Kebab w Polsce to najpopularniejszy rodzaj tak zwanego fast-foodu – co najmniej jedna trzecia wszystkich restauracji w Polsce oferuje potrawy kebabopodobne. Jak wygląda świat polskiego kebaba? Krystian Nowak pojechał w Polskę się tego dowiedzieć. Bardzo smaczny reportaż nie tylko dla fanów ciętego mięsa w cienkiej picie.
Dobrze nie mieć żadnych oczekiwań, bo potem się można miło zaskoczyć, tak jak w przypadku tego oto reportażu. Tak naprawdę sam kebab jako posiłek, jego spolszczenie i przyczyny popularności nie interesują mnie wcale. Dobrze więc, że tak książka w zasadzie nie jest o tym. No, może prawie nie o tym. W dużej mierze jednak skupia się na ludziach, którzy za tym kebabem stoją i te pojedyncze historie były dla mnie (jak zawsze) najciekawsze i najbardziej poruszające. Będą więc tam losy imigrantów z Bliskiego Wschodu, zarówno tych, którym się udało zajebiście, jak i tych, którym nie udało się wcale, a także coś pomiędzy. Ale spokojnie, będzie też i o Polakach, i to wystarczająco, nie martwcie się. Z "Kebabistanu" możemy się też zwyczajnie sporo dowiedzieć o rynku pracy w gastronomii w Polsce (kto nie pracował w gastro, ten trąba, coś was w życiu ominęło), o zawiłych i imo zdehumanizowanych procedurach związanych z ubieganiem się w naszym kraju o status uchodźcy (w 90% przypadków kończą się fiaskiem), a przede wszystkim - o nas samych, polskich Polakach i tym rasizmie, co to go nikt nigdy na oczy w kraju nad Wisłą nie widział.
Natomiast to też nie tak, że "Kebabistan" to portret pokrzywdzonego uchodźcy zza kebabowej lady w kontrze do Polaka-rasisty z ogoloną głową i bluzgami na ustach. Nie. Daleko autorowi do czarno-białego obrazu świata, daje nam jednak (zasłużonego) pstryczka w nos i pokazuje fakty, na które naprawdę nie można zamykać oczu (tudzież chować kocim wzorem głowę pod szafkę i udawać, że dupa wcale nie wystaje).
Książkę czyta się dobrze, szybko, napisana jest przyjemną w odbiorze frazą. Mam wrażenie, że im dalej, tym lepiej wchodzi. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby znalazła się dla niej dobra redakcja, a tej niestety zabrakło - szkoda. Nic to jednak, trudno się mówi, bo autor broni się sam - swoją wrażliwością na opowiadane przez ludzi historie, wyczuciem do zadawania odpowiednich pytań i nieodłącznym sarkazmem, dzięki któremu pośmiejemy się też trochę przy lekturze (nawet, jeśli będzie to śmieszek nieco nerwowy). Generalnie - polecam, również tym, co to z reportażem mają nigdy nie po drodze - to może być dobry początek.
I w ogóle tytuł, tytuł jest świetny. A no i zdjęcia też są, ładne, czarno-białe, pasują klimatem do tego kebsa, kebaba, kebabowni. Tak.
Kebabistan miałam na liście zakupowej (i nadal mam), ale tak się fortunnie złożyło, że sam autor przesłał mi egzemplarz recenzencki. Nic mnie tak nie bawi, jak znać coś przed wszystkimi, więc siadłam do lektury. W zasadzie bez oczekiwań, bo poza tym, że będzie o kebabie w Polsce, nie starałam się więcej dowiedzieć. Niespieszna narracja i lokalizacja na osiedlu, które dobrze znam, trochę mnie rozleniwiły, a tu ciach, przechodzimy do akcji. Bez superbohatera.
