Życie warto poświęcać tylko dla Boga. Bo kiedy Bóg woła, to odpowiadam: "jestem!", nie zważając czy wzywa mnie dla chwały czy dla męczeństwa.
Inkwizytor walczy z pogaństwem i herezją na barbarzyńskiej Rusi!
Ludzie chcący wykorzystać Mordimera Madderdina są zbyt liczni i bezwzględni, by inkwizytor nawet przez chwilę czuł się bezpiecznie. W jaki sposób zakończą się sprawy na Rusi? Kto wróci z tarczą, a kogo zaniosą na tarczy? Czy wrogowie zamienią się w przyjaciół, a przyjaciele we wrogów? Co okaże się silniejsze: miłość czy śmierć?
Umierają idee i marzenia, umierają wrogowie i przyjaciele. Ci którzy przeżyli, żałują że również nie umarli. A w ostatecznym efekcie, w tej wszechogarniającej pustce, pozostaje miłość do Boga i wierność Świętemu Officjum. To one wypełniają serce na tyle, by chciało jeszcze bić..
Od lat zajmuje się multimediami i szeroko pojmowaną popkulturą. Pracował jako zastępca redaktora naczelnego pism „Click” i „Game Ranking” oraz naczelny magazynu „Fantasy”. Prowadził programy autorskie w Radiu WAWA. Reżyserował dubbingi. Tworzył i tłumaczył scenariusze gier komputerowych. Od kwietnia 2008 – szczęśliwy tata małego Kacperka. Jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastycznych. Prowokujący. Zaskakujący. Potrafi rozbawić, zbulwersować, dotknąć do żywego. Wymyka się oczekiwaniom. Ledwie okrzepł w szatach inkwizytora, niespodzianie wdział żupan.
Strasznie rozwleczone i przegadane. Widać, że pisze pisarz "z dorobkiem" i ręka redaktora nie jest już tak karcąca. Ale to blednie przy dwóch głównych grzechach tej powieści: - prawie całkowity brak "world-building" - w pierwszych opowiadaniach Piekara potrafił miedzy wierszami krótkich opowiadań przemycić tyle treści o świecie Inkwizytora - a tu czołgamy się w kólko po znanych terenach Rusi i nic nowego nie odkrywami (przy pierwszym tomie na Rusi to się cieszyłem, że wyszliśmy z Cesarstwa, ale ile można) - Inkwizytor nie inkwizytoruje - nie robi nic, co czyniło pierwsze opowiadania takimi świetnymi - śledztwo, zagadki, tajemnice; nie posuwa oczywiście też głównego wątku z późniejszych powieści do przodu - co więcej, ponieważ nic z tego co dzieje się na Rusi nie było zasugerowane w poprzednich (czyli późniejszych chronologicznie) przygodach, więc nie ma to żadnego wpływu na ten wątek
Nie zdziwię się jeżeli w nastepnym tomie okaże się, że to był sen albo alterntywny świat albo jakaś wizja. A ze smutkiem stwierdzam, że następny tom raczej przeczytam.
Przeklęte kobiety są wg mnie o gwiazdkę lepsze niż Przeklęte krainy. Głównie dlatego, że „Nataszki” oraz motywu jej związku z Inkwizytorem jest tu mniej. Nadal fabuła jest rozwleczona. Śmiało można by zmniejszyć liczbę stron o jakieś 100 do 200. Twierdzę tak z tego powodu, że po lekturze zdałem sobie sprawę, jak mało w sumie się działo w tym tomie. Tym bardziej biorąc pod uwagę jego objętość.
Nadal postać Inkwizytora mnie irytuje. Im mniej jego dialogów wewnętrznych oraz opisu wniosków na temat świata go otaczającego, tym lepiej. Marzy mi się, by autor postawił więcej na akcję lub aspekt mistyczny całej historii. Naprawdę szkoda, kiedy ma się przed sobą ciekawy konspekt. A cały nacisk położony jest na te sfery fabuły, które przynajmniej mnie interesują najmniej.
Zapewne sięgnę po chyba ostatni już tom tej części dziejów Inkwizytora, które dzieją się na odległej od ziem Cesarstwa Rusi. Jednak nie czekam na nie jakoś specjalnie. Wielkim fanem tej postaci już zapewne nie zostanę, ale absolutnie nie chcę nikomu doradzać, czy ma sięgnąć po kolejną część Inkwizytora, czy czekać na właściwą kontynuację jego historii. Słowem ani nie polecam, ani nie zniechęcam. Oceńcie sami.
