Książka, którą znałam "po części", gdyż stare wydanie zajmuje ważne miejsce na mojej półce... ale to nowe, poszerzone, pięknie wydanie - ono to dopiero dorobiło się honorowego miejsca! WOŁANIE W GÓRACH, czyli opowieści o wypadkach w Tatrach, można rzec: kronika tatrzańskich wypadków, opowiedziana przez Michała Jagiełłę, ratownika TOPR, który odszedł od nas nagle 1 lutego 2016r.
Jak już wspomniałam, to wydanie jest poszerzone, a pracowała nad nim córka autora Dominika Jagiełło, przy wsparciu Adama Maraska (TOPR). Wyszła z tej współpracy niezwykła, bezcenna pozycja, która nie tylko jest zapisem historycznym, ale i ma wielką wartość edukacyjną. Michał Jagiełło zawsze dodawał "coś" od siebie, i zawsze było to "coś" mądrego, co warto wziąć sobie do serca.
Tę książkę czyta się z zapartym tchem, jak najlepszą powieść. Dla mnie, jako osoby, która w Tatrach spędza każdą wolną chwilę, która się pod tymi szczytami urodziła - cóż... tak, dla mnie jest to książka wyjątkowo istotna, a każde z opisywanych miejsc jest mi bliskie.
Szczególnie osobiste dla mnie było czytanie o wypadku ostatniego więźnia PRL-u, prof. Józefa Szaniawskiego, który był moim wykładowcą i człowiekiem, z którym często rozmawiałam o miłości do tatrzańskich szczytów. Gdy zginął, byłam na studiach i czekałam na kolejny wykład z tym wspaniałym, radosnym, mądrym i szarmanckim człowiekiem... odszedł, ale na zawsze pozostanie w mej pamięci.
To, co rzuca się w oczy zaraz, od pierwszych stron - to rzetelność. Jest też wielki szacunek do opisywanych historii, bo są to niemal zawsze historie smutne, które opowiadają o czyjejś, wielkiej tragedii. Ten szacunek i wypływająca z niego troska o życie ludzkie sprawia, że nie jest to zwykła "kronika wypadków", ale także silnie emocjonalna, czuła narracja człowieka, który wraz ze swoimi towarzyszami nie raz ryzykował własne życie dla życia innych.
I oczywiście mamy głównego bohatera TATRY. Góry, które są naszymi, polskimi małymi Alpami, w których jest piękno, ale i groza, które potrafią życie ratować, ale i życie odbierać. Wspaniałość tego niepowtarzalnego regionu polega na jego dzikości... wolności, którą ja zawsze odnajduję na szlaku. Szkoda, że... niestety... nie każdy turysta, to rozumie - ale szkoda moich słów w kontekście WOŁANIA W GÓRACH na takich niedzielnych spacerowiczów.
Książka została wspaniale wydana i polecam ją każdemu, kto wybiera się nie tylko w Tatry, ale w każde inne góry, a Ci, co się nie wybierają i tak warto, by poznali, bo ta wiedza może kiedyś uratować życie.
ktoś woła - ktoś idzie
8/10
Wydawnictwo ISKRY