Ot, mamy takiego tam sobie bliskowschodniego jegomościa, który kroił, zawijał, polewał kebsa sosem, aż okazało się, że papiery się nie zgadzają. Ale to nie jest o tym jednym jegomościu, tylko o wielu innych, którzy z takiego czy innego powodu trafili do Polski i stanęli za ladą z kebabem. Są też w historii inne nacje, są agencje rządowe i pozarządowe, jest potentat rynku growego (spoiler: nie wyda gry o kebabie), ale nade wszystko jesteśmy w książce my. Nie tylko w formie anegdot, ale w formie rzeczowych danych o tym, jak zmieniały się nasze nawyki żywieniowe, jak od domowych kanapek i kotletów doszliśmy do jadania poza domem.
Stendhal pisał, że powieść to zwierciadło obnoszone po gościńcu. Nowak nie napisał powieści, raczej pogłębiony reportaż, ale pokazuje w nim całą Polskę, w tym B i dalsze litery alfabetu, o których wielkomiejscy aspirujący intelektualiści i szitposterzy na FB zwykle nie myślą, nie mówią ani nawet za bardzo nie pamiętają. To, że są w jego reportażu postaci takie, jak Abbas Azizi (spoiler: przygotuj chusteczki), najlepiej pokazuje, jaka ta Polska jest.
Zabrzmi to dziwnie, ale ta książka po części stanowi odpowiedź na moje pewne czytelniczo-socjologiczne marzenie. Otóż od dawna pragnę, aby ktoś opisał historię polskiej gastronomii “budowej”. Zaczynając od zapiekanek, “Azjatów”, dworcowych burgerów, idąc dalej przez kebaby, polskie podróbki zachodnich franczyz i kończąc na epoce pełnoprawnych foodtrucków. Z jakiegoś powodu czuję potrzeby spojrzenia na historię polskiego kapitalizmu i zmian społecznych z perspektywy kotletów z mikrofali, rozmoczonych bułek i keczupu zmieszanego z majonezem. Zawsze wydawało mi się, że jestem w tym `pragnieniu osamotniony. Dlatego ucieszyłem się, kiedy usłyszałem, że Krystian Nowak stworzył cykl reportaży na temat ulubionego polskiego dania “do łapy”, czyli kebabu.
Książka o kebabie,czyli właściwie o czym? Po lekturze nadal trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, bo autor skacze z tematami od Sasa do Lasa. Jest tu trochę o historii samego dania, pierwszych kebabowniach w Polsce, trochę o nawykach żywieniowych Polaków, ale najwięcej w sumie jest tu o ludziach bezpośrednio z tym biznesem związanych. I właśnie rozmowy z tymi ostatnimi są w tej książce najciekawsze. Zwłaszcza kiedy bohaterami tekstu są imigranci, którzy przybyli do naszego kraju za poszukiwaniem lepszego życia. Jest przejmująca historia Irańczyka, który jako mały chłopiec trafił do Polski na początku lat dziewięćdziesiątych i dzieciństwo spędził na ulicy, a teraz prowadzi własny biznes. Są opowieści o uchodźcach, którzy mimo normalnej pracy codziennie żyją w strachu przed deportacją. Ale znajdą się także historię dużych sukcesów opowiadane przez właściciela jednej z największych kebabowych sieci działających na terenie kraju.
Kiedy Nowak skupia się na tych osobistych historiach, to “Kebabistan” czyta się bardzo przyjemnie. Oprócz tych opowieści poważnych są też takie trochę bardziej przaśne, choćby rozdział o kultowym w Internecie Relax Kebab z Radzymina. Trochę mniej zajmujące, ale nadal ciekawe są te poświęcone polskim pracownikom małej gastronomii opowiadających o czasie przepracowanym w fast foodach. Jednak gorzej jest, kiedy do gry wchodzą fragmenty mające dać czytelnikowi ogólny obraz społeczeństwa, zwłaszcza ten związany z jedzeniem. Niby są jakieś dane statystyczne (podane dość sucho), trochę historii zmian w preferencjach, ale ostatecznie dowiadujemy się głównie tego, że obecnie mieszkańcy polskich miast siedzą w knajpach więcej i wolą trochę porządniejsze jedzenie. Jednak brakuje już spojrzenia np. na rozwój kultury jedzeniowo-ulicznej choćby w postaci foodtracków, co do tematu kebabów pasuje bardziej niż porównanie do restauracji o bardziej prestiżowym profilu. a szczęście tych ciekawszych rozdziałów jest jednak znacząco więcej.