Oczekiwania? Jak zwykle ogromne. Realizacja? Jak zwykle po lekturze mam mieszane uczucia. Ostatnio niestety zbyt często sytuacja ta się powtarza w przypadku książek Jacka Piekary. Bo z jednej strony mamy kolejne przygody naszego ulubionego inkwizytora a z drugiej widzimy, że to nie jest on. Nie jest to postać znana z pierwszych książek. Tutaj bardziej można mówić o uległym piesku na posyłki, który co chwilę musi sam siebie usprawiedliwiać, że czegoś nie może zrobić. Tęskno trochę za tym bezwzględnym typem i jego przenikliwymi śledztwami.
Kniha koupená spíš omylem (myslel jsem, že jde o komiks), ale jelikož jsem četl jednu, česky vydanou knihu z téhle dlouhé série, tak jsem se do toho pustil. Ukázalo se, že je to druhá kniha z uzavřenější trilogie, ale i tak jsem se celkem chytal a i poměrně užil.
Co je na tom zajímavého? Hlavně to, že je hrdinou inkvizitor… což je povolání, které v literatuře nemá zrovna nejlepší pověst. A je to sice poměrně slušný inkvizitor, ale nedělá mu problémy kohokoliv obětovat. A rozhodně netrpí skromností či malým egem… a to ani nemluvím o schopnosti vyložit si boží vůli tak, aby se mu to hodilo.
Když mluvím o náboženství, tak je to sice křesťanství, ale trochu alternativní. Kříž, ke kterému se tady lidé modlí, je prázdný a polámaný – od toho, jak ho Ježíš zlomil, když se z něj osvobodil. Což je dobrý twist, byť to, co jsem četl, s tím zase tak moc nepracuje.
Tahle trilogie se odehrává v carském Rusku… a můžu tedy říct, že Poláci, bůhví proč, nemají Rusy rádi. Rusové jsou tu popisování jako burani, kteří vás přepadnou, znásilní ženy, všechno ukradnou, co nemůžou ukrást rozbijou, a na závěr se vám ještě uprostřed trosek vyse*ou. To ta vyšší vrstva. Ta nižší neslyší na nic jiného než na kopance a jakoukoliv mírnost bere za projev slabosti. A hrdina se v tom snaží proplouvat.
Kniha je hodně čtivá a svižně napsaná… ale ani ten styl a živé dialogy nemůžou úplně zamaskovat, že se tam zase tolik neděje. Hrdina má obvykle za úkol s někým promluvit, jde, promluvím s ním… a pak jde zase zpátky. Obvykle se snaží všechny ukecávat, podkuřovat jim, a snaží se je dovést k výsledku, který by byl co nejvýhodnější pro něj.
I když je to fantasy, tak vysloveně fantastické prvky jsou tam za celou knihu tak dva – a to spíš jen velmi mírné. A hodně věcí tam je spíš jen tak naznačeno, aby to hrálo větší roli v posledním díle… nebo taky ne.
Během čtení se ve mně mixovaly pocity nadšení se zklamáním, že se tam vlastně nic neděje… ale ve finále převážil uměřeně fanatický hrdina, který je vlastně docela parchant, a ten popis Ruska. A celkem mě i po přečtení zajímalo, kam se to celé pohne dál. Možná si aspoň ten třetí díl tohohle příběhu časem přečtu.
Piekara ponownie w swoim grafomańskim szale, który daje nam co prawda sporo treści, a która to jednak nijak nie rozwija przedstawionego świata, prezentuje za to lokalne intrygi, polegające na zdobyciu lub utrzymaniu władzy, w zależności po jakiej stronie się chwilowo znajdziemy. I tym sposobem w tej odsłonie, nie mając już jakichkolwiek oczekiwań, bawiłem się nieco lepiej niż przy poprzedniczce.
Mamy tu do czynienia z zapychaczem, który stanowi interwał przed finałem wyprawy Mordimera na Ruś, tego heretyckiego kawałka świata, w którym Inkwizytor winien krzewić swoją wiarę, ale Madderdin nie tylko nie zajmuje się standardowym "inkwizytorowaniem", co posługą pewnej księżnej i dupczeniem jej dworskiej czarownicy, która pała do bohatera gorącym uczuciem. I jak się okazuje, ten męski gieroj, który na przełomie całego cyklu książek nie popuścił żadnej spódniczce, tu wpadł jak śliwka w kompot. Mniłość!
Wszystko to sprawia, że moja sympatia do tego religijnego socjopaty coraz bardziej topnieje, zwłaszcza że jego rozwój jest pod tym względem mało wiarygodny, zwłaszcza gdy ma się za pamięci poprzednie tomu serii. Może Piekara wyjaśni to jakimś magicznym zauroczeniem, tyleż teraz to się nie trzyma kupy. Mordimer jest popychadłem, które wykonuje wolę bardziej wpływowych postaci, choć usprawiedliwia to chęcią przetrwania. Rezon i klimat książka odzyskuje dopiero pod koniec mozolnie prowadzonej narracji, kiedy to bohater trafi ponownie do siedziby pewnej silnej magią wiedźmy (czy też na moment nieco wcześniej, przy poszukiwaniach pewnego tropiciela).
