdy o relacjach polsko-żydowskich w latach 1942-1945. Dokumenty nieźle statystyczną prawdę ilustrują, ale znakomita większość mieszkańców Dąbrowy Tarnowskiej po świadectwa gromadzone w specjalistycznych ośrodkach zapewne nie sięga, nawet jeśli mają świadomość, że przed wojną Żydów żyło w miasteczku prawie tylu co Polaków. Jednak kiedy może dojść do wskazania palcem kto z ich dziadów uczestniczył w Judenjagd będą robić wszystko, aby do tego nie dopuścić.
Przykłady polskiej współodpowiedzialności za Zagładę przekazują nie tylko dokumenty będące podstawą opracowań naukowych, temat zaistniał również w fabularnych dziełach literackich i filmowych. Coraz częściej eksploatowany jest także w literaturze gatunkowej, nie zawsze wysokiego lotu. Kuźmińscy nie przekraczają dobrego smaku, a jeden z elementów finału jest prawdziwym majstersztykiem. Z drugiej strony jednak powieść jest zbyt przeciążona osobistymi przeżyciami pary głównych bohaterów. Zapewne dlatego, że jest to kolejna część serialu i ma przyciągać czytelników zainteresowanych losami Bastiana i Anki. Ale moim zdaniem prowadzi to do niekorzystnego rozdmuchania fabuły. Na szczęście doskonała interpretacja audiobooka w wykonaniu Janusza Zadury w dużym stopniu rekompensuje przewlekłość akcji i dłużyzny.
Postscriptum: Luty 2020, pomyłką było zawieranie znajomości z etnokryminałami Kuźmińskich bez uwzględnienia chronologii ich publikacji. Dopiero znajomość poprzednich trzech tomów pozwala łaskawszym okiem spojrzeć na rozbudowane losy protagonistów, postaci ze wszech miar interesujących.
Kolejna świetna książka duetu najlepszych autorów kryminałów w Polsce. Jak zawsze inteligentna i przewrotna fabuła, ale przede wszystkim mądrze opisany wątek historyczny przybliżający czytelnikowi tragiczne wydarzenia z czasów Zagłady i ich następstwa.
Juz czekam na kolejną opowieść o śledztwach Anny i Bastiana.
Naprawdę, zdecydowanie i fantastycznie, że kiedyś tam dałem tym autorom kredyt zaufania. Kolejną książką z serii etnokryminału udowadniają, iż nie był to kredyt we frankach. Seria ta od początku czytana jest przeze mnie z wypiekami na twarzy, co w przypadku kryminałów zwłaszcza polskich zdarza się jednak rzadko. Znakomity miks tematyki wojennej, którą uwielbiam w kryminałach, a już żydowskiej szczególnie, do tego umiejętne przemycenie drugiego wątku z osławionym Szczucinem w tle, które razem tworzą miks wprost idealny. Akcja wartka, do końca nie przewidywalna a do tego finezyjne zakończenie, bo prostu chylę czoła i mam nadzieję że w przyszłości dostanę więcej.
Zdecydowanie bardziej nudna niż poprzednie. Niewiele się tu dzieje, dopiero pod koniec coś się rusza. Dużo obyczaju (więcej niż w poprzednich częściach), mało kryminału. Bastian wkurzający. Nie sądzę, żeby to co się wydarzyło (chociaż oczywiście było to straszne) usprawiedliwiało to jak traktował swoich przyjaciół i rodzinę.
Wciąż jedyny zarzut jest taki sam, jak poprzednio — trochę za bardzo rozwleczone. Końcówka mogłaby być ciut szybciej, ale za to temat znakomity. Świetnie zreaserchowany.
Bohaterowie z krwi i kości. Mają chwile słabości, bycia złamasem (Bastian) itd. No chciałoby się, żeby byli prawdziwi, zakumplować się z nimi.
O, i sceny erotyczne są. Not creepy.
Ale przede wszystkim temat! (To nic, że raz pękło mi serduszko — lusterko i ołówek, Amon Goetz, Płaszów, to niestety nie fikcja...). Chapeau bas!
Czytał Janusz Zadura (w czasach, kiedy jeszcze nie przeszarżowywał), czyli sama przyjemność.
Książki duetu Kuźmińskich można brać w ciemno. Świetnie napisane, z wplecionym aktualnym drażliwym tematem (takim zamiatanym pod dywan) i zawsze swojskie tło. Jeśli ktoś szuka czegoś więcej, niż tylko zwykłego kryminału (które obecnie przesycają rynek do porzygania), spójnej historii na naszym własnym podwórku- polecam gorąco.
Kuźmińscy w topowej formie! Oparte na solidnym researchu, dotykające ważnych i drażliwych tematów (Zagłada i udział w niej Polaków, zmowa milczenia w małym miasteczku), a przy tym wartka akcja i niebanalna fabuła. Jedyny zgrzyt to dokończenie ewolucji Sebastiana Strzygonia w stronę kryształowej postaci - jednak w roli dziennikarskiej hieny był bardziej przekonujący.
Było wiadomo że to będzie świetne. I jest - doskonałe. Przepracowane i dopracowane, bez niedociągnięć i naciągnięć. Świetna jest Mara, po prostu świetna. Cierpliwie czekam na kolejny tom zastanawiając w jakie rejony i niespokojne sprawy powiodą nas Państwo Kuźmińscy.