Niestety “Kebabistan” stracił sporo w moich oczach z powodu nie do końca zależnego od autora, a mianowicie koszmarnej wręcz pracy redaktorskiej i korekty. Podczas lektury często miałem wrażenie, że nikt tej krótkiej (nie ma tu nawet 200 stron) porządnie nie przeczytał pod kątem sprawdzenia choćby powtórzeń, czy niezbyt naturalnie brzmiących zdań. Zdarzały się tu błędy typowe dla poprawek “na szybko”. Głupio mi to pisać z perspektywy osoby notorycznie strzelającej jakieś kwiatki, ale to co ujdzie w notce na fejsie, jednak nie powinno mieć miejsca w książce, która zostało odpowiednio sprawdzona. Stanowczo zwiększa to poczucie chaosu i tak obecnego na jej stronach.
Czy "Kebabistan" czytało mi się przyjemnie? W sumie to tak, choć czasami niektóre rozdziały nigdzie nie prowadzą, a całość ma problem z uchwyceniem jakiegoś konkretu. Ta książka najlepiej sprawdza się jednak nie jako opowieść o samym daniu, a o ludziach, którzy najczęściej je nam serwują. I jeśli interesują Was właśnie takie historie, to możecie po nią sięgnąć. Ale jeśli spodziewacie się rozszerzenia spojrzenia na samą gastronomię to raczej spotka Was zawód.
PS. Na zdjęciu widać falafel na cienkim z MiM Kebab & Grill serwowany koło dworca Gdańsk Wrzeszcz. To chyba jedyne tego typu danie, które zdarza mi się obecnie zjeść ze smakiem w trybie "nieimprezowym". Bo nie ma co się oszukiwać, że jakość "kebich" jest w większości przypadków mocno wątpliwa.
PS2. Proszę docenić, że ani razu nie użyłem w tekście jedzeniowej metafory. Nie było łatwo.
Ciekawy punkt wyjścia do reportażu, ale ostatecznie najbardziej interesowały mnie historie migrantów, bo część opisywanych wydarzeń pamiętam całkiem dobrze, a historię pracy w gastro nie są mi obce. Zastanawiam się też, jak mocno ta książka się zestarzała w tak krótkim czasie, chętnie przeczytałbym część drugą o rzeczywistości po pandemii, z pogłębiającym się kryzysem migracyjnym i nową falą popularności kebabów spowodowaną działalnością influencerów.
Cztery gwiazdki tylko dlatego, że momentami było dla mnie za mało. Za mało tych historii. Książka świetna, fajnie że ktoś wziął się za temat kebaba i ludzi stojących w kebabowniach i jakim Polska jest tolerancyjnym krajem. Może jakaś kontynuacja? Jeszcze jedno: jestem w trakcie rzucania jedzenia mięsa i niestety lektura tego nie ułatwia. Bo dobry kebab zawsze na propsie.
Wbrew pozorom wcale nie jest śmieszkowo - jest poważniej, niż mogłoby się wydawać. W swoim niewielkim objętościowo reportażu Krystian Nowak kreśli obraz ludzi, którzy w budkach czy restauracjach z kebabem stoją po obu stronach lady - czyli imigrantów, którzy kebab 'kręcą' oraz tych, którzy go spożywają (a już ze wstępu dowiadujemy się, że według badań jest to w Polsce najpopularniejsze danie do zjedzenia poza domem).