Ta lokalna "gra o tron" ma jednak swój urok i jest ona siłą napędową historii, aczkolwiek nie mogłem się pozbyć wrażenia, że jakby ujął z książki ze sto-dwieście stron i włączył to co zostało w poprzedniczkę, to całość na niczym by nie straciła. Mimo tego jak na Piekarę przystało, czyta się to naprawdę przyjemnie, a słownictwo bywa mocno ubogacone. Szkoda tylko, że dla całego cyklu "Przeklęte kobiety" nie mają żadnej wagi. Imo nadal zawód, choć spodziewany i nad wyraz przyjemny w obyciu.
Mam słabość do Mordimera Madderdina i cyklu Inkwizytorskiego Jacka Piekary, dlatego nie mogłam się oprzeć i sięgnęłam po jego kolejną odsłonę serii pod tytułem Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety. Choć muszę przyznać, iż potrzebowałam trochę czasu, żeby przetrawić początek trylogii ruskiej, który nie sprostał moich oczekiwań, a z Mordiego zrobił pantofla, który utracił gdzieś swój polot i cięty język.
Mordi i Natasza. Ćwierkanie i spijanie sobie miodku z usteczek wychodzi gołąbeczkom Ludmiły wybornie. Niestety Mordi nie został przy boku księżnej, by cieszyć się wdziękami uroczej Nataszy. Dlatego biedny inkwizytor musi zakasać rękawy i ruszyć ze swoją panią rozprawić się z jednym takim butnym kniaziem. Cała sprawa nie byłaby może warta wspomnienia, gdyby nie napotkane w drodze powrotnej poselstwo od cara Iwana z Moskwy, któremu towarzyszy piękna i groźna Nontle.
Przygody pantofla część druga. Znowu było tak sobie.
Oczywiście mogę na plus zaliczyć to, iż kolejne rozdziały są w miarę spójne i czyta się je znośnie. Jednak całej historii brakuje jaj Mordiego. ;) Ten niejednoznaczny, niepokorny, cyniczny inkwizytor został na Rusi wykastrowany i zachowuje się jak szczeniaczek merdający ogonkiem na widok swojej pani.
Do tego akcja jest „rozmamłana” jak sam bohater. Owszem coś się tam na „scenie” dzieje. Są wyprawy, polityczne ciekawostki, pikantne szczególiki i mocne przemyślenia dotyczące wiary, ale brakuje takiego mocnego tąpnięcia, albo innego „soczystego” bohatera, który zrekompensowałby pogubionego i słabego Mordimera.
Na tym wylewanie żalów pozwolę sobie zakończyć, a decyzję czy sięgnąć po Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety Jacka Piekary musicie podjąć sami.
Pierwszy tom podobał mi się dużo bardziej. Było w nim więcej akcji, ciekawych wydarzeń i bohaterów. Drugi tom odrobinę mnie zawiódł swoja monotonnością ale po zakończeniu i fragmencie kolejnego tomu z niecierpliwością czkam na ciąg dalszy <3
Tylko dla fanów i czytelników poprzedniego tomu (przeklęte krainy). Oni mogą dodać jedną gwiazdkę do rankingu. Przeczytałem z rozpędu i sympatii do cyklu, autora i postaci inkwizytora.
Coby napisać ... mniej męcząca od poprzedniej części ( i za to jakieś 0,5 gwiazdki do góry ). Jak dla mnie mało inkwizytora w inkwizytorze, akcja bez dramatyzmu i na zwolnionych obrotach.
Czas na nową książkę Jacka Piekary! Tym razem inkwizytor dalej przebywa na barbarzyńskiej i heretyckiej Rusi ze swoją Nataszką, pod czujnym okiem Ludmiły. Jednak jego sytuacja nie jest ciekawa. Grono nieprzychylnych mu osób stale się powiększa, a on sam czuje, że Bóg znowu daje mu zadanie do wypełnienia. Razem ze swoją królową wyrusza na wojnę. Czy powróci? I co najważniejsze, czy uda mu się pozostać wiernym Świętemu Officium?
Styl jak zawsze świetny, Mortimer cudownie irytujący i zbyt pewny siebie, a cała fabuła dosyć wciągająca Jedynie, czego trochę nie rozumiem to dopisywanie środkowych tomów, które jak wiadomo w kolejnych kompletnie nie są pociągnięte, a wątki znikają. Niemniej, na tyle jestem związana z tą serią, tak bardzo uwielbiam ten wykreowany świat, że nie jestem w stanie odpuścić i nie czytać Z tym, że chętniej z tej Rusi wróciłabym jednak do cesarstwa!