Jest trochę historii, w której sporą rolę grają gastarbaiterzy w Niemczech, jest kebab rozłożony na czynniki pierwsze (czy wiecie, że wbrew pozorom mięso drobiowe jest zdrowsze od falafela?), ale to nie te wątki stanowią o wartości Kebabistanu.
To, co zostaje w pamięci, to ludzkie historie. Opowieści ciężko pracujących, często na czarno, przepełnionych wdzięcznością i szacunkiem do Polaków imigrantów, którzy niejednokrotnie wcale nie są pewni swojej przyszłości w naszym kraju. Tak jak Asif, któremu grozi deportacja do Afganistanu, czy Abbas, który po kilkudziesięciu latach w Polsce i po tym, gdy za swoje działania na rzecz osób bezdomnych został Człowiekiem Roku w swoim mieście, nie dostał pozwolenia na dalszy pobyt.
Wszędzie można mieć dobre życie, gdzie nie ma bomb, min, strzałów, obcych wojsk nie do końca rozróżniających przyjaciół od wrogów ani religijnych fanatyków mordujących ludzi w imię jakiegoś boga.
To, co zostaje w pamięci, to zawiłości prawne, uniemożliwiające przybyłym godne rozpoczęcie nowego, spokojnego życia w cywilizowanym kraju.
Z ludźmi, którzy chcą zostać zakwalifikowani jako uchodźcy, jest też ten problem, że dopiero po pół roku bycia w procedurze mogą wystąpić o możliwość pracy. To oznacza, że po dostaniu się do Polski przez pierwsze pół roku trzeba wysiedzieć swoje w ośrodku, na ogół gdzieś w lesie, i legalnej pracy podjąć nie można, nawet jeśliby była i jeśliby się chciało.
To, co zostaje w pamięci, to polski rasizm. Jak to możliwe, że ludzie, będący smakoszami kebabów, tak często sięgają po wyzwiska i kamienie, najlepiej przy okazji Marszów Niepodległości?
Można by odnieść wrażenie, że w Polsce nie ma problemu z rasizmem, tylko niektórzy trochę za dużo piją.
To, co zostaje w pamięci to opis ciężkiej pracy w gastronomii, ze wszystkimi jej cieniami i blaskami.
Nie była to książka mojego życia, nie jestem ekspertem, ale nie był to najlepszy reportaż, jaki kiedykolwiek przeczytałam (pojawia się sporo głosów o kiepskiej redakcji, która mi nie sprawiła większego kłopotu), choć czas poświęcony tej książce nie był czasem straconym. Nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć, że kebab jest pyszny i wrzucić go w jadłospis najbliższych dni.
Oryginalny pomysł, dobra kompozycja i świetny research.
Jest to opowieść mniej o smakach a bardziej o liczbach; jednak nie tylko o tym, ile kto może zjeść, za ile, i w jakim czasie, ile można zarobić, i jak wielki jest rynek kebabu w Lechistanie. Te badania terenowe znacznie wykraczały poza marketing HORECA. Jest to bowiem przede wszystkim opowieść o tym, jak często liczni nie potrafią pomóc nielicznym, oraz o tym, że czasem jednostka może uruchomić kaskadę dobra, które, niestety, nie zawsze wraca.
Nie kąsa się ręki, która karmi. A jednak, i tu Polak potrafi.
rewelacja. wykonany z ciekawego kąta reportaż o życiu emigrantów z bliskiego wschodu w polsce, którzy pracują, pracowali lub założyli bary i restauracje z kebabem. znakomity pomysł i takież wykonanie, od momentów zabawnych po bardzo wzruszające. potrzebowaliśmy takiej książki o tej polsce niewidocznej na co dzień, której widoczność kończy się na okienku albo ladzie kebabowni.
Wciągający tak, że poświęciłem na lekturę całą noc. To wielopoziomowy obraz tego czym jest niemal każda "budka z kebabem" a historie ludzi i ich postaw zostają w głowie na wiele dni.
Poszło szybko. Jak onegdaj cienki baran w Saharze po pięciu piwach w sobotnią noc w pawilonach przy Nowym Świecie. Smakowało tak samo dobrze.
A trochę poważniej: nie trzeba zjechać pół świata, aby napisać dobry reportaż o świecie, ludziach i ich nierzadko tragicznym życiu. Czasami wystarczy po prostu pójść do osiedlowego „kebsa”. Przy okazji można też się sporo o nas samych i naszym własnym kraju dowiedzieć.
Na metapoziomie wszystko się świetnie zgadza, ta książka jest jak polski kebab. Ogólnie smaczna, polecam, ale im dłużej się jej przyglądać, tym więcej dziwacznych składników widać. W każdym razie na szybką szamkę w sam raz. PS, nie dajcie się zwieść, mediana to nie najczęściej występującą wartość.
Zaskoczył mnie ten reportaż, bo spodziewałam się czegoś innego. Nie jest to wbrew pozorom historia popularnego dania, a raczej ludzi, którzy za nim stoją - zarówno prezesów dużych korporacji jak i tych, którzy prowadzą małe rodzinne biznesy. A także historia o tym, jaki Polska (jako państwo i jako ludzie) ma do nich stosunek. To też opowieść o ksenofobii, rasizmie i o ludziach, którzy nie dostali nic od państwa, choć oddali mu kilkanaście lat swojego życia, działając na rzecz lokalnej społeczności. Momentami wjeżdża sarkazm, ale jest też smutno i poruszająco. Widać tu duży talent autora do nawiązywania relacji z ludźmi - bez tego taki reportaż nie byłby zbyt wiele wart. Jeśli nigdy nie płakaliście na książce o kebabie to zachęcam do lektury - będziecie mieli okazję.
Rewelacyjny reportaż wywołujący całą gamę emocji - od rozbawienia, po smutek i złość. Poza przydatnymi informacjami takimi jak: gdzie można kupić tort z kebaba i jaka była droga kebaba nad Wisłę, autor bardzo ciekwie prezentuje portrety ludzi na codzień trudniących się szeroko rozumianą pracą z tym daniem (od kelnerek po właścicieli sieci). Nieoczywisty temat, fantastyczna realizacja :) Polecam!
Bardzo dobra książka, z jagnięciną, sos ostry, zwłaszcza w historiach migrantów (opowieść Abbasa Azizi zwala z nóg i wyciska łzy z bezsilnej wściekłości na Polskę), przyzwoicie napisana, najeść się można nią jak kebsem XL z serem. Trochę zabrakło mi pogłębionego rysu historycznego bohatera opowieści, natomiast za redakcję rzuciłbym w panią redaktorkę kebabem ¯\_(ツ)_/¯
Bardzo sympatyczne relacje ze współczesnego poslkiego kebabowego świata. Lekka to lektura, szybko się czyta.
Kebab jest tu tylko pretekstem do poznania ludzi, których los z nim związał. Wielokrotnie powtarza się tu historia zmagań z biurokratyczną machiną, która zagraża bezpiecznemu pobytowi w Polsce, mamy ludzi, którzy zakochani w Polsce rozwijają biznes i zdobywają serca lokalsów (świetna historia Abbasa Aziziego), mamy tu relacje zarówno biznesmenów jak i pracowników w przeróżnych lokalach - tak różnych, jak różne są odmiany kebapa i kebaba: warunki pracownicze, konkurencja na rynku kebaba, rozwijanie przedsiębiorstwa i logistyka, dostarczanie mięsa - części się domyślaliśmy, część autor odkrywa razem z nami „zaglądając” na zaplecze.
Traktowanie pracowników jak służących przez konwertujące swoje dzieci żony pracodawców? Z czego zrobiona jest surówka z czerwonej kapusty? Czy klienci zwracają uwagę na wart milion złotcyh wystrój lokalu? Tort kebab w Relaxie na każdą okazję? Książka traktuje i o tym!
„Tradycyjny turecki kebab dla Polaka jest za mało tłusty i zbyt łagodny. Polak nie chce dobrze doprawionego mięsa, woli je doprawić sosem”
W sytuacji, w której jeden punkt kebabowy przypada na niecałe 2,5 tysiąca mieszkańców (w Sulechowie) - był to świetny i nowatorski temat na książkę.
Bardzo ciekawy pomysł na książkę. Czyta się ją szybko, jest ona pełna różnych punktów widzenia. Cieszy niezłe osadzenie tematu w danych/źródłach - czego się osobiście nie spodziewałem. I na koniec najlepsza perełka z tej książki: kebab (naprawdę) jest pyszny.
"Kebabistan" przypomniał siłę społecznej i kulturotwórczej roli jedzenia. Uświadomił mi też jak rozbudowaną i nieznaną mi wcześniej kulturę ma kebab w Polsce, bo mimo że w moim mieście istnieje nieoficjalna Kebab Street, to nie miałam pojęcia na przykład o obserwowanym przez 90 tys ludzi fanpage'u kebabu w Radzyminie. Ale książka to więcej niż ciekawostki. Kebab staje się tu symbolem, szkiełkiem przez które patrzmy na tę Polskę imprezową, imigrancką, przedsiębiorczą. Pół żartem, pół serio aż prosi się o serię reportaży o innych kulinarnych przybyszach obrazujących polską transformację. Ile mogłyby nam powiedzieć chińskie dania, pizza i sushi! Czytałabym! Za to przede wszystkim daję 4 gwiazdki, bo są też i niedociągnięcia. Przede wszystkim jest krótko, temat nie został wyczerpany: kilka rozmów, kilka miast, rożne wątki, które dało się pociągnąć dalej, pogłębić, skonfrontować z innym punktami widzenia i rozbudować. Druga rzecz to czasem chropowaty język, a konkretnie zdania złożone z rozbudowanymi wtrąceniami, które są tak długie i pokręcone, że można zgubić wątek, zanim doczyta się do kropki. (Podam przykład ze strony 205: "Bar mieści się w dobudówce jednego z niskich bloków, które ustawione w kilka identycznych rzędów, choć pomalowanych na najróżniejsze kolory, składają się na osiedle." lub zajmujące 6 linijek pierwsze zdanie Postscriptum.) To jednak szczegół i czytać warto!
Krystian Nowak Nowak niecały rok temu wydał książkę „Kebabistan”, kolejną w swoim literackim dorobku, ale ja do literackiego dorobku dołączyłabym też cudowne wpisy na jego fanpage’u „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty” 🙃
„Kebabistan” to opowieść nie tylko o polskim najczęściej zamawianym fastfoodzie, ale - przede wszystkim - opowieść o nas, Polakach, naszej tolerancji, naszych uprzedzeniach, naszym pragnieniu, by kebab - polskie danie narodowe - podawała osoba, z którą później nie będziemy mieć nic wspólnego. 📚 Przez kebabowy pryzmat (heh) poznajemy historię założycieli największych sieci barów z kebabami; opowieść słynnego kebaba Relax z Radzymina; czytamy ściskający za gardło życiorys Abbasa Aziza, który karmił w swojej restauracji bezdomnych, nie doczekawszy się w Polsce pozwolenia na pobyt stały…
Czytamy o śmieciowych umowach, ciężkiej pracy na czarno, o pijanych klientach, ale też o przedziwnych próbach „zeuropeizowania” kebaba, nie mówiąc już o spolszczeniu (Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka). Książka to też panorama uprzedzeń, lęków, absurdalnych, wyssanych z mlekiem matki poglądów o wielkiej polskości i pogardzie dla tych, którzy mają inny kolor skóry. Lekkość pióra, dużo smaczków, porządny, dogłębny research - Krystianie Nowaku, dobre toto!
Kebab to według statystyk najpopularniejsze danie wśród Polaków stołujących się poza domem. Budki z kebabem stały się nieodzownym elementem krajobrazu większości polskich miast. Fakt, że to proste i niewyszukane danie zyskało w naszym kraju taką popularność to zadziwiający fenomen, ale czy zasługuje na osobny reportaż? Okazuje się, że tak. Kebab jest dla autora tylko pretekstem do tego, aby opowiedzieć nam kilka ciekawych historii o ludziach, którzy go serwują i zwrócić uwagę na problemy, z którymi wielu z nas nie boryka się na co dzień. Niektóre z tych historii są zabawne, niektóre wręcz przeciwnie, ale najbardziej poruszyła mnie ta o Abbasie Azizim, który w latach 90. mając dziewięć lat uciekł z Iranu i trafił do Polski. Pokonawszy trudne początki, założył biznes, rodzinę, a nawet zasłynął ze swojej działalności dobroczynnej. Wydawałoby się, że po tylu latach i z takim życiorysem nie powinien mieć problemów z otrzymaniem pozwolenia na pobyt stały, a jednak wciąż żyje w niepewności. Książka napisana jest w luźnym, często ironicznym stylu, który bardzo przypadł mi do gustu. Myślę, że autor miał świetny pomysł na reportaż i bardzo dobrze go zrealizował.
Jak ja nienawidzę kebabów. Śmierdzące, tłuste, ociekające brudnym sosem gówno. Za każdym kebabem stoi dramat zwierzęcia. Za większością kebabów stoi dramat człowieka. Temat na reportaż? Idealny. Dobrze, że ta książka jest jednak o ludziach, nie o mięsie, bo bym nie przebrnęła, jak słowo daję. Opisy padliny weganom dadzą w kość. Opisy ludzi chyba jednak bardziej. Sama znałam kiedyś sprzedawcę kebabów. Miał tytuł magistra na uniwersytecie w Damaszku, o czym nikomu się nie chwalił, bo się wstydził… Gdy przyjechał do Polski razem z kolegą, wspólnie założyli bar i zaczęli sprzedawać kebaby. Bo co mieli robić? To są zawsze smutne historie. I chciałabym żebyśmy wszyscy przestali jeść kebaby, to tych historii będzie mniej, ale nie - nie będzie. Dobrze, że ktoś je pokazał i opisał. Świetna książka, dziękuję.
Ciekawy, przystępnie napisany reportaż przybliżający czytelnikowi smaczki kebabowego rynku bez zbędnego owijania w pitę :)
"Można by odnieść wrażenie, że w Polsce nie ma problemu z rasizmem, tylko niektórzy trochę za dużo piją" - ironizuje autor przytaczając szereg przykładów przejmujących opowieści pracowników przygotowujących kebaby o wszechobecnej dyskryminacji na tle narodowościowym.
Lektura skłania do przemyśleń, dostarcza zaskakujących faktów, zdjęcia mogłyby być trochę ciekawsze, ale książkę na pewno warto przeczytać.
Opowieść o Polsce przez pryzmat kebsa (na cienkim). Jest o rynku pracy, gastronomii, małych i dużych miastach, społecznym postrzeganiu mięska w picie i przede wszystkim o tym, że w Polsce pod wieloma względami jak w lesie. Nie spodziewałem się, ze kebab wyciśnie ze mnie łzy, wcale nie od ostrego sosu.
Reportaż o Polsce rasistowskiej, która zajada się dalekowschodnią kanapką i nie widzi w tym pewnego paradoksu. To oczywiście nie wszystkie ujęcia tematu, naprawdę ciekawy. Czasem przeszkadzał nieco ironiczny styl autora.